Piotr Rachtan: Gorzki konstytucyjny paradoks marcowy2 min czytania

()
2016-03-11.
Gorzki konstytucyjny paradoks marcowy

8 marca 1968 roku na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego, studenci zebrani obok BUW-u na wiecu, przyjęli rezolucję, którą przeczytała Irena Lasota. Czego dotyczyła rezolucja – wiadomo. Chcę zwrócić uwagę na jej fragment:

„My studenci uczelni warszawskich, (…) oświadczamy: Nie pozwolimy nikomu deptać Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Represjonowanie studentów, którzy protestowali przeciwko haniebnej decyzji zakazującej wystawienia „Dziadów” w Teatrze Narodowym, stanowi jawne pogwałcenie art. 71 Konstytucji. Nie pozwolimy odebrać sobie prawa do obrony demokratycznych i niepodległościowych tradycji Narodu Polskiego. Nie umilkniemy wobec represji”.

Przypomnę jeszcze, że chodziło o działania podjęte przez władze państwowe, które naszym zdaniem, zdaniem studentów Uniwersytetu Warszawskiego jawnie sprzeniewierzyły się zapisom obowiązującej wówczas konstytucji PRL. Wątek ten wielokrotnie powracał w czasie wydarzeń Marca’ 68 podnoszony w czasie ulicznych demonstracji, na wiecach w innych uczelniach Warszawy i kraju, w ulotkach i oświadczeniach.

Konstytucję traktowaliśmy wtedy poważnie, jako ustawę zasadniczą tak dla obywateli, jak dla władzy politycznej.

Minęło 48 lat. Żyjemy w państwie, które w miejsce porządku totalitarnego, z władzą jednej partii, ustanowiło porządek demokratyczny, ufundowany na prawie i wolnościach człowieka i obywatela zapisanych w normach konstytucyjnych. Okazało się jednak, że tego prządku konstytucja z 1997 roku nie chroni dostatecznie, że można ją bezkarnie łamać bądź pomijać.

Tym razem w obronie jawnie łamanej konstytucji (w PRL odwoływaliśmy się do konstytucji, traktując ją dosłownie, a władza – uważała ją za dekorację), wystąpił najpierw Trybunał Konstytucyjny, powołany do badania zgodności ustaw i innych aktów prawnych z normami konstytucji, a za nim szereg organizacji społecznych, politycznych, ruchów masowych, także w deklaracjach i w czasie ulicznych marszów.

Od wyborów parlamentarnych w październiku 2015 roku to znów władza polityczna popełnia konstytucyjne przestępstwo, łamiąc normy ustawy zasadniczej.

Tak trzeba to nazwać, delikt konstytucyjny, określenie oczywiste dla prawnika, w uszach publiczności brzmi zbyt delikatnie: mamy do czynienia z prawdziwym przestępstwem, może jeszcze nie ze zbrodnią stanu, ale właśnie z przestępstwem konstytucyjnym – na pewno.

Czy władza polityczna sięgnie po 48 latach po przemoc, by wymusić posłuch dla swoich antykonstytucyjnych działań? Tenor taki pobrzmiewa w niektórych wypowiedziach polityków i obozu rządowego, i w niektórych mediach, oczywiście z nim powiązanych. Tymczasem demokratyczne umocowanie owej władzy nie daje jej prawa do wszystkiego. Czy jej przedstawiciele to rozumieją?

Jestem pesymistą.

Piotr Rachtan

Obserwator Konstytucyjny

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

7 komentarzy

  1. sroka 11.03.2016
  2. Magog 11.03.2016
    • Woziwoda 13.03.2016
  3. j.Luk 11.03.2016
  4. sroka 11.03.2016
  5. j.Luk 11.03.2016
  6. j.Luk 11.03.2016