Krzysztof Łoziński: Raport Gęgaczy – reaktywacja14 min czytania

()

gegacze okladka_na www2016-05-23.

Ukazało się drugie wydanie „Raportu Gęgaczy – o kłamstwach, manipulacjach i prawdziwych zamiarach środowiska PiS”. Raport został napisany przeze mnie i Piotra Rachtana na krótko przed wyborami parlamentarnymi i miał być ostrzeżeniem przed rządami PiS. Na 180 stornach pokazaliśmy, jakie są prawdziwe zamiary i metody tego środowiska, które mamiąc obietnicami socjalnymi, rozdawnictwem pieniędzy i głosząc bogoojczyźniane hasła, w rzeczywistości dąży do dyktatury, bezprawia, państwa policyjnego, cenzury, zniewolonych mediów i zawłaszczania w państwie niemal wszystkiego: stanowisk, majątku, historii.

Nasza diagnoza sprawdziła się aż nadto. PiS w błyskawicznym tempie zagarnął dla siebie, swoich rodzin i kolesi całą administrację, państwowy sektor gospodarki, prokuraturę, media publiczne. Takiego skoku na kasę i posady, takiego bezczelnego łamania prawa, takiego fałszu i kłamstwa w żywe oczy, nigdy wcześniej w wolnej Polsce jeszcze nie było. Pod niektórymi względami partia Kaczyńskiego przebiła nawet komunistów. Kłamstwo stało się dominująca formą komunikacji ze społeczeństwem, kumoterstwo i nepotyzm, dzięki zniszczeniu służby cywilnej, sięgnęły zenitu, bo to co do niedawna było przestępstwem, stało się zgodne z prawem. Cwaniaki nie muszą już ustawiać konkursów na stanowiska, bo zniesiono konkursy. O obsadzie stanowisk nie decydują już kwalifikacje, tylko przynależność partyjna, rodzinna i kumplowska. W ustawie o prokuraturze zapisano nawet, że prokurator może bezkarnie popełniać przestępstwa. Kłamstwo w mediach publicznych zyskało rangę wymaganej normy. Trwa nieustanny atak na władzę sądowniczą, bo rządzący nie życzą sobie niezawisłych sądów. Przyzwoitość i normy moralne zastąpiono partyjnym poleceniem, a prawdomówność „przekazem dnia”.

Moglibyśmy powiedzieć: „a nie mówiłem”. Wątpliwa to jednak satysfakcja.

Pierwsze wydanie Raportu nie odniosło skutku. Niemal żadne media nie podjęły tematu. Skromne wydanie drukowane, zaledwie 150 egzemplarzy (na tyle było stać dwóch emerytów) i wydanie internetowe przeczytali nieliczni. Mało kto w naszą diagnozę uwierzył. A szkoda.

Dlatego tym bardziej potrzebne jest wydanie raportu na znacznie większą skalę. Ta książka powinna być podstawą, jak elementarz dla ucznia, dla każdego, kto chce zrozumieć to, co się w Polsce stało. Ta książka pokazuje na podstawie analizy faktów, wypowiedzi i dokumentów, jakimi metodami PiS dokonał gigantycznego oszustwa, okłamania obywateli na niespotykaną w naszej historii skalę. To jest opis tego, jak wmówiono wyborcom, że ci, którzy dążą do dyktatury, terroru i bezczelnego skoku na państwo, są „zbawicielami”, niosą „odnowę moralną”, zwalczają korupcję… To tak, jakby przestępca wmówił swoim ofiarom, że jest ich wybawicielem i okrada ich ze wszystkiego, dla ich dobra.

Pokazujemy na konkretach, jak wmówiono Polakom oczywiste kłamstwa, w które dziś spora część społeczeństwa wierzy: że Polska „nie ma przemysłu”, choć ma największą produkcję przemysłową w swojej historii; że nie ma stoczni i trzeba je „odbudowywać”, choć stocznie dawno się odbiły i prosperują znakomicie; że Polska jest „w ruinie”, choć przez ostatnie 8 lat nasz produkt krajowy wzrósł o 26 procent, awansowaliśmy na pozycję 6 gospodarki UE i 21 gospodarki świata (na ponad 200 państw); że „bieda jest coraz większa”, choć płaca minimalna wzrosła dwukrotnie, płaca średnia wzrosła o ok. tysiąc złotych, znacznie wzrosły zarówno średnie jak i najniższe emerytury; i wiele innych „prawd” z gatunku G… prawdy.

Pokazujemy cały mechanizm manipulacji a jednocześnie ledwo skrywane antydemokratyczne plany. Pokazujemy, jak się te plany mają do głoszonych haseł. Na przykład: projekt konstytucji autorstwa PiS jest projektem dyktatury, a nie demokracji. Prezydent może zmieniać treść ustaw, rozwiązać Sejm bez żadnego powodu i nigdy nie ogłosić kolejnych wyborów (bo nie ma na to żadnego terminu), a gdy się skończy jego kadencja, to wybory prezydenckie ma ogłosić Marszałek Sejmu, którego nie ma. Ten projekt konstytucji nie zawiera prawa do zgromadzeń i prawa do strajku, ale za to zawiera prawo do użycia wojska przeciw demonstrantom.

Przytaczamy też liczne ataki na Trybunał Konstytucyjny z lat pierwszych rządów PiS, w tym, projekt dzisiejszej ustawy „naprawczej” o TK napisany już i wniesiony do Sejmu w 2007 roku. Nie został uchwalony, bo PiS straciło władzę.

I na koniec, ku przypomnieniu, fragmenty tekstu z książki. Najpierw o tym, do jakiego stopnia politycy PiS potrafią kłamać:

Zawiadamianie prokuratury i robienie gigantycznych politycznych awantur na temat zmyślonych przestępstw jest stałą metodą działania tej partii. Warto przypomnieć rzekome zabójstwo pacjenta przez doktora Garlickiego i ogromną liczbę zarzutów korupcyjnych, które nie miały pokrycia w faktach. Zupełnie nieprawdziwe zarzuty korupcyjne wobec dyrektora szpitala MON (Szaserów) w Warszawie. Rzekomy handel organami przez transplantologów, który nigdy nie miał miejsca. PiS walczył wówczas ze środowiskiem lekarskim i ogólnie inteligencją.

Wcześniej miała miejsce „afera bilbordowa”, czyli kłamstwo Jacka Kurskiego na temat rzekomego nielegalnego finansowania PO przez firmy ubezpieczeniowe. Jak wykazało postępowanie prokuratorskie i sądowe nic takiego nie miało miejsca.

Kolejna sprawa to rzekome pobicie aktorki Anny Cugier-Kotki (rzekomo prze bojówkę PO), na które brak jakichkolwiek dowodów, łącznie ze śladami obrażeń, których nie stwierdzono. Brak świadków, brak obrażeń, brak potwierdzających to nagrań monitoringu, a zeznania zainteresowanej nie trzymają się kupy.

Jak już jesteśmy przy pobiciach to rzekomo jeden z „obrońców krzyża” miał zostać pobity pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu i w skutek tego pobicia umrzeć. Prokuratura sprawę zbadała i stwierdziła, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych, a żadnego pobicia nie było.

Przypomnijmy też próby sfabrykowania nieistniejących przestępstw i nawet fałszowania w tym celu dokumentów (afera gruntowa, afera hazardowa, afera Weroniki Marczuk-Pazury, rzekomy dom Jolanty Kwaśniewskiej w Kazimierzu…). To już po prostu choroba.

Na początku 20011 roku PiS oskarżył państwo o rzekomą „inwigilację Lecha i Marii Kaczyńskich”. Prokuratura sprawę zbadała i stwierdziła, że żadnej inwigilacji nie było.

[…]

Czerwiec 2011 roku. PiS domaga się powołania sejmowej komisji śledczej do zbadania rzekomego finansowania Platformy Obywatelskiej przez mafię pruszkowską. Według Mariusza Kamińskiego (PiS) mają o tym świadczyć zeznania gangstera (ściślej szeregowego żołnierza gangu), niejakiego „Brody”. Mają on obciążać Mirosława Drzewieckiego, który rzekomo prał brudne pieniądze gangu finansując nimi PO.

W całej tej opowieści Kamińskiego nic się kupy nie trzyma. Gang pruszkowski został rozbity przez policję na przełomie 2000 i 2001 roku, na prawie rok przed powstaniem Platformy Obywatelskiej. Jakim cudem miałby finansować partię, której jeszcze nie było? „Broda” nie może mieć żadnej wiedzy na temat wydarzeń z lat 2001-2002, bo od roku 2000 do 2005 siedział w więzieniu, a później od czerwca 2005 do 2010 ponownie. Od 2000 do 2010 roku był na wolności tylko 6 miesięcy. Poza tym był w gangu szeregowcem, zwykłym drobnym bandziorkiem. Wysoce wątpliwe, by mógł w ogóle znać interesy gangu, zwłaszcza interesy tak poważne. Kamiński i Kaczyński są niewiarygodni także dlatego, że nie wskazali żadnego logicznego powodu, by jakikolwiek gang miał interes w finansowaniu PO. Po co?

W dodatku Mariusz Kamiński nie zna zeznań „Brody”, tylko podobno słyszał o nich od jednego prokuratora, który zaprzecza, by takich informacji Kamińskiemu udzielał. Prokuratura zaprzecza stanowczo, by z zeznań „Brody” wynikało, że gang finansował PO. W czasie, gdy Kamiński rzekomo się o tym dowiedział, był szefem CBA i, nie wiedzieć czemu, nic z tym nie zrobił. Przypomniał sobie dopiero po ponad 2 latach na progu kampanii wyborczej. W dodatku, według Kamińskiego i Kaczyńskiego, przepływ pieniędzy miał odbywać się za pośrednictwem Mirosława Drzewieckiego „skarbnika PO”. Tyle tylko, że Mirosław Drzewiecki nie był skarbnikiem PO. Był nim Waldy Dzikowski. Drzewicki był skarbnikiem 5 lat później. A więc gang, który już od 6 lat nie istniał, przekazywał pieniądze Drzewieckiemu. Drzewiecki zaprzecza oszczerstwom i zapowiada proces.

Na czym jest oparte całe to PiS-owskie oskarżenie? Na tym, że Kamiński miał rzekomo usłyszeć o zeznaniach osoby całkowicie niewiarygodnej, zeznaniach, których nie widział, a według prokuratury, która zeznania zna, takich treści w nich niema. A więc w zeznaniach, których o takiej treści nie ma, Pruszków miał finansować PO, gdy jeszcze nie powstała, za pośrednictwem skarbnika, który nie był skarbnikiem, a zeznaje to (w rzeczywistości nie zeznaje) facet, który już na 2 lata przed powstaniem PO siedział w pudle i w żadnych transakcjach nie mógł brać udziału, ani o nich wiedzieć. W dodatku „Broda” jest świadkiem wyjątkowo mało wiarygodnym, bo już raz zeznał, że w zlecaniu zabójstwa gen. Papały miał brać udział gangster „Nikoś”, który wówczas już nie żył. A więc, według „Brody”, martwy od miesiąca w tym momencie „Nikoś” miał zlecać zabójstwo Papały.

Podobnych przykładów są w książce setki. Przypomnimy jeszcze fragmenty rozdziału o polityce zagranicznej:

Według propagandy PiS, polityka zagraniczna rządu tej partii i prezydenta Lecha Kaczyńskiego była „podmiotowa”, „suwerenna” i budująca pozycję międzynarodową Polski, która „wstała z kolan”. Polityka zaś późniejszego rządu PO miała być, „uległa”, „na kolanach”, „nie suwerenna”, „klijenterska wobec Niemiec” itp. Polska pod rządami PO miała nawet stać się „kondominium rosyjsko niemieckim” i „utracić część suwerenności”.

Twarde fakty wskazują jednak na to, że było dokładnie odwrotnie. Polityka zagraniczna 2 lat rządów PiS jeszcze prawie 3 lat dalszej prezydentury Lecha Kaczyńskiego była nieudolna, niekompetentna, chwilami mocno dla Polski szkodliwa, osłabiająca zarówno pozycję międzynarodową kraju, a chwilami nawet robiąca z władz kraju międzynarodowe pośmiewisko.

[…]

Podważaniem za granicą ustaleń instytucji polskiego państwa, takich jak Naczelna Prokuratura Wojskowa i Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych zajmowali się także politycy PiS Antoni Macierewicz i Anna Fotyga. Wybrali się nawet do USA usiłując nakłonić rząd tego kraju do powołania międzynarodowego śledztwa w sprawie smoleńskiej. Jest to ewidentne działanie na szkodę własnego kraju. Międzynarodowe śledztwa i międzynarodowe trybunały powołuje się wtedy, gdy w jakimś kraju nie funkcjonują normalne instytucje państwa, lub funkcjonują wadliwie (Somalia, Burundi, była Jugosławia w czasie wojny, obszary zajęte przez separatystów w Donbasie). W Polsce normalnie działa rząd, prokuratura i sądy. Podważanie ich kompetencji do badania wypadków lotniczych w oparciu o opinie takich „ekspertów”, jak specjalista od budownictwa lądowego Wiesław Binienda, biofizyk z uczelni medycznej Kazimierz Nowaczyk, czy inżynier leśnik Kris Cieszewski odbierane jest jako postępowanie niepoważne.

W USA z Macierewiczem i Fotygą nikt poza jednym senatorem nie chciał rozmawiać. Cała ta wycieczka skutkowała tylko ironicznymi i złośliwymi komentarzami w mediach. To czego domagali się od Stanów Zjednoczonych Macierewicz i Fotyga, byłoby poważnym afrontem dla Polski, jako sojuszniczego i zaprzyjaźnionego państwa. Przy okazji pani minister Fotyga wykazała się publiczną demonstracją swojej niekompetencji w tej sprawie. Nie wiedziała nawet, że wszelkie międzynarodowe śledztwa, czy trybunały, mogą zarządzać organizacje międzynarodowe, takie jak ONZ, UE, NATO i inne, a nie pojedyncze państwa, choćby nawet najważniejsze. Nie wiedziała, że takie sprawy załatwia się drogą dyplomatyczną, a nie chodząc po Nowym Jorku od polityka do polityka, jak po prośbie.

Nie przysporzyły też powagi polskiej polityce dwie wyprawy zagraniczne ministra w rządzie PiS Zbigniewa Ziobry. Jedna z nich dotyczyła wniosku o ekstradycję z USA polonijnego biznesmena Edwarda Mazura. Wniosek okazał się według amerykańskiego sądu bezzasadny i sąd nie zostawił na nim suchej nitki. Dziś wiemy już, z późniejszych ustaleń polskiej prokuratury, że oskarżanie Edwarda Mazura o podżeganie do zabójstwa gen. Papały było błędne, bo za tym zabójstwem stal zupełnie kto inny.

Druga wyprawa Zbigniewa Ziobry odbyła się do Szwajcarii, gdzie starał się on uzyskać listę „tajnych kont” polityków lewicy. Prawicowe media nawet donosiły, że taką listę uzyskał. Ostatecznie okazało się, że nie uzyskał nic, poza ośmieszeniem własnej misji. Szwajcarzy twardo odmówili złamania tajemnicy bankowej, a argumenty Ziobry były bardzo słabe (opierały się na ogólnikowych zeznaniach podejrzanego w sprawie karnej Marka Dochnala i rzekomo na zeznaniach aresztowanego Petera V.).

Sprawę podsumowała 30 czerwca 2009 roku „Rzeczpospolita”: Nie będzie już śledztwa w sprawie kont lewicy. Prokuratorzy nie znaleźli dowodów, że politycy ukrywali pieniądze w Szwajcarii. Gazeta pisze, że bankowiec Peter V. nie wsypał nikogo.

Tak więc budząca ogromne emocje i niezwykle nagłośniona misja Ziobry w Szwajcarii okazała się kompletną klapą. Pozostał niesmak po występie polskiego Ministra, który domagał się ujawnienia kont swoich przeciwników politycznych nie dysponując żadnymi poważnymi dowodami na jakiekolwiek przestępstwo z ich strony. Dla bankowców, polityków i opinii publicznej praworządnych krajów minister sprawiedliwości, który domaga się złamania tajemnicy bankowej wobec polityków opozycji, jest postacią godną realiów afrykańskich dyktatur, a nie dużego państwa w środku Europy.

Na kompletną śmieszność naraził Polskę, siebie i swój urząd prezydent Lech Kaczyński w lipcu 2008 roku, gdy wezwał na przesłuchanie w specjalnym dźwiękoszczelnym pokoju ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Treść tego przesłuchania i tak przeciekła do mediów, choć nie ustalono w jaki sposób. Chodziło o to, że politycy PiS podejrzewali jakiś spisek, tajny układ, między polskim rządem, a Partią Demokratyczną USA. Chodziło o to, że według czyichś urojeń (bo żadnej realnej podstawy ku temu nie było) rząd polski miał spiskować z Partią Demokratyczną, by umowa o budowie tarczy antyrakietowej w Polsce była zawarta z tą partią i jej prezydentem, a nie z ustępującym już (kończącym kadencję) prezydentem Bushem. Świadczyć o tym miała ponoć opublikowana rok wcześniej przez konserwatywne pismo „The New Republic” analiza, według której Ron Asmus jednoznacznie opowiadał się przeciw rozpoczynaniu budowy kontrowersyjnej instalacji radarowo-rakietowej pod koniec kadencji prezydenckiej. W rolę tropiciela nieistniejącego spisku wcielił się Lech Kaczyński.

Prezydent  miał pytać Sikorskiego m.in., czy to on tłumaczył telefoniczną rozmowę premiera Tuska z wiceprezydentem USA Dickiem Cheney’em.

– Czy pan jest tłumaczem? – pytał prezydent.

– Jakie to ma znaczenie? – dziwił się Sikorski.

– Czy pan jest tłumaczem, powtarzam pytanie? – dopytywał prezydent.

– Nie rozumiem, jaki to ma związek ze sprawą.

– Proszę zaprotokołować: „Odmawia odpowiedzi na pytanie, czy jest tłumaczem”

– Czy pan zna Rona Asmusa? – pyta Kaczyński.

– Nie widzę związku ze sprawą tarczy – odpowiada Sikorski

– Powtarzam pytanie, czy pan zna Rona Asmusa?

– Nie widzę związku.

– Zna pan?

– Zna go pani Fotyga, ja go też znam.

– Proszę zaprotokołować: „Potwierdził, że zna Rona Asmusa.”

Prezydent pytał o Amerykanina, bo podejrzewał, że Sikorski – z niejasnym udziałem Asmusa – zawarł tajny pakt z Demokratami. Miał on zakładać, że umowa o tarczy zostanie podpisana z nimi, a nie z odchodzącą administracją Busha.

W rozesłanym potem do polskich mediów oświadczeniu Asmus przyznał, że zna Sikorskiego, ale stanowczo zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek nakłaniał go do zajęcia jakiegoś konkretnego stanowiska w sprawie obrony antyrakietowej.

Książka będzie dostępna w księgarniach, od około początku czerwca, oraz w sprzedaży internetowej (wysyłkowej). Zamówienia przez Internet można już składać na stronie wydawcy:

http://www.scriptorium.net.pl/?sekcja=produkty&opcja=produkt&id=192

(ze względu na duże zainteresowanie realizacja zamówienia może potrwać kilka dni).

Z praktyki wiemy też, że prawie każda księgarnia może każdą książkę sprowadzić, nawet gdy nie ma jej w swojej ofercie, gdy podamy jej tytuł i wydawcę (Raport Gęgaczy, wyd. Scriptorium).

Krzysztof Łoziński

Autor prosi o jak najliczniejsze udostępnianie tego tekstu.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Mr E 24.05.2016
  2. Anna-Maria Malinowska 24.05.2016
  3. Nope.ToPiS 28.05.2016