Ponieważ mogło się zdarzyć, że ktoś po przeczytaniu artykułu Jarosława Dudycza zaczął się zastanawiać pomimo utrudnień wynikających z nadmiernego wypełnienie świątecznymi kulinariami, postanowiłem skorzystać z okazji i dorzucić swoje trzy grosze.
Autor tamtego artykułu musi wybaczyć, że prowadzę polemikę tą drogą, ponieważ nauczony doświadczeniem ze znikaniem komentarzy boję się, że duszki informatyczne nie wytrzymają tej objętości, jak to się już zdarzało.
Krytyka inteligencji w tekście p. Dudycza o tyle jest niepełna, że brak w niej definicji inteligencji, a dziś bez tego – niestety – każdy może być i za i przeciw w zależności od humoru, stanu zdrowia i temperatury na zewnątrz.
Kiedyś Hanka Bielicka usiłując złożyć publiczności tradycyjne życzenia „Dosiego Roku” zaczęła się zastanawiać „co to jest ten SI rok?”
Kiedy słuchałem Wojciecha Młynarskiego śpiewającego znaną piosenkę „Róbmy swoje”, pierwsze co mi przyszło do głowy, to pytanie: co to jest to „swoje”? Gdyby bowiem założyć, że każdy ma jakieś „swoje” wyszedłby całkiem niezły bardak nawet jak na nasze warunki.
Jeśli będziemy pojmować inteligencję tradycyjnie jako warstwę społeczną wyróżniającą się przede wszystkim wykształceniem i stanowiskiem pracy, to będziemy musieli przyznać, że warstwa ta ostatnio bardzo nam się rozrosła. Na dodatek do PRLowskiego wzorca dodaliśmy moje marzenie z tamtych czasów, czyli „inteligencję niepracującą”, którą tak naprawdę nie wiadomo jak i gdzie zakwalifikować.
Posppeerelowska inteligencja prawem kaduka przypięła dziś sobie ozdóbkę w postaci określenia „elita” mającą ją wyróżnić od masy świeżo wyprodukowanych licencjatów wszelkich specjalności także mających aspiracje do bycia inteligencją, butą zaś i pewnością siebie znacznie przewyższających stare wygi.
Lektura tekstu p. Dudycza mówi nam jednak o „starej” inteligencji, która czegoś nie przewidziała, czegoś nie zrobiła, czegoś nie zrozumiała.
Ponieważ całkowicie się z tym zgadzam, a i pisałem o tym parokrotnie narażając się na krytykę zaślepionych wielbicieli omszałych co nieco wielkości, będę mniej delikatny i powiem wprost: nie zrobiła, nie zauważyła, nie zrozumiała, bo nie jest do tego zdolna.
Dotąd byłem przekonany, że po prostu brak czasu, nawał zajęć i zachodzących faktów społecznych na to nie pozwalał.
Jednak uparte trwanie na z góry upatrzonych pozycjach własnej doskonałości przekonuje mnie, że jest inaczej. Okazuje się, że nawet doskonałość, szczególnie ta wmówiona sobie i akolitom, ma swoje granice i oni zwyczajnie do nich doszli.
Trudno inaczej wytłumaczyć np. uparte histeryczne reakcje na nazwisko Kukiz pomimo wielokrotnego zwracania uwagi i podpowiadania, że to tylko bannerek, nic nie znaczący znak firmowy zjawiska, na które „wielkościom” nawet nie chciało się spojrzeć.
W takich warunkach trudno o wnikliwe analizy.
Rację ma pan Dudycz pisząc o młodych zwolennikach PiS, coraz liczniejszych, coraz otwarciej wychodzących z cienia, w którym dotąd kryli się przed światłem bijącym z uznanych mainstreamowych umysłów, a teraz bez skrępowania głoszących nieprawdopodobne idiotyzmy świadczące tak o własnym prymitywizmie, jak i o grzechu głównym III RP – coraz to gorszej, bo podporządkowanej słupkom statystyk edukacji polskiej.
Przecież to nie PiS głosił, że szkoła, która czegoś od ucznia wymaga to „szkoła opresyjna”, ale pani minister Hall, już zapomnieliśmy?
W owczym pędzie za statystykami, które już, teraz, zaraz miały udowodnić naszą bezwzględną przynależność do światłego Zachodu pozostawiono odłogiem to co w edukacji najważniejsze – rozum. Teza do udowodnienia bez najmniejszego kłopotu.
Pamiętam moje zdumienie, gdy na jednym z uniwersyteckich wydziałów pedagogiki, wielokrotnie nagradzanym za „osiągnięcia” spotkałem się ze zjawiskiem szczególnym – lansowaniem teorii pedagogicznych szalenie zamorskich, które w miejscu własnych narodzin … nigdy nie weszły w życie, bądź właśnie w tym czasie były pospiesznie z niego wycofywane bo nie sprawdziły się w praktyce. Widziałem habilitacje robione na podstawie ich przenoszenia na grunt polski „na żywca”, bez najmniejszej troski o ich funkcjonalność w ogóle, nie tylko w polskiej rzeczywistości. Dla ułatwienia dodam, że pani Hall była właśnie absolwentką tego wydziału.
No i mamy co mamy.
W jednym z ostatnich tekstów „Życie pozagrobowe” pisałem i powtórzę to dziś: do III RP nie ma powrotu. I całe szczęście.
Wojując dziś z prymitywną tłuszczą prezesowych marionetek należy już myśleć, co będzie po ew. zwycięstwie, wcale nie tak pewnym, jak mi się początkowo wydawało.
Jeśli przestrzegałem i przestrzegam przed jakimkolwiek wiązaniem się z politykami to właśnie dlatego, że w przyszłości to oni będą naszymi głównymi przeciwnikami w budowaniu nowej Polski.
No i teraz najgorsze – zapytać wypada: jaka ona ma być?
Bronimy dziś, każdy na ile potrafi, Trybunału Konstytucyjnego, niezawisłości sądów i sędziów. I słusznie.
Ale jakich sądów i jakich sędziów?
Proszę zajrzeć do felietonu Sub Iudice na temat TK, proszę zerknąć na taki przypadek
Do sądu musi dostarczyć zaświadczenie „o byciu praktykującą katoliczką”
Mecenas Michał Warcholik, którego klientka ma dostarczyć zaświadczenie jest żądaniem sądu zaskoczony i podkreśla, że po raz pierwszy spotyka się z taką sytuacją. – Taka prośba mogłaby być ewentualnie wystosowana, jeśli kwestia religii miałaby jakieś znaczenie (np. gdyby para była innego wyznania), albo gdyby którakolwiek ze stron wyciągnęła kwestie religijne w charakterze argumentu podczas rozprawy – tłumaczy.
Naprawdę chcemy takich sądów? I takich sędziów, którzy świadomie łamią prawo? Bo robią to świadomie co wynika z wypowiedzi prezesa myślenickiego sądu.
Czy na pewno uświadamiamy sobie, że bronimy TK i trójpodziału władzy jako zasady, a nie jako obrony każdej prawniczej bzdury, która sądy w minionych latach dość obficie nas raczyły?
Czy mamy na uwadze, że ze strony środowiska prawniczego jakoś nie widać sensownych propozycji rozwiązania tego problemu? Nie widzimy, że tak naprawdę obywatel jest w takich sytuacjach bezbronny? I że nie ma wyjścia jak poprzeć PiS, który obiecuje, że sobie z tym poradzi? Po swojemu, rzecz jasna, ale to już obywatela mniej interesuje.
Co temat to takie same pytania.
Czy tworząc wszelkiego typu raporty o grzechach PiSlamu nie potrafimy zrobić takich samych zawierających wszystkie błędy i niedostatki III RP? Czy nie chcemy?
Wolimy, żeby robił to dla własnej korzyści PiS? I żeby nas wyłącznie z nimi utożsamiano?
Jeśli tak, to nie ma co wychodzić na ulicę, lepiej pooglądać 1249 odcinek jakiegoś interesującego serialu, szkoda naszego czasu, już przegraliśmy.
Jeśli chcemy skutecznie przeciwstawić się hordom prezesa to musimy gromadzić ludzi pod sztandarem, który nie jest splamiony całą masą niedoróbek III RP. Musi to być sztandar czysty, nieskalany, zrozumiały i zachęcający.
Jaki? Porozmawiajmy. Może taki jest.
Pisze pan Dudycz o młodych popierających „reformy” prezesa. To jest nasz wyrzut sumienia, nasz grzech do odkupienia, bo to za naszą sprawą, za naszym przyzwoleniem lub przez nasze zaniechanie wychowało się pokolenie nie potrafiące wyciągać logicznych wniosków w najprostszych sytuacjach. Za to podatne na wszelkiego typu teorie spiskowe, insynuacje itd.
Pisał swego czasu Stefan Bratkowski tekst o OFE
Przepraszam, to niemal oszustwo
Ktoś podał Europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości fałszywe informacje, w sposób, który bliski jest oszustwa. Wyrok w sprawie polskich „Otwartych Funduszy Emerytalnych” oparty jest na wprowadzeniu Trybunału w błąd. Nie sądzę, by ktoś zakwestionował informacje, które podam poniżej – które, co piszę z przykrością, podam nie pierwszy raz.
Tekst prosty, czytelny, nietrudny do zrozumienia. A kto go czytał? Sądzicie, że młodzież wraz z pierwszym promieniem słońca zagląda do OK? Myślę, że wątpię, jak mawiał śp. Wiech. I dziś kiedy zapytać tych młodych o OFE dowiemy się w 95 przypadkach na 100, że „złodzieje ukradli nasze piniendze”.
Dlaczego ten tekst nie ukazuje się raz na tydzień, aż do znudzenia w popularnych mediach, w tym przede wszystkim internetowych?
I nie „pani Bożenka” jest temu winna, ale my wszyscy. To nie pani Bożenka uczyła tych młodych, że wolność słowa polega na obrzucaniu wulgaryzmowi każdego i to bezkarnie, ale nasze „elity”. To nasze ulubione media epatują widza każdą awanturą między politykami skrzętnie wyszukując i powtarzając co „smaczniejsze momenty” zamiast je powycinać w imię szerzenia jakiej takiej kultury w stosunkach międzyludzkich. Politycy o tym wiedzą, walcząc więc o pokazanie się w TV stosują coraz bardziej brutalne i coraz bardziej chamskie metody „dyskusji”.
Do kogo więc teraz pretensje?
Czy to nie pani Holland z powodów czysto prywatnych kiedy nie dogodzono jej córeczce krzyczała jak beznadziejnym krajem jest Polska? Nie III RP, ale Polska. I co? Teraz daje jej się mikrofon na wiecu KOD co jest dla „pani Bożenki” widomym znakiem, kim są ludzie zebrani na tym wiecu.
Czy to nie pan Neuman jest przedstawicielem partii, której grzechy doprowadziły do zwycięstwa PiS w wyborach? A teraz co? Twarz „obrońcy demokracji”?
Ale pretensje mamy do „pani Bożenki” tak?
Tak chcemy wygrać? Żarty.
Czy obrazić się na rzeczywistość, co jest szczególną umiejętnością polskich „elit”?
Płaczemy (choć widoczki czasem bywają komiczne) nad uzależnieniem polityków PiS od kleru KK. A w III RP było inaczej? A kto udawał, że przekazuje miliony z budżetu nie na świątynię Opatrzności Bożej, lecz na bliżej nieokreślony „cel kulturalny” związany z nią? PiS przynajmniej nie udaje i mówi to wprost.
Kto zwróci uwagę biskupom „zatroskanym” emigracją młodych, że koszt ślubu katolickiego w Anglii jest ok. 8 do 10 razy mniejszy niż w Polsce? Na to, że cenniki na usługi sakramentalne są wbrew wszelkim zasadom religii, że o nauczaniu rabbiego z Nazaretu nie wspomnę. Czym są jeśli nie dawnym handlem odpustami, który doprowadził do wystąpienia Lutra? Kto odpyskuje Głódziowi szczującemu na Owsiaka, że wskazywany przezeń jako alternatywa Caritas nawet w dziesiątej części nie jest tak transparentny jak Orkiestra Świątecznej Pomocy? Znajdzie się taki odważny?
Dopóki się nie znajdzie, zostawmy panią Bożenkę w spokoju, ona sobie radzi jak umie i jak na to pozwalają okoliczności.
Nie mamy jej niczego do zaofiarowania.
Powtórzę już co mówiłem: dziś już trzeba zacząć budować Polskę, tę nową, która nastanie po chwilowych zaczadzeniu się PiSlamem.
Czego potrzeba do tej budowy? Po pierwsze materiałów budowlanych i odpowiedniej ekipy.
Materiałem muszą być zasady wydyskutowane, przejrzane po dziesięciokroć i to od samych podstaw. I to ty, droga inteligencjo odpowiadasz za dostawę tych materiałów.
Polityczna rzeczywistość w Polsce pokazuje, że rodacy nie mają żadnych – żadnych – wspólnych pojęć. Coś takiego jak demokracja, prawo – dla każdego oznacza co innego.
Edukacja obywatelska musi więc zacząć się od takich fundamentów.
Z ekipy muszą być bezwzględnie eliminowani czynni obecnie politycy tkwiący po uszy w tym wszystkim co doprowadziło do obecnej sytuacji.
Nie, nie proponuję tu metod Kukiza („elito” – Blücherrr!!!! – pamiętasz?) żeby rozp*** to wszystko. Proponuję spokojną, metodyczną i – niestety – powolną budowę nowej rzeczywistości, bo ani w tej przeszłej, a ni w obecnej żyć się normalnie nie da.
Proponuję Autorom z SO, znanych mi z mądrych i przemyślanych poglądów dyskusję nad tym jaka powinna być postPiSowska Polska.
Proszę o to, bo ktoś kiedyś musi to zrobić.
Historia dowodzi, że natura nie znosi pustki. Potrzeba istnieje, choć jeszcze nie wszyscy sobie to uświadamiają. A jak jest popyt to zaraz pojawi się podaż. Niekoniecznie taka, jakiej byśmy sobie życzyli.
Jeśli nie chcemy znowu zachowywać się jak stare ciotki na wieczorku tanecznym (co to siedzą na kanapie i mają za złe), przeczytajmy raz jeszcze tekst pana Dudycza, pomyślmy i pogadajmy.
Jeszcze jest na to czas. Jeszcze.
Za kilka dni nowy rok. Zacznijmy go sensowną pracą. Wtedy będzie lepszy.
Jerzy Łukaszewski


No no, ale tekst.
To tęgi kij bijący w puste głowy aby wydobyć jakiś dźwięk.
Panie Jerzy chciałbym aby ten dźwięk jednak nabrał mocy i zabrzmiał jak dzwon Zygmunta. Jest tylko jeden mały problem, należy zacząć od zaraz.. naprawdę nie ma czasu. Ten artykuł niech będzie pierwszym uderzeniem w dzwon, niech brzmi jak dzwon a nie sygnaturka.
Do rozkołysania wielkiego dzwonu potrzebni są ludzie, mądrzy dzwonnicy aby siła tej rozkołysanej masy nie cisnęła ich na ścianę dzwonnicy.
Zbyt rozbujany dzwon może spaść, nie wiadomo na kogo i przestanie dzwonić. PiS chce zacząć od edukacji i już jest problem z rodzicami.
Nie są zadowoleni, że ich dzieci będą służyły do kolejnego eksperymentu edukacyjnego który odbije się na przyszłości ich potomstwa.
Wiadomo od zawsze że każdy naród niszczy się pozbawiając go edukacji.
To od czego zaczynamy?
Tak, tak, tak! Skromnie powiem, że zrobiliśmy kilka kroków w tym kierunku. Kto i w jakim nie powiem, bo zostanę podejrzanym o politykowanie. Ale kto ma to potem zrealizować, jak inteligencja wykaże się pracowitością? Politycy jakiejś partii. cbdo
Pan Jerzy nie pierwszy raz uderza w ten dzwon. Ja widzę tu problem w ruszeniu większych mas, które chciałyby zrezygnować ze swego drogiego samozadowolenia – co złego to nie ja i choć odrobinę obudzić w sobie właśnie poczucie współwiny.
Zdarza nam się po jakichś wydarzeniach w skali kraju obnażających zawód postawami młodszego pokolenia, że ktoś powie w pokoju nauczycielskim – my nauczyciele jesteśmy temu współwinni. Jednak potem w praktyce nie ma już odważnych, by się tej, czy innej głupocie przeciwstawić, bo rola konia w kieracie jest prostsza.
Pan j.Luk tez sie zachowuje jak inteligent. Najpierw pogadac, potem zrozumiec, a potem ewentualnie działac.
polcam artykuł Santorskiego w df Gazety Wyborczej- sensowna analiza mentalności polskiej inteligencji – a raczej wykształconej klasy pracującej.Najpierw należałoby przebudowac nasza mentalnośc – tylko nikt nie wie jak. Owszem nasz Naród jest jak lawa- wybucha na krótko i… zastyga.Az do następnego wybuchu. Etos solidnej,uczciwej pracy bez wyzysku pracownika i oszukiwania Panstwa prawie nie istnieje. Jest -usprawiedliwienie- od wygodnej teorii o zaborach,okupacji,komunie – do tego że inaczej sie nie da bo wszyscy tak robia ,bo konkurencja i.,t.d. Panstwo na to pozwala bo rzadzacy maja to w nosie- im chodzi o stołki i słupki do nastepnych wyborów. Samorządy w dużej mierze zdążyły sie zdemoralizowac – interesiki,kolesiostwo.O Kosciele lepiej nie mowic – zdemoralizowany do cna- jakiz może miec autorytet kiedy wszyscy widza i słysza jego przywodców? wydawało sie że wchodząc do Unii będzieny musieli nsgiąć sie do pewnych standartow- a jednak raczej naginamy standarty unijne do naszych . Jak przebudowac nasza mentalnośc- ? tak żeby i pani Bożenka odczuła ze jednak jakies standarty uczciwosci istnieja i nie powtarzała mantry „wszyscy kradna” -ze stoi za nia jakas realna opieka Panstwa – od policjanta ktory nie powie że nic nie może po urzędnika ktory okaze jej szacunek.Nie zbudujemy Panstwa na pogardzie jaka PIS okazuje obywatelom, kłamstwie i podłości- niestety.
Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc – świnia.
@Autor
100/100
Tylko z kim i o czym tu gadać? Tzn „z kim” nie mam na myśli SO, raczej brak jakiegokolwiek szerszego środowiska chętnego do dyskusji. Jest oczywiście środowisko do którego się Pan odwołuje, tylko że ono nie chce dyskutować, ono wie.
j.Luk: Jak Ty mnie Gogolem, To ja Cię Okudżawą: My krylja naszi biełyje poczistim… może, oby. A to o demokracji mamy też w „100 zabobonach” Bocheńskiego. Jedynego, chyba, oprócz Tischnera, katabasa, którego cytować chce mi się co i raz. Ale tacy do biskupa już nie dochodzą. Bo tam jak w armii K.u.K. (za Szwejkiem). Temat jest śmiertelnie poważny. Chiny będą teraz chyba rok Małpy, ale u nas – rok groźnego Kaczora, który rozpoczął rządy od hałaśliwego ostrzenia długich noży. „I sołnce wstaniet, nie dla nas…? Może jednak dla nas też. Tyle że ze spaniem problem. Ale właśnie, nie dajmy się pozbawić humoru. Bo śmieszność ich nie zabije, ale z pewnością osłabi. Publika w STS-ie to byli właśnie sami młodzi.
A. Goryński
„A to o demokracji mamy też w „100 zabobonach” Bocheńskiego. Jedynego, chyba, oprócz Tischnera, katabasa, którego cytować chce mi się co i raz”.
Jest też pozycja zatytułowana, „Podręcznik mądrości tego świata”
To był wielce mądry zakonnik, ciekawostką dla tej mini książeczki jest moment wydania. J.M.Bocheński zażyczył sobie aby ukazała się po jego śmierci. Mam od momentu wydania.. czytam często.. i nie dziwię się tej decyzji, że po śmierci…
quote;
5.22 Nie przejmuj się tym, na co nie masz wpływu.
10.12 Nie uznawaj za prawdę żadnego twierdzenia tylko dlatego, że jest wydrukowane, albo wypowiedziane w środkach masowego przekazu.
11.1 Staraj się uważać ludzi, którymi nie masz się zajmować za twory twojej wyobraźni.
15.1 Nie kłam i nie wprowadzaj w błąd, o ile możesz.
Identyczne lektury nie muszą powodować identycznych światopoglądów. „U Kalichu” jeden dostał w dziób, bo powiedziawszy „my na was, a wy na nas” nie zdążył dokończyć „nie gniewamy się”! Tu, Dei gratias, nie mamy tego kłopotu. Bo refleks bliższy refleksji.
Piękne dopełnienie do tekstu Autora http://wyborcza.pl/duzyformat/1,149687,19382375,jacek-santorski-polacy-sa-glodni-szacunku.html
Razem tworzą poważny materiał – diagnoza jest.
Tylko co dalej?
Zgadzając się z Autorem warto podkreślić kolejność działań. Najpierw potrzebna jest diagnoza grzechów, grzeszków, wad i uchybień w konstrukcji oraz działaniu mechanizmów III RP. Bez tego nie wiadomo co i jak robić aby nie powtarzać tych samych błędów. Od jakości i trafności diagnozy będzie zależało powodzenie idei i rozwiązań ozdrowieńczych.
Poniekąd odpowiedzią na Pana postulat jest działalność partii Razem. Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto popierałby Razem ze względu na postulaty socjalne. To raczej hasło „inna polityka jest mozliwa” i dość demonstracyjne dystansowanie się od wszystkich elit politycznych Najjaśniejszej RP. Mam wrażenie, że bardziej niż wystąpienie Zandberga, popularności przysporzył im powrót z debaty metrem.
Do Razem nawiązywał też artykuł red. Dudycza, gdzie autor doszukiwal się akceptacji dla, że tak powiem kseno-patriotyzmu, bo target polityczny Razem (wykluczeni, na smieciowkach) ma takie właśnie poglądy. Otóż mnie się wydaje, że nie. Że Razem nie demonstruje wspolnie z KODem bo tam na czele staje Petru a w pierwszym szeregu kroczy też Kalisz i inne polityczne gadające głowy.
Razem popełnia pewnie wiele błędów i wiele jeszcze popełni tak jak i każdy chcący się zajmować budową tego nowego domu, który Pan tak ładnie opisuje. Wszak żadnego doświadczenia nikt w tym nie ma. W każdym razie bardzo dziękuję Panu za artykuł i życzę odpoczynku po świętach oraz radości w Nowym Roku.
.
Ps.
Oj maluśki maluśki maluśki
W kieszeń wjedzie cały
A zda mu się że większy że większy niż
Sąd i Trybunały
Tak gwoli ścisłości to ten dom stoi tylko meble w nim są przesuwane, a w poszczególnych izbach nakleja się nowe tapety zgodne z gustami tych co w nim się znajdują przez krótki okres czasu zwany życiem.
Warstwa tych tapet jest wystarczająco gruba dla historyka a dla zwykłego lokatora jak ja, istotne są kolory i desenie które muszę oglądać od rana do wieczora. Niestety, muszę zgodzić się na brak
odpowiedniego dla mnie deseniu bo raz na lat cztery dostaję długopis do łapy i prawo nabazgrolenia na tapecie czegoś tam, razem z innymi graficiarzami amatorami.
Podobno najprościej odwrócić się tyłem do rysunku który powstał i nas denerwuje, albo co trudniejsze, zmontować ekipę do zamalowywania tegoż bo nic go już nie usunie z historii. Ta tapeta pozostanie na wieki.
Pan j.luk może coś więcej na ten temat powiedzieć, co czyni często.