To, że od lat trudno porozumieć się z wyznawcami religii jarosławnej, to rzecz wiadoma, znana i nie będąca niespodzianką.
Jednak klęska IIIRP ujawniła coś, czego wielu z nas się nie spodziewało, niżej podpisany również. Z tym, że ja się przynajmniej do tego przyznaję.
Otóż okazało się, że antykaczystowski obóz również nie potrafi ze sobą rozmawiać, że zaraza jaką zasiano w narodzie rozpełzła się nie patrząc na poglądy i atakując wszystko co żywe. I odniosła sukces.
Zasada działania politycznych krętków bladych jest taka, że dotknięci tą chorobą przestają widzieć prawdziwego przeciwnika, a zamiast tego atakują każdego, kto choćby na procent odbiega od ich postrzegania świata. Choroba atakuje oczy, uszy i parę innych organów, o których nie wypada mówić w eleganckim towarzystwie.
Widać to gołym okiem. Jeszcze dziś wystarczy rzucić krytyczną uwagę na temat PO by ślepi i głusi jej wyznawcy rzucili się do jej bezsensownej obrony. Bezsensownej, bo ona sama nawet tego nie próbuje. A więc – obrony wbrew jej samej.
W poprzednim tekście pisałem o konieczności rozmawiania, a przynajmniej podjęcia takich prób w stosunku do zwykłych ludzi, takich jak my sami, do cierpliwego i życzliwego tłumaczenia im naszych racji, wydobywania wspólnych interesów, znajdowania powoli, bardzo powoli i bez niecierpliwości wspólnego języka. To żmudna i ciężka robota, wiem. Mało wdzięczna i nie dają za to medali, TV tego nie pokaże. Ale konieczna, o czym dalej.
Podstawą do takiego twierdzenia jest przekonanie, że III RP definitywnie się skończyła. I nie ma do niej powrotu. Nawet jeśli jutro RzeczPiSpolita padnie na kaczy dziób, Polskę trzeba będzie budować od nowa.
Kto to będzie robił?
W ostatniej rozmowie „Z boku” zdumiała mnie wypowiedź naszego mentora o tym, że „PiS nie spodziewał się takiego oporu ze strony obywateli”.
Po pierwsze – skąd przekonanie, że się nie spodziewał? Po drugie – jakiego oporu? Jedna czy druga demonstracja stu czy dwustu osób? PiS organizował o wiele lepsze i to całkiem niedawno, już zapomnieliśmy? Łasząca się do nowego wcielenia tow. Wiesława Solidurność potrafiła zamknąć posłów w sejmie i to bez żadnych konsekwencji. Potrafi to dziś ktoś? Ostudźmy więc może głowy, w których zaszumiało z zachwytu, że w ogóle coś zrobiliśmy. Fakt, że jak na obywateli III RP to już dużo. Zaangażowaniem w te sprawy nikt w ostatnim czasie nie grzeszył.
Przedwczesna radość z powodu liczby wirtualnych zwolenników zawróciła niektórym w głowach i nie pozwala dostrzec rzeczywistych rozmiarów podejmowanych działań. Lada dzień zaczną się zapowiadane wiece organizowane przez władze okresu przejściowego, wtedy można będzie się policzyć naprawdę. Po inteligencku usiłuje się przekonać nas, że „wystarczy dać wyraz” Nie wystarczy.
Propozycja, którą niedawno zgłosił p. Krzysztof Łoziński, bardzo sensowna i potrzebna, zakładała jednak działanie wielotorowe. Mam nadzieję, że KOD dojrzewając jak wino nie poprzestanie na jednej formie aktywności. Jest zresztą takich inicjatyw w kraju kilka, nie byłoby od rzeczy nawiązać z nimi kontakt w sprawie ew. współdziałania, a przynajmniej jego koordynacji. Rozproszone inicjatywy nie przemawiają na korzyść którejkolwiek z nich. PiS jest zwarty, gotowy i nie odda ani guzika.
Ostateczne zwycięstwo zapewnią jednak Polsce „panie z kiosku”, tak pogardliwie potraktowane przez komentatorów w moim poprzednim tekście. Dlaczego? Bo jest ich więcej niż Kaczyńskich z przyległościami i to one będą wrzucać kartki do urn. Bez przekonania ich do naszych racji możemy sobie jedynie pomarzyć o osuszeniu tego bagienka, jakie nam się ostatnio porobiło.
Powtórzę za samym sobą: to nie to samo co PRL-owska konfrontacja z władzą. To konfrontacja ze współobywatelami, która musi mieć przebieg możliwie pokojowy, by nie odnieść przypadkiem pyrrusowego zwycięstwa.
Nie jestem optymistą. Po „naszej stronie” występują dokładnie te same grzechy, co po tamtej stronie. Zaślepienie, emocje mglące rozum, brak empatii i chęć postawienia na swoim za wszelką cenę.
I z tym należy walczyć już teraz, jeśli chcemy w ogóle myśleć o zmianie obecnej sytuacji.
Jeśli jest coś, czego obecna władza naprawdę nie zniesie, to właśnie tego. Pełnych wzajemnego zrozumienia dla siebie obywateli. Cała jej siła zasadza się na podziale społeczeństwa, a że akurat w tym są lepsi, to wygrywają – oczywista oczywistość jak powiada tow. Jarosław.
Mnie też zaskoczyła głębokość tych podziałów, ale nie zmienia to faktu, że ich niwelację uważam za najważniejszą. Mniej to może widowiskowe, ale za to efekty przynosi trwalsze. Tymczasem przez ostatnie lata ta prawda jakoś nie przychodziła nam do głów.
Głęboko wierzę, że obecna władza jest jedynie władzą okresu przejściowego. Problemem jest – co po niej? Odpowiedź wcale nie jest prosta.
Trzeba być niezwykle naiwnym, by sądzić, że „po prostu” wróci porządek sprzed kilku miesięcy. Nie wróci.
Nie zapominajmy, że III RP obalił nie sam PiS. Dołączył do niego tzw. ruch oburzonych, najczęściej choć błędnie, kojarzony z osobą Pawła Kukiza. Błędnie, bo on powstał w czasach gdy Kukiz nawet nie przypuszczał, że z braku lepszych zajęć i sukcesów zajmie się polityką.
Sama osoba rockowego frontmana zrobiła takie wrażenie na doświadczonych wydawałoby się obserwatorach, że niektórzy do dziś poza nim nie potrafią niczego dostrzec. Mówiło się, pisało – nic, nie dostrzegali. Nie chcieli dostrzec, bo przecież łatwiej jest obrzucić inwektywami prostackiego, a w gruncie rzeczy naiwnego Kukiza, który sam nie do końca rozumiał i rozumie haseł, które głosił, bo nie on był ich autorem. Nie dostrzegli więc tego, że sam ten ruch już zdążył się od Kukiza odżegnać i szykuje się do następnej bitwy. Nie ma ich w sejmie, o czym z radością doniósł niedawno sam banner udający lidera. Na wszelki wypadek informuję, że są tam ludzie daleko mądrzejsi od p. Kukiza (prawdopodobnie dlatego nie znaleźli się na jego listach wyborczych) i oni dokładnie wiedzą o co im chodzi. Warto się nimi zainteresować, bo to oni będą jedną z sił decydujących o nowym kształcie Polski.
Często w dyskusjach powraca pytanie: dlaczego ludziom „znudziła się” ciepła woda w kranie?
Jakoś nikt nie sprawdził, czy była ona we wszystkich kranach. Zdumiewamy się nad wzrostem PKB, który „powinien” być argumentem dla każdego malkontenta, ale nikt nie próbuje nawet policzyć jak jego wzrost ma się do wzrostu możliwości finansowych tzw. przeciętnego Polaka. Wzrostu PKB nie jada się zazwyczaj na śniadania – ta prawda jest wciąż dla niektórych tajemnicą.
Ostatnio hitem było twierdzenie oparte na badaniach statystycznych, z którego wynikało, że przeciętna rodzina polska jest zasobniejsza, niż jej niemiecki odpowiednik. Niewiele więcej trzeba, by wkurzyć ludzi.
Na dodatek to co III RP potrafiła robić naprawdę, to rozbudzać aspiracje i oczekiwania. Objaw sam w sobie dobry, ale z konsekwencjami, jak widać. Nawet ci, którzy ciepłą wodę mieli i którym się nie znudziła zaczęli oczekiwać czegoś więcej. To takie dziwne? W wypowiedziach niektórych spłowiałych autorytetów to wręcz zbrodnia.
Tyle mówi się o obronie TK i słusznie. Demontaż państwa w wykonaniu PiS oznacza jedynie „dyktaturę ciemniaków”, że pozwolę sobie przywołać to zapomniane już określenie. Ale Polskę i tak trzeba będzie budować od nowa. Ta sprzed miesiąca już nie powstanie z martwych, choć sama jeszcze o tym nie wie.
Zmienione i to radykalnie warunki zewnętrzne, rozbudzone ambicje nowych pokoleń wchodzących w dorosłe życie, pojawiające się, nie zawsze najlepsze, ogólnoeuropejskie tendencje – wszystko to powoduje, że jeśli zależy nam na jakiejś Polsce, powinniśmy już teraz rozpocząć dyskusję o tym, jaka ma ona być, a nie zawężać sobie pola widzenia dylematem III czy IV RP. To dylemat sztuczny, nieprawdziwy, nie mający żadnej przyszłości.
Podobnie fałszywy jest dylemat: zwalczać PiS za pomocą demonstracji, wystąpień publicznych czy też chwycić się innych sposobów?
I to i to ma teraz rację bytu.
Ta wojna polsko polska nie ma jednego frontu, a raczej jest on wszechogarniający.
I jeszcze jedno: opierać działanie na takich czy innych reakcjach na wybryki nowej władzy, to grać w sztuce napisanej przez nią. Potrzebne jest działanie, do którego ona będzie musiała się odnieść i to według naszego scenariusza.
A zwyciężą w ostateczności i tak „panie z kiosku”. I tylko reprezentując ich interesy można zwycięstwo odnieść.
Alternatywą jest bowiem jedynie „dyktatura oświeconych”, tak samo dokuczliwa i tak samo w gruncie rzeczy działająca w praktyce jak ta tak niemile wspominana.
Nie liczmy zanadto na Europę, tak chętnie wspominaną w dzisiejszych dyskusjach, z nadzieją, że to ona nam pomoże przezwyciężyć kryzys. Nie pomoże, prędzej zaszkodzi.
Prosty przykład: parę dni temu niemiecka politolog Gesine Schwan oznajmiła, że Polska wraz z innymi państwami Europy wschodniej należy do krajów mających „silne nacjonalistyczne i faszystowskie tradycje”.
Gdybyż ona była innej narodowości – dałoby się to przełknąć, bo nieco prawdy w tym jest. Jednak takie słowa ze strony Niemki muszą w Polsce wywoływać tylko jedną reakcję. Taką, która jest na rękę obecnej ekipie i paraliżuje wysiłki jej przeciwników.
Podobnie jak zarzucanie Polsce braku solidarności i groźby odcięcia jej od pomocy unijnej bez słowa wyjaśnienia, kto tę Europę wpakował w kłopoty, dla których teraz ona tej solidarności wymaga. Nie pani Merkel przypadkiem?
Niemcy były takie solidarne decydując bez skrupułów o budowie drugiej nitki Nordstreamu ewidentnie wbrew polskim interesom? Czy Francja handlując bronią z Rosjanami i z każdym kto zapłacił? A ostatnie umizgi do Erdogana?
I PiS to wszystko pięknie rozgrywa dodając od siebie to i owo. Spróbuje to ktoś zniwelować?
Europa się sypie na naszych oczach i to daleko szybciej, niż się rodziła. To zresztą normalne. Okazało się, że jej formuła nie stworzyła trwałych podstaw do realizacji idei, która legła u jej narodzin – eliminacji różnic interesów.
A u nas wciąż słychać westchnienia do Europy, ale nie tej prawdziwej, lecz tej z naszych snów i wyobrażeń.
A może po prostu na naszych oczach powstaje nowa Europa, nowy świat?
Mamy się o co martwić. I róbmy to, ale nie na zasadzie upartego zawracania kijem Wisły. Jej się zawrócić nie da.
Na dziś zadaniem jest zwalczyć szkodnika przy państwowym żłobie. Wszelkimi sposobami. Ale – im szybciej to nastąpi, tym szybciej staniemy przed dylematem: co dalej?
Nie pozwólmy by ten moment zaskoczył nas nieprzygotowanych.
Jerzy Łukaszewski



Gdyby nie było Jerzego Łukaszewskiego, to trzeba by było go zamówić za wielką opłatą. Tu każde słowo jest wg mnie na wagę złota.
Wiele razy miałam podobne odczucia i zawsze podkreślałam, że pretensje mam nie do ciemniaków, ale tych jaśnie oświeconych. Jesteśmy tak pewni swoich racji, a jednocześnie brakuje nam pokory, by zamiast wyśmiewać, psioczyć zrobić cokolwiek na rzecz tego, by reguły demokracji nie wpakowały nas wysoce kulturalnych person i mądrali, pod rządy tych, co nie do końca zrozumieją otaczającą rzeczywistość z jej skomplikowanymi zależnościami. MY przecież powinniśmy to rozumieć.
Dziękuję panie Jerzy za ten tekst – traktuję to jako głos odpowiedzialnego przyjaciela, który, gdy błądzę nie będzie się ze mnie śmiał, nie będzie szydził i pouczał, ale wyłoży mi to co naprawdę widzi. A widzi z szerokiej perspektywy.
Ten tekst wymaga głębszej analizy…
Na dzisiaj wystarczy „pierwsze czytanie”, dyskusję z samym sobą przeprowadzę jutro, potem drugie czytanie…
Wnioski pojutrze…
Pan Jerzy jak zwykle strzela w dziesiątkę. Przeczytałem dwukrotnie ten tekst i zdałem sobie sprawę, że na coś takiego czekałem.
*
Kiedy podobne rzeczy (dużo mniej uporządkowane i bardziej przyczynkarskie) próbowałem sygnalizować na SO co najmniej od czerwca 2014 r., spotykałem się z murem niezrozumienia i podejrzeń o co najmniej sympatie pisowskie. Zresztą do 24 maja 2015 i 25 października 2015 stan rzeczy nie był ani tak oczywisty ani przesądzony.
*
Nie kwestionując niczego co Autor powiedział chciałbym podzielić się kilkoma uwagami, które wymagają wspólnej refleksji.
1. Zgadzam się, że tzw. III RP zakończyła swój żywot, co nie znaczy że mamy porzucić ideały liberalnej demokracji reprezentowanej najlepiej przez państwo prawa.
2. Kurczowa obrona PO wbrew niej samej, mimo iż nie była moim udziałem, jest wyrazem wiary i sentymentów tej części z nas, którzy chcieli wierzyć, że III RP jest państwem trwałym i silnym. Diagnoza, dlaczego okazała się organizmem słabym i nietrwałym jest jeszcze przed nami, jednak kilka obserwacji jest już dziś oczywistych:
III RP okazała się państwem sprzyjającym elitom, w tym przede wszystkim politycznym, zawodowym i businessowym, będąc jednocześnie macochą dla wielu grup społecznych na tzw. niższych piętrach,
zabetonowana od wielu lat scena polityczna powodowała koncentrowanie się polityków na samych sobie zamiast rozwiązywania wielu istotnych problemów społecznych – służby zdrowia, sądownictwa i wymiaru sprawiedliwości, edukacji i szkolnictwa wyższego, opieki społecznej, form zatrudnienia i bezpieczeństwa socjalnego, etc.
w duopolu politycznym zużytą partię rządzącą zastąpiła u władzy populistyczna siła antysystemowa, która demagogią i nierealnymi obietnicami socjalnymi uwiodła część elektoratu, mimo tego okazała się daleka od zdobycia większości a zdobyte 37,6% poparcia pisim swędem dało jej większość parlamentarną,
w proteście przeciw dotychczasowemu zjawisku oligarchizacji życia politycznego pojawiły się nowe ruchy z których tylko Nowoczesna znalazła miejsce w parlamencie, a partia Razem i znaczna część tzw. ruchu oburzonych, głównie samorządowców pierwotnie popierających Kukiza, znalazły się poza parlamentem; te wszystkie środowiska muszą połączyć siły jeśli mamy przyszłość Polski obronić przed rządami szalonego paranoika próbującego cofnąć nas sto lat wstecz.
3. Autor wskazuje, że trzeba rozmawiać na każdym możliwym forum, wszakże z jednym najważniejszym zastrzeżeniem – najpierw powinniśmy słuchać tzw. zwykłych ludzi z wielu różnych środowisk. Nie ma sensu się wymądrzać dopóki nie zrozumiemy do końca co się naprawdę działo i dzieje z wieloma grupami społecznymi przez 26 lat niepodległości, w tym szczególnie po wstąpieniu Polski do UE w 2004 r. Częste na SO utyskiwania na głupotę wyborców i „ciemny lud” nie posuwa naszej rozmowy w stronę zrozumienia źródeł i przyczyn protestu znacznej części społeczeństwa przeciw III RP.
4. Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale „panie z kiosku”, które zdecydują o przyszłości Polski są metaforą szerokich kręgów społecznych, dla których nowa Polska musi mieć ofertę realną a nie wirtualną.
5. Wspólna Europa przeżywa kolejne fazy cyklu koniunkturalnego oraz problemy z którymi wcześniej nie miała do czynienia na taka skalę – kryzys imigracyjny, tendencje prawicowe, kryzys mechanizmów integracyjnych i tendencje separacyjne (Wielka Brytania, Węgry, Polska?), zagrożenie imperializmu rosyjskiego. Szybki powrót Polski do głównego nurtu UE jest czynnikiem zmniejszającym ryzyko rozpadu UE.
*
Zgadzam się z oceną skali obecnych protestów społecznych wobec łamania prawa przez „prezydęta” i PiS jako niewielkiej. Warto pamiętać, że PiS przygotowywał się do operacji 8 lat a KOD zaledwie dwa tygodnie. Zadaniem KOD jest budowa infrastruktury organizującej obywateli i porozumiewających się z innymi tego rodzaju inicjatywami. Czas na masowe protesty społeczne jeszcze przed nami.
*
Nie bardzo rozumiem stwierdzenie, iż „Alternatywą jest bowiem jedynie „dyktatura oświeconych”, tak samo dokuczliwa i tak samo w gruncie rzeczy działająca w praktyce jak ta tak niemile wspominana.” Chętnie przeczytałbym co Autor miał na myśli.
*
Zgadzam się z konkluzją Autora kiedy wskazując na koniec epoki obecnej ekipy u władzy stwierdza: „Nie pozwólmy by ten moment zaskoczył nas nieprzygotowanych.
j.Luk:
zgadzam sie z Panską oceną sytuacji, i niezupełnie zgadzam sie w przewidywaniach. Moim zdaniem sytuacja juz jest poza kontrolą, poniewaz napedzany paranoją głowny aktor nie ma najmniejszego zamiaru pojsc na ustepstwa. Jego podwykonawcy beda isc w zaparte i bez zahamowan realizowac polecenia. To oznacza, ze Polska weszła na droge do katastrofy i bedzie na tej drodze przyspieszac, jesli nie zadziałają jakies hamulce. Jak na razie nic nie wskazuje na ich istnienie.
.
Chciałbym przypomniec, jak sie rozwija typowa katastrofa. Smolensk albo Mierosławiec mogą słuzyc za przykłady, ale wezmy jakis inny przykład nie urazający uczuc wyznawcow religii smolenskiej. Niech to bedzie katastrofa pod Grenoble. Zaczeła sie od tego, ze kierowca wbrew zakazowi wjechał na zbyt stromą droge. Jechał sobie i naciskał na hamulec, az hamulec sie spalił. W tym momencie sie okazalo, ze kierowca po prostu nie wiedział, ze ma jeszcze dwa inne hamulce. (Mogł hamowac silnikiem albo elektromagnesem.) Był niedoszkolony, stracił panowanie, a potem był zakret. Autokar spadł do wąwozu, do ktorego przedtem spadły w tym samym miejscu inne autokary.
.
Wrocmy do obecnej sytuacji. Motywacją trojpodziału władzy są reguły, ktorych przestrzeganie ma nie dopuscic do dominacji zamordystow. To są własnie hamulce. Jak sie jednak okazuje, reguły przestają działac, jesli nastepuje masowa abdykacja od ich przestrzegania. Taka abdykacja nastąpiła w Polsce. Mozna ją przypisywac Kosciołowi, komunie, czy tradycjom polskiego warcholstwa, albo wszystkiemu naraz. Tak czy inaczej, nastąpiła abdykacja i hamulcow nie ma. Najezdzcy zobaczyli mozliwosc zignorowania reguł, i postanowili skorzystac. Skoro jest wola przyspieszenia i nie ma hamulcow, to sytuacja bedzie przyspieszac.
.
Jak bedzie wyglądac katastrofa? Popatrzmy na czarny scenariusz. Rozpad Europy na Europe Zachodnią i Wschodnią jest dosc prawdopodobny. (Pisze o tym prof. Hartman w swoim najnowszym blogu). Europa Zachodnia ma swoje palące problemy i własnie sie nimi zajmie po odcieciu wschodniego balastu. Europa Wschodnia jest wciąz zapozniona technologicznie i mentalnie, bo zapoznien nie mozna nadrobic w dwadziescia kilka lat. Jesli ktos myslał inaczej, to zaraz sie o tym przekona. Po odcieciu od Zachodu, Polska przyłączy sie do innych byłych demoludow (bo gdzies musi), po czym błyskawicznie znajdzie sie na ich poziomie. Kompetencyjnie nie musi sie zresztą znajdowac, bo polskie spoleczenstwo cały czas na nim jest. Wyspa nowoczesnosci jest niewielka i odizolowana od sredniej przecietnej polskiego społeczenstwa (czyli od pan z kiosku, o ktorych pisze j.Luk). Po mentalnym odcieciu Polski od Zachodu nastąpi takze odciecie gospodarcze i wynikajacy stąd bardzo szybki spadek poziomu zycia.
.
Co bedzie dalej? Sypnie sie giełda, po czym emerytury, zas gospodarka wroci do wymiany z byłymi demoludami. Bedą sie nasilały represje dla odwrocenia uwagi. Przez jakis czas sie uda zatykac gebe smoka (czyli pan z kiosku) kolejnymi intelektualistami. Ale w miare nasilania sie trudnosci panie z kiosku i ich synowie bedą sie radykalizowac. Aresztowania politykow, lekarzy, i innych ofiar wskazanych przez Kaczynskiego nie naprawią gospodarki, wiec zaczną sie „wydarzenia”, ktore Kaczynski bedzie poczatkowo kanalizowal. Na tym etapie nastąpią „spontaniczne” samosądy nad gejami, artystami, politykami PO, i innymi kozłami ofiarnymi. Bedą ofiary smiertelne. Władze beda sie odcinac, jednoczesnie wykorzystujac do przykrecania sruby. Kaczynski dokona jednej albo dwu „wymian zderzakow”, cały czas skrzetnie wystrzegając