PIRS: Telewizja pokazała (177)7 min czytania

()

telewizja2015-12-03.

Amerykański satyryk, był to chyba Art Buchwald, opowiadał jak kiedyś wybrał się z rodziną na urlop samochodem i siadła mu opona. Musiał w deszczu wysiąść z samochodu i zabrać się za wymianę koła. W trakcie wymiany zobaczył jak jego dzieci przyglądają mu się z niesmakiem przez okno i kciukami mimowolnie robią ruchy jakimi przyciska się guzik pilota telewizora żeby zmienić program.

Oglądając ostatnio telewizję mam identyczny odruch, a że mam w ręku pilota więc przebiegam po kanałach i, niestety, rzadko znajduję coś ciekawego czy relaksującego. Programów informacyjnych nie da się oglądać, nie tylko z powodu przygnębiających wiadomości i nieprzyjemnych postaci. Przykre jest też to, że te same wiadomości i te same, zwykle puste, wypowiedzi powtarzane są nieskończoną ilość razy.

Okazuje się też, że mimo kilkudziesięciu programów i dziesiątków filmów nie bardzo jest co oglądać, bo albo są infantylne, albo krwiożercze, albo stare, a najczęściej wszystko razem. Podobnie jest w prasie, gdzie najczęściej starają się zwrócić naszą uwagę jakąś aferą, głupotą, niesprawiedliwością.

Chciałoby się wrócić do bajek, ale te, które teraz pokazują dzieciom, są fatalne.

* * *

Istotę tego co się dzieje i dziać będzie wypowiedział jeden z posłów PiS: Sejm jest najwyższą władzą. Przytoczył tym samym, zapewne mimowolnie, art. 15 Konstytucji z 1952 r.

Skoro Sejm jest najwyższą władzą a PiS opanował wszelkie władze wykonawcze, może lekceważyć wszelkie decyzje innych władz i uznawać je za nieważne lub błędne. A kiedy jeszcze utworzy Izbę Sądową, która będzie korygować „niesłuszne” wyroki sądów (były takie plany), to nikt mu w niczym nie przeszkodzi. Nie musi nawet wprowadzać stanu wyjątkowego.

Większość sejmowa dużo może i np. pozbawienie immunitetu kogoś z grona posłów, areszt „do wyjaśnienia sprawy”, może przytłumić działania opozycji, zresztą werbalne, bo realnie opozycja nic nie może.

Zagrożenia terrorystyczne, bądź związane z sytuacją na Ukrainie, mogą sprawić, że PiS wprowadzi jednak coś na podobieństwo stanu wyjątkowego po to żeby ograniczyć swobody obywatelskie i np. odłożyć wybory na czas kiedy „sytuacja się ustabilizuje”. Może to być też jakieś zdarzenie krajowe, np. znowu podejrzenie zamiaru zamachu na gmach Sejmu lub coś podobnego.

PO przyzwyczaił nas, że czasem mianowano na najwyższe stanowiska ludzi poniżej poziomu, ale PiS przekroczył wszelkie granice – żenada na każdym kroku. Już teraz nie liczą się z prawem, procedurami i dobrym obyczajem. Część z mianowanych już w przeszłości pokazała jak traktuje, a raczej pomija i nagina prawo, część pokazuje to teraz i zapowiada na przyszłość. Charakterystyczne jest, że wśród inicjatorów i wykonawców łamania prawa jest wielu prawników (z prezesem i prezydentem na czele), których nie można podejrzewać, że nie wiedzą co czynią. Teraz zresztą można odnieść wrażenie, że każdy z posłów zna się doskonale na prawie.

Pan Kornel Morawiecki, który starał się być autorytetem moralnym, wypowiada banialuki typu Dobro narodu jest ponad prawem. Oczywiste jest że większość parlamentarna określi czym jest to dobro.

Zdaje się, że z wyborem nowych władz w Polsce przybył NATO jeszcze jeden newralgiczny, nieprzewidywalny punkt.

* * *

PiS wspierany przez ruch Kukiz’15 wybrał błyskawicznie nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, natychmiast zostało to opublikowane w Monitorze, a prezydent tuż po północy odebrał ślubowanie od nowych sędziów.

Opozycja jest nieporadna. Zamiast mówić o przewrocie jakiego jesteśmy świadkami, o łamaniu prawa, skupia się na tym że osoba rekomendująca zmiany i jeden z sędziów należeli kiedyś do PZPR. Ma to wykazać, że mamy do czynienia z „komunistycznymi metodami”. Główny macher tych zmian, Kaczyński, nie należał do PZPR, jego współpracownicy także, a to że dwie osoby mają partyjną przeszłość o niczym nie świadczy. Opozycja tradycyjnie zwalcza „komunizm”, zamiast mówić o istocie tego co się dzieje.

PiS idzie jak burza, niszcząc państwo, a publicyści komentują poszczególne etapy zmian jak w piosence z Piwnicy Pod Baranami pt. „Wszystko się jeszcze da odkręcić”.

Tu by się przydał dobry egzorcysta.

* * *

Kapitalny przykład spolegliwości prawników podaje Marek Ostrowski z Polityki: zdaniem pani profesor prawa, prezydent może sam siebie ułaskawić gdyby postawiono go przed Trybunałem Stanu.

* * *

Pierwsza decyzja nowego ministra zdrowia to zapowiedź likwidacji programu in vitro opłacanego przez państwo. Podobno za drogi, a poza tym są inne metody, tylko lekarze nie badają dokładnie osób mających kłopoty z poczęciem potomstwa (!).

Minister wypowiedział się też w sprawie bezpłatnych leków dla osób po 75 roku życia. Osoba skierowana do specjalisty nie otrzyma od niego recepty – tę może wypisać tylko lekarz rodzinny, który ją skierował na konsultacje. Ciekawe jak to będzie wyglądać gdy lekarz skieruje chorego do specjalisty na leczenie, a nie tylko na konsultacje. Chory w trakcie leczenia powinien pojawiać się regularnie u specjalisty, który może zmieniać kurację i leki. Ale chory będzie musiał każdorazowo po wizycie u specjalisty szybko (?) dostać się do lekarza rodzinnego, żeby ten wypisał mu recepty i ewentualnie zabiegi.

* * *

Ze zdumieniem wysłuchałem rozmowy panów Kuby Wątłego, Marcina Palade i prof. Kazimierza Kika, poświęconej ostatnim zdarzeniom. Dyskutanci zwrócili uwagę na naginanie prawa przez PO w czasie jej rządów, związanego m.in. z wyborem dodatkowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, a także z upolitycznionym wyborem sędziów (osobiście uważam że sędziów TK powinni wybierać sędziowie, a nie partie). Moje zdziwienie wzbudziła teza, podzielana przez wszystkich panów, że skoro PiS ma według dyskutantów dość dobry program gospodarczy, to należy pozwolić mu działać, a dopiero potem ewentualnie krytykować ich działania, a nie tuż po objęciu rządów.

PiS demontuje mechanizmy działania państwa i jasno zapowiada dalsze takie działania. W jaki sposób ten demontaż ma się do programu gospodarczego? Czy bez zablokowania TK nie da się prowadzić rozsądnej działalności gospodarczej?

Pragnienie zmian na lepsze prowadzi często do naiwnego zaufania do ludzi którzy taką zmianę obiecują. Mieliśmy tego przykłady, kiedy Kuba Wojewódzki i Kuba Wątły wsparli Pawła Kukiza w wyborach prezydenckich, widząc w nim nadzieję na takie zmiany (obaj potem przeprosili widzów, rozczarowani Kukizem). Niezadowolenie z wad poprzednich rządów skłania niektórych komentatorów do poszukiwania dobra nawet tam, gdzie, jak to określił kiedyś Jarosław Kaczyński, „czyści się dom brudną szmatą”. Warto im przypomnieć starą anegdotę o wróbelku.

Otóż kiedyś zimą wróbelek skakał sobie po jezdni. Było bardzo zimno i wróbelek zmarzł i padł. Byłby wyzionął ducha, ale przejeżdżał tamtędy wóz i koń zrobił kupę akurat na wróbelka. Wróbelek rozgrzał się, ożył i zadowolony zaczął ćwierkać. Przechodził opodal lis, usłyszał ćwierkanie, wyciągnął wróbelka z nawozu i pożarł. Jakie stąd wypływają wnioski? Po pierwsze, nie każdy kto na ciebie s.. jest twoim wrogiem. Po drugie, jak siedzisz w g… to nie ćwierkaj. Po trzecie, nie każdy kto cię wyciąga z g… jest twoim przyjacielem.

PIRS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. A. Goryński 05.12.2015
    • Stary outsider 06.12.2015
      • A. Goryński 06.12.2015
  2. jureg 08.12.2015