W pierwszą prawdziwie wiosenną niedzielę, 3 kwietnia, na marsz KOD-u we Wrocławiu przyszło kilka tysięcy ludzi. I chociaż TVPropagandowa nie zauważyła tego faktu, wszyscy, którzy znaleźli się w centrum miasta musieli być zaskoczeni wielkością manifestacji. Była to największa demonstracja we Wrocławiu po 1989 roku.
Tym razem nie trzeba było się spieszyć z powodu zimna, więc najpierw były przemówienia (niektóre całkiem udane), a potem długi przemarsz przez główne ulice miasta – od placu Solnego, przez Rynek, Wita Stwosza, Piotra Skargi, Podwale, Świdnicką aż do – nomen omen – placu Wolności. Liczba uczestników była tak duża, że gdy jedni doszli już u celu, inni dopiero opuszczali Rynek.
Tłum był wielopokoleniowy, choć trzeba przyznać, że nie dominowało w nim pokolenie reprodukcyjne, które dołączy kiedy w kasie pani premier zabraknie 24 miliardów na wypłacenie 500plus, co analitycy ekonomiczni przewidują już na przyszły rok. Choć sądzę, że zwiększanie deficytu budżetowego rządowi PiS będzie szło tak samo sprawnie jak łamanie Konstytucji. Póki co na manifestacji widziałam hasło: „demokracja nie kosztuje 500 złotych, tylko 37 milionów”.
W każdym razie tłum raczej nie przypominał polskiej średniej – wyraźnie brakowało reprezantacji miłośników siłowni, złotych szpileczek i żołądkowej gorzkiej.
W porównaniu do wcześniejszych manifestacji było więcej młodych ludzi. Zrobiło się też poważniej, mniej było dowcipów i happeningu, a więcej ostrzegawczych, a nawet złowieszczych haseł („demokracja umiera w ciszy”). Ludwik Turko, znany działacz opozycji lat 80. mówił, że obecna władza przypomina „grupy rekonstrukcyjne PRL”. Był też inny profesor – Andrzej Wiszniewski – kojarzony we Wrocławiu z sympatyzowaniem rządowi Jana Olszewskiego, który również jednoznacznie zadeklarował, że nie zgadza się na wizję zawłaszczania państwa przez ludzi Kaczyńskiego. To pokazuje, że konserwatywni politycy także dają PiS-owi czerwoną kartkę.
Manifestacja stała się platformą komunikacji wielu różnych środowisk. Małgorzata Tracz z Partii Zielonych upominała się o Puszczę Białowieską i przestrzegała przed „ministrem niszczenia środowiska”. Piękne dwie dziewczyny przypominały stare przysłowie „kłamstwo ma krótkie nóżki”, opatrzone zabawnym rysunkiem ptasich nóżek. Pani na wózku inwalidzkim wytrwale trzymała transparent:
„Dwulicowy
Ubezwłasnowolniony
Dyspozycyjny
Aparatczyk”
Niektórzy uczestnicy po manifestacji w obronie demokracji poszli na pikietę przeciwko zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej. Tam młoda kobieta trzymała transparent: „To nie jest kraj w którym, chcę urodzić swoje dzieci”. I zapewne nie zmieni tego oferta dobroczynnej pani premier.
Jeżeli kogoś dopada przygnębienie z powodu sytuacji w Polsce, jeśli ktoś nie może znieść rozlewania się cynicznej propagandy i orbanizacji (albo putinizacji) kraju – powinien wyjść na manifestacje. Odczuje chwilę ulgi. Radzę jednak nie pytać policjanta, czy identyfikuje się z marszem, który w mundurze ochrania. Ja naiwnie zapytałam i usłyszałam krótkie: „jestem narodowcem. Ten rząd jest zbyt łagodny!”. Spokojnie. Wszystko przed panem, panie policjancie. Potrzebna jest jeszcze ustawa antyterrorystyczna. Prace trwają.
Urszula Glensk



cytuję:
„Dwulicowy
Ubezwłasnowolniony
Dyspozycyjny
Aparatczyk”
P i ę k n e. Warte transparentów!
Posiada.
D yplom
*
U niwersytecki
*
P rawa
*
A dministracyjnego.
zaraz, zaraz, ja chodzę na siłkę, lubię żołądkową gorzką i byłem na Rynku, złote szpileczki także mogą być cool, w zależności od dodatków. Poza tym dzieci wychowują się dłużej niż kadencja Sejmu.