… marzenia są za darmo,
profesor marzy, stróż i szewc
i pani pod latarnią.”
Potem okazało się, że marzenia mogą być różne, a niektóre nawet się spełniają. Lenin np. marzył, by państwem mogła rządzić kucharka. I co? Nie spełniło się?
A potem ludzie się dziwią nieustającemu tu i ówdzie uwielbieniu dla „wiecznie żywego”. Jak się jest prorokiem to się tak ma. Nie wiem tylko dlaczego jego proroctwo musiało sprawdzić się akurat na nas.
Uwielbiany do dziś przez wielu marszałek Piłsudski nie wahał się zamordować kilkuset rodaków, a innych powsadzać do Berezy tylko dlatego, że marzył o silnej, suwerennej Polsce. Podobno. Nie o władzy dla siebie, no skąd…
Sam zresztą chwalił się w wywiadzie po zamachu majowym: „…wyrzekłem się tak łatwo w okrzykach formy, jak dyktatura jednego człowieka. Zrobiłem to jednak z całą rozwagą i świadomą decyzją pomimo, że ufam swoim siłom i swojej wewnętrznej wartości…”. No proszę – łaskawca.
Nawiasem mówiąc, coraz częściej wracam do „marzeń” marszałka, bo pomagają zrozumieć psychologiczną płyciznę współczesnych jego naśladowców. Okrzyki Ziuka „nie róbcie sobie szopek z najwyższej władzy!” powtórzyłby dziś każdy z rządzących i na dodatek przysiągł, że powiedział to twórca polskiego kościoła jarosławnego.
To w pismach Piłsudskiego znajdziemy podziały rodaków na pierwszy i kolejne gatunki, co dziś czyni chłystek nieopatrznie postawiony przez prezesa na państwowym stołku, o moralnym prawie decydowania za innych to samo powoływanie się na zasługi, które choć rozdmuchane i utrwalone w głowach rodaków przez usłużnych dziejopisów, historyk badający na zimno ledwie jest w stanie dostrzec i to przy wykazaniu dużej dozy dobrej woli.
Rozgrywający się na naszych oczach zamach stanu to w gruncie rzeczy kukiełkowe przedstawienie w porównaniu z realizacją marzeń marszałka. Cokolwiek bym o nim złego powiedział, to jednak miał w swoim otoczeniu ludzi, którzy potrafili wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za swe czyny i nie chowali się za niczyimi plecami udając kogoś innego, jak ta banda śmierdzących tchórzy, której na chwilę prezes pozwolił odetchnąć świeżym powietrzem po latach zaduchu i poczucia klęski.
Nie mam wątpliwości, że tylko na chwilę, niedługo zawróci ich na powrót do ich „naturalnego środowiska”. Dziś spieszą się „zasługiwać”, by nie nastąpiło to zbyt szybko.
Bo tylko na takie marzenia ich stać.
Tak jak rodaków, którzy przekonani o braku własnej wartości żywią się padliną ze splugawionej wartości innych. Marzenia tak długo nie spełniane, że kiedy w końcu dano im dojść do głosu wybuchły z niespotykaną siłą ku zdumieniu wszystkich. W tym ich samych, pociągając w przepaść swą złowieszczą siłą dającą złudzenie szczęścia z „odzyskanej niezależności”.
Kloaka pękła wylewając swoją zawartość na cały kraj i nie łudźmy się, że aromat da się szybko wywietrzyć.
Oczywiście, możemy sobie pomarzyć, że np. hierarchia kościelna nie wytrzyma i zruga jak burego psa gówniarza, który – by się przyłasić właścicielowi – parodiuje „świętą pieśń narodową” wysyłając pod adresem KOD-u jej wykoślawioną wersję. Możemy sobie pomarzyć, że jakiś gorliwy katolik poda za to pętaka do sądu ze względu na obrazę uczuć religijnych, z którego to paragrafu jeszcze do niedawna tak skwapliwie korzystano.
Możemy sobie pomarzyć, że Unia Europejska ostro zareaguje na poczynania zamachowców i zatroskana o nasz los pogrozi im palcem, na co oni struchleją i ukorzą się przyrzekając poprawę.
Można zamknąć oczy na to, że w Europie coraz bardziej podnoszą głowę ruchy podobne do naszych rodzimych sfaszyzowanych niedouków, co dla tych ostatnich jest gwarancją, że nikt w Europie nie podniesie na nich głosu zanadto – mając u siebie to samo i nie umiejąc sobie z tym poradzić.
Można marzyć, że NATO zagrozi traktowaniem Polski mniej poważnie jako strategicznego sojusznika, jakby dotąd tak akurat ją traktowało.
Marzenia ludzka rzecz, marzenia są za darmo…
Minione autorytety wciąż marzą, że tak jak niegdyś będą dostojnie wygłaszać opinie, a lud będzie ich słuchał jak świnia grzmotu z podziwu otwierając usta.
Swego czasu Katarzyna II, która wbrew legendzie umiała jeszcze parę innych rzeczy prócz kolekcjonowania kochanków, na pytanie jednego z nich, czy może liczyć na jej uczucie po wieki wieków odparła : – Pozwalam panu się łudzić.
Nam nikt już nie pozwala obalając w biały dzień państwo wraz z jego porządkiem prawnym, a mimo to łudzimy się sami, bez żadnej zachęty z niczyjej strony.
Wciąż wierzymy w moc słowa i marzymy, że ono będzie w stanie wygrać z wyprowadzonymi na ulice kibolami „marszałka”, które to wyprowadzenie mamy już zapowiedziane nawet z przybliżoną datą.
Marzenia o „zbiorowej mądrości narodu” to dziś pieniądz bez pokrycia.
Jeśli przez tyle lat nikt nie chciał zauważyć rosnącej grupy niezadowolonych, a kiedy już dostrzegł miał na jej określenie jedynie złośliwe bądź pogardliwe określenia, to teraz poczuje na własnej skórze i własnym poczuciu godności co to znaczy być odrzuconym, pogardzanym choć z wrodzonej hipokryzji nie nazywanym głośno człowiekiem gorszego sortu.
Ta rewolucja, jak każda, będzie krwawa. Nie powtórzy się rok 1980, bo nikt tego nie chce. Rewolucjoniści są żądni krwi i tego nie ukrywają, bo w ich mniemaniu tylko zwycięstwo okupione krwią – wszystko jedno kogo – jest coś warte. Ze względu na ich przymioty umysłu i ducha jest oczywiste, że ta krew nie do nich będzie należała.
SB-ckie metody wracają do łask w postaci gróźb „sprawdzenia skąd rekrutowano KOD-owców zakłócających porządek publiczny” (jak się wyraził pojętny uczeń Służby Bezpieczeństwa PRL) na spotkaniu z panią Costa.
Ich przeciwnicy – jeśli tego jeszcze teraz nie widzą – wkrótce dojdą do wniosku, że nie ma innego wyjścia, gdyż wszelkie cywilizowane metody w zetknięciu z tymi neandertalami nie skutkują.
I tak krok po kroku zbliżymy się do naszego Big Bangu i jedynie pomarzyć możemy, że wyniesie on nas na jakąś orbitę gwarantującą znośne warunki do przeżycia.
Zaś rewolucja skończy się tak jak wszystkie. Zacznie zabijać własne dzieci, najwierniejszych z wiernych, własnych wyznawców i proroków.
Oczywiście możemy pomarzyć, że doczekamy tego czasu.
Marzenia ludzka rzecz, marzenia są za darmo…
Jerzy Łukaszewski



Marzenia ludzka rzecz, marzenia są za darmo…
Tylko ich realizacja Panie Jerzy kosztuje jak cholera.
„świeżym powietrzem”? „Przyszedł śmierdziel do ogrodu i stwierdził, że się ktoś dopuścił smrodu i śmierdzi”. (Nie zanudzajmy klasykiem.)
.
Dożyjemy? Raczej nie. Ja jako przeterminowany emeryt, a ty jako Arystokratyczny Chemik (jak ten Lavoisier). Chyba że uda nam się uciec, albo jednak (nie samym), zrobić tej cholernej Nawie Bezpaństwa zwrot przez sztag? Marzenia…
.
@Magog: banały. W młodych latach mawialiśmy, że za darmo tylko broda rośnie i ch. staje. Golenie i seks kosztują. Realizacja marzeń też kosztuje, jak wszystkie gry losowe, ale czasem się opłaca. Zagramy?
Piękna piosenka, a niewiele ponad rok temu pochowano Zbigniewa Kurtycza. Trochę pożył – ponad 95 lat. Mnie najbardziej zapadła z młodości piosenka, śpiewana potem na biesiadach: https://www.youtube.com/watch?v=IwSwcSh1F2M&list=RDIwSwcSh1F2M#t=18
*
No cóż, będzie co będzie. Nie można wykluczyć wojny domowej. Jednak warto pamiętać, że „czynnych” neandertali jest niewielu w populacji, może kilka procent. Reszta do 15% to wyznawcy, ale „bierni”. Wcale nie będą protestować sfrustrowani – raczej zadymiarze. Oligarchia partyjna – kilku polityków, w tym zwłaszcza jeden oraz masy „żołnierzy” partyjnych, omyłkowo tylko nazywanych politykami. Wokół „onych” sporo sfrustrowanych intelektualistów, którzy bądź przez „walory umysłu” bądź przez osobiste niespełnienia, oraz morze hipokryzji i kabotyństwa podjudzają do boju „żołnierzy”. Ta wierchuszka jest kompletnie zakłamana i bezideowa. Co więcej wisi na jednym paranoiku, który wraz z kilkoma pretorianami nakręca spiralę nienawiści. Mimo wszystko to trochę mało do wywołania rewolucji. Oni się przyszli odkuć i nachapać a nie walczyć. Kogoś wyrzucą z roboty, kogoś posadzą, komuś zaszkodzą, ale bić się?
*
To prawda, co Pan napisał o grupie niezadowolonych, ignorowanych przez wiele lat. Establishment III RP ma tu na sumieniu poważne grzechy zwłaszcza po śmierci Jacka Kuronia, który miał wyjątkowo wyczulony słuch społeczny. Prawdą jest też, że działa syndrom „homo sovieticus” ludzi, którym „się należy”. Propaganda nienawiści i podjudzania działała na nich od ponad 24 lat, w tym najmocniej od 2001 r. I jakoś rewolucja nie wybuchła. A teraz miałaby wybuchnąć „od góry” zabierając lody tchórzom i hipokrytom? Przecież trwa masowe uwłaszczanie się „prawdziwych P” na posadach. Te bezmyślnie rzucone słowa o „…ojczyźnie dojnej” odnoszą się bardziej do tych właśnie „prawdziwych P”. I co – oni teraz mają to stracić w wyniku zamieszania? W TOK FM słyszę, że „oni” mają służby. OK – nawet komuniści w stanie wojennym nie byli w stanie zmusić żołnierzy do strzelania do Polaków. Podobnie zwykłych milicjantów. Strzelali do ludzi agenci SB lub ZOMOWCY na prochach. Byłbym zatem bardzo ostrożny w przepowiadaniu „krwawej rewolucji”.
*
Kiedy oglądam wypowiedzi szeregowych posłów czy urzędników rządowych to mówią rzeczy ustalone, ale z coraz mniej pewnymi minami, coraz ciszej… W samym klubie parlamentarnym narasta strach i obawa, że jak się pali mosty i nie będzie odwrotu to „du*a zbita” (nomen omen). Nie mamy do czynienia z 234 pretorianami gotowymi na „bój nasz ostatni”, ale z ludźmi wylęknionymi, produktami negatywnej selekcji. A przecież jeszcze nie zaczęła się na dobre presja opozycji, obywateli i sojuszników. Oni są dzielni pod kołdrą, tak jak ich szefowie, w tym zwłaszcza jeden. Siły wbrew pozorom są mocno nierówne. Z jednej strony jakaś część ich elektoratu 19% a a z drugiej strony jakaś część elektoratu innego czyli 81%. Jeżeli założyć, zgodnie z rozkładem normalnym, że z każdej strony aktywnych będzie 20% mocy to mamy proporcje 3,8% do 16,2%. Nawet zakładając, że aktywność po ich stronie będzie dwa razy wyższa (wzmożenie rewolucyjne) to proporcje wynoszą 7,6% do 16,2%. Po obydwu stronach są struktury, działacze, wodzowie. Warto się zastanowić, gdzie jest ich więcej, jakiej jakości i gdzie będzie …wsparcie sojuszników. Kłania się Napoleon z jego „po pierwsze nie mamy armat…”.
*
Ponadto uważam, że jeśli to naprawdę miałaby być rewolucja to jest wyjątkowo nieudolnie organizowana. Ale może się nie znam.
Może nie mam racji, może awantura jest nieuchronna.
@sławek, wzruszyłem się. w ’54 leżałem na Hożej, w dziecięcej „Omedze”, po drobnej operacji. Dodali mi współlokatora. Nazywał się Kurtycz, ważył z 6 kilo i był okropnie poparzony. Leżał pod taką rampą żarówek, całkiem goły i posypany jakimś (chyba żółtawym) proszkiem. Cierpiał chyba męki duże, bo przez większość czasu wył jednostajnie i ponuro. Również w nocy. Głos miał mocny. Którejś nocy, nie mogąc zasnąć, poszedłem do dyżurnej Siostry by mi dała coś na sen. Oj dała mi, dała… To był ten „dernier cadeau du Per Noel”. (George Brassens)
Też nie wierzę w rewolucję krwawą, raczej w wojenkę domową” o co lepsze posady. Jak już je dostaną to i chęć walki przejdzie i gotowość do kompromisu wzrośnie.
@Obirek naprawdę?
http://www.tvn24.pl/lodz,69/oblani-farba-za-plakaty-kod-u-juz-tylko-krok-do-fizycznych-atakow,626292.html
Jak zwykle dziękuję za tekst, skopiowałam go sobie i wydrukuję dla potomnych (by nie zginął w chmurze).
Jak pan widzi marzycieli dużo i powszechnie, bo każdego na nie stać.
No to mamy „kompromisów ciąg dalszy. Wjazd o 6:00 rano do domu eksperta od czarnych skrzynek, zabranie mu laptopa (wiadomo, że każdy trzyma tajne dane na prywatnym laptopie), a teraz to
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dochodzenie-ws-wpisu-Janusza-Kijowskiego-nt-partii-Kukiz-15-Marek-Jakubiak-nie-zgadzam-sie-na-takie-wypowiedzi,wid,18209065,wiadomosc.html
„…Ciechanowska prokuratura zakwalifikowała zachowanie, o którym zawiadomił Jakubiak, jako przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego, czyli z art. 212 kodeksu karnego. Jednak prokurator podjął decyzję o objęciu czynu ściganiem z urzędu i wszczął postępowanie. „
@j.Luk to co Pan opisuje to są pierwsze efekty „dobrej zmiany” – i ta farba w Łodzi i dochodzenie ws. Kijowskiego i rewizja u eksperta prokuratury ws. katastrofy smoleńskiej. Na szczęście w dzisiejszym świecie to jest błyskawicznie upubliczniane i każdy taki przypadek będzie walił władze obuchem. Na razie nie stało się nic gorszego i trzymajmy kciuki aby się nie stało.
Co prawda JK a za nim pan Du*a podgrzewają nastroje obrzucając nas najgorszymi pomówieniami oraz insynuacjami, na szczęście naród jest rozumny i nikt nie dąży do rozwiązań siłowych. Miejmy nadzieję, że siewcy nienawiści i konfrontacji opamiętają się, bo kalkulują.
@slawek naród nie jest rozumny, inaczej nie byłoby tego co jest.
A co do konfrontacji – kurdupel wczoraj ją zapowiedział.
Już od jakiegoś czasu wspominał o „mobilizacji na wiosnę”, a wczoraj padło nieco szczegółów.
10 kwietnia chcą zacząć „stawiać pomniki”. Dwa. Nie wiem dlaczego dwa, ale to szczegół techniczny.
No i proszę sobie to wyobrazić. Architekt miejski mówi nie, konserwator zabytków mówi nie, pani Gronkiewicz mówi nie, a kurdupel mówi: TAK!
No i przyjdą 10 kwietnia z jakimiś instalacjami i zaczną robić swoje. Służby porządkowe miejskie interweniują, a w obronie „męczenników” staną kibole, od dłuższego czasu już wskazywani jako jarosławne SA.
Ot i cały plan, prosty, przejrzysty, na dodatek niezawodny.
A potem już pójdzie.
@j.Luk to wszystko prawda. Wytaczanie kolejnych wojen o TK i wielu towarzyszących a teraz o pomniki prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych jako cel. Zaledwie 19% Polaków popiera wojenkę PiS o TK a jeszcze nie nastąpiła druzgocąca krytyka UE i USA. Działania, które miały być groźne, obezwładniające i demobilizujące dla społeczeństwa budzą coraz więcej oporu, w formie dla JK dyskwalifikującej. Zamiast strachu jest śmiech. Te działania są coraz bardziej groteskowe.
Jeżeli do boju użyte zostaną zastępy kiboli to będzie oznaczać początek rychłego końca reżimu.
Póki co skala absurdu nadal rośnie i ściga się miraże: http://opole.wyborcza.pl/opole/1,35114,19761988,prokuratura-zajmie-sie-artykulem-o-napisie-andrzej-dupa.html#Czolka3Img