Dostałem wczoraj od jednego z naszych najbardziej utytułowanych naukowo autorów tekst, który gazetka pt. „Rzeczpospolita” (popularnie zwana „Rzepą”, co za czasów twórcy jej odnowionego oblicza i pierwszego redaktora naczelnego po transformacji, naszego przyjaciela Darka Fikusa, a także za szefowania jednego z założycieli „Studia” Grześka Gaudena było sympatycznym spieszczeniem, dziś zaś brzmi jak pogardliwe splunięcie…), była łaskawa poświęcić naszemu „Studiu Opinii”. Musiał mi to przesłać, bo już za redakcji niejakiego PL nie brałem paskudztwa do ręki, a – jak się okazuje – rotacja właściciela i redaktora naczelnego niewiele zmieniła, choć pewną ważną dziś partię polityczną okropnie w swoim czasie uraziła…
Poniżej przedrukowujemy ten tekst w całości, aby nasi Czytelnicy (którym autor – jakiś Jakub Kowalski, człowiek zapewne młody i nieznany, też poświęcił kilka wartych uwagi głębokich spostrzeżeń) mieli możność samodzielnego wyrobienia sobie zdania – o samym materiale, autorze oraz redakcji, która coś takiego publikuje. Ale najpierw – kilka słów historii i komentarza; są chyba niezbędne, bo z wpisów internautów pod opublikowanym również na Facebooku tekstem wynika, że rzadko kto przebrnął przez więcej niż trzecia część arcydzieła, większość zaś deklaruje bez osłonek odruch wymiotny. Określeń pod adresem autora elukubracji nie zacytuję; powiem tylko oględnie, że znaczeniowo lokalizują się w ciele męskim nieco poniżej pasa.
Było tak: kilka dni temu autor zwrócił się do nas z kilkoma pytaniami. Ich treść nie pozostawiała wątpliwości co do jego intencji, ale postanowiłem odpowiedzieć natychmiast i precyzyjnie, co też zrobiłem z całą uprzejmością. Odnotowuję, że autor to dostrzegł i z wyraźnym zdumieniem – podziękował. Elegancko i grzecznie. Ja mu też podziękowałem – za zainteresowanie nasza niszą; faktycznie, „Rzepa” jest pierwszą gazetą, która poświęciła nam aż tyle uwagi i nie obawiała się wymienienia nazwy witryny, czego o kilku poważnych skądinąd mediach nie da się powiedzieć. Inna rzecz z intencjami, no ale zostawmy ten temat.
No i poszło. Tu był koniec elegancji i uprzejmości. Publikowany niżej tekst jest – niestety – klasycznym donosem, czyli podkablowaniem. Ja to podlizywanie się nowej rządzącej – póki co – sile politycznej nawet rozumiem: to są ludzie mściwi i pamiętają doskonale, że niegdyś, za poprzedniej władzy redakcyjnej, mieli „Rzepę” całkowicie na swoje usługi. Wielokrotnie dawali wyraz swojej pamięci o tym wydarzeniu, nie pozostawiając najmniejszej wątpliwości, że niebawem zechcą pismo „odzyskać” (choć dziś, po kompletnym upadku i zejściu z nakładem w okolice dna, nie bardzo wiadomo – po co; „Rzepa” jest teraz gazetką kompletnie bez znaczenia, ale oni już tak mają). Liczenie ze strony obecnych władz gazetki, że będzie im darowane, jeśli kilka razy okażą się nad potrzebę katoliccy – jest naiwnością: i tak ich spacyfikują. No, może kilku szczególnie gorliwych PiSarczyków zachowa etaty; to by wiele tłumaczyło, jeśli idzie o omawiany tekst.
Co państwo – Czytelnicy „Studia” – w nim znajdą?
Kilka rzeczy nader ciekawych i znamiennych. Po pierwsze, jest on utrzymany w stylu tzw. gryzącej ironii – i muszę przyznać, że imitacja pisania dawnej „Walki Młodych” z okresu Marca ’68 czy niesławnej pamięci „Rzeczywistości” z czasów karnawału „Solidarności” jest zupełna. Swoją drogą – kto i gdzie autora takiego pisania nauczył? Odpowiedź na te pytania wydaje mi się dość interesująca. Mam swoje supozycje na ten temat i powiem, że spozieram ku pewnej szkole medialnej na północ od Warszawy, ale mogę się mylić.
Po drugie – autor z wyraźnym niesmakiem zauważa, że większość piszących w „Studiu” to emeryci lub nawet ludzie wręcz sędziwi. Stwierdza, że takie samo jest też nasze audytorium czytelnicze; niestety dla siebie, podaje też zgodnie z prawdą, że stanowią oni ok. jednej trzeciej wszystkich czytelników – skąd wniosek, że piszący niezbyt się przykładał w szkole podstawowej do rachunków; na wszelki wypadek informuję go więc, że jedna trzecia to mniejszość. Spora mniejszość. Ale to mało ważne: z tekstu wyziera wyraźne rozgoryczenie autora, że 80-letni starcy jeszcze żyją i na dodatek śmią coś pisać do podobnych sobie, zamiast memłać gdzieś w kącie bezzębnymi szczękami kleik, lub po prostu cicho i bezwonnie zejść. Nie napiszę w związku z tym, że jest to klasyczna dyskryminacja ze względu na wiek; po prostu rozumiem, że wiedza i doświadczenie starszych niektórym młodzikom wyraźnie przeszkadzają: za dużo wiemy, za dużo widzieliśmy, za dużo pamiętamy i jakoś nie da się tak łatwo w naszej obecności kłapać bez sensu dziobem.
Po trzecie – autor z widoczną zgrozą zauważa, że wśród naszych czytelników zgodnie z wynikami ankiety „Studia” ludzie wierzący i praktykujący stanowią ledwo 8%. Niektórzy zaś autorzy – w tym niżej podpisany – jawnie i bezczelnie śmią deklarować zdecydowaną niechęć do każdej religii, a ja na dodatek nie mam nic przeciw gejom, lesbom, seksowi dla przyjemności oraz aborcji na życzenie. Na dodatek, nasi czytelnicy przywiązują znaczenie do gospodarki państwa i jego stosunku do nauki i techniki, a w nosie mają politykę historyczną i marsze ze sztandarami i przyśpiewkami! No – takie audytorium i tacy autorzy po prostu nie mają prawa istnienia!
Swoją drogę i tak dobrze, że młodzieniec nie zaproponował budowy stosów.
Nie będę już zanudzał Czytelników dalszymi cytatami ani polemiką. Wyliczę tylko kilka jeszcze rzeczy, które zdaniem naszego młodego kablowniczka są godne potępienia, jak: pracę niegdyś w „Gazecie Wyborczej”, w szczególności na jakimś stanowisku, sympatię dla peerelowskiej prasy społeczno-politycznej (tu pragnę autorowi – nomen omen – donieść, że wśród założycieli „Studia” jest np. Ryszard Turski, niegdyś redaktor naczelny takiego dziwnego pisma „Po prostu”…), jakąkolwiek tolerancję dla wszelkich „inności”, sympatię dla tych Rosjan, którzy zachowują się przyzwoicie, brak krytyki Komorowskiego (za co?) i Tuska (tu akurat młodziak się zdrowo obsunął, czyta nieuważnie: na witrynie jeszcze „wisi” ostatni tekst Jacka Pałasińskiego)…
Poważnym zarzutem jest to, że wszyscy ludzie, których Stefan Bratkowski przed laty wyliczył jako potencjalnych przyjaciół naszej witryny, czyli osoby, które znalazły się w jego osobistym wykazie przyzwoitych – na dźwięk samego nazwiska Bratkowskiego zareagowali sympatią. To tłumaczy, dlaczego cynicznie i – o zgrozo – jednomyślnie jego właśnie wybraliśmy sobie przed laty za szefa. Słowem – marketing i reklama…
Główny zarzut tkwi jednak w tytule. Jesteśmy otóż – z tym straszliwym zbójem-karateką, alpinistą i matematykiem Łozińskim – ponoć kolebką ruchu Komitetów Obrony Demokracji…
Zostawiam to bez komentarza; albo nie: jeśli tak można rzeczywiście powiedzieć, to dla nas honor i zaszczyt.
Kablowniczkowi chcę zaś szczególnie podziękować (serio, to nie są kpiny) za jeszcze jedno. Otóż po publikacji jego donosiku czytelnictwo „Studia Opinii” wzrosło o 30%.
Poniżej tzw. artykuł tzw. dziennikarza tzw. opiniotwórczej gazety „Rzeczpospolita”. Czytajcie i rozkoszujcie się. Swoją drogą, rzadko kiedy ktoś się tak dobrowolnie przerobił na nawóz. I to bynajmniej nie saletrę potasową.
Bogdan Miś
Kołyska KOD-ów
Plus Minus-rp.pl, Jakub Kowalski
Pomysł stworzenia Komitetu Obrony Demokracji padł na portalu Stefana Bratkowskiego. To zadziwiająca witryna. W chmurze tagów jest tu miejsce dla jednego polityka (to Kaczyński – wymieniany zwykle jedynie z nazwiska) oraz jednej partii (oczywiście PiS).
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Łoziński – niegdyś działacz opozycji antykomunistycznej, wzięty alpinista i mistrz kung-fu – to jeden z aktywniejszych publicystów. On właśnie wykoncypował, żeby powołać KOD „wobec jawnych prób demontażu demokracji dokonywanych przez PiS”. Jakich? „Nie będę ich wymieniał, wszyscy wiedzą” – dodaje, bo przecież jego portal nie służy myślącym inaczej. Wymyślił zatem, żeby KOD wzorować na KOR, w którym co prawda działali również Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński, ale przecież „przeszli później na ciemną stronę mocy” i stali się „dyktaturą”, więc jednak bez przesady z tą inspiracją. Zresztą KOR zajmował się ofiarami PRL, a KOD ma dopiero „organizować pomoc prawną i materialną dla ewentualnych poszkodowanych”. Co więcej, Łoziński sam tego nie zrobi, bo „to nie jest zadanie dla emerytów”, lecz szczęśliwie dla niego i jego kolegów z łamów odezwała się niezawodna „Gazeta Wyborcza” z rzeszą pożytecznych idiotów i KOD zaczął działać na pohybel tym, z którymi nie warto rozmawiać!
Oto Łoziński przy Monice Olejnik oceniał kiedyś ludzi pytających o zamach w Smoleńsku: „Dyskusja z nimi po prostu sensu nie ma żadnego, dlatego że oni nie przyjmują żadnych argumentów. Oni mają jakiś swój świat, fikcyjny, w którym żyją, i to, co jest dla mnie bardzo przykre w tym momencie, to negowanie wolnego państwa polskiego”. Diagnozował też przenikliwie, że Jarosław Kaczyński powinien w tej sytuacji nie przyjmować dotacji budżetowych dla swojej partii, jego celami zaś mają być wywołanie zamieszek i przeprowadzenie puczu. „Mówię otwarcie, ja widzę tutaj taki plan, on chce doprowadzić do rozruchów, do tego, żeby najlepiej by było, jakby policja zaczęła strzelać do ludzi, i on wtedy dokona przewrotu. Ponieważ on doskonale wie, że żadnych wyborów w Polsce już nie wygra i po prostu w ten sposób upatruje swojej drogi do władzy. I mam nadzieję, że się mu to nie uda”. Tymczasem w październikowych wyborach jakoś się udało.
Taka to właśnie owa Jedna Opinia. Ale myliłby się ten, kto sądzi – przyznaję, jak ja – że wszyscy jej wyznawcy zgłosili akces do KOD. W studyjnym towarzystwie znalazł się bowiem głos chorego rozsądku. Niejaki Hazelhard, czyli prof. dr hab. Michał Jerzy Leszczyński z Instytutu Wysokich Ciśnień PAN (specjalności: fizyka ciała stałego oraz krystalografia), również często widoczny na łamach, obwieścił, że „najprawdopodobniej petycji nie podpisze”, bo „na liście są wspaniali Intelektualiści i byłoby zaszczytem znaleźć się w tak zacnym gronie. Jednak dlaczego ci wspaniali Intelektualiści nie protestowali, kiedy TK dopuszczał finansowanie Kościoła z budżetu państwa? Przez 25 lat Państwo Polskie było okradane (w sumie pewnie ze 100 mld zł) przez Kościół katolicki w majestacie »prawa«, a Trybunał Konstytucyjny ani się na ten temat nie zająknął. Teraz żąda się ode mnie, abym w obronie TK występował, podpisując listę Komitetu Obrony Demokracji. Przyznam się, że mam dylemat moralny”.
W co się bawimy
Studio Opinii to firma. Nie w sensie metaforycznym, ale dosłownym: spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (co w tym wypadku jest zwrotem nadzwyczaj adekwatnym). Zarejestrowano ją w KRS pod numerem 0000326491 w marcu 2009 roku, choć w sieci Studio ukazało się pół roku wcześniej. Deklarowana branża: portal, strona internetowa, firma informatyczna i komputerowa. Członkami zarządu są Sławomir Popowski, Bogdan Miś, Hanna Malinowska. Prezesem zarządu – Stefan Bratkowski. Adres: Nowy Świat 58, czyli budynek istniejącej niegdyś Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Wańkowicza, gdzie teraz mieści się Fundacja Prasowa dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Co ciekawe, jej zarząd to Malinowska i Popowski, a prezes – Bratkowski! Nic więc dziwnego, że przy tak bliskich relacjach fundacja działająca „na rzecz integracji środowiska dziennikarskiego i mediów, promując model dziennikarstwa odpowiedzialnego, przestrzegającego wysokich standardów zawodowych i etycznych” – jak sami o sobie piszą jej twórcy – współpracuje blisko jedynie „z gazetą internetową Studio Opinii”. Do tego jej członkowie – sami uprzejmie donoszą – spotykają się tam co tydzień „na nieformalnych kolegiach redakcyjnych”.
Studyjne początki? „Dość długo grupa doświadczonych – i, niestety, na ogół niemłodych – dziennikarzy myślała o założeniu własnego pisma internetowego. Tymi dziennikarzami (nieco patetycznie żartobliwie zwanymi „Ojcami Założycielami”) są: Roma Przybyłowska-Bratkowska, Stefan Bratkowski, Grzegorz Gauden, Azrael Kubacki (wł. Jacek Gotlib, zmarł w 2015 roku), Andrzej Lubowski, Mirosław Malcharek, Wojciech Mazowiecki, Bogdan Miś, Jacek Pałasiński, Sławomir Popowski, Ernest Skalski, Ryszard Turski, Aleksander Jerzy Wieczorkowski (zmarł w 2012 roku), Paweł Wimmer”. Zespołem kieruje Bratkowski wybrany jednogłośnie – jakżeby inaczej! – na redaktora naczelnego. Redakcja ma również kilkudziesięciu stałych współpracowników. Wśród nich wspomniani Leszczyński i Łoziński, ale także Cezary Bryka, Nathan Gurfinkiel, Alina Boguszewicz, Alina Kwapisz-Kulińska, Jacek Parol, Piotr Kuczyński, Waldemar Kuczyński, Andrzej Markowski-Wedelstett, Stanisław Obirek, Andrzej Kołaczkowski-Bochenek, Jerzy Dzięciołowski, Piotr Rachtan, Leszek Szaruga, Andrzej Gregosiewicz, Łukasz Turski, ks. Wojciech Lemański, Walter Chełstowski, Janusz Wiertel, Andrzej Koraszewski, Aga Pałac i inni.
Ważną funkcję w Studio pełni jeden z ojców założycieli: Bogdan Miś. To webmaster strony internetowej, który odpowiada na e-maile przesyłane do redakcji, ale i publicysta. Kto zacz? Dziennikarz, matematyk, informatyk, popularyzator nauki. Pisze o sobie: „Nie chcę robić przyjemności »demaskatorom«, którzy lubią wyciągać jako rewelacje argumenty typu »a xyz był związany z komuchami«. Ja byłem, i owszem. Z przekonania, a nie po to, by »system rozkładać od środka«, jak wielu dziś lubi o sobie mówić. Ułatwię też robótkę tym, którzy z widoczną złośliwą zaciekłością odnajdują w moich poglądach materializm: mają absolutną rację. Jestem zdecydowanym ateistą i podzielam do końca poglądy słynnego Richarda Dawkinsa, sformułowane w jego słynnej książce »Bóg urojony«: wszelka religia jest po prostu społecznie szkodliwa. (…) Najogólniej mówiąc, moja lewicowość jest bardziej »ideologiczna« niż »ekonomiczna«. Słowem – geje, lesby, inne kultury, anarchiści, wolne związki, aborcja, rozwody, seks dla przyjemności, różni popaprańcy – tak, totalitaryzm i »państwowość« – nie”.
Jeszcze słowo o środowisku: Studio Opinii zamieszcza imponujący spis przyjaciół (ponad 300 nazwisk), ale pobieżny kontakt z kilkoma pokazuje, że nie do końca zdają sobie sprawę z tego zaszczytu. Bloger Piotr Vagla Waglewski odpowiada, że zna kilka osób z serwisu, raz nawet był w jego siedzibie, i generalnie cieszy się, gdy uznawany jest za przyjaciela, „aczkolwiek nie wiem, w jakim kontekście moje nazwisko znalazło się na tej liście”. A czy redaktor „Press” Andrzej Skworz słyszał o tym? „Pewnie tak, choć dziś już nie pamiętam, ale odczytuję to jako zobowiązanie, by być dobrym dziennikarzem”. Prof. Wiktor Osiatyński również nie kojarzy tematu, choć „jeśli to Bratkowski, to tak”. To pokazuje, dlaczego twarzą portalu jest właśnie Bratkowski: budzi bowiem powszechną sympatię ze względu na dokonania.
To znana postać: 81-letni prawnik, historyk, redaktor, były członek PZPR, potem w opozycji, kierował Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich, którego honorowym prezesem pozostaje. Skutecznie skrzyknął kolegów, ale to do niego należy tron i rekordowa liczba „przeczytań” – ponad 19 000 (dla porównania: artykuł Łozińskiego o KOD ledwie 1208 razy) – komentarza „W co się bawimy…”. Traktuje on o aferze podsłuchowej ujawnionej przez „Wprost”. Autor napisał, że „szambo dziś zalewa media polskie” i „jest mi niezmiernie przykro, że znaczna część polskich mediów ma dziś swój udział w kampanii destabilizacji, graniczącej z próbą zamachu stanu”, choć „dla jasności: nie jestem w żadnych stosunkach z obecnym rządem, nie doradzam i nie admiruję”.
Bujajcie się!
Pan Stefan układa też aforyzmy, które ozdabiają główną witrynę. Ten na dziś: „To się nie skończy Orbanem. To się skończy Haiderem. Szykujcie zapas chleba na wszelki wypadek”. Ten na wczoraj: „Kłamstwo na kłamstwie, iluzja na iluzji. Ignorancja i tupet. Dadzą radę” (co nawiązuje do hasła wyborczego PiS). I strach pomyśleć, co – poza Haiderem – będzie jutro. Ale na tym nie koniec, bo choć webmaster Miś w portalowym credo piał, że „nie grzebiemy nikomu w życiorysie”, to Bratkowski o Rajmundzie Kaczyńskim, ojcu prezesa PiS i byłego prezydenta, napisał, że „członkostwo [w] partii umożliwiło [mu] studia”. Tymczasem nawet paszkwile „Newsweeka” nie dowiodły przynależności do PZPR, bo nazwiska Kaczyński brak w dokumentach partyjnych, choć uczelniana organizacja miała mu wystawiać dobre świadectwa.
Z kolei Ernest Skalski – ceniony autor Studia – wytknął, że Jarosławowi Kaczyńskiemu warto pamiętać jego wypowiedź: „Teraz, kurwa, my!”. Tyle że Kaczyński użył tych słów w sensie negatywnym, tłumacząc w 1997 roku w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” (Skalski był wtedy jej wiceMichnikiem!), że nie startuje w wyborach parlamentarnych z list AWS, bo zbyt wielką rolę odgrywa tam właśnie frakcja TKM, która woli zająć stanowiska rządowe, niż dokonywać reform. Skalski pisał też, że „gdy Hitler w wyniku parlamentarnej kombinacji objął władzę, mawiano: niech sobie trochę porządzi. Szybko upadnie. Przypomnę więc, że to samo mówiono, gdy bolszewicy zdobyli Pałac Zimowy i stworzyli rząd na czele z Leninem”. Proszę zgadywać, kogo miał na myśli?
Przecież to jasne! W chmurze tagów – mówiąc językiem staromodnym, bo tak też sytuuje się internetowa gazeta: w indeksie haseł – jest miejsce dla jednego polityka (to Kaczyński – wymieniony jedynie z nazwiska) oraz jednej partii (oczywiście PiS). Czyż nie nosi to znamion obsesji? A gdzie miejsce dla tak wybitnych przedstawicieli gatunku jak Tusk i Komorowski? O, przepraszam, udaje się wyłuskać jeszcze jedno nazwisko – Adam Szejnfeld, polityk PO, który widnieje tam tylko dlatego, że jest autorem Studia. Próbka stylu? Plany PiS to „podporządkowanie sobie prokuratury i służb specjalnych oraz przejęcie mediów publicznych i demontaż systemu emerytalnego”, bo rządząca partia prowadzi „politykę insynuacji, spiskowych teorii, podejrzeń, półprawd i mitów”. Basuje mu Piotr Rachtan – dziennikarz o solidarnościowych korzeniach, ostatnio ekspert partyjnej gazetki „POgłos” i niegdyś kandydat PO do Sejmu – który drwiąco pytał: „czy Kaczyński ma haki na Pana Boga?”
To jednak i tak nic w porównaniu z tym, co wyczynia niejaki Mirosław Malcharek. Ma on 83 lata i chyba tylko podeszłym wiekiem należy tłumaczyć tę – by pozostać w jego poetyce – tfurczość. Zaczynał jako pisarz dla młodzieży – „Jeniec koralowej wyspy”, „Szeryf z Malinowego Wzgórza” – by potem zostać grafikiem „Współczesności” i „Literatury na Świecie”. Dzisiaj pisze i maluje zarazem, bo jego specjalnością stały się kolaże. Temat wiodący – bracia Kaczyńscy. Bobas o twarzy Lecha siedzący na tronie z odwróconą polską flagą przytroczoną do krzyża w ręku, do tego tekst: „Może ktoś wyjaśni temu konusowi, że nie pasuje do tego mebla”. Albo zdziadziały Lech – znów z odwróconą polską flagą i krzyżem – do tego słowa: „Jakeś debaty? To my Pisdzielcy zadajem pytania pisdzielne!”. Jest i postać w masce z wulgarnym gestem środkowego palca plus podpis: „Jarosław K. w stroju godowym. Poza niewymuszona. Maska mityngowa. Prosimy o zwrócenie uwagi na charakterystyczny gest prawej dłoni”. A na deser kotek i hasło: „Jarciu! Daj se siana, a ja chcem mleczka”.
Zresztą nie tylko Kaczyńskim się obrywa. Wspomniane już studyjne credo odżegnuje się od „języka nienawiści”, ale w pośmiertnym pożegnaniu jednego z autorów – blogera Azraela – nie omieszkano napisać o anonimowej konkurencji: „kundel prasowy”, „idealny reprezentant prawicowych szczujni”, „bydlak”. Sam Miś do Beaty Szydło pisze per „paniusiu”, a do jej formacji apeluje: „Bujajcie się”. I heroicznym aktem upublicznia w sieci raport komisji Millera o tragedii smoleńskiej, który zniknął ze stron rządowych jako dokument mijający się z prawdą. Zaprawdę, chylę czoła przed Misiową bohaterszczyzną! I słowo „niezależny” w podtytule witryny w tym kontekście jeszcze bardziej śmieszy, bo o jakiej niezależności tu mowa; chyba od rozumu. Tym bardziej że na wszelki wypadek na łamach przytoczone jest przypomnienie: „Wyjaśniamy, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową. Mającą własną politykę programową i linię redakcyjną. Oznacza to, że nie każdy i nie wszystko może tu publikować”. To prawda, w końcu chodzi właśnie o Studium Jednej Opinii.
Studio żyje też innymi sprawami tego świata, choć znów: na osobne potraktowanie zasłużyła tylko jedna. A skoro istnieje „Kącik rosyjski”, to prym wiedzie tam Sławomir Popowski, wieloletni korespondent PAP i „Rzeczpospolitej” w Moskwie, który diagnozował, że „po Smoleńsku zobaczyliśmy Rosję normalną, współczującą, empatyczną. Niezwykła reakcja władz rosyjskich, pomoc udzielana rodzinom ofiar podczas identyfikacji ciał najbliższych, to wszystko pokazało tą prawdziwą, dotąd nieznaną Rosję. Rosję zachowującą się powyżej wszelkich standardów dyplomatycznych i międzynarodowych. Rosję prawdziwą. (…) Mam nadzieję, że będzie to sprzyjało tej strategii, która została zapoczątkowana po objęciu rządów przez Platformę Obywatelską. Przypomnę, że spotkało się to wówczas z totalną krytyką i atakiem prawicy, rozpatrywane było nieomalże w kategoriach zdrady narodowej. To jest chore podejście. Po 10 kwietnia – mam taką nadzieję – ten antagonizm się zmniejszył. Ale nie oszukujmy się: antyrosyjskie stereotypy, o czym świadczą różnego rodzaju »spiskowe teorie«, jakie pojawiły się po katastrofie pod Smoleńskiem są bardzo silne”.
Specjalność ? la PRL
Kto za to wszystko płaci? Miś: – Choć nie wszyscy w to wierzą, Studio działa całkowicie społecznie: robimy je po prostu dla osobistej przyjemności; by na starość nie zardzewieć. Nikt nigdy nie otrzymał u nas ani złotówki za swoją pracę, i nie otrzyma. Mieliśmy kilkanaście ofert od młodych ludzi szukających pracy w dziennikarstwie, ale z żalem musieliśmy z nich zrezygnować – liczyli oni bowiem na ogół na etaty, a co najmniej na honoraria – mówi. Spółka nie przynosi bowiem żadnych dochodów. Założyciele zebrali po 500 złotych, co razem dało kapitał: 7500 złotych, który od tamtej pory stale maleje. Jedynym wydatkiem są doroczne opłaty rejestracyjne za nazwę domeny. Hosting jest bezpłatny, o co zresztą nie zabiegali, ale zaoferowała go „pewna ceniona firma informatyczna i z wdzięcznością tę propozycję przyjęliśmy”. A reklama? Co prawda z początku wiązano z nią pewne nadzieje, ale okazały się płonne, więc Studio nie ma nawet cennika. Jedyna płatna reklama na witrynie dotyczy firmy pośrednictwa pracy pl.jooble.org , która zapłaciła 400 euro za rok.
Kto to wszystko czyta (i ogląda)? Wedle statystyk: przez sześć lat strona zanotowała 3 360 524 odwiedzin. Średnio to półtora tysiąca dziennie, ale teraz odwiedzin jest nawet kilka tysięcy. Ankiety wypełnione przez czytelników Studioopinii.pl mówią, że dominują wśród nich starsi panowie (75 proc.). Najwięcej jest emerytów (34 proc.), czyli pisze swój dla swego, skoro również emeryci redagują portal. Wiara? Więcej niż co trzeci deklaruje się jako niewierzący, wierzących i praktykujących zaś jest ledwie 8 proc. Czynnik ważny w ocenie partii politycznej? Stosunek do spraw gospodarczych – 66 proc., do nauki i kultury – 16 proc., do obyczajów – 4 proc., wreszcie „dla nikogo nie jest w ogóle ważny stosunek partii do tematyki patriotyczno-historycznej”. Na kogo więc głosują? „Otóż 66 proc. z was to »platfusy« (przepraszam: ci, co głosowali na PO), 5 proc. to »postkomuna« (czyli wyborcy SLD), 2 proc. klienci PSL. Pisiorów wśród was (i nas…) brak; nie dziwimy się” – czytam na portalu. Miś dobija: „Zwolennicy poetyki portalu »wPotylice« nie mają tu czego szukać”.
W końcu studyjni autorzy piszą o sobie, że z „premedytacją nawiązują do specjalności PRL: tygodnika społeczno-politycznego”. Co było do okazania.


Ty się lepiej od razu przyznaj ileś zapłacił za taką reklamę? 🙂 To nie mogło być tanie. A jakbyś nie skąpił i trochę dorzucił, to ten egzemplarz opisałby SO jeszcze szkaradniej. Moim zdaniem – warto było 🙂
Ten artykuł w „Rzepie” to dobra wiadomość. Oznacza, że SO i KOD wbiły się patriotom drzazgą w dudę.
proszę o mniej oszczędne korzystanie z cudzysłowów –
powinno być, jak mi się wydaje – „patriotów”.
Gdybym napisał „patriotów”, uznałbym czytelników SO za idiotów, którym trzeba tłumaczyć, jak Maciek krowie na miedzy. A oni tacy nie są.
Pewien filozof napisał wspaniały esej pt.: „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem”, (całkiem niedawno Ibn Warraq napisał wspaniałą książkę „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”), nie będę pisał dlaczego nie jestem katolikiem pisującym do „Rzeczpospolitej”. Nowe wraca w galopującym tempie, to nawet ciekawe jak się te stwory rozwiną (i nie pytajmy skąd się te sieroty po Berii wzięły).
@koraszewski: dlaczego dla Ciebię Bertrand Russel jest „pewien filozof” – nie pojmuję. Przecież nie obawiasz się go zakapować „kagulardom”, przyzywanym przez dziubusia z rzepy na koordynaty współpracowników SO. On przecież nadal nie żyje?
Jak się dowiedzą o kogo chodzi, to znowu zaczną donosić na Kotarbińskiego.
Spieszę z informacją dla „autora” Kubusia Kowalskiego odnośnie mojego wieku- mieszczę się w przedziale 40/50 i jestem czytelnikiem Studia Opinii niemal od dnia jego powstania. I ja ze wstydem wyznaję, że znalazłem się tu wiedziony głosem i autorytetem Stefana Bratkowskiego. Po trzecie chciałbym podziękować p.Kowalskiemu za to, że pomimo nieudolnej ( z pewnością zamierzenie ) złośliwości napisał tekst, który człowieka inteligentnego skłonić winien do odwiedzin naszego ( a co tam, zaryzykuję ) portalu. Jeszcze raz gratulacje !
No więc się demaskuję dobrowolnie, to ja doniosłem Bogdanowi Misiowi, a mnie z kolei doniósł kolega, który mi donosi rzeczy ciekawe, bo ja nie wszystko jednak czytam. Ucieszył mnie ten wzrost o 30% czytelników SO. Teologicznie to się nazywa felix culpa, a mniej pobożnie, źle czy dobrze byle o nas bo z tego zawsze coś dobrego wyjdzie.
Wczoraj na „fejsbukowym KODzie” pojawił się wątek, w którym jak się przedstawiała 20-latka narzekała m.in., że KOD nie podchwycił jej pomysłu o organizowaniu pikiety pod domem Jarosława. Zdumiała mnie ilość wpisów poparcia i odezwałam się grzecznie, przedstawiając pogląd starszej pani. Poparcie dla niej rosło i rosło, aż zaczęły się erystyczne sztuczki wkładania mi w usta o niedopuszczaniu młodych, o pouczaniu… I wtedy już moje podejrzenia nabrały pewności – Jaro boi się dojścia do KODu młodych, bo to oni a nie starzy są siłą na ulicach. Trzeba jeszcze pojechać na tym ważnym podziale – obrzydzić młodym, a KOD pokazać jako zbór staruchów ze sklerozą. Ten artykół wchodzi w to jak w masło.
Ps. Misiu, z tego wzrostu czytelnictwa to niekoniecznie trzeba się będzie tak cieszyć, bo część z nich zaleje cię robotą 🙁 No cóż stajemy się groźni.
🙂
Spłonęłam ze wstydu, bo dopiero teraz zauważyłam ten kardynalny błąd – bardzo przepraszam. 🙁
Krzysiek Łoziński ma kłopoty z logowaniem, więc za moim pośrednictwem daje taki oto komentarz:
Poziom godny „Żołnierza Wolności” z lat 60. Na dyskusję z tym panem szkoda prądu.
Dlatego, aby ułatwić mu życie, zamieszczam listę obelg, którymi już kiedyś mnie obrzucono. Niektóre z nich to prawdziwa poezja. Ucz się młody człowieku. Teraz będzie łatwiej. Zamiast wymyślać nowe niestworzone historie, wystarczy zajrzeć na listę i wpisać: „numer 26″ albo „numer 45″. I po robocie.
A oto lista (niestety, bez chronologii):
1. Jajarz
2. Popeliniarz
3. Mistrz popeliny
4. Laureat Orderu Złotego Jaja
5. Pękła mu żyłka w pachwinie
6. Mitoman
7. Wszystkim był tylko po trochu
8. Oryginał
9. Byle instruktor samoobrony
10. „Mistrz wibrującej pięści”
11. Mięśniak
12. Przerost masy mięśniowej nad masą mózgową
13. Marcowy komandos
14. Rewizjonista
15. Chuligan
16. Element antysocjalistyczny
17. Pełzający kontrrewolucjonista
18. Anarchosyndykalista
19. Warchoł z Radomia i Ursusa
20. Kornik
21. Podczerwony
22. Kuroniada
23. Lewica laicka
24. Koncesjonowany opozycjonista
25. Pan z gazety koszernej
26. Zabójca nienarodzonych
27. Piewca cywilizacji śmierci
28. Satanista
29. Swawolnik
30. Wróg islamu
31. Antyislamski bluźnierca
32. Silny ośrodek antychiński
33. Podły spisek Michnika i Geremka
34. Dziennikarz spiskowiec należący do Unii Wolności
35. Wiadomy element
36. Macki CIA
37. Tuba CIA
38. Triada z Hong Kongu
39. Humanista końca XX wieku zrzeszony w komitetach obrony czegoś
40. Ujadający kundelek
41. Święta krówka na łączce
42. Hiperliberał
43. Przekraczający granice przyzwoitości
44. Zwolennik łagodnego karania
45. Zwolennik rozpasanej wolności
46. Różowa hiena na robotniczych plecach
47. Deprawator
48. Element proprzestępczy
49. Demoliberał koszerny
50. Pełna kompromitacja autora i wydawcy
51. Wróg Radia Maryja
52. Człowiek nie odróżniający prawdy od fikcji
53. Główna przeszkoda w stosunkach polsko-chińskich
54. Prokomunista
55. Frankensztain dziennikarstwa
56. Szwadron śmierci dla prawdy
57. Poplecznik morderców, gwałcicieli i bandytów
58. Pan, z którym miałem nieprzyjemność
59. Autor słów „mogę iść, ale będą jaja”
60. Powinien się o nim wypowiedzieć biegły psychiatra
61. Inny taternik nazwiskiem Krzysztof Łoza
62. Jego dorobek górski nie znalazł jeszcze uznania w oczach historyków taternictwa
63. Nie zostały jeszcze rozwiane wątpliwości (o zgrozo) co do prawdziwości niektórych relacji
64. Ma lekką paranoję
65. Łozowanie polega na zdejmowaniu przez TOPR
66. Wykiwał masę ludzi
67. Wstrząsy po Uchi Mata i O Soto Gari sprawiły, że mylą mu się punkty z centymetrami
68. Powinien spojrzeć krytycznie na swój dorobek
69. Człowiek o takiej osobowości, że raczej nie zechce zrozumieć
70. Pan, który ma lukę
71. Tytan dziennikarstwa szmatławego
72. Niech sobie Łoziński nie myśli
73. Laureat nagrody „Złamanego Ołówka” przyznanej przez Czerwony Kolektyw
74. Nieprawdziwy ekspert
75. W jego życiu miały miejsce liczne incydenty
76. Nie pisze po Wprostowemu
77. Łże-elita
78. Wykształciuch
79. Daje w ryj znienacka
80. Nieznany osiłek, chuligan i bandyta, który daje bez powodu piąchą w twarz, a później kopie, gdzie popadnie
81. Bruce Lee – złodziej dróg
82. Genetycznie nie patriotyczny
83. Niezłe nazwisko sobie wymyślił
84. Nie można go, jak innych, pomawiać, że jest Żydem, bo za dużo osób wie, że jest Tatarem
85. Ma rodziców w KPP
86. Członek układu, co poczół się zagrożony (pisownia zgodna z oryginałem)
87. Trzeba się pochylić nad jego przeszłością
88. Sąd wziął pod uwagę arogancję oskarżonego i świadków
89. Front obrony przestępców
90. Pracuje w lewackich beznadziejnie redagowanych Kontratekstach
91. Łoziński jest nikim
92. Robił karierę u Kiszczaka i Michnika
93. Człowiek Michnika
94. Kolega Świtonia
95. Byle nauczyciel z liceum zawodowego
96. Trzeba mówić, że to były SB-ek
97. Koło prawdziwego kung fu nawet nie przechodził
98. Przyłaził na forum Azji i Pacyfiku i swoimi wystąpieniami wzbudzał śmiech fachowców
99. Ciekawe, który ma Dan
100. Przerażony salon wyciągnął go z nikąd przeciw Biniendzie
101. Chce zdyskredytować wybitnego inżyniera
102. Nie powołany biegły
103. Poszedł do tej córki SB-ków Olejnik
104. Stosuje SB-ckie metody
105. Z pannami mu nie szło, więc brał się za mężatki
106. Błaznuje nie pierwszy raz
107. Jego głupota zostanie szybko zweryfikowana
108. Powołuje się na Newtona, a wiadomo, że Newton to żyd (pisownia „żyd” z małej litery zgodna z oryginałem)
109. Nie jest specjalistą, bo tylko skończył fizykę
110. Swoje rekordowe przejścia w rejonie Wołowego Grzbietu opublikował dopiero po 10 latach
111. Wygrywać procesy Łoziński sobie może
112. Marudzący matoł
113. Wyciągnął go z niebytu prorządowy portal Onet
114. Pożyteczny idiota
115. Lepiej niech opisuje pasących kozy w Hindukuszu
116. Szkoda jego inteligenckiej głowy na politykę
117. Wrzucono mu temat
118. Wyrasta na „turonia”, co przypomina nazwisko kogo innego
119. Koń trojański Studia Opinii
120. Generalnie pisze głupoty
121. Nie wie jak się pisze Kadafi
122. Przykleił do sztandaru słomę z butów, którą się podtarł po kryjomu za stodołą, co budzi zakłopotanie
124. Szlachetka
125. Złodziej z Warszawy
126. Łapał kule karabinowe ręką
A tak poza tym, to „Rzepa” pisze, a księżyc świeci.
Krzysztof Łoziński
Jako „pisowski troll” i „pisowski agitator” (choć na pis nigdy nie głosowałem) muszę powiedzieć, że to imponująca lista.
Pozdrawiam.
cholera, tylko po zazdroscic!
Czy będzie odpór SO ?
ależ Junono ! o jakim odporze myslisz ! to przeciez laurka pochwalna dla SO- brawo Stefan !! brawo -wszyscy autorzy wymienieni w donosiku! Możecie czuc sie dumni- wpienienie autora ;pokazuje że działacie sku tecznie ! ba- ja sama poczułam satysfakcję bo tak sobie myslałam że tak sobie piszemy sobie a Muzom- a tu proszę ! to ma sens.Do tresci tego dzielka szkoda się odnosic- ja się w zyciu naczytałam tego za pseudonieboszczki ( okazuje sie -wiecznie żywej) komuny- mamy taką zdolna młodziez czerpiąca garsciami z najlepszych wzorów-tylko jej nie podcinac skrzydel.Sama się dostatecznie obrzydza-zresztą- z czym tu polemizować ? to co autor uważa za kalumnie- dla nas jest powodem satysfakcji.Nie znajdziemy wspolnego języka- bo wzorem dla autora jest tow.Lunaczarski,Goebbels,Zdanow – a nawet Jerzy Urban -choc nie dorasta mu do pięt.Cóż robić ? niech mlody cwiczy dalej- a wy- do roboty ! jak mowi nieoceniona Szydłowa -damy radę .
Tekst czytałem, a że jestem człowiekiem młodej daty, skojarzeń z minionym ustrojem czy kablowaniem nie mam. Odniosłem wrażenie, że jego autor wziął sobie za cel dwa zadania:
– Przedstawić tutejsze towarzystwo jako sekciarskie getto zafiksowane na punkcie PiS.
– Uprzedzić do KOD konserwatywną czy klerykalną część społeczeństwa, kojarząc tę inicjatywę z ateizmem, komuną i antyklerykalizmem.
Wydaje się, że zamierzone cele zrealizował, a ewentualne znudzenie czytelników przy czytaniu wzięło się z nadmiernego cytowania.
@Junona a po co?
Z doświadczenia wiem, że wyniosłe milczenie jest najlepszą odpowiedzią. A jednak, czasem chciałoby się przypomnieć co to jest „Rzeczpospolita”, raczej, co najmniej czym nie powinna być. I dowiedzieć się, dlaczego SO i KOD tak przeszkadzają gazecie, której tytuł nawiązuje do nazwy Państwa Polskiego, a nie nazwy partii.
j.Luk:
Niestety Pan nie jest na liscie meczennikow proponowanych w tekscie rzepy. Jaka szkoda. Jedno, z czym sie zgadzam, to krytyka tworczosci Malcharka. Ja bym o wiele bardziej wolał widziec Pana rysunki. Moim zdaniem lepsze niz Mleczki. SO marnuje znakomity talent.
.
W poniedziałek zawsze ogladam najnowszy rysunek Mleczki w Polityce. Od tego zaczynam lekture. Pana rysunki mogłyby przyciagnac tłumy do SO. No, i ciekawa byłaby recenzja w rzepie. Moze im zaproponowac organizowanie cotygodniowej godziny nienawisci do SO? Pierwsze trzy minuty poswiecone pluciu na Panski najnowszy rysunek.
Jak już o rysunkach mowa, wieloletni rysownik „Polityki”, Szymon Kobyliński po marcu 1968 narysował człowieka leżącego na ziemi i kopanego przez osiłka, obok mały człowieczek patrzy z podziwem na osiłka i mówi; „A jak go jeszcze opluję, dobrze?”
A dlaczego „niestety”? Nie widzę specjalnego zaszczytu w tym, że jakiś mydłek sobie moim nazwiskiem pyszczek wyciera.
@Junona:
Czy będzie odpór SO ?
No przeciez wlasnie pod nim sie wpisujemy. Po co inny?
@Junona tu nawet nie chodzi o wyniosłe milczenie, ale o to, że gdyby odpowiadać na każdą zauważoną bzdurę, nie starczyłoby czasu na nic innego. A tyle jest przyjemnych rzeczy na świecie.
Jestem za odpowiadaniem, ale niechże przynajmniej będzie na co. A to…?
@.j.Luk: O!O!O! po co wyciągać z pochwy Panią Kowalską? Volenti non fit iniuria. Mnie bardziej boli wyliczanka Łozińskiego, co ma 126 właściwości. To mi uświadomiło, jak mały mam dorobek. Zaledwie raz nazwano mnie kiedyś „człowiekiem wątpliwej moralności”, ale przynajmniej to było – kurcze pieczone – w pysk!
(na radzie naukowej ważnej instytucji, gdzie mój koreferat uwalił ważną inwestycję).
Jakbym czytał w latach 1967-68 Unser kampf, czyli Naszą Walkę (do wiadomości red. Jakuba Kowalskiego – gazetka warszawskiego ZMS) albo Żołnierza Wolności; ówczesne szmatławce zajmowały się – tak jak autor powyższej elukubracji – personaliami: kto, z kim, czyj syn, kawałek życiorysu, trochę prawdziwy, trochę wykrzywiony, ale dopasowany do tezy, według której bohater tekstu był antynarodowy, antysocjalistyczny, antyradziecki. Autor najczęściej też był anty: antysemita.
Dziś podobny smrodek dobywa się spomiędzy płacht dziennika Rzeczpospolita: my, autorzy SO jesteśmy antykościelni, antykaczyńscy, antypatriotyczni, ale za mało antyrosyjscy.
Zaś autor z Rz jest anty-co? Czy tylko antySO?
„Adres: Nowy Świat 58, czyli budynek istniejącej niegdyś Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Wańkowicza, gdzie teraz mieści się Fundacja Prasowa dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Co ciekawe, jej zarząd to Malinowska i Popowski, a prezes – Bratkowski! Nic więc dziwnego, że przy tak bliskich relacjach fundacja działająca „na rzecz integracji środowiska dziennikarskiego i mediów, promując model dziennikarstwa odpowiedzialnego, przestrzegającego wysokich standardów zawodowych i etycznych” – jak sami o sobie piszą jej twórcy – współpracuje blisko jedynie „z gazetą internetową Studio Opinii”.”
.
Nonono! Prawdziwy Sherlock Holmes z tego Kowalskiego.
.
Swoją szosą to naprawdę załatwił za darmo reklamę.
A wydawało się, że naczelny Chrabota zaczyna jakby odrobinę wracać na ziemię z pisoprzestrzeni.
Niestety, tylko wydawało się.
.
Może troszkę dla poprawy nastroju: ruszyła petycja, ma już ponad 6000 podpisów i szybko rośnie:
https://secure.avaaz.org/pl/petition/Prezydent_Rzeczypospolitej_Polskiej_Pan_Andrzej_Duda_Wzywamy_Pana_do_zrzeczenia_sie_urzedu_Prezydenta/?wnBtYjb
Pasuje tutaj powiedzenie pewnego posła na sejm z początku lat 90-tych XX wieku: „…psy szczekają a karawan jedzie dalej”.
Kogoś wyraźnie boli KOD i próbując przyłożyć SO spodziewa się jakiegoś odprysku na KOD. Przy okazji karlejąca „rzepa” próbuje szczypać SO. Warto szanownych redaktorów poinformować, że SO nie jest zorientowana na tę samą „target group”. Karawan IV RP jedzie sam z siebie. SO na pogrzeb nie była proszona ani tym bardziej nie jest za tę „śmierć” odpowiedzialna.
Ja nie mogę sie rownac z Panem Lozinskim, ale mi sie tez juz dostało. Cytuję tekst o mnie autorstwa mojego szkolnego kolegi, pozniej reportera Gazety, a ostatnio niepokornego patrioty. „Dla miłośnika bolszewickiej spuścizny i wszystkich tych , którzy Polskę mają w dupie bo ich plemienny interes jest najważniejszy.”
.
To jeszcze nie order Orła Bialego, no ale od czegos trzeba zacząc.
Bogdan, jak mogłeś napisać „Bujajcie się” do wybitnej formacji SAMEJ Beaty Szydło?! Jak mogłeś ją, tę wybitną przywódczynię, nazwać „paniusią”?! To straszne.
A na poważnie: dlatego przestrzegałam przed głosowaniem na Andrzeja Dudę i na PiS, że w szczególny sposób demoralizują oni ludzi młodych. Ci stają się pionkami w grze, o której nie mają pojęcia. Szeregowcami, których dobrą wiarę wykorzystują ich mentorzy. Dowodem przytoczony tekst. Nie sądziłam, że coś o tej szczególnej poetyce „Żołnierza Wolności” na serio jeszcze przeczytam. Czy ten pryszczaty (chyba młody?) kiedyś coś zrozumie? Historia pokazuje, że jest to możliwe.
Co pocieszające: starzy, jak widać, potrafią być zdemoralizowani jeszcze bardziej niż młodzi. Tyle że każdego gorszy co innego:)
Oj, „redaktor” 😉 Kowalski nie opanował jeszcze całej frazeologii. Za działalnością SO, będącą wodą na młyn odwetowców, stoją przecież określone siły. A pan „redaktor” 😉 nie zauważył.
Niestety nie czytałem Żołnierza Wolności, szkoda. Ale nie jestem bez szans – mam kilka roczników Dookoła Świata z lat pięćdziesiątych, tam też się zdarzają teksty w takiej poetyce, choć w innym temacie. No a teraz mamy „Rzepę obnażającą” 🙂
Czekam na „zaplutych karłów reakcji”.
Z niejakim rozbawieniem przeczytałem o sobie, że mój głos to „głos chorego rozsądku”. Niektórzy twierdzą, że ataki na Kościół to ataki na Polskę, a pan Kowalski, że to choroba.
Oczywiście umysłowa, kwalifikująca do zamknięcia w Tworkach. Na wszelki wypadek jednak, już napisałem do prezydenta, żeby mnie zawczasu ułaskawił. Byłoby to śmieszne, gdyby nie było tak groźne.
Nie trzeba byc prorokiem, zeby przewidywac mozliwosc najscia na lokal SO, z nakazem przeszukania albo bez. Mam nadzieje, ze archiwum portalu jest bezpiecznie ponagrywane na nosniki i poukrywane po znajomych oraz w chmurze. Przypuszczam, ze jest jeszcze troche czasu, bo pan Kaminski najpierw musi przeszkolic mlody narybek.
Nie ma nas w Polsce i nie było na krajowych serwerach. Nie istnieje archiwum poza chmurą. I jest backupowane automatycznie.Przeszukanie siedziby redakcji może tylko stwierdzić, że fotel Stefana się już nieco wytarł. A główny programista jest też poza Polską i na dodatek w innym kraju niż serwery.
Coś w tym jest, co narciarz2 pisze: za dawnych czasów represje zapoczątkowane były, włąściwie z reguły, przez artykuły w partyjno-rządowej prasie. Dziennik „Rzeczpospolita” znów do tej kategorii należy.
@ BM,
ale dlaczego wybrał Pan akurat punkty 26 i 45.
Nie przeczę „45. Zwolennik rozpasanej wolności” robi wrażenie.
Ale mnie się bardziej podoba:
„75. W jego życiu miały miejsce liczne incydenty” – to jest niemal piękne.
W niektórych zaś kręgach respekt pewnie wzbudzą punkty:
„79. Daje w ryj znienacka” oraz (chociaż zapewne w innych kręgach): „105. Z pannami mu nie szło, więc brał się za mężatki”.
Donosiciel z punktu 105 musi bardzo zazdrościć. Stawiam, że to jakąś chętna, ale zawiedziona panna – odpowiednik panny Pawłowicz, co to zainteresowania nie wzbudziła.
Nie zauważył pan: to Krzysiek wybrał, ja tylko jestem przekaźnikiem. Ale pański pomysł mi się i tak podoba…
Przecież punkt 121. z listy pana Krzysztofa to jakiś bezsens…
Daję słowo, że parę innych też należy do tej kategorii. Na tym się smak zasadza tej potrawy…
Nie radzę dotykać Rzepy.Nie czytałam, ale
przez nieuwagę dotknęłam i ręka mi do tej
pory cuchnie.Nawet dezodoranty nie pomagają.