Głodówka polityczna we współczesnej Europie, przynajmniej w jej nie postsowieckiej części, nieobecna była od dziesięcioleci. Zastosowana w walce politycznej przez bojowników IRA w latach osiemdziesiątych, zakończyła się tragicznie. Stosowana była wielokrotnie przez Gandhiego. Sięgali po nią również nasi działacze niepodległościowi w walce z PRL-em i jego władzami.
Na świecie głodówki polityczne zdarzają się w miejscach odległych od Europy i tym samym budzą niewielkie zainteresowanie sytego świata. Co ciekawe dość często sięgają po nią nasi wschodni sąsiedzi. Nawet obecnie trwa głodówka Nadii Sawczenko ukraińskiej pilotki i deputowanej siedzącej w rosyjskim więzieniu.
W Polsce stosowana była niezwykle rzadko, w akcie najwyższej desperacji, z reguły w akcie solidarności z represjonowanymi. Głodówka jest aktem, obok którego ciężko przejść obojętnie.
Dlaczego zatem głodówka Andrzeja Miszka nie zadziałała?
Bo nie zadziałała. W Centrum Europy w XXI wieku siedzi na ulicy człowiek i głoduje od miesiąca… i nikogo to nie obchodzi. Media poza pojedynczymi relacjami nie zajmują się głodówką, politycy, również opozycyjni omijają namiot z daleka i nie wypowiadają się na jego temat publicznie. Autorytety, władcy opinii milczą. Milczy również Kościół Katolicki. Śmiem zaryzykować twierdzenie, że 99% Polaków nie wie o akcie głodówki i że trwa ona już tyle czasu.
Powodów jest kilka.
Pierwszy to wybór formy protestu. Mimo że głodówka jest aktem mocnym i daleko idącym to jednocześnie jest medialnie nudna. To sarkazm, zaznaczę na wszelki wypadek. Świat dzisiejszych mediów rządzi się żelaznymi prawami i w czasach teledysków oczekuje materiału do teledysku. Tu zgodnie ze starym powiedzeniem człowiek powinien pogryźć psa, a nie gryzie. W ogóle nic nie robi. Siedzi i nie je. Ani to nakręcić, ani nagrać. Głodówka byłaby newsem, gdyby zakończyła się tragicznie.
Drugi to sięgniecie przez Andrzeja po kontekst religijny. Jak Gandhi, ale czasy są inne. Dziś, nawet w wiernej córze kościoła Polsce, demonstracyjne akty religijne przyjmowane są podejrzliwie. Cała narracja o modlitwie, komunii, codziennej wizycie duszpasterza – budzi niepokój i opór ateistów i ludzi umiarkowanie wierzących. Tak jak budziłoby biczowanie do krwi, czy dobrowolne ukrzyżowanie stosowane w niektórych miejscach w Meksyku, jako wyraz wiary. Co więcej ta deklaracja i głodówka spotkała się z obojętnością i milczeniem Kościoła hierarchicznego. To akurat nie dziwi, bo hierarchia kościelna w Polsce od dawna nie radzi sobie z reagowaniem na rzeczywistość w sposób racjonalny.
Kolejne, ale być może najważniejsze aspekty to wybór czasu i celu.
Wiemy, że bitwa o Trybunał to najważniejsza bitwa w wojnie PiS-u ze społeczeństwem. Skuteczne sparaliżowanie Trybunału to bramy otwarte dla barbarzyńców. Po sparaliżowaniu Trybunału zmiana Konstytucji, ograniczenie praw obywatelskich, zepchniecie części społeczeństwa na margines – będą tylko kwestią techniczną i logistyczną. Niemniej ta bitwa jeszcze trwa i to na wielu polach. Walkę podjął Prezes Rzepliński, protestują organizacje społeczne, przyjeżdżają do nas przedstawiciele Europy i wysłannicy administracji prezydenta Obamy. Swoje zdanie stanowcze nie wypowiadają polskie instytucje i organizacje. Bitwa trwa. Na samotnego Rejtana nie nadszedł jeszcze czas, na samotnego Andrzeja tez jeszcze nie.
Masowy protest w obronie istniejącego konsensusu aborcyjnego pokazał, że znacznie łatwiej wywołać społeczny protest w tematach społecznych niż w obronie abstrakcyjnych wartości związanych z TK. To oczywiście pomieszanie wartości, bo bez TK zakaz aborcji będzie mógł PiS wprowadzić w ciągu jednej nocy z datą obowiązywania wstecz i nikt mu nie zabroni.
Przechodząc do podsumowania.
Jeszcze wierzę, że biało-czerwona drużyna dobrej zmiany w swojej nieudaczności, nie jest w stanie wprowadzić w Polsce brunatnej dyktatury. Jeszcze wierzę, że cokolwiek się stanie nie dojdziemy do czołgów na ulicy, masowych aresztowań i pokazowych procesów.
Tak czy inaczej Andrzej powinien przerwać głodówkę, wrócić do zdrowia i działać. Tak, aby, gdy zajdzie taka prawdziwa potrzeba był gotów do podjęcia głodówki w obronie największych wartości.
Jacek Parol



Podzielam wniosek Autora. Szkoda zdrowia Pana Andrzeja Miszka, bo jego zdrowie, aktywność i energia będą nam wszystkim jeszcze potrzebne. Może i powinien śmiało przerwać głodówkę póki jeszcze nie podupadł na zdrowiu.
Smutne, pięć wieków temu byłby pustelnikiem, derwiszem czy kimś tam jeszcze kto chce Bogu pomóc naprawić świat, choć wszechmocny tej pomocy nie potrzebował i nie potrzebuje.
Dziś jest jak jest.
Chcesz poświęcić swoje życie czy zdrowie, bo chcesz.. nie głoduj. Masz inne alternatywy protestu łącznie z wysadzeniem ładunku na innym człowieku.
Szanuj swoje życie i zdrowie, chyba to gdzieś przeczytałem…