-
Język czyli świat
Nie zamieszkuje się kraju, pisał Emil Cioran, zamieszkuje się język. Zanim coś dotrze do świadomości, zostaje uporządkowane przez językową strukturę i tworzące ją elementy.
Wyraził to po swojemu Witold Gombrowicz: nie my mówimy, to słowa nas mówią.
Żyjemy w gmachu zbudowanym przez znaki i symbole. Wielu współczesnych filozofów próbuje pojmować swą działalność jako walkę przeciw omotaniu naszego umysłu przez język – walkę, przyznają, pozbawioną szans na zwycięstwo.
Destrukcyjny wpływ języka na świadomość jednostek i zbiorowości ludzkich obserwował w czasie II wojny światowej Victor Klemperer. Swoje notatki opublikował później w książce zatytułowanej LTI. Notatnik filologa. Tytułowe LTI, to język Trzeciej Rzeszy (Lingua Tertii Imperii). Klemperer słyszał słowa nienawistne, pełne pogardy i odrażających odniesień. Widział manipulacje semantyczne polegające na zmienianiu znaczeń używanych powszechnie pojęć, na przypisywaniu im pożądanego kontekstu (np. słowo „heroiczny” było, jak pisze, zawsze przebrane w mundur, nigdy nie występowało po cywilnemu). To nie przemówienia Hitlera czy Goebbelsa – nudne zazwyczaj i wysłuchiwane z obowiązku – budowały pożądaną przez nazistów świadomość, neutralizowały kategorie moralne na rzecz posłuszeństwa, uwalniały od poczucia winy. Czynnikiem sprawczym były powtarzane, osaczające i wdzierające się do umysłu odpowiednio spreparowane zwroty, sformułowania i terminy. „Język – pisze Klemperer – nie tylko tworzy i myśli za mnie, ale kieruje również moimi uczuciami, steruje całą moją emocjonalną istotą i to tym naturalniej, im bardziej podświadomie poddaję się jego impulsom. Cóż więc dzieje się wtedy, gdy ukształtowany język został ukształtowany z trujących elementów lub też sam przemienił się w nosiciela trucizny? Słowa oddziaływać mogą jak minimalne dawki arsenu: przełykamy je, nie odczuwając żadnych skutków, pojawią się one dopiero po jakimś czasie”. Coś podobnego zauważył Aleksander Wat w odniesieniu do indoktrynacji komunistycznej: propagandowe zmyślenie ma być przeżywane, jak gdyby było rzeczywiste.
Aldous Huxley, wizjoner totalitarnej utopii, opisuje w Nowym, wspaniałym świecie Republikę opartą na trzech żelaznych kanonach: wspólności („każdy dla każdego”), identyczności poglądów i stabilności. Dwa ostatnie kanony łączyły się z tępieniem wszystkiego, co odbiega od nakazanych norm, co zresztą prawie się nie zdarzało. Posłuszeństwo tak określonym zasadom zapewniała instytucja zajmująca się tzw. warunkowaniem, modelowaniem dokonywanym za pomocą języka. Komentując swą antyutopię mówi Huxley o tym, że „[…] słowa są niezastąpione, ale też mogą być zgubne – są jedynymi rodzicami wszelkiej cywilizacji, nauki, dążenia do wyższych celów, anielskiej dobroci, a jednocześnie jedynymi rodzicami wszelkich przesądów, zbiorowego szaleństwa i głupoty, bestialskiego satanizmu, szeregu ponurych zbrodni popełnionych w imię Boga, króla, narodu, partii, dogmatu”.
-
Warunkowanie
- Okno – pokazuje rzeczywistość.
- Zwierciadło – odbijając rzeczywistość zniekształca jej obraz. Kąt odbicia jest określany przez administratorów mediów.
- Filtr – działa selektywnie, wybiera to, co zdaniem dysponenta jest warte obejrzenia.
- Drogowskaz – instruuje, jak interpretować przekazywany obraz.
- Forum/scena – umożliwia publiczną prezentację poglądów.
- Ekran/bariera – odrywa od realiów poprzez rozrywkę bądź inne absorbujące uwagę programy.
Widać, że rozpiętość między „oknem” i „ekranem/barierą” pokazuje wzrastającą tendencję manipulatorską. Nie przeczy temu wysokie w hierarchii miejsce „forum/sceny” – nie jest to Hyde Park, lecz miejsce prezentacji wybranych tylko opinii, zawsze emitowanych z umożliwiającym kontrolę opóźnieniem czasowym.
Tak szerokie możliwości oddziaływań medialnych pozwalają zrozumieć dążenia władzy, by podporządkować sobie ich dysponentów i administratorów. Gdy dążenie to się urzeczywistni, media stracą status czwartej władzy stając się narzędziem w ręku tych, których miały kontrolować. Zupełnie nieoczekiwanego sensu nabierają dziś szydercze słowa Rafała A. Ziemkiewicza (Pieprzony los kataryniarza): „Posługiwanie się innymi, przyjacielu: królewska sztuka. Sprawić, aby miliony ludzi powtarzało z głęboką wiarą słowa, które im podpowiemy, i nie wiedziało wcale, że ktoś im je podpowiedział”.
Zawłaszczone media stanowią skuteczny instrument wywierania wpływu za pomocą sprawdzonych technik. Oto kilka z nich. [1] Wzbudzanie poczucia winy u osób o mało chwalebnej przeszłości: będą wierne w dwójnasób. [2] Atak personalny połączony z insynuacją, powodujący uczucie niepewności, zagrożenia, skłonność do podporządkowania się. [3] Kozioł ofiarny, zidentyfikowany jako winowajca i przykładnie ukarany w celu zaspokojenia społecznego oczekiwania sprawiedliwości.[4] Wilk w owczej skórze, zyskujący zaufanie poprzez taktyczne wyrażanie poglądów oczekiwanych przez publiczność. W ostatnich miesiącach obserwowałem całkiem sprawne posługiwanie się tymi technikami. Wyobrażam sobie, jak bardzo wzrośnie ich skuteczność dzięki odnowionemu kadrowo dziennikarstwu. „Jestem gwarantem tego, że będę umiał ochronić niezależność i wolność telewizji publicznej od zagrożeń ze świata polityki” – zażartował Jacek Kurski chwilę po otrzymaniu nominacji na prezesa TVP.
-
Język Czwartej RP
Manipulacyjne wzmożenie nastąpiło po katastrofie smoleńskiej. Jarosław Kaczyński mówił w „Gazecie Polskiej Codziennie”, że można ją porównać z zamachem na nowojorskie WTC.
Dodawał, że jedyną teorią tłumaczącą katastrofę jest teoria wybuchu, zamachu; i że zamach ten mógł być zainicjowany w Polsce. Wkrótce w wypowiedziach polityków PiS pojawiła się radykalna kwalifikacja, której towarzyszyły niebywałe zafałszowania znaczeniowe: Smoleńsk to największa polska tragedia po 1945 roku, poległo tam dziewięćdziesięciu sześciu męczenników. We wrocławskiej „Odrze” (9, 2010) zawłaszczonym określeniom cierpliwie przywracał sens Ernest Skalski: „Faktycznie, wielka tragedia. Na pewno najbardziej spektakularna. Czy największa? Jak porównać ją z masakrą w Poznaniu w czerwcu 1956 roku i z masakrą na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku? A rozłożony w czasie terror lat 1945-1954? […] Naprawdę to poległo trzystu Spartan pod dowództwem Leonidasa. Polegli uczestnicy polskich powstań i niezliczonych wojen. W tym uczestnicy – po obu stronach – świętowanej w lipcu bitwy pod Grunwaldem. Polegli polscy żołnierze w Iraku i w Afganistanie, policjanci w starciu z bandytami w Magdalence. Ludzie, którzy stanęli do walki. Męczennikami zaś byli Chrystus, architekci Kościoła Piotr i Paweł i niezliczeni inni, oddający życie za wiarę. W Polsce byli to święci: Wojciech, Stanisław, Andrzej Bobola, o. Kolbe, ks. Popiełuszko. A pasażerowie i załoga prezydenckiego samolotu ponieśli nagłą i niespodziewaną, tragiczną, niezasłużoną śmierć. Taką samą, jak pasażerowie polskiego autokaru we Francji i ofiary innych katastrof”. Nie na wiele się to zdało. Do brawurowych porównań odwoływała się podniecona tym co mówi Beata Kempa. Po publikacji opinii rosyjskiej komisji MAK, mówiącej o wykryciu w krwi gen. Błasika 0,6% alkoholu, oznajmiła, że dowódca Sił Powietrznych „otrzymał medialny strzał w tył głowy, tak jak oficerowie 70 lat temu”. Z podobną dezynwolturą zwróciła się do premiera Donalda Tuska: „Czy pan wie, na jakiej pan jest ścieżce i na jakim kursie? Czy pan wie, kto pana naprowadza i z jakiej wieży? Czy jest pan na ścieżce prawdy, czy na ścieżce kłamstwa?”.
Widoczne jest pustosłowie polityków PiS, rozbieżność słów i czynów. Może najbardziej dotyczy to prezesa tej partii. Mówił o moskiewskich dokumentach na temat przeszłości Aleksandra Kwaśniewskiego – i cieszył się, wznosząc toast, ze zwycięstwa Kwaśniewskiego nad Wałęsą. Gardził socjalizmem („ustrój dla hołoty”) i lewicową partią („SLD to żart historii”), co nie przeszkodziło mu porozumieć się z SLD w sprawie mediów. Mówił i mówił – że rząd Kazimierza Marcinkiewicza potrwa cztery lata; że nie będzie premierem gdy brat jest prezydentem; że nie będzie uczestniczył w otwieraniu Samoobronie, tworu byłych oficerów SB, drogi do władzy…
Przed wyborami w bliskich PiS-owi mediach określano prezydenta Bronisława Komorowskiego jako Komoruskiego, Comorrę, Człowieka WSI, WSI-oka. Premier Ewa Kopacz to ciotka klotka z Szydłowca, niezdarna kobiecina, salowa, prowincjonalna gwiazda pogotowia Chlewisk i Orońska.
A dzisiaj? Dzisiaj mieszanie w głowach „ciemnego ludu” trwa w najlepsze. Tak więc osoby protestujące przeciwko zapędom autorytarnym – to ludzie oderwani od koryta i tracący przywileje układ. Nocny pośpiech ustawodawczy – to ciężka praca dla dobra narodu. Powtarzane są na okrągło takie nacechowane wartościująco pojęcia, jak: dobra zmiana, naprawa, odbudowa (państwa, wspólnoty), umacnianie demokracji, odnowienie Trybunału Konstytucyjnego, upublicznienie mediów (mają być, a nie są, bezstronne, obiektywne, wiarygodne – oznajmiła szefowa kancelarii Andrzeja Dudy, gdy podpisał ustawę medialną). Mamy do czynienia z perswazyjnymi zwrotami oznaczającymi w rzeczywistości coś diametralnie innego – niszczenie demokracji, demontaż Trybunału, upartyjnienie mediów (ich wiarygodność określać winni odbiorcy, nie rządzący), rujnowanie struktur państwowych, dzielenie społeczeństwa. Wszystko to przypomina inną antyutopię, Rok 1984 George`a Orwella. W opisanej tam Oceanii wszystkim kieruje Partia, a konkretnie stojący na jej czele Wielki Brat. Społeczny program Partii wyraża hasło: „Wojna to pokój, Wolność to niewola, Ignorancja to siła”.
Dobrze pojął to nasz (nie)Wielki Brat mówiąc, że żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne.
Andrzej C. Leszczyński



Pełna zgoda, ale czy ktoś potrafi powiedzieć jak się temu przeciwstawić? Co robić, tak zwyczajnie, na co dzień. Nie mam na myśli udziału w manifestacjach, aktywności partyjnej. Co może zrobić Kowalski, który zdaje sobie sprawę z tego, co nas czeka, co czeka Polskę, jeśli nie uda się powstrzymać tej fali?
„Nie dyskutuj z idiotą (nie walcz jego bronią), bo najpierw sprowadzi cię do swego poziomu, a potem pokona swoim doświadczeniem”
Raczej wykorzystaj jego idiotyzmy i obróć je przeciwko niemu.
Mówię tu raczej o takim przykładzie:
Po „dziadku z Wermachtu” Tusk w 2007 roku otrzymał od sztabu „lingwistycznych bojowników” przydomek Tusk bez portek. Przydomek rozlewał się tak skutecznie, że sami jego koledzy zaczęli powątpiewać, czy ten słabiutki Tusk nie powinien iść na opcję nowych wyborów, bo przegra.
I wtedy w debacie Kaczyński został ugotowany przez kogo? – tego bez portek? To bez czego on sam jest?
Nie widzę innej walki z tym destrukcyjnym wpływem języka. Tylko to musi być świadoma gra, przemyślana i strategiczna, a nie od przypadku do przypadku.
Świetny artykuł.
Zawsze politycy manipulowali masami i zatrudniali do tego
dziennikarzy i tzw. autorytety.
Pierwsza globalna manipulacja miała miejsce 9/11 WTC.
Media udowodniły, że w dzisiejszych czasach prawa fizyki obowiązujące w naszym świecie są zwykłym nieporozumieniem,
poparli to naukowcy – specjaliści.
Najzabawniejsze było to że polskie media ten „zamach” oficjalnie objaśniały tak jak amerykańskie.
Kto sieje wiatr ten zbiera..
Kształtowanie opinii społeczeństwa to proces długofalowy, konsekwentnie realizowany prowadzi do odmóżdżenia ludzi, odpowiednia edukacja od dziecka i cierpliwie trzeba czekać ćwierćwiecze aby ci ogłupieni zastąpili tych co już im się nie chciało, albo chciało w tej zabawie manipulacyjnej brać udział.