Ewa Maziarska: Krótki tekst o obrażaniu

stalin2016-03-09.

[dropcap]W [/dropcap]szkole nr 9 w Opolu jakiś dzieciak z młodszych klas napisał na drzwiach toalety  Andrzej Du*a. Nauczyciele uznali to za obrazę naszego prezydenta. Wdrożyli śledztwo. Sprawa podobno jest rozwojowa.

To mi przypomniało historię z mojego dzieciństwa. Mieszkaliśmy w Bytomiu. Chodziłam do jedenastolatki TPD. Byłam właśnie w ósmej klasie, gdy 5 marca 1953 umarł Stalin. Rano następnego dnia dyrektor szkoły zarządził uroczysty apel połączony z pięcioma minutami milczenia. Takie apele odbywały się u nas przy różnych okazjach. Jeśli pogoda pozwalała, zwoływano je na boisku za szkołą. Tym razem pozostaliśmy w klasach. Było za zimno. Podczas apeli należało stać na baczność obok swojej ławki. I słuchać przemówień lub pieśni nadawanych przez głośniki. Wybrani uczniowie ze starszych klas asystowali w klasach młodszych dzieci. Zawsze po dwie osoby.

Tak było i tym razem. Ja też, wraz z koleżanką, stałam na baczność z dzieciakami w jednej z klas piątych. Cała szkoła wysłuchała z głośnika pełnej rozpaczy pogrzebowej mowy dyrektora. Potem było pięć minut ciszy. Na zakończenie nadano hymn Związku Radzieckiego i Międzynarodówkę.

Wróciłyśmy do swojej klasy. Po godzinie wszystkich uczniów od klasy ósmej do jedenastej wezwano do auli. Byli tam już także uczniowie jednej klasy piątej, ale nie tej, w której ja dyżurowałam. Na froncie auli, za stołem na podium, zasiadł nasz dyrektor w towarzystwie kilku obcych smutnych panów. Inni stanęli przy drzwiach wejściowych do auli. Dyrektor wygłosił mowę, w której wyjaśnił dlaczego nas wszystkich tu zebrano.

Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy tu po to, aby zbiorowo i dobrowolnie potępić haniebny czyn jednej z uczennic – Krystyny G. Mianowicie, asystując podczas apelu w klasie piątej, w trakcie pięciominutowej ciszy, ta koleżanka śmiała się i rozmawiała z młodszą dziewczynką. Okazała tym skandaliczny brak szacunku dla śmierci wielkiego towarzysza Stalina. A to czyn zasługujący na najwyższe potępienie – oświadczył dyrektor – Jego świadkami są dzieci z piątej klasy, w której to się zdarzyło. Proszę, niech same opowiedzą.

Piątoklasiści zaczęli jednak bronić koleżanki. Jedna z uczennic piątej klasy wstała z krzesła i próbowała wyjaśniać, że nikt się nie śmiał. Że Krysia tylko pocieszała jedno z dzieci, które dostało spazmów. Dyrektor kazał jej siadać. Powiedział, że świadectwo dziecka jest niemiarodajne. Tym bardziej, że na dyżurze obecna była też druga starsza uczennica. A ta dobrze wszystko widziała i słyszała. I na szczęście nie zbagatelizowała tego haniebnego czynu, ale jako prawdziwa patriotka spełniła swój obywatelski obowiązek. Mianowicie zaraz po apelu popędziła z donosem na koleżankę do tatusia pracującego w UB. Szkoła jest jej za to niewymownie wdzięczna. Tak jak i tym panom z UB, którzy zajęli się sprawą, mimo nawału innych zajęć.

Po tej przemowie dyrektor odczytał nam apel, który już wcześniej został przygotowany na piśmie. Napisano w nim, że my, cała nasza szkolna społeczność, jednogłośnie potępiamy naszą koleżankę za brak szacunku dla Generalissimusa Stalina i stanowczo domagamy się usunięcia jej ze szkoły. A także relegowania z innej szkoły jej siostry oraz wyrzucenia z pracy jej matki nauczycielki.

Potem zażądano od nas, abyśmy kolejno podchodzili popisać ten apel. Nikt się nie ruszył. Sala milczała. Dyrektor ponowił żądanie. Na to wstały trzy uczennice najstarszej klasy, córki górników, repatriantów z Francji. Nie bały się, bo jako górnicze repatriantki były wtedy na specjalnych prawach. Wystąpiły w obronie zagrożonej koleżanki i jej rodziny. Powiedziały, że niczego nie podpiszą, bo ta dziewczyna nic złego nie zrobiła. I zwróciły się do wszystkich uczniów, abyśmy także tego apelu nie podpisali.

Dyrektor wściekł się. Ale opanował irytację i kazał im siadać. Przez dłuższą chwilę naradzał się ze smutnymi panami. Potem oświadczył, że nasze podpisy nie są potrzebne. Dyrekcja sama podpisze apel w swoim i naszym imieniu. A jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to proszę, niech się natychmiast zgłosi i to powie. Ale – uprzedził – rodzice takiego ucznia za to zapłacą.

Na takie dictum nikt już nie odważył się zabrać głosu

 ***

Nasza koleżanka Krystyna G i jej siostra zostały wyrzucone ze szkół, a jej i matka – z pracy. Podobno przez trzy lata pracowały jako sprzątaczki . Do nauki i pracy mogły wrócić dopiero po 1956 roku.

Ewa Maziarska

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. Magog 2016-03-09
  2. jmp eip 2016-03-09
  3. Marian. 2016-03-10
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com