O nas: modelowy kabel Rzepy20 min czytania

()

rzepa2015-12-06.

Dostałem wczoraj od jednego z naszych najbardziej utytułowanych naukowo autorów tekst, który gazetka pt. „Rzeczpospolita” (popularnie zwana „Rzepą”, co za czasów  twórcy jej odnowionego oblicza i pierwszego redaktora naczelnego po transformacji, naszego przyjaciela Darka Fikusa, a także za szefowania jednego z założycieli „Studia” Grześka Gaudena było sympatycznym spieszczeniem, dziś zaś brzmi jak pogardliwe splunięcie…), była łaskawa poświęcić naszemu „Studiu Opinii”. Musiał mi to przesłać, bo już za redakcji niejakiego PL nie brałem paskudztwa do ręki, a – jak się okazuje – rotacja właściciela i redaktora naczelnego niewiele zmieniła, choć pewną ważną dziś partię polityczną okropnie w swoim czasie uraziła…

Poniżej przedrukowujemy ten tekst w całości, aby nasi Czytelnicy (którym autor – jakiś Jakub Kowalski, człowiek zapewne młody i nieznany, też poświęcił kilka wartych uwagi głębokich spostrzeżeń) mieli możność samodzielnego wyrobienia sobie zdania – o samym materiale, autorze oraz  redakcji, która coś takiego publikuje. Ale najpierw – kilka słów historii i komentarza; są chyba niezbędne, bo z wpisów internautów pod opublikowanym również na Facebooku tekstem wynika, że rzadko kto przebrnął przez więcej niż trzecia część arcydzieła, większość zaś deklaruje bez osłonek odruch wymiotny. Określeń pod adresem autora elukubracji nie zacytuję; powiem tylko oględnie, że znaczeniowo lokalizują się w ciele męskim nieco poniżej pasa.

Było tak: kilka dni temu autor zwrócił się do nas z kilkoma pytaniami. Ich treść nie pozostawiała wątpliwości co do jego intencji, ale postanowiłem odpowiedzieć natychmiast i precyzyjnie, co też  zrobiłem z całą uprzejmością. Odnotowuję, że autor to dostrzegł i z wyraźnym zdumieniem  – podziękował. Elegancko i grzecznie. Ja mu też podziękowałem – za zainteresowanie nasza niszą; faktycznie, „Rzepa”  jest pierwszą gazetą, która poświęciła nam aż tyle uwagi i nie obawiała się wymienienia nazwy witryny, czego o kilku poważnych skądinąd mediach nie da się powiedzieć. Inna rzecz z intencjami, no ale zostawmy ten temat.

No i poszło. Tu był koniec elegancji i uprzejmości. Publikowany niżej tekst jest – niestety – klasycznym donosem, czyli podkablowaniem. Ja to podlizywanie się nowej rządzącej – póki co – sile politycznej nawet rozumiem: to są ludzie mściwi i pamiętają doskonale, że niegdyś, za poprzedniej władzy redakcyjnej, mieli „Rzepę” całkowicie na swoje usługi. Wielokrotnie dawali wyraz swojej pamięci o tym wydarzeniu, nie pozostawiając najmniejszej wątpliwości, że niebawem zechcą pismo „odzyskać” (choć dziś, po kompletnym upadku i zejściu z nakładem w okolice dna, nie bardzo wiadomo – po co; „Rzepa” jest teraz gazetką kompletnie bez znaczenia, ale oni już tak mają). Liczenie ze strony obecnych władz gazetki, że będzie im darowane, jeśli kilka razy okażą się nad potrzebę katoliccy – jest naiwnością: i tak ich spacyfikują. No, może kilku szczególnie gorliwych PiSarczyków zachowa etaty; to by wiele tłumaczyło, jeśli idzie o omawiany tekst.

Co państwo – Czytelnicy „Studia” – w nim znajdą?

Kilka rzeczy nader ciekawych i znamiennych. Po pierwsze, jest on utrzymany w stylu tzw. gryzącej ironii – i muszę przyznać, że imitacja pisania dawnej „Walki Młodych” z okresu Marca ’68 czy niesławnej pamięci „Rzeczywistości” z czasów karnawału „Solidarności” jest zupełna. Swoją drogą – kto i gdzie autora takiego pisania nauczył? Odpowiedź na te pytania wydaje mi się dość interesująca. Mam swoje supozycje na ten temat i powiem, że spozieram ku pewnej szkole medialnej na północ od Warszawy, ale mogę się mylić.

Po drugie – autor z wyraźnym niesmakiem zauważa, że większość piszących w „Studiu” to emeryci lub nawet ludzie wręcz sędziwi. Stwierdza, że takie samo jest też nasze audytorium czytelnicze; niestety dla siebie, podaje też zgodnie z prawdą, że stanowią oni ok. jednej trzeciej wszystkich czytelników – skąd wniosek, że piszący niezbyt się przykładał w szkole podstawowej do rachunków; na wszelki wypadek informuję go więc, że jedna trzecia to mniejszość. Spora mniejszość. Ale to mało ważne: z tekstu wyziera wyraźne rozgoryczenie autora, że 80-letni starcy jeszcze żyją i na dodatek śmią coś pisać do podobnych sobie, zamiast memłać gdzieś w kącie bezzębnymi szczękami kleik, lub po prostu cicho i bezwonnie zejść. Nie napiszę w związku z tym, że jest to klasyczna dyskryminacja ze względu na wiek; po prostu rozumiem, że wiedza i doświadczenie starszych niektórym młodzikom  wyraźnie przeszkadzają: za dużo wiemy, za dużo widzieliśmy, za dużo pamiętamy i jakoś nie da się tak łatwo w naszej obecności kłapać bez sensu dziobem.

Po trzecie – autor z widoczną zgrozą zauważa, że wśród naszych czytelników zgodnie z wynikami ankiety „Studia” ludzie wierzący i praktykujący stanowią ledwo 8%. Niektórzy zaś autorzy – w tym niżej podpisany – jawnie i bezczelnie śmią deklarować zdecydowaną niechęć do każdej religii, a ja na dodatek nie mam  nic przeciw gejom, lesbom, seksowi dla przyjemności oraz aborcji na życzenie. Na dodatek, nasi czytelnicy przywiązują znaczenie do gospodarki państwa i jego stosunku do nauki i techniki, a w nosie mają politykę historyczną i marsze ze sztandarami i przyśpiewkami! No – takie audytorium i tacy autorzy po prostu nie mają prawa istnienia!

Swoją drogę i tak dobrze, że młodzieniec nie zaproponował budowy stosów.

Nie będę już zanudzał Czytelników dalszymi cytatami ani polemiką. Wyliczę tylko kilka jeszcze rzeczy, które zdaniem naszego młodego kablowniczka są godne potępienia, jak: pracę niegdyś w „Gazecie Wyborczej”, w szczególności na jakimś stanowisku, sympatię dla peerelowskiej prasy społeczno-politycznej (tu pragnę autorowi – nomen omen – donieść, że wśród założycieli „Studia” jest np. Ryszard Turski, niegdyś redaktor naczelny takiego dziwnego pisma „Po prostu”…), jakąkolwiek tolerancję dla wszelkich „inności”, sympatię dla tych Rosjan, którzy zachowują się przyzwoicie, brak krytyki Komorowskiego (za co?) i Tuska (tu akurat młodziak się zdrowo obsunął, czyta nieuważnie: na witrynie jeszcze „wisi” ostatni tekst Jacka Pałasińskiego)…

Poważnym zarzutem jest to, że wszyscy ludzie, których Stefan Bratkowski przed laty wyliczył jako potencjalnych przyjaciół naszej witryny, czyli osoby, które znalazły się w jego osobistym wykazie przyzwoitych – na dźwięk samego nazwiska Bratkowskiego zareagowali sympatią. To tłumaczy, dlaczego cynicznie i – o zgrozo – jednomyślnie jego właśnie wybraliśmy sobie przed laty za szefa. Słowem – marketing i reklama…

Główny zarzut tkwi jednak w tytule. Jesteśmy otóż – z tym straszliwym zbójem-karateką, alpinistą i matematykiem Łozińskim – ponoć kolebką ruchu Komitetów Obrony Demokracji…

Zostawiam to bez komentarza; albo nie: jeśli tak można rzeczywiście powiedzieć, to dla nas honor i zaszczyt.

Kablowniczkowi chcę zaś szczególnie podziękować (serio, to nie są kpiny) za jeszcze jedno. Otóż po publikacji jego donosiku czytelnictwo „Studia Opinii” wzrosło o 30%.

Poniżej tzw. artykuł tzw. dziennikarza tzw. opiniotwórczej gazety „Rzeczpospolita”. Czytajcie i rozkoszujcie się. Swoją drogą, rzadko kiedy ktoś się tak dobrowolnie przerobił na nawóz. I to bynajmniej nie saletrę potasową.

Bogdan Miś

Kołyska KOD-ów

Plus Minus-rp.pl, Jakub Kowalski

Pomysł stworzenia Komitetu Obrony Demokracji padł na portalu Stefana Bratkowskiego. To zadziwiająca witryna. W chmurze tagów jest tu miejsce dla jednego polityka (to Kaczyński – wymieniany zwykle jedynie z nazwiska) oraz jednej partii (oczywiście PiS).

REDAKCJA POLECA

Krzysztof Łoziński – niegdyś działacz opozycji antykomunistycznej, wzięty alpinista i mistrz kung-fu – to jeden z aktywniejszych publicystów. On właśnie wykoncypował, żeby powołać KOD „wobec jawnych prób demontażu demokracji dokonywanych przez PiS”. Jakich? „Nie będę ich wymieniał, wszyscy wiedzą” – dodaje, bo przecież jego portal nie służy myślącym inaczej. Wymyślił zatem, żeby KOD wzorować na KOR, w którym co prawda działali również Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński, ale przecież „przeszli później na ciemną stronę mocy” i stali się „dyktaturą”, więc jednak bez przesady z tą inspiracją. Zresztą KOR zajmował się ofiarami PRL, a KOD ma dopiero „organizować pomoc prawną i materialną dla ewentualnych poszkodowanych”. Co więcej, Łoziński sam tego nie zrobi, bo „to nie jest zadanie dla emerytów”, lecz szczęśliwie dla niego i jego kolegów z łamów odezwała się niezawodna „Gazeta Wyborcza” z rzeszą pożytecznych idiotów i KOD zaczął działać na pohybel tym, z którymi nie warto rozmawiać!

Oto Łoziński przy Monice Olejnik oceniał kiedyś ludzi pytających o zamach w Smoleńsku: „Dyskusja z nimi po prostu sensu nie ma żadnego, dlatego że oni nie przyjmują żadnych argumentów. Oni mają jakiś swój świat, fikcyjny, w którym żyją, i to, co jest dla mnie bardzo przykre w tym momencie, to negowanie wolnego państwa polskiego”. Diagnozował też przenikliwie, że Jarosław Kaczyński powinien w tej sytuacji nie przyjmować dotacji budżetowych dla swojej partii, jego celami zaś mają być wywołanie zamieszek i przeprowadzenie puczu. „Mówię otwarcie, ja widzę tutaj taki plan, on chce doprowadzić do rozruchów, do tego, żeby najlepiej by było, jakby policja zaczęła strzelać do ludzi, i on wtedy dokona przewrotu. Ponieważ on doskonale wie, że żadnych wyborów w Polsce już nie wygra i po prostu w ten sposób upatruje swojej drogi do władzy. I mam nadzieję, że się mu to nie uda”. Tymczasem w październikowych wyborach jakoś się udało.

Taka to właśnie owa Jedna Opinia. Ale myliłby się ten, kto sądzi – przyznaję, jak ja – że wszyscy jej wyznawcy zgłosili akces do KOD. W studyjnym towarzystwie znalazł się bowiem głos chorego rozsądku. Niejaki Hazelhard, czyli prof. dr hab. Michał Jerzy Leszczyński z Instytutu Wysokich Ciśnień PAN (specjalności: fizyka ciała stałego oraz krystalografia), również często widoczny na łamach, obwieścił, że „najprawdopodobniej petycji nie podpisze”, bo „na liście są wspaniali Intelektualiści i byłoby zaszczytem znaleźć się w tak zacnym gronie. Jednak dlaczego ci wspaniali Intelektualiści nie protestowali, kiedy TK dopuszczał finansowanie Kościoła z budżetu państwa? Przez 25 lat Państwo Polskie było okradane (w sumie pewnie ze 100 mld zł) przez Kościół katolicki w majestacie »prawa«, a Trybunał Konstytucyjny ani się na ten temat nie zająknął. Teraz żąda się ode mnie, abym w obronie TK występował, podpisując listę Komitetu Obrony Demokracji. Przyznam się, że mam dylemat moralny”.

W co się bawimy

Studio Opinii to firma. Nie w sensie metaforycznym, ale dosłownym: spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (co w tym wypadku jest zwrotem nadzwyczaj adekwatnym). Zarejestrowano ją w KRS pod numerem 0000326491 w marcu 2009 roku, choć w sieci Studio ukazało się pół roku wcześniej. Deklarowana branża: portal, strona internetowa, firma informatyczna i komputerowa. Członkami zarządu są Sławomir Popowski, Bogdan Miś, Hanna Malinowska. Prezesem zarządu – Stefan Bratkowski. Adres: Nowy Świat 58, czyli budynek istniejącej niegdyś Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Wańkowicza, gdzie teraz mieści się Fundacja Prasowa dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Co ciekawe, jej zarząd to Malinowska i Popowski, a prezes – Bratkowski! Nic więc dziwnego, że przy tak bliskich relacjach fundacja działająca „na rzecz integracji środowiska dziennikarskiego i mediów, promując model dziennikarstwa odpowiedzialnego, przestrzegającego wysokich standardów zawodowych i etycznych” – jak sami o sobie piszą jej twórcy – współpracuje blisko jedynie „z gazetą internetową Studio Opinii”. Do tego jej członkowie – sami uprzejmie donoszą – spotykają się tam co tydzień „na nieformalnych kolegiach redakcyjnych”.

Studyjne początki? „Dość długo grupa doświadczonych – i, niestety, na ogół niemłodych – dziennikarzy myślała o założeniu własnego pisma internetowego. Tymi dziennikarzami (nieco patetycznie żartobliwie zwanymi „Ojcami Założycielami”) są: Roma Przybyłowska-Bratkowska, Stefan Bratkowski, Grzegorz Gauden, Azrael Kubacki (wł. Jacek Gotlib, zmarł w 2015 roku), Andrzej Lubowski, Mirosław Malcharek, Wojciech Mazowiecki, Bogdan Miś, Jacek Pałasiński, Sławomir Popowski, Ernest Skalski, Ryszard Turski, Aleksander Jerzy Wieczorkowski (zmarł w 2012 roku), Paweł Wimmer”. Zespołem kieruje Bratkowski wybrany jednogłośnie – jakżeby inaczej! – na redaktora naczelnego. Redakcja ma również kilkudziesięciu stałych współpracowników. Wśród nich wspomniani Leszczyński i Łoziński, ale także Cezary Bryka, Nathan Gurfinkiel, Alina Boguszewicz, Alina Kwapisz-Kulińska, Jacek Parol, Piotr Kuczyński, Waldemar Kuczyński, Andrzej Markowski-Wedelstett, Stanisław Obirek, Andrzej Kołaczkowski-Bochenek, Jerzy Dzięciołowski, Piotr Rachtan, Leszek Szaruga, Andrzej Gregosiewicz, Łukasz Turski, ks. Wojciech Lemański, Walter Chełstowski, Janusz Wiertel, Andrzej Koraszewski, Aga Pałac i inni.

Ważną funkcję w Studio pełni jeden z ojców założycieli: Bogdan Miś. To webmaster strony internetowej, który odpowiada na e-maile przesyłane do redakcji, ale i publicysta. Kto zacz? Dziennikarz, matematyk, informatyk, popularyzator nauki. Pisze o sobie: „Nie chcę robić przyjemności »demaskatorom«, którzy lubią wyciągać jako rewelacje argumenty typu »a xyz był związany z komuchami«. Ja byłem, i owszem. Z przekonania, a nie po to, by »system rozkładać od środka«, jak wielu dziś lubi o sobie mówić. Ułatwię też robótkę tym, którzy z widoczną złośliwą zaciekłością odnajdują w moich poglądach materializm: mają absolutną rację. Jestem zdecydowanym ateistą i podzielam do końca poglądy słynnego Richarda Dawkinsa, sformułowane w jego słynnej książce »Bóg urojony«: wszelka religia jest po prostu społecznie szkodliwa. (…) Najogólniej mówiąc, moja lewicowość jest bardziej »ideologiczna« niż »ekonomiczna«. Słowem – geje, lesby, inne kultury, anarchiści, wolne związki, aborcja, rozwody, seks dla przyjemności, różni popaprańcy – tak, totalitaryzm i »państwowość« – nie”.

Jeszcze słowo o środowisku: Studio Opinii zamieszcza imponujący spis przyjaciół (ponad 300 nazwisk), ale pobieżny kontakt z kilkoma pokazuje, że nie do końca zdają sobie sprawę z tego zaszczytu. Bloger Piotr Vagla Waglewski odpowiada, że zna kilka osób z serwisu, raz nawet był w jego siedzibie, i generalnie cieszy się, gdy uznawany jest za przyjaciela, „aczkolwiek nie wiem, w jakim kontekście moje nazwisko znalazło się na tej liście”. A czy redaktor „Press” Andrzej Skworz słyszał o tym? „Pewnie tak, choć dziś już nie pamiętam, ale odczytuję to jako zobowiązanie, by być dobrym dziennikarzem”. Prof. Wiktor Osiatyński również nie kojarzy tematu, choć „jeśli to Bratkowski, to tak”. To pokazuje, dlaczego twarzą portalu jest właśnie Bratkowski: budzi bowiem powszechną sympatię ze względu na dokonania.

To znana postać: 81-letni prawnik, historyk, redaktor, były członek PZPR, potem w opozycji, kierował Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich, którego honorowym prezesem pozostaje. Skutecznie skrzyknął kolegów, ale to do niego należy tron i rekordowa liczba „przeczytań” – ponad 19 000 (dla porównania: artykuł Łozińskiego o KOD ledwie 1208 razy) – komentarza „W co się bawimy…”. Traktuje on o aferze podsłuchowej ujawnionej przez „Wprost”. Autor napisał, że „szambo dziś zalewa media polskie” i „jest mi niezmiernie przykro, że znaczna część polskich mediów ma dziś swój udział w kampanii destabilizacji, graniczącej z próbą zamachu stanu”, choć „dla jasności: nie jestem w żadnych stosunkach z obecnym rządem, nie doradzam i nie admiruję”.

Bujajcie się!

Pan Stefan układa też aforyzmy, które ozdabiają główną witrynę. Ten na dziś: „To się nie skończy Orbanem. To się skończy Haiderem. Szykujcie zapas chleba na wszelki wypadek”. Ten na wczoraj: „Kłamstwo na kłamstwie, iluzja na iluzji. Ignorancja i tupet. Dadzą radę” (co nawiązuje do hasła wyborczego PiS). I strach pomyśleć, co – poza Haiderem – będzie jutro. Ale na tym nie koniec, bo choć webmaster Miś w portalowym credo piał, że „nie grzebiemy nikomu w życiorysie”, to Bratkowski o Rajmundzie Kaczyńskim, ojcu prezesa PiS i byłego prezydenta, napisał, że „członkostwo [w] partii umożliwiło [mu] studia”. Tymczasem nawet paszkwile „Newsweeka” nie dowiodły przynależności do PZPR, bo nazwiska Kaczyński brak w dokumentach partyjnych, choć uczelniana organizacja miała mu wystawiać dobre świadectwa.

Z kolei Ernest Skalski – ceniony autor Studia – wytknął, że Jarosławowi Kaczyńskiemu warto pamiętać jego wypowiedź: „Teraz, kurwa, my!”. Tyle że Kaczyński użył tych słów w sensie negatywnym, tłumacząc w 1997 roku w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” (Skalski był wtedy jej wiceMichnikiem!), że nie startuje w wyborach parlamentarnych z list AWS, bo zbyt wielką rolę odgrywa tam właśnie frakcja TKM, która woli zająć stanowiska rządowe, niż dokonywać reform. Skalski pisał też, że „gdy Hitler w wyniku parlamentarnej kombinacji objął władzę, mawiano: niech sobie trochę porządzi. Szybko upadnie. Przypomnę więc, że to samo mówiono, gdy bolszewicy zdobyli Pałac Zimowy i stworzyli rząd na czele z Leninem”. Proszę zgadywać, kogo miał na myśli?

Przecież to jasne! W chmurze tagów – mówiąc językiem staromodnym, bo tak też sytuuje się internetowa gazeta: w indeksie haseł – jest miejsce dla jednego polityka (to Kaczyński – wymieniony jedynie z nazwiska) oraz jednej partii (oczywiście PiS). Czyż nie nosi to znamion obsesji? A gdzie miejsce dla tak wybitnych przedstawicieli gatunku jak Tusk i Komorowski? O, przepraszam, udaje się wyłuskać jeszcze jedno nazwisko – Adam Szejnfeld, polityk PO, który widnieje tam tylko dlatego, że jest autorem Studia. Próbka stylu? Plany PiS to „podporządkowanie sobie prokuratury i służb specjalnych oraz przejęcie mediów publicznych i demontaż systemu emerytalnego”, bo rządząca partia prowadzi „politykę insynuacji, spiskowych teorii, podejrzeń, półprawd i mitów”. Basuje mu Piotr Rachtan – dziennikarz o solidarnościowych korzeniach, ostatnio ekspert partyjnej gazetki „POgłos” i niegdyś kandydat PO do Sejmu – który drwiąco pytał: „czy Kaczyński ma haki na Pana Boga?”

To jednak i tak nic w porównaniu z tym, co wyczynia niejaki Mirosław Malcharek. Ma on 83 lata i chyba tylko podeszłym wiekiem należy tłumaczyć tę – by pozostać w jego poetyce – tfurczość. Zaczynał jako pisarz dla młodzieży – „Jeniec koralowej wyspy”, „Szeryf z Malinowego Wzgórza” – by potem zostać grafikiem „Współczesności” i „Literatury na Świecie”. Dzisiaj pisze i maluje zarazem, bo jego specjalnością stały się kolaże. Temat wiodący – bracia Kaczyńscy. Bobas o twarzy Lecha siedzący na tronie z odwróconą polską flagą przytroczoną do krzyża w ręku, do tego tekst: „Może ktoś wyjaśni temu konusowi, że nie pasuje do tego mebla”. Albo zdziadziały Lech – znów z odwróconą polską flagą i krzyżem – do tego słowa: „Jakeś debaty? To my Pisdzielcy zadajem pytania pisdzielne!”. Jest i postać w masce z wulgarnym gestem środkowego palca plus podpis: „Jarosław K. w stroju godowym. Poza niewymuszona. Maska mityngowa. Prosimy o zwrócenie uwagi na charakterystyczny gest prawej dłoni”. A na deser kotek i hasło: „Jarciu! Daj se siana, a ja chcem mleczka”.

Zresztą nie tylko Kaczyńskim się obrywa. Wspomniane już studyjne credo odżegnuje się od „języka nienawiści”, ale w pośmiertnym pożegnaniu jednego z autorów – blogera Azraela – nie omieszkano napisać o anonimowej konkurencji: „kundel prasowy”, „idealny reprezentant prawicowych szczujni”, „bydlak”. Sam Miś do Beaty Szydło pisze per „paniusiu”, a do jej formacji apeluje: „Bujajcie się”. I heroicznym aktem upublicznia w sieci raport komisji Millera o tragedii smoleńskiej, który zniknął ze stron rządowych jako dokument mijający się z prawdą. Zaprawdę, chylę czoła przed Misiową bohaterszczyzną! I słowo „niezależny” w podtytule witryny w tym kontekście jeszcze bardziej śmieszy, bo o jakiej niezależności tu mowa; chyba od rozumu. Tym bardziej że na wszelki wypadek na łamach przytoczone jest przypomnienie: „Wyjaśniamy, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową. Mającą własną politykę programową i linię redakcyjną. Oznacza to, że nie każdy i nie wszystko może tu publikować”. To prawda, w końcu chodzi właśnie o Studium Jednej Opinii.

Studio żyje też innymi sprawami tego świata, choć znów: na osobne potraktowanie zasłużyła tylko jedna. A skoro istnieje „Kącik rosyjski”, to prym wiedzie tam Sławomir Popowski, wieloletni korespondent PAP i „Rzeczpospolitej” w Moskwie, który diagnozował, że „po Smoleńsku zobaczyliśmy Rosję normalną, współczującą, empatyczną. Niezwykła reakcja władz rosyjskich, pomoc udzielana rodzinom ofiar podczas identyfikacji ciał najbliższych, to wszystko pokazało tą prawdziwą, dotąd nieznaną Rosję. Rosję zachowującą się powyżej wszelkich standardów dyplomatycznych i międzynarodowych. Rosję prawdziwą. (…) Mam nadzieję, że będzie to sprzyjało tej strategii, która została zapoczątkowana po objęciu rządów przez Platformę Obywatelską. Przypomnę, że spotkało się to wówczas z totalną krytyką i atakiem prawicy, rozpatrywane było nieomalże w kategoriach zdrady narodowej. To jest chore podejście. Po 10 kwietnia – mam taką nadzieję – ten antagonizm się zmniejszył. Ale nie oszukujmy się: antyrosyjskie stereotypy, o czym świadczą różnego rodzaju »spiskowe teorie«, jakie pojawiły się po katastrofie pod Smoleńskiem są bardzo silne”.

Specjalność ? la PRL

Kto za to wszystko płaci? Miś: – Choć nie wszyscy w to wierzą, Studio działa całkowicie społecznie: robimy je po prostu dla osobistej przyjemności; by na starość nie zardzewieć. Nikt nigdy nie otrzymał u nas ani złotówki za swoją pracę, i nie otrzyma. Mieliśmy kilkanaście ofert od młodych ludzi szukających pracy w dziennikarstwie, ale z żalem musieliśmy z nich zrezygnować – liczyli oni bowiem na ogół na etaty, a co najmniej na honoraria – mówi. Spółka nie przynosi bowiem żadnych dochodów. Założyciele zebrali po 500 złotych, co razem dało kapitał: 7500 złotych, który od tamtej pory stale maleje. Jedynym wydatkiem są doroczne opłaty rejestracyjne za nazwę domeny. Hosting jest bezpłatny, o co zresztą nie zabiegali, ale zaoferowała go „pewna ceniona firma informatyczna i z wdzięcznością tę propozycję przyjęliśmy”. A reklama? Co prawda z początku wiązano z nią pewne nadzieje, ale okazały się płonne, więc Studio nie ma nawet cennika. Jedyna płatna reklama na witrynie dotyczy firmy pośrednictwa pracy pl.jooble.org , która zapłaciła 400 euro za rok.

Kto to wszystko czyta (i ogląda)? Wedle statystyk: przez sześć lat strona zanotowała 3 360 524 odwiedzin. Średnio to półtora tysiąca dziennie, ale teraz odwiedzin jest nawet kilka tysięcy. Ankiety wypełnione przez czytelników Studioopinii.pl mówią, że dominują wśród nich starsi panowie (75 proc.). Najwięcej jest emerytów (34 proc.), czyli pisze swój dla swego, skoro również emeryci redagują portal. Wiara? Więcej niż co trzeci deklaruje się jako niewierzący, wierzących i praktykujących zaś jest ledwie 8 proc. Czynnik ważny w ocenie partii politycznej? Stosunek do spraw gospodarczych – 66 proc., do nauki i kultury – 16 proc., do obyczajów – 4 proc., wreszcie „dla nikogo nie jest w ogóle ważny stosunek partii do tematyki patriotyczno-historycznej”. Na kogo więc głosują? „Otóż 66 proc. z was to »platfusy« (przepraszam: ci, co głosowali na PO), 5 proc. to »postkomuna« (czyli wyborcy SLD), 2 proc. klienci PSL. Pisiorów wśród was (i nas…) brak; nie dziwimy się” – czytam na portalu. Miś dobija: „Zwolennicy poetyki portalu »wPotylice« nie mają tu czego szukać”.

W końcu studyjni autorzy piszą o sobie, że z „premedytacją nawiązują do specjalności PRL: tygodnika społeczno-politycznego”. Co było do okazania.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

43 komentarze

  1. j.Luk 06.12.2015
  2. wejszyc 06.12.2015
    • PJD 06.12.2015
      • wejszyc 06.12.2015
  3. koraszewski 06.12.2015
    • A. Goryński 06.12.2015
      • koraszewski 06.12.2015
  4. adamfur 06.12.2015
  5. Obirek 06.12.2015
  6. SAWA 06.12.2015
    • SAWA 06.12.2015
  7. BM 06.12.2015
    • dawniej_kuba 06.12.2015
    • malpa z paryza 07.12.2015
  8. Junona 06.12.2015
    • Bogda1935 08.12.2015
  9. Humanozerca 06.12.2015
  10. j.Luk 06.12.2015
  11. Junona 06.12.2015
  12. narciarz2 06.12.2015
    • koraszewski 06.12.2015
    • j.Luk 06.12.2015
  13. narciarz2 06.12.2015
  14. j.Luk 06.12.2015
    • A. Goryński 07.12.2015
  15. Rachtan 06.12.2015
  16. dawniej_kuba 06.12.2015
  17. jureg 06.12.2015
  18. slawek 06.12.2015
  19. narciarz2 07.12.2015
  20. Alina Kwapisz-Kulinska 07.12.2015
  21. wb40 07.12.2015
  22. spycimir mendoza 07.12.2015
  23. sroka 07.12.2015
  24. hazelhard 07.12.2015
  25. narciarz2 07.12.2015
    • BM 07.12.2015
    • Rachtan 07.12.2015
  26. Mr E 08.12.2015
    • BM 08.12.2015
  27. dawniej_kuba 08.12.2015
    • BM 09.12.2015
  28. Anna-Maria Malinowska 08.12.2015