Jerzy Łukaszewski: Wszystko jest możliwe…10 min czytania

()

czubatka2016-04-21.  

Obserwując z narastającym optymizmem świat za moimi oknami zbliżam się do momentu, kiedy ujawnię przeprowadzającym w naszym kraju dobrą zmianę moje najskrytsze marzenie.

Chciałbym mianowicie zostać dyrektorem Narodowej Hodowli Drobiu Rasy Czubatka Dworska w Bojanie.

Bojano to wieś w pobliżu mojego miasta, nie chciałbym się wyprowadzać zbyt daleko, a tam jeżdżą nawet miejskie autobusy.

Na drobiu znam się o tyle, że jestem konsumentem jaj kurzych tudzież kurzego biustu z panierce. Powinno wystarczyć.

Nie ukrywam, że natchnieniem pozwalającym mi śnić o spełnieniu marzeń jest wicepremier Gliński.

Gość, który – co widać – nie zna się na niczym, a jednak zarządza, działa, organizuje, wypowiada się itd.

Mało tego – mam wrażenie, że to o nim pisał A.A. Milne w „Kubusiu Puchatku” odnosząc się do jego kompetencji na zajmowanym stanowisku: „…im bardziej szukać w jego umyśle ładu…” itd.

Jest faktem, że im mniej się na czymś zna, tym chętniej się tym zajmuje.

Po nieprawomyślnych spektaklach i filmach przyszedł czas na muzea.

W lipcu 2011 roku rozpoczęły się w Gdańsku prace nad budową Muzeum II Wojny Św. przy wsparciu ówczesnego rządu i jego premiera  Donalda Tuska.

Wybór miejsca wydawał się trafiony jak mało kiedy. Pomysłowi przyklasnęło miasto, które podarowało (na podstawie stosownej umowy) teren pod siedzibę.

Wcześniej utworzono  Radę Powierniczą, do której zgodzili się wejść ludzie „z nazwiskami” jak Jacek Taylor, Piotr Cywiński, Zdzisław Najder, Krzysztof Mikulski, a także Andrzej Przewoźnik i Czesław Cywiński, którzy zginęli w katastrofie w Smoleńsku. Kolegium Programowe tworzyli m.in. Władysław Bartoszewski, Jerzy Holzer, Israel Gutman, Timothy Snyder, Norman Davies, Ulrich Herbert, Henry Russo, Andrzej Chwalba, Elie Barnavi i in.

Ponieważ planowano budowę muzeum na najwyższym światowym poziomie zgodnie z najnowszymi trendami światowymi co do funkcjonalności budynku o takim przeznaczeniu, prace musiały trochę potrwać.

Nie tracono czasu i mimo, że muzeum jest dopiero na ukończeniu już dało się poznać szerokiej publiczności bogatą ofertą wystawienniczą (wystawy organizowane m.in. na Westerplatte), ofertą edukacyjną, a także – co cieszyło szczególnie młodych entuzjastów historii – organizowaniem cieszących się dużą popularnością rekonstrukcji historycznych wydarzeń związanych z tematyką bliską muzeum.

Publikacje, wykłady, filmy, wystawy plus gromadzenie eksponatów także depozytów będących w posiadaniu osób prywatnych, które chętnie przystawały na ich udostępnienie.

O efekt zewnętrzny dbali najlepsi designerzy jak belgijska pracownia „Tempora” pracująca m.in. dla Memoriału Bitwy pod Waterloo, Muzeum Europy w Brukseli i in.

Wszystko zapowiadało się dobrze, prace budowlane są na ukończeniu

http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/muzeumgdansk2.jpg

aż tu nagle pewnego pięknego dnia pan wicepremier zaskoczył dyrekcję Muzeum nagłym zainteresowaniem i to w dość oryginalnej formie.

Tego, że przed wydaniem obwieszczenia nie skonsultował się z ekipą powstającego, a już działającego muzeum nie muszę chyba wspominać. To u „dobrej zmiany” rzecz normalna.

Wprawdzie pomysł tworzenia „Muzeum Westerplatte i Wojny 1939” jest nieco oryginalny, bo przypomina coś w rodzaju „Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej Do 3 Godziny Jej Trwania” bez interesowania się jej dalszym ciągiem, ale cóż – nie do takich już rzeczy nas przyzwyczajono.

Mam jednak wrażenie, że pan wicepremier tradycyjnie nie przewidział skutków swojej działalności, które mogą mieć związek ze wszystkim prócz zdrowego rozsądku.

Np. prezydent Gdańska już zapowiedział w razie niewycofania się z decyzji proces o teren o niebagatelnej wartości 53 mln złotych, który miasto przekazało muzeum, ale NIE TEMU MUZEUM! Jest stosowna umowa, proces wygrany w cuglach. Wprawdzie wyroki sądów nie muszą być w Polsce obecnie wykonywane, bo można je potraktować jedynie jako opinię, ale sprawa się przez to nie przedawni, a narosną odsetki, które zapłaci budżet państwa czyli my.

Właściciele depozytów oddawali swe zbiory TEMU MUZEUM i nikt ich nie pytał, czy zechcą przekazać je innemu. One nie są własnością muzeum czego może pan Gliński zwyczajnie nie rozumie.

Eksponaty będące własnością muzeum, a są już ich tysiące, zostaną rozproszone Bóg wie gdzie, bo tematycznie nie będą pasowały do – za przeproszeniem – antykoncepcji ministra.

Muzeum II Wojny Światowej pomyślane było jako włączenie się do spójnej polityki historycznej Europy, która jeśli już ma w ogóle być prowadzona to właśnie w taki sposób. W sposób dający wszechstronny ogląd tematu i w ścisłym powiązaniu z podobnymi placówkami w Europie co było jakąś szansą na wypracowanie myśli historycznej, która nie dzieli, ale łączy Europejczyków.

Ta myśl leżąca u podstaw budowy gdańskiej placówki została zakwestionowana i zastąpiona niedorobionym „chciejstwem” bez pomyślunku i tak naprawdę – bez sensownej przyczyny.

No, chyba, że rację mają ci, którzy twierdzą, że chodziło o likwidację „pomysłu Tuska” i utarcie nosa Adamowiczowi, który już trzykrotnie wygrał batalię z posłem Jaworskim o fotel prezydenta miasta, ale to przecież niemożliwe, prawda?

PiS z tak niskich pobudek? No, niemożliwe, niemożliwe…

No to o co tu chodzi?

Narracja historyczna w wydaniu PiS jest dość czytelna. II wojna zakończyła się przegraną agresora, Polska i Polacy ją przeżyli, a to nie jest to na czym tej partii w jej programie edukacji narodu zależy.

Muzeum Klęski Narodowej – o! To byłoby coś. Pomysł pana Glińskiego idzie naprzeciw takiemu pojmowaniu naszych dziejów.

Tylko po co?

Dyrektor Muzeum II Wojny skontaktował się z panem wicepremierem próbując go nakłonić do zmiany decyzji. Ich rozmowa miała przebieg wręcz kuriozalny.

Z jej zapisu wynika, że pan Gliński nie miał i nie ma zielonego pojęcia o czym mówi, bo zadawał takie pytania i poruszał takie kwestie, które dałoby się wybaczyć gimnazjaliście, ale nie ministrowi – za przeproszeniem – kultury.

Po pierwsze – spotkanie odbyło się PO wydaniu decyzji co już samo w sobie jest dziwactwem. Jeśli dyrektor placówki dowiaduje się o jej de facto likwidacji z prasy, a potem z nadesłanego i nie zawierającego żadnych wyjaśnień pisma, to proszę wybaczyć – nie jest to normalne w cywilizowanym świecie.

„Minister Gliński wyraził oczekiwanie, by wystawa Muzeum II Wojny Światowej przedstawiała polskie doświadczenie historyczne i polską perspektywę wojny, przywołując jednocześnie głosy krytyczne wobec koncepcji Muzeum, wyrażane w przeszłości, a także przedstawione w czterech recenzjach wystawy Muzeum II Wojny Światowej, przygotowanych na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Prof. Gliński zadeklarował przekazanie tych recenzji do wiadomości Muzeum II Wojny Światowej, uznając, że opinia publiczna ma prawo je znać.”

Oczywiście! Naród ma prawo wiedzieć!

Tyle, że co narodowi po tych recenzjach w momencie gdy prace budowlane są na ukończeniu, a same recenzje są jednymi z wielu? I dlaczego naród ma poznawać tylko te krytyczne?

W momencie tworzenia się jakiejś koncepcji zawsze są różne zdania i „wojna myśli” tak architektonicznej, jak programowej itp.

Pan Gliński najwyraźniej tego nie wie i pewnie uważa, że opinia krytyczna deprecjonuje sama ideę. Nawet jeśli jest jedna na tysiąc pozytywnych.

Dyrektor tłumaczył jak komu dobremu:

„Zaznaczyłem jednocześnie, że ograniczenie wystawy tylko do wydarzeń  1939 r. nie przekaże całości polskiego doświadczenia wojny, pozostawiając poza nawiasem narracji tak ważne tematy, jak m.in. Akcja AB, zbrodnia katyńska, Zagłada Żydów, Polskie Państwo Podziemne. Wyjaśniłem też, że zarzut, iż wystawa nie pokazuje zbrodni na Polakach na Wołyniu nie odpowiada rzeczywistości. Jest wręcz przeciwnie, Muzeum II Wojny będzie pierwszą placówką w Polsce i na świecie, w której będzie się znajdował cały dział wystawy poświęcony zbrodniom ukraińskim na Polakach na Wołyniu i w Galicji, m.in. prezentowane będą przedmioty należące do wymordowanej ludności wsi Ostrówki, wydobyte w trakcie ekshumacji.”

Reakcja ministra może sprowadzić kolkę ze śmiechu.

„Minister Gliński w odpowiedzi stwierdził, że jeżeli rzeczywiście taki byłby kształt wystawy Muzeum, to stwarza to dobrą płaszczyznę do dalszych dyskusji.”

Cóż to znaczy?

Ano to, że pan Gliński chce likwidować coś o czym tak naprawdę niczego nie wie! Widzieli państwo kiedyś coś podobnego?

Dyrektor opowiada dalej:

„Minister Gliński podniósł także kwestię wysokich kosztów budowy Muzeum II Wojny Światowej (ok.448 mln zł, w tym ok. 45 mln zł koszt wystawy). Wyjaśniłem, że takie są rzeczywiste koszty stworzenia wielkiego muzeum historycznego, z nowoczesną wystawą na światowym poziomie”

To też jest ciekawe. Martwić się wysokimi kosztami, które … już zostały poniesione i bez zmrużenia oka wydawać decyzję, która spowoduje, że przynajmniej ich część pójdzie w błoto.

To mnie akurat nie zdziwiło, znam to z Gdyni, gdzie PiSowski kandydat na prezydenta miasta protestował przeciw budowie Centrum Kultury i postulował … jego rozbiórkę. Sęk w tym, że to centrum było już zbudowane.

Jakimi drogami chodzą PiSowskie myśli – trudno dociec, nie nadążam.

Dla porządku dodam jeszcze, że postulowane przez pana Glińskiego „połączenie placówek” ociera się o fizykę na poziomie tak wysokim, że go gołym okiem nie widać. Muzeum Westerplatte póki co nie istnieje, ale decyzję o „połączeniu” wydano. Są wśród nas fizycy, może mi wyjaśnią tę kwestię.

Minister ma wsparcie swego zastępcy, Jarosława Sellina, którego w dawnych czasach dość długo (zbyt długo?) uważałem za człowieka rozsądnego i nieco obytego.

Tymczasem to on jest autorem pięknego zdania:

„- Jestem ciekaw, czy Francuz przyjeżdżający do Gdańska będzie zaciekawiony, co w Polsce opowiada się o losie Francuzów w czasie II wojny światowej.”

Jak raz przyjmowałem w Trójmieście Francuzów i mogę zapewnić pana Sellina, że i owszem, będzie zaciekawiony. Daję słowo plus doświadczenie.

I najlepsze na koniec.

„Po spotkaniu (z dyrektorem – przyp. JŁ.) Gliński powtórzył po raz kolejny, że zdaniem wielu historyków koncepcja muzeum nie reprezentuje polskiej wizji czy polskiej narracji […] Dodał jednak, że jest potrzebna  debata na ten temat i że nie wyklucza, że do fuzji muzeów jednak nie dojdzie […] – My o niczym nie przesądzamy. Zgodnie z prawem mamy trzy miesiące na debatę, dyskusję. Już wstępnie rozmawialiśmy z panem dyrektorem o tym, żeby taką debatę zorganizować, być może najpierw wśród specjalistów (sic!) Nie wykluczam możliwości połączenia tych dwóch jednostek; nie wykluczam także zmiany koncepcji – tzn. połączenia i powołania Muzeum II Wojny Światowej, a nie Muzeum Westerplatte i Wojny Obronnej. Albo w ogóle odstąpienia od tego połączenia.”

Ergo: wydaliśmy decyzję, a teraz będziemy dyskutować. To po co ją wydawaliśmy? A już propozycja by rozmawiać ze specjalistami to istna rewolucja jak na poziom prezentowany przez pana wicepremiera. Jestem zbudowany!

Ponawiam swoją kandydaturę na dyrektora  Narodowej Hodowli Drobiu Rasy Czubatka Dworska. Mam taki pomysł, żeby wyrżnąć wszystkie kury.

Albo nie wyrżnąć.

Chyba się nadaję, nie?

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 komentarzy

  1. Magog 21.04.2016
  2. malpa z paryza 21.04.2016
  3. andsol 22.04.2016
  4. otoosh 22.04.2016
  5. jotbe_x 22.04.2016