9 min czytaniaJerzy Łukaszewski: Życie po życiu

obraz-z-tulipanem2015-12-09.

To, że od lat trudno porozumieć się z wyznawcami religii jarosławnej, to rzecz wiadoma, znana i nie  będąca niespodzianką.

Jednak klęska IIIRP ujawniła coś, czego wielu z nas się nie spodziewało, niżej podpisany również. Z tym, że ja się przynajmniej do tego przyznaję.

Otóż okazało się, że antykaczystowski obóz również nie potrafi ze sobą rozmawiać, że zaraza jaką zasiano w narodzie rozpełzła się nie patrząc na poglądy i atakując wszystko co żywe. I odniosła sukces.

Zasada działania politycznych krętków bladych jest taka, że dotknięci tą chorobą przestają widzieć prawdziwego przeciwnika, a zamiast tego atakują każdego, kto choćby na procent odbiega od ich postrzegania świata. Choroba atakuje oczy, uszy i parę innych organów, o których nie wypada mówić w eleganckim towarzystwie.

Widać to gołym okiem. Jeszcze dziś wystarczy rzucić krytyczną uwagę na temat PO by ślepi i głusi jej wyznawcy rzucili się do jej bezsensownej obrony. Bezsensownej, bo ona sama nawet tego nie próbuje. A więc – obrony wbrew jej samej.

W poprzednim tekście pisałem o konieczności rozmawiania, a przynajmniej podjęcia takich prób w stosunku do zwykłych ludzi, takich jak my sami, do cierpliwego i życzliwego tłumaczenia im naszych racji, wydobywania wspólnych interesów, znajdowania powoli, bardzo powoli i bez niecierpliwości wspólnego języka. To żmudna i ciężka robota, wiem. Mało wdzięczna i nie dają za to medali, TV tego nie pokaże. Ale konieczna, o czym dalej.

Podstawą do takiego twierdzenia jest przekonanie, że III RP  definitywnie się skończyła. I nie ma do niej powrotu. Nawet jeśli jutro RzeczPiSpolita padnie na kaczy dziób, Polskę trzeba będzie budować od nowa.

Kto to będzie robił?

W ostatniej rozmowie „Z boku” zdumiała mnie wypowiedź naszego mentora o tym, że „PiS nie spodziewał się takiego oporu ze strony obywateli”.

Po pierwsze  – skąd przekonanie, że się nie spodziewał? Po drugie – jakiego oporu? Jedna czy druga demonstracja stu czy dwustu osób? PiS organizował o wiele lepsze i to całkiem niedawno, już zapomnieliśmy? Łasząca się do nowego wcielenia tow. Wiesława Solidurność potrafiła zamknąć posłów  w sejmie i to bez żadnych konsekwencji.  Potrafi to dziś ktoś? Ostudźmy więc może głowy, w których zaszumiało z zachwytu, że w ogóle coś zrobiliśmy. Fakt, że jak na obywateli III RP to już dużo. Zaangażowaniem w te sprawy nikt w ostatnim czasie nie grzeszył.

Przedwczesna radość z powodu liczby wirtualnych zwolenników zawróciła niektórym w głowach i nie pozwala dostrzec rzeczywistych rozmiarów  podejmowanych działań. Lada dzień zaczną się zapowiadane wiece organizowane przez władze okresu przejściowego, wtedy można będzie się policzyć naprawdę. Po inteligencku usiłuje się przekonać nas, że „wystarczy dać wyraz” Nie wystarczy.

Propozycja, którą niedawno zgłosił p. Krzysztof Łoziński, bardzo sensowna i potrzebna, zakładała jednak działanie wielotorowe. Mam nadzieję, że KOD dojrzewając jak wino nie poprzestanie na jednej formie aktywności. Jest zresztą takich inicjatyw w kraju kilka, nie byłoby od rzeczy nawiązać z nimi kontakt w sprawie ew. współdziałania, a przynajmniej jego koordynacji.  Rozproszone inicjatywy nie przemawiają na korzyść którejkolwiek z nich. PiS jest zwarty, gotowy i nie odda ani guzika. 

Ostateczne zwycięstwo zapewnią jednak Polsce „panie z kiosku”, tak pogardliwie potraktowane przez komentatorów w moim poprzednim tekście.  Dlaczego? Bo jest ich więcej niż Kaczyńskich z przyległościami i to one będą wrzucać kartki do urn. Bez przekonania ich do naszych racji możemy sobie jedynie pomarzyć o osuszeniu tego bagienka, jakie nam się ostatnio porobiło.

Powtórzę za samym sobą: to nie to samo co PRL-owska konfrontacja z władzą. To konfrontacja ze współobywatelami, która musi mieć przebieg możliwie pokojowy, by nie odnieść przypadkiem pyrrusowego zwycięstwa.

Nie jestem optymistą. Po „naszej stronie” występują dokładnie te same grzechy, co po tamtej stronie. Zaślepienie, emocje mglące rozum, brak empatii i chęć postawienia na swoim za wszelką cenę.

I z tym należy walczyć już teraz, jeśli chcemy w ogóle myśleć o zmianie obecnej sytuacji.

Jeśli jest coś, czego obecna władza naprawdę nie zniesie, to właśnie tego. Pełnych wzajemnego zrozumienia dla siebie obywateli. Cała jej siła zasadza się na podziale społeczeństwa, a że akurat w tym są lepsi, to wygrywają – oczywista  oczywistość jak powiada tow. Jarosław.

Mnie też zaskoczyła głębokość tych podziałów, ale nie zmienia to faktu, że ich niwelację uważam za najważniejszą.  Mniej to może widowiskowe, ale za to efekty przynosi trwalsze. Tymczasem przez ostatnie lata ta prawda jakoś nie przychodziła nam do głów.

Głęboko wierzę, że obecna władza jest jedynie władzą okresu przejściowego. Problemem jest – co po niej? Odpowiedź wcale nie jest prosta.

Trzeba być niezwykle naiwnym, by sądzić, że „po prostu” wróci porządek sprzed kilku miesięcy. Nie wróci.

Nie zapominajmy, że III RP obalił nie sam PiS. Dołączył do niego tzw. ruch oburzonych, najczęściej choć błędnie, kojarzony z osobą Pawła Kukiza. Błędnie, bo on powstał w czasach gdy Kukiz nawet nie przypuszczał, że z braku lepszych zajęć i sukcesów zajmie się polityką.

Sama osoba rockowego frontmana zrobiła takie wrażenie na doświadczonych wydawałoby się obserwatorach, że niektórzy do dziś poza nim nie potrafią niczego dostrzec. Mówiło się, pisało – nic, nie dostrzegali. Nie chcieli dostrzec, bo przecież łatwiej jest obrzucić inwektywami prostackiego, a w gruncie rzeczy naiwnego Kukiza, który sam nie do końca rozumiał i rozumie haseł, które głosił, bo nie on był ich autorem. Nie dostrzegli więc  tego, że sam ten ruch już zdążył się od Kukiza odżegnać i szykuje się do następnej bitwy. Nie ma ich w sejmie, o czym z radością doniósł niedawno sam banner udający lidera. Na wszelki wypadek informuję, że są tam ludzie daleko mądrzejsi od p. Kukiza (prawdopodobnie dlatego nie znaleźli się na jego listach wyborczych) i oni dokładnie wiedzą o co im chodzi. Warto się nimi zainteresować, bo to oni będą jedną z sił decydujących o nowym kształcie Polski.

Często w dyskusjach powraca pytanie: dlaczego ludziom „znudziła się” ciepła woda w kranie?

Jakoś nikt nie sprawdził, czy była ona we wszystkich kranach. Zdumiewamy się nad wzrostem PKB, który „powinien” być argumentem dla każdego malkontenta, ale nikt nie próbuje nawet policzyć jak jego wzrost ma się do wzrostu możliwości finansowych tzw. przeciętnego Polaka. Wzrostu PKB nie jada się zazwyczaj na śniadania – ta prawda jest wciąż dla niektórych tajemnicą.

Ostatnio hitem było twierdzenie oparte na badaniach statystycznych, z którego wynikało, że przeciętna rodzina polska jest zasobniejsza, niż jej niemiecki odpowiednik. Niewiele więcej trzeba, by wkurzyć ludzi.

Na dodatek to co III RP potrafiła robić naprawdę, to rozbudzać aspiracje i oczekiwania. Objaw sam w sobie dobry, ale z konsekwencjami, jak widać. Nawet ci, którzy ciepłą wodę mieli i którym się nie znudziła zaczęli oczekiwać czegoś więcej. To takie dziwne? W wypowiedziach niektórych spłowiałych autorytetów to wręcz zbrodnia.

Tyle mówi się o obronie TK i słusznie. Demontaż państwa w wykonaniu PiS oznacza jedynie „dyktaturę ciemniaków”, że pozwolę sobie przywołać to zapomniane już określenie. Ale Polskę i tak trzeba będzie budować od nowa. Ta sprzed miesiąca już nie powstanie z martwych, choć sama jeszcze o tym nie wie.

Zmienione i to radykalnie warunki zewnętrzne, rozbudzone ambicje nowych pokoleń wchodzących w dorosłe życie, pojawiające się, nie zawsze najlepsze, ogólnoeuropejskie tendencje – wszystko to powoduje, że jeśli zależy nam na jakiejś Polsce, powinniśmy już teraz rozpocząć dyskusję o tym, jaka ma ona być, a nie zawężać sobie pola widzenia dylematem III czy IV RP. To dylemat sztuczny, nieprawdziwy, nie mający żadnej przyszłości.

Podobnie fałszywy jest dylemat: zwalczać PiS za pomocą demonstracji, wystąpień publicznych czy też chwycić się innych sposobów?

I to i to ma teraz rację bytu.

Ta wojna polsko polska nie ma jednego frontu, a raczej jest on wszechogarniający.

I jeszcze jedno: opierać działanie na takich czy innych reakcjach na wybryki nowej władzy, to grać w sztuce napisanej przez nią. Potrzebne jest działanie, do którego ona będzie musiała się odnieść i to według naszego scenariusza.

A zwyciężą w ostateczności i tak „panie z kiosku”. I tylko reprezentując ich interesy można zwycięstwo odnieść.

Alternatywą jest bowiem jedynie „dyktatura oświeconych”, tak samo dokuczliwa i tak samo w gruncie rzeczy działająca w praktyce jak ta tak niemile wspominana.

Nie liczmy zanadto na Europę, tak chętnie wspominaną w dzisiejszych dyskusjach, z nadzieją, że to ona nam pomoże przezwyciężyć kryzys. Nie pomoże, prędzej zaszkodzi.

Prosty przykład: parę dni temu niemiecka politolog Gesine Schwan oznajmiła, że Polska wraz z innymi państwami Europy wschodniej należy do krajów mających „silne nacjonalistyczne i faszystowskie tradycje”.

Gdybyż ona była innej narodowości – dałoby się to przełknąć, bo nieco prawdy w tym jest. Jednak takie słowa ze strony Niemki muszą w Polsce wywoływać tylko jedną reakcję. Taką, która jest na rękę obecnej ekipie i paraliżuje wysiłki jej przeciwników.

Podobnie jak zarzucanie Polsce braku solidarności i groźby odcięcia jej od pomocy unijnej bez słowa wyjaśnienia, kto tę Europę wpakował w kłopoty, dla których teraz ona tej solidarności wymaga. Nie pani Merkel przypadkiem?

Niemcy były takie solidarne decydując bez skrupułów o budowie drugiej nitki Nordstreamu ewidentnie wbrew polskim interesom? Czy Francja handlując bronią z Rosjanami i z każdym kto zapłacił? A ostatnie umizgi do Erdogana?

PiS to wszystko pięknie rozgrywa dodając od siebie to i owo. Spróbuje to ktoś zniwelować?

Europa się sypie na naszych oczach i to daleko szybciej, niż się rodziła. To zresztą normalne. Okazało się, że jej formuła nie stworzyła trwałych podstaw do  realizacji idei, która legła u jej narodzin – eliminacji różnic interesów.

A u nas wciąż słychać westchnienia do Europy, ale nie tej prawdziwej, lecz tej z naszych snów i wyobrażeń.

A może po prostu na naszych oczach powstaje nowa Europa, nowy świat?

Mamy się o co martwić. I róbmy to, ale nie na zasadzie upartego zawracania kijem Wisły. Jej się zawrócić nie da.

Na dziś  zadaniem jest zwalczyć szkodnika przy państwowym żłobie. Wszelkimi sposobami. Ale – im szybciej to nastąpi, tym szybciej staniemy przed dylematem: co dalej?

Nie pozwólmy by ten moment zaskoczył nas nieprzygotowanych.

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

34 komentarze

  1. SAWA 09.12.2015
  2. otoosh 10.12.2015
  3. slawek 10.12.2015
  4. narciarz2 10.12.2015
    • wejszyc 10.12.2015
    • SAWA 11.12.2015
  5. Junona 10.12.2015
  6. lchlip 10.12.2015
  7. hazelhard 10.12.2015
  8. jureg 10.12.2015
  9. Mr E 10.12.2015
  10. sroka 10.12.2015
  11. Konteksty 10.12.2015
  12. zenjk 10.12.2015
  13. Junona 10.12.2015
  14. ZJC 10.12.2015
  15. j.Luk 10.12.2015
  16. narciarz2 11.12.2015
  17. slawek 11.12.2015
  18. Junona 11.12.2015
    • slawek 11.12.2015
  19. narciarz2 11.12.2015
    • SAWA 11.12.2015
  20. slawek 11.12.2015
  21. narciarz2 11.12.2015
  22. slawek 12.12.2015
  23. narciarz2 12.12.2015
  24. narciarz2 12.12.2015
  25. j.Luk 12.12.2015
    • BM 12.12.2015
      • j.Luk 12.12.2015
  26. narciarz2 12.12.2015
  27. narciarz2 12.12.2015
  28. j.Luk 12.12.2015