07.05.2023
Moim zdaniem największą słabością polskiej szkoły jest jej jednorodność. Szkoły w nowoczesnym systemie powinny być różnorodne, państwowe, prywatne, samorządowe, społeczne, organizacji pozarządowych itd. Powinny być też mocno zróżnicowane programowo. Minimum programowe to powinno być naprawdę minimum.

Rozmawiałem kiedyś ze znajomym wykładowcą na uczelni amerykańskiej. Mówił o tym, że studenci mają dużą swobodę w tym, na jakie wykłady chodzą. Powiedziałem: – No dobrze, ale jeśli na przykład studentka chodzi na wykłady z astronomii, ewolucji gwiazd, planetologii, ale nie chce się jej uczyć równań różniczkowych? A on na to: – Na pewnym etapie sama zrozumie, że musi się nauczyć równań różniczkowych, bo nie przebije pewnego sufitu.
To jest zupełnie inne podejście niż w polskiej szkole, w której wszystkie szkoły są takie same, na jedną sztampę. Niemal wszystkie są państwowe i realizują minimum, które jest minimum tylko z nazwy, bo jego realizacja nie pozostawia czasu na nic innego i jest świetnym alibi dla lenistwa umysłowego nauczyciela. Odbębniam minimum i z głowy. Wracając do przytoczonego przykładu, polski uczeń (lub student) uczy się tych równań różniczkowych, gdy jeszcze nie wie po co. I niemal wszyscy uczą się tego samego.
Gdy wszyscy uczą się tego samego, to są dwa obszary wiedzy. Jeden, którego uczą się wszyscy i drugi (znacznie większy), którego nie uczy się nikt. Tymczasem postęp, działanie twórcze powstaje na styku ludzi, którzy wiedzą co innego. Powstaje z dyskusji ludzi, którzy mają inne zakresy wiedzy lub inne poglądy. Dyskusja między ludźmi, którzy wiedzą to samo, to nie jest wymiana myśli, tylko wymiana grzeczności.
Niestety dla postępu wiedzy konieczne jest to, czego bardzo nie lubią urzędnicy – różnorodność. W pojęciu biurokratów – bałagan.
Drugą moim zdaniem słabością polskiej szkoły jest wychowywanie „grzecznych dzieci”. Gdy młody człowiek jest ciekawy świata, twórczy, ma różne „pomysły”, słyszy: „bądź grzeczny”, „nie wymądrzaj się”, „siedź spokojnie”. Szkoła wmawia nam normę: „rób tak jak wszyscy”. Tymczasem z robienia tak, jak wszyscy, nic nie wynika. Postęp, rozwój, tworzą ludzie, którzy potrafią coś zrobić inaczej, niż wszyscy. Jeśli przyjrzymy się historii nauki, to zobaczymy, że wielokrotnie odkrywcą był ten, kto, patrząc na to, co wszyscy widzieli, zobaczył co innego.
Chiński filozof z III w. p.n.e., Zhuangzi, użył takiej przenośni: Jest studnia, na której dnie żyją żaby. Te żaby widzą tylko mały niebieski krążek nieba i są przekonane, że to jest całe niebo. Co więcej, wyjęte z tej studni dalej będą upierać się, że niebo to tylko ten krążek. Odkrywcą będzie żaba odszczepieniec, która zobaczy całe niebo.
Co my robimy, wpajając dzieciom normę: „rób tak, jak wszyscy”? Hodujemy żaby w studni.
To przyszło mi do głowy, gdy dowiedziałem się o tematach z polskiego na maturze: z „Przedwiośnia”, z „Pana Tadeusza”… Czyli z czego? Z grzecznego odbębnienia lektur. Napisz to, co wszyscy. A gdyby tak: „Napisz esej o praworządności” albo „Napisz rozprawkę o efekcie cieplarnianym”? Czy nie byłby to lepszy sprawdzian dojrzałości?
A teraz rzucą się na mnie wszystkie żaby, które nie wyszły ze studni.

Krzysztof Łoziński
Emeryt
Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.
Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”

Co więcej, „minimum programowe” spełniając zadanie wykluczenia opcji wyboru „więcej ulubionego” – z powodu braku czasu na tego rodzaju kaprysy, z nauki czyni dość traumatyczne doświadczenie.
Na tej uwadze o polskim szkolnictwie bym poprzestał.
„A teraz rzucą się na mnie wszystkie żaby, które nie wyszły ze studni.”
Napisałeś świetna notkę. Z tych żab – jeśli się naprawdę na Ciebie rzucą – to powinieneś być dumny. Jak każdy normalny facet opluwany przez matołów.
Udało Ci się bardzo trafnie pokazać ważne sprawy w krótki sposób. Można to, oczywiście, rozwijać na wiele sposobów, ale żadna totalna negacja nie ma sensu. Chyba, że wybieramy się na wojnę w czasach Fryderyka 1/2 (a co, pomarzyć o podróżach w czasie nie wolno?!).
Gratulacje.
Różnorodność szkół, sposobów uczenia i postaw uczniów to klucz do zmian w oświacie. Sami „twórcy” tej sztampowej, przestarzałej formuuły szkolnej w większości posyłają dzieci do szkół prywatnych, chcąc im zapewnić nieco lepszy start. Robią tak, bo wiedzą, że model Zalewskiej-Czarnka to droga donikąd. Oświata, podobnie jak szkolnictwo wyższe oczekuje na rozumnych reformatorów. Nie na kolejnych Gowinów i Zalewskie, ale na ludzi, którzy mają o wiele rzędów wielkości więcej szarych komórek niż wymienieni. (Czarnek nie podlega nawet listowaniu w konkurencji na posiadanie szarych komórek.)
*
Dzisiaj w TOK FM omawiano wyniki ogólnoppolskiego sprawdzianu sprawności fizycznej dzieci w szkołach – wyniki są zatrważające w wielu prostych ćwiczeniach – np. zaledwie 14% dzieci umiało złapać piłkę. Bez sprawności fizycznej wydajność siedzących przy komputerach ludzi będzie naprawdę mizerna.
Nie wiem ile tych „żab” się rzuci.
Mam wrażenie, że bardzo niewiele.
Poza czarnkopodobnymi, co to uważają, że jak sami się nic nie nauczyli, to nikt nic nie powinien wiedzieć, ludzie jednak, a zwłaszcza dzieci i młodzież szkolna, dostrzegają bezsens takiej nauki.
Nie wiem, czy choć 1 na 100 ma dobre zdanie o polskiej szkole.