Dorota Szafrańska: DiEM25 i Europa – utopia czy pragmatyzm?

diemDemocracy in Europe Movement 2025

Ruch na rzecz demokratyzacji Europy

Mnie, Polkę i obywatelkę „Karolińskiej” Europy (termin zapożyczony od A. Ledera) ten ruch bardzo obchodzi.

Bendyk w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” prowadzonym przez P. Wieczorkiewicza: „Bendyk o DiEM25: Wspólna Europa – czy nas to w ogóle obchodzi?” jest sceptyczny, aczkolwiek życzy ruchowi powodzenia.

Bendyk o DiEM25: Wspólna Europa – czy to nas w ogóle obchodzi?

W momencie, kiedy Europa podzielona jest na państwa narodowe, wojna jest nieunikniona. Patrycja Wieczorkiewicz: Zgodnie z główną diagnozą ruchu DiEM25, którego inicjatorem jest były grecki minister finansów Janis Warufakis, Bruksela to „ democracy -free zone” – miejsce wolne od demokracji. To sformułowanie odzwierciedla stan faktyczny? Edwin Bendyk: Nie do końca.

Język manifestu trudno zinterpretować, dlatego też w uprzednim artykule obszernie opisałam idee i działalność J. Varufakisa, założyciela ruchu. Zainteresowany czytelnik tego manifestu szybko jednak skupi się na przynajmniej trzech tematach:

  • autentycznym poczuciu odebrania mu jego demokratycznych praw oraz świadomości, że jego głos nic nie znaczy.
  • bezsilności, świadomości bycia przymuszonym do doznawania na własnej skórze bezsensowności poczynań ekonomicznych.
  • apelu o odbudowanie wspólnoty.

Zarówno E. Bendyk jak i M. Sutowski w „Varufakis ma plan” koncentrują się na ekonomicznych ideach J. Varufakisa, przesłaniając tym samym szerszą wymowę manifestu.

Pierwszy raz głosowałam do Parlamentu Europejskiego w 1994 roku. Wydawało mi się, że dokonuję rzeczy epokowej. Przez wiele lat, do dziś, pozostaję w kontakcie z ludźmi pracującymi w instytucjach UE. Latami zajmowałam się opieką paliatywną jej pracowników, przede wszystkim Niemców. Mam przyjaciół, którzy zostali lobbystami. Znam studentów odbywających tam praktyki, sekretarki, tłumaczy, aż po polskie sprzątaczki.

Moje doświadczenie doprowadziło do głębokiego przekonania, że Bruksela to już nawet nie jest miejsce „post- demokratyczne” według C. Crouch, ale świątynia czystej oligarchii i nepotyzmu.

Wzruszaliśmy ramionami, kiedy Merkel i Sarkozy przepchnęli Barroso i Van Rompuy jako przewodniczących Komisji. Kiedy jednak J.Habermas poparł sposób wyboru J.C. Junkera jako demokratyczny, pomyśleliśmy po prostu: oszalał. Popiera kogoś o mocno poszarganej reputacji, na południu Europy taki ktoś nazywałby się mafia boss.

Latami musiałam się przyglądać G. Verhofstadt, także jako belgijskiemu premierowi, który zdanie zmieniał jak rękawiczki, by się w końcu „zrecyklowac” w parlamencie europejskim, jako dobrze płacony lobbysta. Sceny z wystąpień byłego premiera chciałabym wymazać z pamięci, bo są w proporcjach 1:1 odzwierciedleniem tego cytatu z manifestu DiEM25: “

Szczodrze nagradzano krajowych polityków za przyzwolenie na to, by Komisję Europejską, Radę Europy, Radę ds. Gospodarczych i Finansowych, Eurogrupę i Europejski Bank Centralny zmienić w strefy wolne od polityki. Każdy, kto się temu odpolitycznianiu przeciwstawiał, otrzymywał łatkę „nieeuropejskiego” i uchodził za nieprzyjemny zgrzyt w skądinąd udanej integracji.”

Jeślibyśmy zapytali Włochów, co sądzą o takim M.Monti, premierze zaproponowanym im przez UE, to też dorzuciliby swoje trzy grosze.

Żadna z wymienionych w powyższym cytacie instytucji europejskich nie jest odpowiedzialna przed żadnym parlamentem, ani też nie może być rozwiązana przez żaden parlament, nie mówiąc już o tym, że sam parlament europejski nie ma mocy ustawodawczej.

O deficycie demokracji np. w KE mówi np. Wikipedia (po niemiecku). Nawet jeśli gdzieś na początku drogi odbyły się demokratyczne wybory, to w samej Brukseli czy Strasburgu już ich nie ma. To niestety business i lobbyści przygotowują projekty ustaw, które są kluczowe, bo dotyczą mojej codzienności: np. rodzaju i sposobu produkowania energii, budowy silnika samochodowego (sic!), żywności czy lekarstw. Europejczyk, od właściciela garażu po piekarza, te decyzje odczuwa na własnej skórze.

J.Varufakis, mówiąc o demokracji, chętnie cytuje T. Benn: “The House will forgive me for quoting five democratic questions that I have developed during my life. If one meets a powerful person–Rupert Murdoch, perhaps, or Joe Stalin or Hitler–one can ask five questions: what power do you have; where did you get it; in whose interests do you exercise it; to whom are you accountable; and, how can we get rid of you? Anyone who cannot answer the last of those questions does not live in a democratic system.”

Speech to the House of Commons, 16 Nov 1998 (Hansard volume 319 column 685 fom 7.20pm, Debate on: European Parliamentary Elections Bill).

 Zupełnie adekwatne credo: jaką władzę (pan/i) posiada? Od kogo ją … otrzymał? W czyich interesach…występuje? Przed kim … jest odpowiedzialny? Jak się możemy … pozbyć? Ot, demokracja nieskomplikowana!

Doprawdy projekt Europa gdzieś się zagubił. Dlatego też propozycja DiEM25, by powołać konstytuantę i wybrać kompletnie nowy parlament jest propozycją z gruntu demokratyczną.

Trzeba przyznać uczciwie, że J. Varufakis nie wymyślił czegoś zupełnie nowego. On raczej kontynuuje bunt przeciw niedemokratycznej Europie prowadzony już od lat przez np.

– portal „Open Demokracy free thinking for the world” z niezliczoną wprost ilością idei na leczenie degenerującej demokracji.

About openDemocracy

openDemocracy- is a digital commons not a magazine – a public service on the web not a commodity – is an independent, public interest, not-for-profit; a counter to the corporate media- champions human rights- seeks out and debates forms of democratic change- delights in good ideas vigorously debated and argument backed by investigation- critiques v

– European Alternatives: „European Alternatives is a transnational civil society organisation and citizen movement promoting democracy, equality, and culture beyond the nation state.” Organizacja działająca w Londynie, Paryżu, Berlinie i Rzymie. Jednym z założycieli jest L. Marsylii.

European Alternatives

I have followed the work of European Alternatives in recent years. I have been consistently impressed by the quality of their activities and the organisational capacity they have demonstrated, achieving important results with very limited resources.

  • czasopismo Social Europe, dawniej Social Europe Journal, w którym nadal

publikuje prof. Z. Bauman, ale także socjolog T.Fazi , jeden z adwersarzy Varufakisa http://www.battleforeurope.net

-Last but not least warto wspomnieć o wszystkich Zielonych z całej Europy. O flandryjskich mówi moja przyjaciółka, członkini partii: „wij zijn zotjes en gekken”(zotje niderlandzki = figurynka, pionek; gek=szaleniec). Tęczową wielość zielonych idei w każdym państwie Europy trzeba rzeczywiście definiować od nowa, niemniej jednak to oni-zieloni są jednym z ważniejszych filarów ruchu DiEM25.

To tylko parę przykładów nieustających apeli o przywrócenie głosu obywatelom Europy, o jej demokratyzację.

Varufakis tym się rożni, że przypadkiem znalazł się w sytuacji, w której „zaistniał” w mainstream mediach oraz, że „wszedł do jaskini lwa, by głosić świadectwo”. Jakoś nie widzę M. Schulza, prezydenta parlamentu europejskiego, szybko publikującego szczegółową opowieść z czasów brukselsko-strasburskich.

Kłopot z lewicą?

[dropcap]K[/dropcap]olejnym punktem, który niepokoi E. Bendyka jest fakt, “że jest to projekt firmowany głównie przez przedstawicieli dość radykalnej lewicy. Patrząc na to, jak wyraźnie Europa skręca dziś w prawo, niestety nie wróżę mu wielkiego sukcesu.”

Wśród członków założycieli DiEM25 są oprócz samego Varufakisa, przedstawiciele partii zielonych z Francji i Anglii, związków zawodowych IG Metall z Niemiec, jak i J. Assange.

Kto wspiera DiEM25 dzisiaj można zobaczyć tu:

Członkowie – DiEM25

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym.

Myślę, że radykalna lewica, żachnęłaby się na myśl, iż Varufakis do niej należy.

A jeśli nawet projekt demokratyzacji Europy, odbudowania politycznego zaangażowania zwykłych ludzi w decyzje o ich życiu, pracy i ich pieniądzach, miałby pochodzić z lewej strony, to dlaczego nie miałby odnieść sukcesu?

Varufakis mówi coś, może dla niektórych między wierszami, coś jednak niezmiernie ważnego. Żadna partia w dzisiejszych wyborach, ani ta z lewej, ani ta z prawej nie ma szansy na jakiekolwiek demokratyczne kroki. Tej z prawej na tych krokach nie zależy, ale o tym za chwilę.

Co się dzieje z tymi z lewej, widzimy jak na dłoni. Podemos w Hiszpanii jeszcze się broni. Grecja i Portugalia zostały niejako “zjedzone” przez UE.

Tu zaś Varufakis ma rację: unia funkcjonuje, każdego dnia są wprowadzane nowe decyzje, a Trojka sprawdza bilanse, nawet jeśli wszystkie oczy zwrócone są na sprawę uchodźców.

Bez wymuszenia na strukturach UE dialogu z suwerennymi jej członkami, każdy projekt reform spali na panewce.

Zanim kiedykolwiek dojdzie do federalizacji, sam Varufakis jest bardzo sceptyczny, mówi o tym pod koniec wywiadu dla “The Transnational Institute “(TNI)

Democracy, power and sovereignty in today’s Europe

The threat to democracy has always been the disdain the establishment has for it. Democracy by its nature is very fragile and the antipathy towards it by the establishment is always extremely pronounced and the establishment has always sought to undo it. This story goes to back ancient Athens when the challenge to establish democracy was immense.

trzeba ratować, co się da.

Na początek wymusić przejrzystość procesu podejmowania decyzji wymienionych powyżej instytucji europejskich.

Dlatego też czekam z niecierpliwością, aż na stronie DiEM25 będzie można podpisać petycję w tej sprawie.

Ten proces ma się dokonać odgórnie (top down). Jednocześnie jednak i o tym w manifeście jest mniej mowy, Varufakis stawia na odbudowę demokratycznych struktur gmin i miast.

Ta idea jest naprawdę bulwersująca, a w niektórych miejscach istnieją próby wprowadzania jej w życie. Rozmowa o tym z G. Pisarello Prados, zastępcą burmistrza A. Colau z  Barcelony.

Dlaczego ja, obywatelka Europy, z takim zainteresowaniem przyglądam się wszelkim poczynaniom, nie tylko tym J. Vaufakisa, zmierzającym do czegokolwiek, co mogłoby sprawić, że mój głos będzie coś znaczył. Ponieważ ja i moi europejscy pobratymcy, bez dyskusji na temat naszych ideologicznych preferencji, mamy po prostu dość neoliberalnego chaosu. Nasze dzieci próbowały Occupy, to mógł być tylko początek.

Mamy dość chińskich kolorowych krzesełek i kubełków, które w końcu lądują w morzu dostarczając nam plastikowych ryb.

Nie trzeba być wielkim filozofem, żeby stwierdzić, że tak się nie da żyć dalej. Ile telewizorów lub samochodów można w jednym życiu kupić. Nawet jeśli smartphone da się tak wyprodukować, by się popsuł po 3 miesiącach, to na tym nie zbudujemy trwałej gospodarki.

Zwykły człowiek z ulicy wcale nie tęskni za nowym gadżetem. On chce stabilności i perspektywy, że go nie wyrzucą z domu, za dług, który nań podpisał.

Varufakis zawsze dużo mówi o gospodarce, w manifeście akurat o niej najmniej. Jego projekt „Modest Proposal” był już sformułowany w 2013 roku. Szkoda, że nie został przedyskutowany poważnie. Cóż, co się dzieje dalej: ruina w Europie południowej, kompletna stagnacja we Francji i śmieciówki w Niemczech. G. Schwan, członek SPD, podczas wieczoru założycielskiego DiEM25 wyraziła opinię, że największym błędem kanclerz Merkel było ocalenie banków w 2011 roku.

Zamiast pastwić się nad Keynesem nasi wspaniali ekonomowie mogliby popracować nad czymś konkretnym, bo z mojej perspektywy, zjadacza chleba, ekonomia i pieniądze wyglądają następująco.

Ekonomia dla początkujących

[dropcap]M[/dropcap]. Draghi, prezes Centralnego Banku Europejskiego posiada wirtualną maszynkę do produkowania pieniędzy, za które kupuje obligacje np. greckie. W rzeczywistej ekonomii chyba najbardziej zagorzały spekulant zawahałby się nad ich kupnem, ponieważ Grecja może spłacać swój dług nawet 200 lat. Spekulanci jednak kupują, bo pan Draghi daje im gwarancje.

Więc jak już pan Draghi z jednego słupka przepisał swoje wirtualne miliardy do drugiego, to w obiegu, to znaczy w moim banku nie znalazła się jeszcze żadna gotówka. Przeciwnie, mój bank wszystkie moje oszczędności wypożyczył już innym z ramach systemu rezerw cząstkowych (fractional reserve banking).

Gdybym się zmówiła z innymi klientami i zażądała razem z nimi w tym samym momencie wypłaty w gotówce, to ten mój śliczny bank zmuszony byłby ogłosić plajtę. Do Polski dotarły już chyba doniesienia o możliwym kompletnym wycofaniu gotówki.

Jeśli chodzi o wielkie gałęzie tak zwanej realnej gospodarki, to wszystkie one poczynając od energii, samochodów, czy produkcji stali przeżywają katastrofalny spadek zysku, (poza jedną: produkcją broni, jej eksport jest podstawowym dochodem w handlu Niemiec). Nawet jeśli realne gałęzie gospodarki chciałyby zainwestować ten zysk, to w co, skoro nie mają kupców, a co gorsze nie mają projektu na przyszłość. I tu Varufakis niczego nie upraszcza.

Tu już nie chodzi o nową politykę poluzowania pieniądza, bo to co się dzieje, mimo iż oficjalnie w UE nie można tego porównywać do „Quantitative easing” w Stanach, choć w gruncie rzeczy to jest to samo. Tu chodzi o zahamowanie bezsensu tego poluzowania i o kompletną zmianę kierunku inwestycji. Na co wszyscy czekamy, zanim Chińczycy wykupią nam co lepsze i zdrowsze fabryki.

Sytuacja jest tak dramatyczna, że nawet W.Schäuble (stary gangster, jak pieszczotliwie nazywa go mój przyjaciel) nazywa Deutsche Bank zdrową instytucją, choć cały świat wie, że tenże bank posiada derywatów za niecałe €54,652,083,000,000 euro, co prawie 20 krotnie przekracza niemieckie PKB. (dane z 2014 roku).

Moj ojciec, kiedy byłam małym dzieckiem, nauczył mnie czytać prasę komunistyczną: “Kuba nie sprzedawała broni do Angolii…”, no to teraz już wiesz, że właśnie to Kuba robiła.

Podsumowując krótki wstęp do ekonomii, postawmy pytanie. Kto z przedstawicieli obecnych partii politycznych ma jakiś mądry projekt na przyszłość? Pan Schäuble, a może Francuzi z wygwizdywanym prezydentem Hollande na czele?

Obecne partie chyba musiałyby urodzić się na nowo, a panowie J.Fischer I D. Cohen-Bendit wymyślić nowy ’68.

Lewica w każdym kraju ma trochę inną historię. O Francji świat myśli, że socjaliści to lewica, a oni marzyliby tylko o tym, żeby nią być. Premier M.Valls wynalazł nowe określenie na lewicę:”..patrzeć rzeczywistości prosto w twarz…”! W Le Monde (wydanie papierowe z 25 lutego) M. Aubry zarzuca mu, że sprzedał prawdziwą lewicę, m.in. przedłużając stan wyjątkowy i tym samym nie przestrzegając konstytucji.

Skutek: kłótnie i śmiech na sali, a przeciwnik z prawej stawia pytanie: „PS : peut-on ranimer le cadavre ?” (Partie Socialiste: czy można ożywić umrzyka?) artykuł z Le Point 26/02/2016

Lewica martwa? Nie tylko w Polsce?

W.Sadowski w SO powołuje się na badania Eurobarometr. Partie nie tylko nie mają zaufania obywateli. Ich członkowie masowo odchodzą i to w całej Europie.

Parteien in Europa: Das Ende der Demokratie, wie wir sie kennen – SPIEGEL ONLINE

Schön waren sie, die guten, alten, linken Zeiten in Italiens “roter Toskana”: In jeder Stadt, in jedem Dorf politisierten die Genossen im Parteilokal, dem “Circolo”. Und vielerorts regierten sie auch. Ganz früher als Kommunisten, später als Linksdemokraten, dann als Sozialdemokraten im “Partito Democratico”, kurz: PD. Aber nun verschwinden immer mehr “Circoli”.

Odbudować wspólnotę

[dropcap]K[/dropcap]to się ma w takim razie upomnieć o prawa szarego człowieka w tej naszej wielkiej Europie?

U podstaw leży godność, pięknie opisana przez W. Sadowskiego. Do tej godności odwołuje się również manifest DiEM25. Nie dajmy sobie wmówić, że ludzie zrezygnują dla niej za nowe gadżety albo 500 złotych.

Dla mnie ważny jest każdy projekt, który da mi przestrzeń publiczną wolną od populizmu, który kończy się na oligarchii neofaszystowskiej. Taka zaś jest droga albo wynik działalności partii politycznych „na prawo” w całej Europie. Ważna jest przestrzeń publiczna wolna od Trumpa, Le Pen, ale i od retoryki Syrizy.

Dlatego też opór w zagarnianiu tej przestrzeni przez populizm to nie utopia, ale konkret.

W chwili obecnej oddanie tego oporu w ręce partii politycznych to demokratyczne samobójstwo. Odzyskiwanie przestrzeni publicznej i przywrócenie poczucia wspólnoty to zadanie ruchu obywatelskiego, dlatego KOD jest czymś bezcennym, a na Diem25 i innych można patrzeć z sympatią.

Nowa lewica w Polsce, uodporniona na propagandę neoliberalizmu (określenie Varufakisa) chciałaby zagospodarować tę przestrzeń na swój sposób. Przyglądam się z uwagą. Postawiła sobie ona żmudne zadanie budowania obywatelskości od dołu. Szkoda tylko, że prawie nie widać jej w Europie. Szkoda, że tak się chandryczy ze „staruszkami”, bo można przecież skorzystać z doświadczenia nie tracąc tożsamości.

Z mojej perspektywy odbudowanie poczucia wspólnoty idzie ręka w rękę z przekazem o równości, sprawiedliwości społecznej i solidarności opartej na prawie kodowanym i ulepszanym przez pokolenia, bastionem niedostępnym dla szarżujących hord.

Tych wartości nie da się oderwać od istniejącego już państwa opiekuńczego i jego struktur. Ono zaś jest klasycznym owocem „of modern social liberalism”, jak tłumaczą studentom filozofii na Vrije Universiteit Brussel w podręczniku A. Heywood, Political Ideologies, an introduction. Palgrave Macmillan, 2014.

Młodym ludziom, którzy mnie otaczają, wolność, godność i prawo do samostanowienia = indywidualnego rozwoju jest potrzebne jak powietrze. Może nawet niekoniecznie zastanawiają się nad tym, czy to wartości liberalne i wspólne dobro europejskie, tak bardzo są one oczywiste. Dlatego też à la longue ci młodzi ludzie nie pozwolą decydować o nich bankom i nieodpowiedzialnym politycznym skamielinom.

„My, Naród Europejski”, to piękna platforma współpracy z wszystkimi, którzy proponują opcję niepopulistyczną i niefaszystowską.

Dodam do niej pewną myśl zaczerpniętą z wywiadu A.Ledera prowadzonego przez M.Sutowskiego „Pustka po lewicy”:

Pustka po lewicy

Czy młode pokolenie, które zaakceptowało nacjonalistyczną wizję świata i model homogenicznej wspólnoty, jest do odzyskania? Michał Sutowski: Już kilka lat temu wieszczył pan, że w Polsce nastąpi rewolucja konserwatywna. Czy musiało do tego dojść? Tylko proszę nie mówić, że widać musiało, skoro doszło… Andrzej Leder: W pewnym sensie musiało.

Jakby tak porzucić lęk przed „internacjonalizmem”, kojarzącym się co prawda z międzynarodówką komunistyczną, który to jednak internacjonalizm mógłby być szansą na nowy wspólny język i nową „wspólna polityczność”.

Skoro już istnieją platformy, które dają możliwość angażowania się w przywrócenie demokracji, korzystajmy z nich. Pod warunkiem, że nie damy się uwięzić w terminologii obozów ideologicznych ani w personalnych fiksacjach. Chcemy przecież coś ocalić, także dla tych, którzy przyjdą po nas.

Nie wiem, czy Europa dotrwa do jakiejś formy federalizmu. T. Fazi bardzo zarzuca J.Varufakisowi zepchnięcie państwa narodowego w nicość, a tym samym odpolitycznienie decyzji i kontroli. Varufakis boi się jak ognia załamania euro, Fazi twierdzi, że odejście Niemiec ze strefy euro jest bardzo możliwe.

Dla wolnej i myślącej Polski perspektywa wspólnej Europy jest niezmiernie ważna.

Z niejakim niepokojem słuchałam dyskusji , w której brał udział S.Sierakowski przed wylansowaniem DiEM25. Nie warto byśmy się czuli wykluczeni.

Jeśli chcemy być „My, Naród Europejski” to pilnie budujmy kanały porozumienia z Europą, która jest poza Brukselą, a ma wiele do powiedzenia.

Choć nie sadzę, by spełniła się wizja poniżej, bo uważam, że Niemcom z Francją dziś zupełnie nie po drodze, to jednak zacytuję A. Ledera w wyżej wymienionym wywiadzie.

Wspólna Europa, to sprawa wielkiej wagi:

Pewien Belg z brukselskiego think-tanku powiedział mi, że jeśli z jednej strony Wielka Brytania ma własną, osobną trajektorię rozwoju, a Europa Wschodnia wycofuje się w kierunku pozornej suwerenności państw narodowych, to może w Europie powstać swoista oś „karolińska”, oparta na micie imperium Karola Wielkiego: Francja, Niemcy i Beneluks, może też Włochy i Hiszpania zrobią sobie państwo federacyjne, a Węgrom i Polakom powiedzą „do widzenia”. Jeśli Unia Europejska faktycznie się rozpadnie, to na Zachodzie zostanie neopaństwo karolińskie z granicą na Odrze. A naszą alternatywą dla jakiejś formy federalizmu europejskiego nie tylko nie będzie żadne Międzymorze, bo nikt polskiej hegemonii tutaj sobie nie życzy, my nawet nie będziemy sobie mogli wybrać hegemona. „Karolińska” Europa będzie potrzebowała tanich surowców, za które chętnie odda nas Rosji.

Dorota Szafrańska

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com