Jerzy Łukaszewski: Małpa z brzytwą

zero2016-03-05.

Nie da się ukryć, że pod względem technologicznym wciąż obserwujemy postęp w domu i w zagrodzie. Trudno byłoby dziś znaleźć przysłowiową małpę z brzytwą, ponieważ dziś mało kto używa brzytew. A jeszcze za młodu próbowałem tej sztuki z wykorzystaniem zabytku marki „Solingen” datowanego na 1913 rok.

Dziś żadna małpa nawet nie próbuje tej sztuki mając do dyspozycji bardziej nowoczesne narzędzia.

Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, może poza pytaniem: cóż za umysłowo sprawny inaczej osobnik daje jej coś takiego do ręki?

Człowiek ma czasem skojarzenia niezależne od niego. Może dlatego przyszły mi takie do głowy kiedy przeczytałem o nowych uprawnieniach jakie dano osobnikowi niegdyś przez ob. Millera Leszka, s. Floriana i Anny, określonego oszczędnym, a jakże adekwatnym przydomkiem Zero.

Samo nagromadzenie uprawnień w jednym ręku już budzi niepokój tak ze względu na swą ilość, a także zakres. Jeśli dodamy do tego tradycyjny brak precyzji w polskich przepisach pozostawiający ogromne pole do interpretacji (a wiadomo przecież o starożytnej maksymie cuius regio eius interpretatio to otrzymujemy kompletny brak odpowiedzialności za cokolwiek ze strony urzędnika państwowego.

A jeśli na dodatek trafi to na urzędnika o psychice budzącej pewne wątpliwości co do zdolności prawidłowego rozpoznawania dobra i zła, to trzeba przyznać, że Prezes miewa od czasu do czasu przypływy odwagi, o którą na ogół go się nie posądza.

Mamy bowiem urzędnika, który wykorzystując jedynie część swoich uprawnień jest w stanie w każdej chwili zamknąć prezesa w psychiatryku (to wersja łagodna) do końca jego dni i to zgodnie z prawem. Nie wiem czy Naczelnik wziął to pod uwagę.

Oczywiście, nie łudzę się, by osobnik ten chciałby oddać Ojczyźnie aż taką przysługę, nie należy bowiem do ludzi wielkich duchem, ale teoretyczna możliwość takiego wydarzenia istnieje jak najbardziej.

Od dawna apelowałem do psychologów o sporządzenie modelu teoretycznego umysłu członka PiS, ponieważ uważam, że jest to mechanizm ze wszech miar oryginalny, stanowiący nasz niewątpliwy wkład w światowe osiągnięcia psychologii (psychiatrii?) i mogący stać się podstawą dobrobytu naszego państwa gdybyśmy zdecydowali się kiedyś na eksport.

Zwykły umysł przeciętnego człowieka na naszym globie jest zazwyczaj wyposażony w tzw. instynkt samozachowawczy, który ostrzega nas przed niebezpieczeństwem migając fikuśnie czerwoną lampką kiedy decydujemy się zrobić jakiś manewr niekoniecznie zgodny z naszym żywotnym interesem.

W tym zaś egzemplarzu usunięto wszelkie kontrolki tego rodzaju, co prowadzi z jednej strony do większej swobody poczynań bez najmniejszych zahamowań, z drugiej zaś na niedostrzeganie nogi, która akurat kopie nas w sempiternę.

Nagle i niespodziewanie.

Prosty sprawdzian. Bierzemy osobnika, który najpierw namawia kolegów współmieszkańców do popełnienia czyny zabronionego, a następnie donosi na nich na milicję. Ot, powie ktoś – zwykły kapuś.

Nie do końca. Kapuś to ktoś kto zauważywszy czyjeś poczynania donosi o tym osobom zainteresowanym. Tu mamy do czynienia z czymś więcej. Z chorym umysłem czującym wewnętrzną potrzebę tworzenia sytuacji, za które później ktoś poniesie odpowiedzialność i to za przyczyną doniesienia autora przypadku.

Jako niefachowiec nie jestem w stanie nazwać takich poczynań zgodnie z naukową terminologią i zwykle używam w takich przypadkach znanych mi słów powszechnie uznanych za obraźliwe.

I teraz – osobnik ten zostaje wyposażony w uprawnienia pozwalające na odtajnienie akt każdej sprawy „w szczególnych przypadkach” (co to, w mordę ma znaczyć?) i przekazać te informacje np. dziennikarzom.

Kto zaręczy, że nie przekaże im teczki TW Balbiny, która wprawdzie z definicji MUSI być fałszywa, ale zanim się to czytelnikom wyjaśni g*** przylepi się do wiadomej osoby na całe życie? A przecież wiemy, że jest to osoba zatroskana o los Ojczyzny, jedyna prawidłowo odczytująca potrzeby Narodu i nieskalana nie gorzej, niż Najświętsza Panienka. A może i lepiej.

Kto zaręczy, że ofiarą swobodnej interpretacji tych uprawnień nie padnie zasłużony działacz partii tak oddanej pracy na rzecz i na polu, a także na froncie i nie znajdzie się w kręgu podejrzeń?

Przy takiej konstrukcji przepisów ofiarą może paść każdy. KAŻDY, a więc wspomniany działacz także. Czy działacze tej najczystszej w intencjach partii wzięli to pod uwagę?

Jeśli nie, mój apel o opinię psychologa pozostaje wciąż aktualny.

Czy wzięli pod uwagę, że oni także mogą kiedyś spóźnić się na randkę z ukochaną, bo jak raz wjedzie im do chałupy ekipa z poleceniem przeprowadzenia czynności operacyjno rozpoznawczych w związku ze śledztwem prowadzonym przez prokuratora?

Tradycyjny brak precyzji pozwala na to by wzmiankowana ekipa wjechała na chatę zasłużonemu działaczowi PiS tylko po to, by „sprawdzić” czy nie znał np. jakiegoś Emila, o którym akurat minister ma nienajlepsze zdanie o czym powiadamia prokuratora, ten zaś jest zobowiązany wszcząć śledztwo i ciągnąć je tak długo, aż się panu ministrowi znudzi niezależnie od jego bieżących rezultatów.

Mnie to martwi, bo wiem jak zapracowani są działacze PiS troszczący się o moje dobro (spoko, schowane, w życiu nie znajdą) i taki wjazd mógłby w efekcie opóźnić nasz marsz ku świetlanej przyszłości.

A nawet poskarżyć się nie będzie komu, bo prawo stanowi, że „nie stanowi przewinienia dyscyplinarnego działanie lub zaniechanie prokuratora podjęte wyłącznie w interesie społecznym”.

Czyli prokurator staje się człowiekiem absolutnie bezkarnym jeśli działa w interesie społecznym. Konia z rzędem (albo dwoma i derkę na dodatek plus srebrne podkowy księcia Ossolińskiego) temu, kto w sposób jednoznaczny zdefiniuje ów „interes społeczny”. Bo jeśli nie zdefiniuje to znaczy, że każdy z nas może rozumieć go nieco inaczej. W przypadku osobnika, o którym mowa, to rozumienie będzie więcej, niż „nieco” odmienne od przeciętnego, co do tego nie mam wątpliwości. A to akurat jego interpretacja będzie decydowała o tym czy pójdę na lody z miłą panienką czy nie.

Pół biedy ja – taki nie całkiem prawdziwy Polak z przodkami z Wehrmachtu itd. ale jeśli to dotknie działacza PiS? Zgroza! Kraj może tego nie wytrzymać!

Oczywiście, nigdy nie jest tak, by jakieś prawo było tylko złe. Każde ma w sobie element jeśli nie pozytywny, to przynajmniej rozrywkowy.

W tym przypadku jest to możliwość przeniesienia prokuratora do dowolnej prokuratury w kraju.

Czyż to nie piękne?

Marzył taki prokurator o zamieszkaniu np. w Kazimierzu Dolnym, urokliwym miasteczku pełnym zabytków naszej świetlanej przeszłości ale nie miał jak. Koszty przeprowadzki były ponad jego możliwości.

A tu bęc! Pan minister przenosi go służbowo i wszyscy są szczęśliwi.

Brawo! Brawo! Brawo!

Pan minister będzie decydował o miejscu prowadzonego śledztwa, a konkretnie oddawał Prokuraturze Krajowej dowolne śledztwo jakie uzna za godne tego, co spowoduje masowe wycieczki osób biorących w nim udział i poprawi wyniki ekonomiczne bądź to krajowych przewoźników, bądź rodzimego koncernu paliwowego.

Proponuję rozwinąć twórczo ten pomysł i wskazywać dowolną prokuraturę w kraju jako miejsce śledztwa niezależnie od jego właściwości miejscowej. W ten sposób np. świadkowie z Zakopanego mogliby składać zeznania w Sopocie, co z pewnością wpłynęłoby na poprawę ich zdrowia, jako że – o czym powszechnie wiadomo – ludność góralska cierpi na niedostatek jodu w organizmie (słynne „wole”).

Oczywiście krytykanci (pamiętacie jeszcze to słowo?) uważają, że tak skonstruowane przepisy godzą wprost w prawa jednostki, w jej poczucie wolności, tak jakby miało to jakiekolwiek znaczenie.

Dążąc do celu jakim jest szczęśliwość powszechna nie możemy pochylać się nad każdym zwiędłym kwiatkiem i zdeptana trawką!

Ważna jest idea, którą realizujemy!

Z drugiej jednak strony, jeśli te uprawnienia wykorzystać w sposób niegodny, a osoba, która je otrzymała, nieomal nam to gwarantuje, to na miejscu Naczelnika Państwa już zacząłbym załatwiać sobie żółte papiery.

Tak to już jest, że w chwili rozbuchanego, niczym nie skrępowanego entuzjazmu, szczególnie po latach klęsk i upokorzeń, łatwo przekroczyć tę cienką granicę, która nas dzieli od strzelenia sobie w tyłek.

Znowu ta psychologia…ech… To może jednak lepiej było pozostać przy tej brzytwie? Nawet gdyby miała się do niej dorwać małpa. Cóż, powie ktoś – takie też są skutki postępu w domu i w zagrodzie. W tym miejscu jednak wypada przestać się śmiać i wspomnieć przypadek Barbary Blidy, jednego z najdziwniejszych samobójstw w dziejach.

Panie Prezesie – to może przydarzyć się także panu!

Sam pan najlepiej wie, jak pamiętliwe potrafią być małpy. Po co więc dawać im cokolwiek do ręki?

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. Mariusz Malinowski 2016-03-05
  2. Magog 2016-03-05
  3. malpa z paryza 2016-03-05
  4. sroka 2016-03-05
  5. j.Luk 2016-03-06
  6. otoosh 2016-03-06
  7. slawek 2016-03-06
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com