W szkole nr 9 w Opolu jakiś dzieciak z młodszych klas napisał na drzwiach toalety Andrzej Du*a. Nauczyciele uznali to za obrazę naszego prezydenta. Wdrożyli śledztwo. Sprawa podobno jest rozwojowa.
To mi przypomniało historię z mojego dzieciństwa. Mieszkaliśmy w Bytomiu. Chodziłam do jedenastolatki TPD. Byłam właśnie w ósmej klasie, gdy 5 marca 1953 umarł Stalin. Rano następnego dnia dyrektor szkoły zarządził uroczysty apel połączony z pięcioma minutami milczenia. Takie apele odbywały się u nas przy różnych okazjach. Jeśli pogoda pozwalała, zwoływano je na boisku za szkołą. Tym razem pozostaliśmy w klasach. Było za zimno. Podczas apeli należało stać na baczność obok swojej ławki. I słuchać przemówień lub pieśni nadawanych przez głośniki. Wybrani uczniowie ze starszych klas asystowali w klasach młodszych dzieci. Zawsze po dwie osoby.
Tak było i tym razem. Ja też, wraz z koleżanką, stałam na baczność z dzieciakami w jednej z klas piątych. Cała szkoła wysłuchała z głośnika pełnej rozpaczy pogrzebowej mowy dyrektora. Potem było pięć minut ciszy. Na zakończenie nadano hymn Związku Radzieckiego i Międzynarodówkę.
Wróciłyśmy do swojej klasy. Po godzinie wszystkich uczniów od klasy ósmej do jedenastej wezwano do auli. Byli tam już także uczniowie jednej klasy piątej, ale nie tej, w której ja dyżurowałam. Na froncie auli, za stołem na podium, zasiadł nasz dyrektor w towarzystwie kilku obcych smutnych panów. Inni stanęli przy drzwiach wejściowych do auli. Dyrektor wygłosił mowę, w której wyjaśnił dlaczego nas wszystkich tu zebrano.
Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy tu po to, aby zbiorowo i dobrowolnie potępić haniebny czyn jednej z uczennic – Krystyny G. Mianowicie, asystując podczas apelu w klasie piątej, w trakcie pięciominutowej ciszy, ta koleżanka śmiała się i rozmawiała z młodszą dziewczynką. Okazała tym skandaliczny brak szacunku dla śmierci wielkiego towarzysza Stalina. A to czyn zasługujący na najwyższe potępienie – oświadczył dyrektor – Jego świadkami są dzieci z piątej klasy, w której to się zdarzyło. Proszę, niech same opowiedzą.
Piątoklasiści zaczęli jednak bronić koleżanki. Jedna z uczennic piątej klasy wstała z krzesła i próbowała wyjaśniać, że nikt się nie śmiał. Że Krysia tylko pocieszała jedno z dzieci, które dostało spazmów. Dyrektor kazał jej siadać. Powiedział, że świadectwo dziecka jest niemiarodajne. Tym bardziej, że na dyżurze obecna była też druga starsza uczennica. A ta dobrze wszystko widziała i słyszała. I na szczęście nie zbagatelizowała tego haniebnego czynu, ale jako prawdziwa patriotka spełniła swój obywatelski obowiązek. Mianowicie zaraz po apelu popędziła z donosem na koleżankę do tatusia pracującego w UB. Szkoła jest jej za to niewymownie wdzięczna. Tak jak i tym panom z UB, którzy zajęli się sprawą, mimo nawału innych zajęć.
Po tej przemowie dyrektor odczytał nam apel, który już wcześniej został przygotowany na piśmie. Napisano w nim, że my, cała nasza szkolna społeczność, jednogłośnie potępiamy naszą koleżankę za brak szacunku dla Generalissimusa Stalina i stanowczo domagamy się usunięcia jej ze szkoły. A także relegowania z innej szkoły jej siostry oraz wyrzucenia z pracy jej matki nauczycielki.
Potem zażądano od nas, abyśmy kolejno podchodzili popisać ten apel. Nikt się nie ruszył. Sala milczała. Dyrektor ponowił żądanie. Na to wstały trzy uczennice najstarszej klasy, córki górników, repatriantów z Francji. Nie bały się, bo jako górnicze repatriantki były wtedy na specjalnych prawach. Wystąpiły w obronie zagrożonej koleżanki i jej rodziny. Powiedziały, że niczego nie podpiszą, bo ta dziewczyna nic złego nie zrobiła. I zwróciły się do wszystkich uczniów, abyśmy także tego apelu nie podpisali.
Dyrektor wściekł się. Ale opanował irytację i kazał im siadać. Przez dłuższą chwilę naradzał się ze smutnymi panami. Potem oświadczył, że nasze podpisy nie są potrzebne. Dyrekcja sama podpisze apel w swoim i naszym imieniu. A jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to proszę, niech się natychmiast zgłosi i to powie. Ale – uprzedził – rodzice takiego ucznia za to zapłacą.
Na takie dictum nikt już nie odważył się zabrać głosu
***
Nasza koleżanka Krystyna G i jej siostra zostały wyrzucone ze szkół, a jej i matka – z pracy. Podobno przez trzy lata pracowały jako sprzątaczki . Do nauki i pracy mogły wrócić dopiero po 1956 roku.
Ewa Maziarska


Pamiętam, pamiętam.
Byliśmy dziećmi ale to niczego nie zmieniało.
Dzieci odpowiadają za swoich rodziców albo odwrotnie, niezależnie od systemu politycznego. Zgodnie z kulturą judeo-chrześcijańską w naszej części świata.
Pamiętam te szlochy, te dytyramby o wodzu rewolucji i pamiętam jeszcze kto je pisał. A tu lista jest dłuuuuga, tylko zmarłym się nie wypomina jak pomagali trzymać społeczeństwo na krótkiej smyczy z kagańcem na pysku.
Obecnie opowiadamy o upadku autorytetów i szacunku do nich.
Nikt zdaje sie nie pamiętać o prostej zasadzie.
Aby zdobyć szacunek u ludzi trzeba ciężko pracować właśnie dla ludzi. Obecnie elity polityczne uważają i uważały, że szacunek należy im się z racji zajmowanego stanowiska a to jest tisznerowska gówno prawda.
A ja mam tylko humorystyczne skojarzenia.
Jak zwykle przychodzi na myśl dobry na każdą okazję mistrz Młynarski (tym razem „Ballada o kasjerze”).
Ale prawie zaraz po nim: Zezowate szczęście (Piszczyk – napis w ściennej gazetce zakładowej) i Rejs (napis w toalecie: głupi kaowiec).
*
Mniej śmieszny, raczej żałosny, jest fakt zamknięcia forum dla czytelników pod tekstem w e-GW.
A w informacji o tej sprawie same perełki:
„Wicedyrektorka szkoły, nie wie jednak, czy dzieci same doszły do takiego wniosku czy zostało im to przez kogoś zasugerowane. Dodaje:
– Można mówić, że to szósta klasa, ale nazwiska głównych polityków w kraju już im się o uszy obijają. Mam jednak nadzieję, że nie chodziło tu o obrazę naszego prezydenta.”
[]
„Jeden z rodziców, w rozmowie z „Gazetą Krakowską” komentuje:
– Nauczycielka powiedziała dzieciom, że trzeba znaleźć tego chuligana, bo jakby to było, gdyby dajmy na to, przyjechała inspekcja i odkryła, że szkole jest nie po drodze z nową”
*
W forach pod tą samą informacją na innych portalach:
„Jak w starym galicyjskim dowcipie. Student, podsłuchany przez policyjnego agenta w kawiarni, kiedy w rozmowie z kolegami używał zwrotu „ten stary pierdoła”, staje przed sądem za obrazę majestatu Franciszka Józefa I. Próbuje tłumaczyć sądowi, że miał na myśli swojego wujka, ale przerywa mu sędzia przewodniczący:
– Proszę nie obrażać naszej inteligencji, młody człowieku. Już my wiemy, kto jest starym pierdołą.”
[]
„W piękny mroźny poranek król wychodzi na taras i widzi z góry, że ktoś na śniegu napisał (wysikał) tekst „król jest głupi”.
Zrobiła się afera, główny prokurator królewski wszczął śledztwo, a po wyjaśnieniu przychodzi do króla z informacją o wynikach śledztwa. Jaśnie Panie, wiemy już wszystko, mocz należy do marszałka dworu, ale charakter pisma królowej.”
*
I najśmieszniejsza ze wszystkiego refleksja prokuratora-posła Piotrowicza, dzisiaj, po ogłoszeniu wyroku TK:
„ja bym się obawiał o reakcje suwerena …”
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/dudus1.JPG
Czepiają się chłopaka.Przecież nie skłamał pisząc o naszym p.rezydencie Andrzej D.U.P.A.czyli:
Dyplomant Uniwersytecki Prawa Administracyjnego /to taki sam akronim jak np.MSW,PKP,PKS/.