Jerzy Łukaszewski: Kochajmy się7 min czytania

()

baranek32016-05-15.

„… i żeby ci rozpalony do czerwoności pręt żelazny nierozpalonym końcem w tyłek wsadzili!
– Dlaczego nierozpalonym? – zainteresował się fachowo.
– Ażeby za ten rozpalony nikt wyciągnąć nie mógł…”

Tak mniej więcej przebiegało zdawania w Moskwie matury z … przekleństw we wspomnieniach abiturienta Melchiora Wańkowicza.

Przypomniało mi się to z dwóch powodów. Po pierwsze – szkoda, że dziś świat można opisać trzema – czterema słowami powszechnie uznawanymi za parlamentarne i nikt nie sili się na subtelności, które poruszyły moskiewskiego dorożkarza – panawańkowiczowego egzaminatora, bo co by nie powiedzieć – bogactwo języka znacznie ułatwia komunikację międzyludzką, a po drugie – Joachim – zwany przeze mnie w mojej prywatnej mowie nienawiści Bredzińskim (ciekawe, że nikt nigdy się nie pomylił o kogo mi chodzi) wygłosił dziś szczególny spicz, którego wysłuchawszy pogrzebałem ostatecznie wszelkie nadzieje, że on się kiedykolwiek czegokolwiek nauczy.

Może zresztą w PiS mają zakaz uczenia się? Nie byłbym zaskoczony.

Jako zdeklarowany wróg narodu i państwa polskiego ze szczególnym uwzględnieniem prawdziwych Polaków i prawdziwych patriotów w zasadzie powinienem się cieszyć. A jakoś mi nieśmieszno…

Joachim B., s. Władysława i Ludwiki, wygłosił mowę mającą stanowić odpowiedź na propozycję zgłoszoną przez trzech liderów partii opozycyjnych przeprowadzenia rozmów na tematy nie wszystkich interesujące np. rozwiązania kryzysu wokół TK.

Mowa składała się z dwóch niepowiązanych ze sobą nijak części. W pierwszej oznajmił, że gospodarzem tego miejsca jest marszałek sejmu i to on decyduje jakie rozmowy się tam toczą.  Powtórzył to dla pewności trzy razy. Dla pewności, że sam rozumie co mówi, rzecz jasna, bo słuchający go dziennikarze zrozumieli (mam nadzieję) za pierwszym razem.

Pomijając fakt, że jak na zarzut o zamykanie ust opozycji (ostatnia kara dla posła PO) to dość szczególna odpowiedź, ale być może chodziło tu o uzasadnienie wersji nazwiska, jaką go od dawna obdarzam.

Do łez rozczulił mnie oświadczeniem, że w „stosownym czasie” marszałek zawiadomi posłów o dacie i miejscu rozmów na interesujące ich tematy, o czym ponoć już zawiadomił zainteresowanych.

Powtórzę, bo to ciekawe: marszałek sejmu zawiadamia posłów, że ich zawiadomi…

Jeśli to prawda, a nie mam powodu zarzucać kłamstwa Joachimowi B., synowi Władysława i Ludwiki, to jest to niewątpliwe wzbo… a nie, przepraszam – ubogacenie tak języka jak i procedur sejmowych.

Najśmieszniejsze, że rzecz jest prosta i nie wymagała aż takiego trudu myślowego. Chodziło po prostu, że data podana w propozycji liderów opozycyjnych PiS-owi nie odpowiada (jak znam życie – żadna inna też), na który to temat  podobno „wszyscy posiadają wiedzę”.

Tego nie wiem, termin „wszyscy” mnie nie obejmuje.

Innymi słowy – zamiast krótkiego „odwalcie się” – długa i skomplikowana mowa z opisem dość kuriozalnych przykładów wewnątrzsejmowej komunikacji.

Mimo wszystko pan poseł uważa, że rozmowy są potrzebne i odbędą się, o czym marszałek zawiadomił, że zawiadomi o zawiadomieniu… dobra, pogubiłem się…

To wszystko jednak małe miki w porównaniu z drugą częścią jego wystąpienia.

Po zapewnieniu, że rozmowy są potrzebne i odbędą się, Joachim B., syn Władysława i Ludwiki rozpoczął długie i wzbogacone gadżetami przemówienie wyjaśniające dlaczego rozmowy się… nie odbędą.

Przyznacie państwo, że nie każdy zbudowałby tego rodzaju konstrukcję. A niektórzy proszę – mają ją w głowie – ot, tak!

Najciekawsze było wyjaśnienie. Otóż pan poseł wystawił na widok kamer zbiorek dość przypadkowo wybranych obrazków będących dowodem na szerzoną przez opozycję mowę nienawiści.

Ponieważ moje sumienie pod tym względem jest zbrukane od 2005 roku dokumentnie, obrazków tego typu stworzyłem swego czasu kilkaset od raczkującego wówczas Szkła Kontaktowego po „Kontrateksty” pana Krzysztofa Łozińskiego,  nastawiłem uszy pionowo i zacząłem uważnie słuchać.

Pan poseł nie wspomniał wprawdzie by ktoś rzucał pod adresem PiS inwektywy typu „komuniści i złodzieje”, może to robił kto inny – nie pamiętam, ale za to pokazał przeróbkę prezesa na Kim Dżong Ila, zdjęcie z demonstracji KOD, na którym „dziecku wciśnięto” plakat ze strzelbą wymierzoną w gatunek drobiu nieco przypominający łyskę (kiepska kreska) oraz przeróbkę znanego plakatu z napisem „Ein Reich, ein Volk, ein …”, na którym ponoć była swastyka, co go – jak się okazuje – szczególnie ubodło.

Zrobiło mi się żal pana posła, który przecież ucząc się w szkole historii niejednokrotnie musiał oglądać plakaty i zdjęcia ze swastyką, co najwyraźniej wpłynęło na jego wrażliwą psychikę. I zostało mu do dziś.

Następnie oświadczył, że „dopóki ludzie ci (potwarcy) nie przyznają się do popełnionych win i nie przeproszą za nie” o żadnych rozmowach mowy być nie może.

No!

Zaniemówiłem z podziwu.

Wygłosić taką orację pod adresem ludzi gorszego sortu, komunistów, złodziei, wegeterian i rowerzystów to naprawdę cud erystyki.

Wyobraziłem sobie te tłumy padające na kolana i targające swe szaty w pyle dróg ojczystych z głośnym płaczem wyrażające żal za grzechy, oczekujące zadania im pokuty i obiecujące poprawę.

Najbardziej zmartwiła mnie zatwardziałość własnego serca. Nijak nie mogłem doszukać się  w nim krzty zrozumienia dla słusznego żalu Joachima B., syna Władysława i Ludwiki, nie znalazłem w sobie śladu skruchy i żalu za grzechy.

Mało tego – zaczęły mi natychmiast przychodzić do głowy pomysły nowych rysunków i nowych inwektyw rzucanych na niewinne głowy posłów dbających o dobro Ojczyzny.

Podejrzenie, że tak zatwardziałych złoczyńców jak ja może być w Polsce więcej zmroziło mi krew w żyłach i musiałem ją rozgrzewać trunkiem produkcji żydowskiej, bo akurat taki znajdował się na wyposażeniu domowego barku. Charakterystyczne, prawda?

Nie my, grzesznicy, jesteśmy jednak w tym wszystkim najważniejsi.

Istotne jest to, że po pierwsze – partia niesłusznie oskarżana o intelektualną programową tępotę też ma uczucia, też ją coś potrafi zaboleć.

Wprawdzie dotąd nie znałem przypadku, by ktoś mówił atakującemu „tu mnie nie bij, bo tu mnie szczególnie boli”, ale nie znałem widać dotąd ludzi tak szczerych i otwartych jak członkowie PiS. (wg wrogów, co pokazał pan Joachim – PiSS) – będę musiał nadrobić te braki wiedzy. Koniecznie.

Ogólnie rzecz biorąc wystąpienie pana posła Bre…tfu! jak trudno się wyzbyć grzesznych nawyków – Brudzińskiego – zrobiło na mnie jak najlepsze wrażenie.

Pełne miłości, empatii, zrozumienia dla opozycji („mogą sobie demonstrować  ile chcą…”) odbije się, mam nadzieję, szerokim echem w ponurych sercach wrogów Ojczyzny, a kto wie – może skłoni ich do zmiany dotychczasowego postępowania.

Mnie już skłania, czuję to.

Dlatego proponuję, by najbliższa demonstracja KOD odbyła się pod hasłem „Członkowie PiS – my was kochamy!”

Osobiście zobowiązuję się dostarczyć wzory rysunków na obowiązujące w czasie demonstracji plakaty, które „wciśnie się dziecku” z prezesem ozdabianym aureolką przez anioły niebieskie, stojącym na piedestale, który mu się przecież należy, napiszę kilka hymnów pochwalnych do wykonania przez grzeszący dotychczas zespół Big Cyc (to za pokutę).

Dotąd uważałem, że trzeba zaskakiwać przeciwnika i przejmować inicjatywę w ataku. Teraz, nawrócony sądzę, że powinno się wyjść z inicjatywą miłości i zrozumienia.

Wprawdzie to PiS-u nie zaskoczy, bo po pierwsze – nie jest on już przeciwnikiem, a po drugie – jak to starałem się pokazać na przykładzie pana posła Joachima B., syna Władysława i Ludwiki, oni są w tym lepsi.

Uważam jednak, że należy podążyć ich śladem.

A kto jest bez winy niech pierwszy rzuci… łojezuuu … znowu… mea culpa, mea maxima culpa…

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

10 komentarzy

  1. PIRS 15.05.2016
  2. kolarz 15.05.2016
  3. otoosh 15.05.2016
  4. jureg 16.05.2016
  5. Mr E 16.05.2016
  6. malec bartlomiej 16.05.2016
  7. Sir Jarek 16.05.2016
  8. Sir Jarek 16.05.2016
  9. slawek 17.05.2016
  10. Mariusz Malinowski 20.05.2016