Ludzie od najdawniejszych czasów łączyli się w grupy, plemiona, miasta i – wreszcie – państwa. Byli zawsze przeświadczeni, że w grupie jest łatwiej, pewniej i bezpieczniej.
Osoby w takich społecznościach przybierały różne role: byli tacy, którzy chcieli wspierać i współdziałać ale nigdy nie decydować, i byli tacy, którzy chcieli podejmować kluczowe decyzje (często tacy ludzie nie wyłaniali się od razu). Ludzie dążą do sprawowania tej „władzy” z różnych pobudek. Są ideowcy, kierujący się dobrem wspólnoty, ale są też i tacy, którzy prą do tego, by sprawować władzę w partykularnym interesie. Dość wspomnieć, co działo się w czasach Cesarstwa Rzymskiego. Tacy ludzie działali na rzecz swojego interesu niezależnie od tego, czy działanie takie przekładało się na sprawy wielkiego państwa czy małej spółki, której przewodzili. We wszystkiego rodzaju grupach zawsze pojawiał się problem dotyczący tego, jak podejmować kluczowe decyzje, w którą pójść stronę i – najważniejsze – kto powinien to zrobić.
Stosując podobny podział, o którym pisał już wybitny socjolog Maks Weber, możemy wyróżnić trzy rodzaje autorytetów – liderów, w ręce których ludzie powierzają obowiązek podejmowania decyzji.
W dziejach świata istnieli liderzy, których autorytet opierał się na tradycji – tak częstokroć wyłaniała się władza monarsza. Często osoby zostają liderami w sposób niejako naturalny – ze względu na ich przymioty osobiste i charyzmę. Tym osobom, ze względu na pewne zasługi, sposób postępowania i patrzenia na sprawy, zawierzano możliwość podejmowania decyzji, które wiązały ludzi, których decyzje te dotyczyły, pomimo tego, że nie istniały w tym zakresie żadne prawo lub tradycja. Ostatecznie, liderami można zostać również w procesie wyborów. I chociaż wybory takie nie zawsze muszą opierać się o przepisy spisane, to zawsze opierają się one o głosy ludzi, których decyzje podejmowane przez lidera będą dotyczyć.
Zostawiając na boku Webera, powinniśmy zauważyć pewną prawidłowość. Legitymację tak liderów charyzmatycznych jak i liderów z wyboru zawsze kontestuje grupa ludzi „niezadowolonych”. Takie niezadowolenie i związana z nim kontestacja może okazać się zbawienna – będzie tak na przykład wtedy, gdy wszelkie konflikty i niesnaski będą przedmiotem wspólnego dialogu. Dialogiem bowiem demokracja stoi. Gorzej, jeśli kontestacja legitymacji i niezadowolenie z lidera pojawiają się naprędce, bez głębszej analizy tego, co się krytykuje i z czego nie jest się zadowolonym. Pamiętajmy o jednym – o tym, że potrzeba czasu, aby móc sprawiedliwie ocenić czy liderzy sprawdzili się w swojej roli, czy też nie. Uwaga ta w szczególności dotyczy KOD.
19 listopada 2015 roku wystartował pociąg do wolności, równości, demokracji i poszanowania państwa prawa. Jego wagony, z początku pchane siłą ludzi w nich zasiadających, samoistnie wyruszyły z różnych stacji i szybko połączyły się w jeden skład. Do pociągu w czasie jego biegu dołączały kolejne wagony – one też posiadały swoich liderów odpowiedzialnych za wprawienie tych wagonów w ruch. Takie wagony cały czas dołączają i nie jest (i nigdy nie będzie!) istotne, jako które w kolejności do pociągu dołączyły. Liczy się to, co osoby do tego działania motywowało: hasła, pod przewodnictwem których pociąg ten się wciąż rozpędza. Idee i wartości, do których jak wspomniano powyżej, zmierza.
Nasz pociąg pokazał swoją siłę na pierwszym wielkim przystanku 12 grudnia 2015, a później na kolejnych (19 grudnia , 9 stycznia, 23 stycznia). W międzyczasie odwiedził też kilka stacji specjalnych stacji (Europarlament, Obywatelska Inicjatywa Ustawodawcza, Stanowisko Komisji Weneckiej). Mógł to zrobić tylko dzięki sprawnie działającym maszynistom i konduktorom, a w szczególności tym, którzy w zgodzie ze sobą współpracowali, pozostając na pokładzie.
Teraz nasz pociąg pędzi do stacji „27 lutego”, na której zaprezentuje swój ogromny skład, liderów i postaci, które w sposób niewypowiedzianie fantastyczny organizowały i organizują przestrzeń w swoich wagonach (wagonach, które tylko z pozoru różnią się od siebie – wszak pędzą w pociągu na tych samych zasadach!). Czasami zdarza się nam zatrzymać na chwilę na pomniejszych stacjach – wtedy wsiadają nowi pasażerowie.
Zdarza się jednak niestety i tak, że wysiadają z niego osoby oburzone i niezadowolone. Ci, którzy twierdzą, że wszystko musi być inaczej; że wagonik ma stać w innym miejscu; że konduktor jest zły; że maszyniści źle prowadzą. Słowem osoby, które jedynie krzyczą, że się ich nie słucha; że tylko oni mają tutaj rację; że a bez nich pociąg nigdzie daleko nie zajedzie.
Moi drodzy, to nieprawda. Ten pociąg to ogromna, sprawna i silna maszyna, świetnie prowadzona przez maszynistów i konduktorów. Maszyna, której w drodze po realizację naszych haseł nikt nie zatrzyma. A wszyscy pędzimy w nim do stacji docelowej – do stacji, która zapewni, że Konstytucja będzie szanowana, że państwo prawa nie pozostanie frazesem, a wolności i własności nikt nam nie będzie chciał odebrać. Wspólnie dzięki temu pociągowi osiągniemy te cele dla wszystkich – także tych, którzy z różnych powodów musieli ją wcześniej opuścić.
Czeka nas jeszcze wiele stacji pośrednich. Nasza podróż nie zakończy się za 3,5 roku, bo stacja docelowa „Społeczeństwo Obywatelskie” jest jeszcze bardzo, bardzo, bardzo daleko. W drodze do tej stacji będziemy musieli zatrzymać się w jeszcze jednym miejscu: będzie to Trybunał Stanu. Upewnimy się, że przed nim postawieni zostaną wszyscy ci, którzy pełniąc obowiązki konstytucyjne, pogwałcili zasady państwa prawa.
To właśnie dzięki Konstytucji (źródłu prawa) w której Naród (źródło władzy) zdeponował swoją wolę możliwa jest realizacja naszych celów. To dzięki Konstytucji istnieje prawo – budulec, dzięki któremu naprawimy wszystko to, co już zostało zepsute. To dzięki Konstytucji nasz pociąg będzie mógł pędzić dalej – by Polska i Europa stawały się lepsze.
Nie opuszczajmy tego pociągu przed czasem.
Jarosław Marciniak


Skuteczność każdego ruchu społecznego nie zależy ani od liczebności, ani szlachetności idei i członków, ani nawet od samozadowolenia klakierów: „Ten pociąg to ogromna, sprawna i silna maszyna, świetnie prowadzona przez maszynistów i konduktorów.”
Skuteczność zależy od wyraźnie wyznaczonych celów i dobrych metod ich realizacji. Na razie nie widać ani porządnie wyznaczonych celów ani dobrze dobranych metod ich realizacji.
Nie zapewni skuteczności zaklinanie celów: „Czeka nas jeszcze wiele stacji pośrednich. Nasza podróż nie zakończy się za 3,5 roku, bo stacja docelowa „Społeczeństwo Obywatelskie” jest jeszcze bardzo, bardzo, bardzo daleko.” Jeżeli nie ma celu głównego cele pośrednie wyglądają jak wyżej, czyli ich nie ma. Społeczeństwo obywatelskie budowało się wiele lat przed KOD-em i będzie się tworzyć wiele lat po KOD-zie bo to proces nieustanny.
Pokazywanie truizmów jako celów jest bardzo smutne: „To właśnie dzięki Konstytucji (źródłu prawa) w której Naród (źródło władzy) zdeponował swoją wolę możliwa jest realizacja naszych celów.” Smutne bo pokazuje bezradność i niechęć do podjęcia ryzyka związanego z wyborem konkretnej drogi. Nic dziwnego, ze coraz więcej ludzi nie akceptuje bezradności. I nie pomogą jako antidotum równie bezradne apele: „Nie opuszczajmy tego pociągu przed czasem.” A kiedy mamy opuszczać? Po czasie?!
@slawek. Bajecznie łatwe jest krytykowanie nieopierzonych zapaleńców i sposobu wyrażania zapału,kiedy, rzeczywiście, nogi im się plączą w zapale. Ponieważ jednak zapaleńcy wyrażają zapał w sprawie krytycznie ważnej dla wszystkich, poświęcają swój prywatny czas i prywatne środki (to odpowiedź na pytanie o brak profesjonalistów na czele ruchu zapaleńców, bo za free pracować całymi dniami profesjonaliści nie palą się) – APELUJĘ do @slawka, aby użyczył zapaleńcom choć części swojej wiedzy i pomógł im wyraziście nakreślić cele pośrednie i bezpośrednie, a nawet metody ich realizacji. KOD buduje radę programową. Apeluję o akces.
@Junona – dziękuję za zwrócenie uwagi na fakt prowadzenia przeze mnie „bajecznie łatwej krytyki nieopierzonych zapaleńców”. Wywodzę się ze środowiska naukowego, w którym krytyka rozumiana jest wyłącznie pozytywnie jako życzliwa i merytoryczna. To nieporozumienie – nie krytykuję setek działaczy-zapaleńców. Krytykuję szefów, którzy nie dokonują najważniejszych wyborów. KOD powstał jako reakcja na łamanie Konstytucji przez PiS i z tego wynika cel strategiczny czyli mający wagę najwyższą. Tym celem jest zaprzestanie łamania Konstytucji. Istnieje tylko jeden sposób aby do tego doprowadzić – odsunięcie PiS od władzy. Tymczasem szefowie KOD uznają, że skoro PiS został legalnie wybrany to ma prawo rządzić przez następne 3,5 roku. KOD organizuje protesty, marsze, manifestacje, składa obywatelski projekt ustawy o TK, ale nie chce uznać ani celu strategicznego ani wynikających stąd konsekwencji. Na łamach SO zarówno Pan Jacek Parol jak i Pan Waldemar Sadowski kilkakrotnie prezentowali referendum obywatelskie jako sposób legalnego i pokojowego odsunięcia PiS od władzy a władze KOD nie są tym zainteresowane. Zamiast tego pan Marciniak po raz kolejny prezentuje pełen samozadowolenia tekst na temat zapału, entuzjazmu, siły i sprawności organizacyjnej KOD. Podobny wydźwięk mają posty pana Mateusza Kijowskiego, w których wprost odrzuca się referendum proponując w zamian trwanie w sytuacji istniejącej i sugerowanie, że cele strategiczne i metody wypracują wybory władz regionalnych i krajowych. Niczego takiego nie wypracują, chyba że chodzi o zatwierdzenie braku decyzji. Na początku KOD zapowiadał „trust mózgów” sugerując zaproszenie do ruchu znanych profesjonalistów. Na razie nie słychać nic o realizacji tego postulatu – wspomniana rada programowa na razie nie działa. To co widać gołym okiem to pozbywanie się przez centralę KODu działaczy „niepokornych” oraz odchodzenie rozsądnych ludzi, którzy widzą, że KOD chce zastosować strategię trwania zupełnie niesłusznie (dla zmylenia nie wiadomo kogo poza własnymi członkami) określaną jako strategia „długiego marszu”. W tej strategii przewidywane są bliżej nieokreślone działania perswazyjne i edukacyjne. Polska to nie Indie Gandhiego ani RPA Mandeli. U nas nie ma apartheidu ani okupacji brytyjskiej. Pominąwszy fakt, iż strategia „długiego marszu” jest dużo trudniejsza i wymaga czego innego niż pospolite ruszenie obywateli, to jest kompletnie nieadekwatna do rzeczywistości. U nas organizacja referendum to co najmniej jeden rok ciężkiej pracy a więc w jakimś sensie długi marsz. Zamiast tego KOD organizuje demonstracje. Owszem demonstracje są ważne i potrzebne jako element integracji i uznania własnej mocy, ale nie jako narzędzie najważniejsze. Wyprowadzanie ludzi na ulice jeżeli nie ma planu działań konkretnych stanie się z czasem dla przeciwnika dowodem bezsilności ruchu na tle braku prawdziwego przywództwa. Demonstracje mają też pewien element ryzyka w sobie – łatwo mogą się organizatorom wymknąć spod kontroli. Dlatego powinny być zwoływane rzadko jako element dodatkowy do kierunku działań a nie jako główne formy aktywności.
* * *
Wspomina Pani o budowaniu rady programowej zapraszając mnie do niej. Dziękuję za zaproszenie, ale proponuję abyście Państwo zaprosili tam ludzi, których darzycie zaufaniem. Ja nie odżegnuję się od współpracy, ale nie jestem zainteresowany formalnym udziałem w żadnym gremium ze względów osobistych. Służę swoim czasem, wiedzą, punktem widzenia ale wolę pozostać w cieniu.
Jeśli chodzi o cele KOD i metody działania, to na tym etapie wystarczy przeczytać artykuły wspomnianych przeze mnie autorów i dyskusje pod nimi. Jeżeli KOD zechce z nich skorzystać to dla mnie wystarczająca satysfakcja.
Dość niefortunnie w Pani poście zabrzmiało sformułowanie: „odpowiedź na pytanie o brak profesjonalistów na czele ruchu zapaleńców, bo za free pracować całymi dniami profesjonaliści nie palą się”, ponieważ sugeruje działanie z niskich pobudek. Tymczasem mnie się zdaje, że brak profesjonalistów wynika z faktu, że ich tam nikt nie zaprosił.
Bardzo dziękuję tymczasem, Jutro pozwolę sobie odnieść się obszerniej. A i zapytać o to i o owo.
Dziękuję raz jeszcze za obszerną wypowiedź.
Chciałabym sprostować kilka nieporozumień.
*
Napisał Pan, że krytykuje nie zapaleńców, lecz szefów. Lecz szefowie – to też zapaleńcy. To nie są ludzie zatrudnieni przez KOD, wyselekcjonowani spośród profesjonalistów. Przyszli z FB na spotkanie z Mateuszem Kijowskim i zostali. Doprowadzili założenia stowarzyszenia (2 grudnia), do przyjęcia przez założycieli prostego statutu i zgłosili do KRS wniosek o rejestrację (nb. rejestracji nadal nie ma, choć żadnych przeszkód też nie ma, aby sąd wpisał KOD do KRS). Informacje na ten temat dostępne są na stronie http://www.komitetobronydemokracji.pl.) Władze KOD pracują za darmo. Jak wszyscy zapaleńcy w KOD.
*
Profesjonaliści. Oczekiwanie czy pobieranie wynagrodzenia za wykonywaną stale pracę, to nie jest działanie z niskich pobudek. Niewielu ludzi stać na to, aby pracować całymi dniami za darmo. Nie wiem, czy zarząd KOD zapraszał profesjonalistów, lecz wiem, że takie zaproszenie można wystosować okazjonalnie, ale nie można oferować komuś zajęcia za darmo na nie wiadomo jaki czas. Poza tym, ludzie niechętnie afiszują się, że pracują dla KOD. Wielu, jak Pan, woli pozostać w cieniu. Oferują doraźną pomoc lub konsultacje, ale po cichu, bo granty, bo zlecenia od państwa, bo kontrakty. Zdaje Pan sobie sprawę, że KOD dziś to gorący kartofel, a władza może dziś wiele. Jeszcze więcej władza może dlatego, że ludzie sami zaczęli się cenzurować. To nie jest działanie z niskich pobudek. To proza życia. Dziś ludzie mają – paradoksalnie – o wiele więcej do stracenia niż w latach 80.
*
Trust mózgów mimo to powoli się tworzy. Czy wszyscy będą znani z nazwisk, czy doradzający w cieniu, nie wiem.
*
Powody odejść niektórych znanych twarzy z KOD też nie są mi znane do końca. Z wielu wpisów ludzi pracujących aktywnie dla KOD od początku wynika, że rezygnują z wykonywania obowiązków w KOD, bo nie dają już rady godzić tego z pracą, rodziną, potrzebą snu itd. Proza życia.
*
Na koniec strategia i metody. Odsunięcie PIS od władzy wydaje się celem oczywistym. Jednak, na początku, ludzie utworzyli ten ruch, jako obywatelski ruch sprzeciwu przeciw łamaniu prawa. Przyszli do KOD, bo mieli dosyć wojny po-pisowskiej, nie chcieli kolejnej partii i walki o władzę. A odsunięcie od rządzenia legalnie wybranej partii jest celem stricte politycznym. Nie było na to zgody. Czy teraz byłaby – nie wiem. Może władze KOD powinny przemyśleć na nowo posłannictwo KOD, może zrobić ankietę wśród sympatyków. KOD to wszak nie władze nieistniejącego jeszcze prawnie stowarzyszenia, lecz sam ruch.
*
Referendum. Na początku rządów PIS wydawało mi się, że nic tylko referendum. Przecież muszą ugiąć się przed wynikiem, przecież Prezydent musi zarządzić, skoro w kampanii tak niezłomnie obiecał słuchać obywateli. Potem, kiedy okazało się, że PIS przed niczym i nikim się nie ugina, a Prezydent podpisuje wszystko, co każe Prezes i nikogo innego nie słucha, uznałam, że jedynym sensem wniosku o referendum byłoby „policzenie się”. Nie jest to cel do pogardzenia. Może władze KOD powinny jednak to przemyśleć. Ale skutku referendum nie odniesie. Procedura referendum: po pierwsze, pytanie referendalne. Załóżmy, że ma to być wniosek o samorozwiązanie się Sejmu (skrócenie kadencji), inne nie przychodzi mi do głowy. Po przeprowadzeniu całej procedury (rejestracja komitetu referendalnego, zebranie 500.000 głosów pod wnioskiem o referendum), przychodzi czas na zarządzenie referendum. Zarządza je Prezydent za zgodą Senatu albo Sejm. Żaden z tych organów nie ma prawnego obowiązku zarządzić referendum (a nawet gdyby miał, to z tego co widać, nie gwarantowałoby to skutku). Czy Pan realnie rozważa możliwość, że któryś z tych organów wyrazi zgodę na referendum w sprawie skrócenia kadencji Sejmu? A nawet jeśli dojdzie do zarządzenia referendum, zaangażowania całej machiny państwowej w organizację referendum, przychodzi czas na jego wynik. Jeśli okaże się wiążący, to znaczy że Sejm powinien podjąć uchwałę o skróceniu swojej kadencji. Podejmie ? Tylko wtedy, jeśli będzie miał pewność, że wygra następne wybory z jeszcze lepszym wynikiem.
*
Gwoli sprawiedliwości dodam, że takie same szanse powodzenia ma obywatelski projekt ustawy w jakiejkolwiek sprawie, w tym projekt złożony przez KOD.
*
Realistycznie rzecz ujmując, nie widzę żadnej legalnej możliwości, aby PIS oddał władzę, poza otwartym społecznym buntem, kryterium ulicznym. Dziś nawet strajku generalnego urządzić nie można, bo nie ma państwowych zakładów pracy. Nikt inny strajkować nie będzie, bo strajk w prywatnej firmie przeciwko władzy państwowej byłby nielegalny i ludzie straciliby pracę. Demokracja nie ma żadnych własnych bezpieczników.
*
Jestem więc pesymistką. Ale, co tam ja. Są ludzie mądrzy, może co wymyślą.
@ Junona
Proszę o odrobinę cierpliwości bo moja odpowiedź oczekuje na moderację.
@Junona – spróbuję możliwie syntetycznie przedstawić parę uwag do Pani tekstu.
* * *
Szefów KOD nie można tłumaczyć jako amatorów-zapaleńców, bo po to mają dostęp do szerokich kręgów elit społecznych aby właśnie takich tłumaczeń nie stosować. Jeżeli czegoś nie wiem albo nie umiem to słucham specjalistów, ekspertów. Jeżeli ekspertom i specjalistom dziękujemy to nikt z nich na siłę nie będzie nikomu doradzał. O rejestracji KOD nie będę się wypowiadał bo nie jestem prawnikiem.
* * *
Z mózgów można korzystać w rozmaity sposób niekoniecznie powołując się na nie. Znając środowiska ekspertów wiem, że znaczna część z nich nie ogląda się na honoraria, jeżeli zleceniodawca działa z pobudek niekomercyjnych. Jeśli jednak zlekceważy się ich altruistyczny wkład pracy wtedy nie powrócą do roboty nawet za znaczne wynagrodzenia.
* * *
Staram się czytać publikowane na FB, TWITTERZE czy na blogach motywacje ludzi wartościowych, którzy odchodzą z KOD. Nie przeczytałem na razie żadnej opinii nieżyczliwej dla KOD. Owszem głównym nurtem uzasadnień jest przekonanie, że KOD drepce w miejscu i zaprzepaszcza entuzjazm tysięcy ludzi. Główne ryzyko KODu polega właśnie na tym zniechęceniu – jeśli szerokie kręgi społeczne zorientują się, że KOD „mataczy” to szkody w aktywności obywateli będą znacznie większe niż gdyby w ogóle nie powstał. Pisząc „mataczy” mam na myśli dalsze uchylanie się władz KOD od sformułowania jednoznacznych celów, kierunków i metod działania. Lepiej jest sformułować w/w a potem je modyfikować czy zmieniać a nie udawać, że nie ma sensu ich przyjmowanie. Czytam wiele tekstów KODu i nigdzie nie znalazłem deklaracji celów.
Napisała Pani „:…na początku, ludzie utworzyli ten ruch, jako obywatelski ruch sprzeciwu przeciw łamaniu prawa”, oraz że nie było zgody na odsunięcie PiS od władzy. Ludzie, którzy przyszli do KOD są światłymi obywatelkami i od początku wiedzieli, że PiS sam nie zrezygnuje ze swojej pseudorewolucji i że odsunięcie go jest jedynym sposobem uratowania demokracji w Polsce. To raczej władze KODu przestraszyły się skali sukcesu, co jest zresztą zrozumiałe i wytłumaczalne. Nadal jednak ten „syndrom nieoczekiwanego sukcesu” paraliżuje władze KOD. W doktrynach zarządzania od dawna wiadomo, że łatwiej poradzić sobie z początkowymi trudnościami niż z oszałamiającym sukcesem. To jeden z powodów dla których KOD stoi na rozdrożu a jego dalsze sukcesy wcale nie są przesądzone. Jednym z głównych grzechów KOD jest zbyt wąski i ukrywany do niedawna zarząd ruchu. Jednoosobowa reprezentacja (bo procesu podejmowania decyzji nie znam) to główne zagrożenie dla ruchu. Przy tak licznych napięciach i silnych przeciwnikach szefostwo się rozprasza a nie koncentruje w jednym ręku. To elementarz zarządzania nie tylko ruchami społecznymi. Pomijając ryzyko osobiste szefa, ryzyko spacyfikowania całego ruchu jest zbyt wielkie aby sobie na nie pozwolić. To nie umniejsza roli szefa ale wyraźnie go odciąża na rzeczy naprawdę najważniejsze.
* * *
Referendum. Cały Pani wywód wskazuje, że mówimy o dwóch różnych rzeczach. Ja mówiłem o referendum obywatelskim a Pani napisała o referendum państwowym. Przy takim postawieniu sprawy jest jasne, że rządząca większość utrąci referendum. Tę procedurę, którą pani opisuje można z góry pominąć jako niefunkcjonalną. Dlatego powołałem się na artykuły Pana Sadowskiego, który pisze o wynikającym wprost z konstytucji prawie do bezpośredniego sprawowania władzy przez suwerena.
Proponuję zapoznanie się z tymi artykułami i dyskusja pod nimi bo tematyka jest zbyt obszerna aby tutaj ją precyzyjnie omówić:
https://studioopinii.pl/jacek-parol-chcecie-planu-oto-plan/#comments
https://studioopinii.pl/waldemar-sadowski-referendum-walesy-tak-ale-jakie/#comments
https://studioopinii.pl/waldemar-sadowski-przepraszam-czy-suweren-tez-moze-cos-powiedziec/
* * *
Na koniec Pani stwierdzenie: „Jestem więc pesymistką. Ale, co tam ja. Są ludzie mądrzy, może co wymyślą.” Już wymyślili i jeszcze wymyślą wiele więcej !!! Zachęcam do przeczytania artykułów pod tymi linkami. A PiS odsuniemy od władzy a problem który tu omawiamy brzmi: z KODem czy bez KODu?
Bardzo dziękuję za linki do artykułów W.Sadowskiego. Przemknęły mi w czasie, gdy byłam wyłączona z czytania z przyczyn osobistych. Artykuł J.Parola znam; on pisze tam o referendum konstytucyjnym.
Idea referendum obywatelskiego wyinterpretowana z art. 4.2. Konstytucji, który prawnicy zwykli interpretować jako normę odsyłającą, jest iście rewolucyjna. Podoba mi się. Nie umiem na razie wyobrazić sobie technikaliów, lecz uważam, że rzecz jest warta poważnego potraktowania i namysłu. W połączeniu z Pańskim pomysłem zwołania kongresu ngo’sów, aby wyłonić reprezentatywne ciało obywatelskie – palce lizać.
Czy KOD się tym zajmie ? Trzeba spróbować KOD tym zainteresować. Ja w każdym razie podejmę próbę.
Dziękuję za ważną i pouczającą rozmowę.
@Junona – dziękuję – odpowiem po staropolsku: all my pleasure!
Pomysł referendum czy dowolnej innej formy demokracji bezpośredniej zgodnej z Konstytucją RP mnie samego także zainspirował. Narzędzia zgodne z prawem mogą mieć moc zmieniania rzeczywistości nawet w fazie planowania i realizacji, bowiem samo ich zastosowanie spowodować musi zmianę zachowań całej klasy politycznej.