Jerzy Łukaszewski: Odwaga drożeje?

ublizam2016-04-19.

[dropcap]P[/dropcap]owoli przyzwyczajamy się do tego, że takie przesądy jak dobre wychowanie, zasady i reguły ogólnie przyjęte odchodzą zasłużenie do lamusa. Nie sądzę, by udało się znaleźć prawdziwego sprawcę tego stanu rzeczy. Po trosze wszyscy jesteśmy temu winni, ale nie na ustaleniu winy polega problem, a na znalezieniu wyjścia z tej sytuacji, jeżeli oczywiście w ogóle komuś na tym zależy.

Może to okazać się o tyle trudne, że pojęcie kultury osobistej też uległo upolitycznieniu, co jeszcze naście lat temu wyglądało na niepodobieństwo.

„Nasz” może interlokutora obrzucać wulgaryzmami i wybaczymy mu to bez najmniejszych problemów, podczas gdy „ich” w identycznej sytuacji jest chamem i bucem skończonym. Kto doprowadził do tej sytuacji? Duch Święty?

Jaskrawym przykładem z dni ostatnich jest niezastąpiona jako egzemplarz badawczy posłanka Pawłowiczówna, która obrzucając wyzwiskami i zagłuszając będącą przy głosie posłankę Nowoczesnej jednocześnie zarzucała ofierze swego potoku inwektyw … brak kultury.

I środowisko panny Pawłowiczówny zaakceptowało tę sytuację jako normalną. Mało tego – znany z kultury i taktu eks prlowski prokurator Piotrowicz upomniał … obrzuconą wyzwiskami posłankę.

Kamyczek by się załamał.

Nie słyszałem, by po tej awanturze ktokolwiek z posłów czy dziennikarzy próbował skomentować zachowanie panny P. Nic się przecież nie stało, wszystko normalnie, prawda?

Prawda. Przywykliśmy już uważać podobne sytuacje za normalne, a reagujemy tylko w tedy gdy dotkną nas bezpośrednio.

To nie zaczęło się dziś i nie zaczęło wczoraj. Pamiętam jak kilkanaście lat temu mając okazję pytałem młodych ludzi o zasady dobrego wychowania. Większość wyśmiewała je z góry, nawet ich nie znając.

Nikt – powtórzę – NIKT – nie umiał odpowiedzieć na pytanie dlaczego w sytuacji gdy przy drzwiach spotykają się dwie osoby, pierwszeństwo ma ta wychodząca, niezależnie od tego kim jest. Babcia musi przepuścić wnuczka, kobieta mężczyznę itd. Na ogół odpowiedzi były w stylu :”bo to taki zwyczaj”.

W życiu codziennym spotykam „szarmanckich” panów skwapliwie uskakujących na bok gdy do sklepu chce wejść kobieta i uważających swe zachowanie za szczyt elegancji.

Nie umiem przywyknąć do „elegancji” prezesa, którego widać mamusia nauczyła wyrywać kobietom rękawy przy całowaniu ich w dłoń, zamiast pochylać się nad ową dłonią. Mało tego – wyraźne wyginanie damskiej dłoni znamionuje prostaka bez żadnego wychowania, na co nikt mu nie zwróci uwagi.

No bo kto miałby to zrobić? Wśród posłanek PiS prezes uchodzi za wzór elegancji. Zwrócenie uwagi wg nich oznaczałoby atak polityczny na reprezentowana przez niego linię. I to – niestety – nie jest żart. Tak jest naprawdę.

Minister Gliński nie przebierający często w słowach gdy chodzi o przeciwników (jak to minister nomen omen kultury) już kilkakrotnie został wybuczany w miejscu publicznym.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1041267,title,Pracownicy-Filharmonii-przepraszaja-Glinskiego,wid,18274914,wiadomosc.html?ticaid=116db6&_ticrsn=5

Kiedy zdarzyło się to po raz pierwszy jedyne co umiano powiedzieć w komentarzach, to to, że „to oni zaczęli” i przypominanie buczenia PiSowców na cmentarzach w czasie pochówków ludzi, których nie akceptowali. Uznano to za wystarczające i usprawiedliwiające wyjaśnienie incydentu.

Oczywiście, że można z politowaniem kiwać głową , bądź – alternatywnie – oburzać się hałaśliwie i nieco fałszywie, że podkreślający na każdym kroku swe przywiązanie do religii i tradycji ludzie tejże tradycji nie umieją uszanować tak jakby była ona ich własnością, a jej reguły były do zastosowania jedynie w ich wewnętrznym kręgu.

Można. Tyle, że to nic innego jak delikatne dawanie do zrozumienia, że nas owe reguły nie obowiązują, bo „my to nie ten krąg”.

A potem to już samo leci dalej. Konsekwencje widać na każdym kroku.

Sprawa pana ministra – niestety – kultury – ma jednak w sobie coś szczególnego, co znalazło nowy wyraz w liście jaki napisali do niego artyści Filharmonii po ostatnim incydencie.

List z przeprosinami. Można go oceniać różnie. Albo jako niepotrzebne rozdmuchiwanie sprawy, o której bez niego szybko by zapomniano, albo stosowanie dawnych reguł, wg których gospodarz (a w tej roli występują w tym przypadku artyści) przeprasza gościa za przykrość jaką mu wyrządzono w jego domu.

Jeśli to drugie – należałoby uznać za chwalebny wyjątek od panującej ostatnio reguły.

Jest jednak mały drobiazg.

„Pod listem podpisało się ponad 80 muzyków, którzy proszą o niepublikowanie ich nazwisk, ponieważ nie chcieliby, żeby list pociągnął za sobą nieprzyjemne konsekwencje zawodowe.”.

I to jest prawdziwy problem.

Jeśli ktoś boi się ujawnić, że znane mu są zasady dobrego wychowania, to gdzie my żyjemy?

Nie wiem czy na pewno zdajemy sobie sprawę, w jakim bagnie się znaleźliśmy.

Bo to już jest bagno.

Jeśli cham nie obawia się być chamem, mało tego – wie, że znajdzie tłumek przyklaskiwaczy, a człowiek dobrze wychowany musi się z tym kryć, to co to oznacza?

Jaką można mieć nadzieję na przyszłość, skoro rzeczy tak wydawałoby się oczywiste, zostają wywrócone do góry nogami?

Jeśli pan D. obrzuca wyzwiskami przeciwników (nie boi się bo jest niezłomny) i jednocześnie mówi, że chce być prezydentem wszystkich Polaków to co to ma być? Schizofrenia?

Po wielokroć na SO dyskutowaliśmy o tym jak wyobrażamy sobie przyszłość. Wysuwaliśmy postulaty i warunki konieczne do jej poprawy.

Ten jednak aspekt umyka na ogół większości dyskutantów. Kiedy próbowaliśmy przedstawić tę propozycję jako początkującą proces odnowy – zdarzali się „inteligenci” wyśmiewający go.

Kindersztuba jakoś dotąd nie wiązała nam się z problemami, o których zwykle mówimy.

Mam jednak wrażenie, że nie tylko się wiąże, ale jest wręcz warunkiem sine qua non jakiegokolwiek postępu we właściwym kierunku.

W zamierzchłych czasach opowiadano sobie anegdotkę o niesmaku jaki odczuli robotnicy podczas odwiedzin wojewódzkiego sekretarza, których chcąc podkreślić więź jaka łączy go z klasą robotniczą przywitał ich słowami: „ – No i co tam u was słychać, k*** jego mać?!” – co wydawało mu się zwrotem właściwym dla tego środowiska.

Tymczasem „środowisko” okazało się bardziej kulturalne od gościa, bo zabieg został skwitowany niezbyt przychylnymi dlań komentarzami.

Dziś gdyby podobny zabieg zastosował znany polityk, połowa byłaby oburzona, a połowa zachwycona, że „taki „swój człowiek” – idę o zakład. Oczywiście owe połowy byłyby wymienne w zależności od opcji jaką by reprezentował.

Przykład warszawskich filharmoników jest smutny, bardzo smutny. Wierzę, że ci ludzie naprawdę się boją. Jak im pomóc?

Człowiek ma czasem ochotę za przykładem Edwarda G. rzucić pytanie:

– Pomożecie?

I słysząc odpowiedź – podobnie jak on – odetchnąć:

– No!

No tak, wiem – marudzę.

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. Federpusz 2016-04-19
    • j.Luk 2016-04-19
  2. A. Goryński 2016-04-19
  3. PIRS 2016-04-19
  4. j.Luk 2016-04-19
  5. PIRS 2016-04-19
  6. WS 2016-04-20
  7. A. Goryński 2016-04-20
  8. malpa z paryza 2016-04-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com