W wyniku wyboru na urząd Prezydenta RP Andrzeja Dudy — człowieka, który w momencie zgłoszenia jego kandydatury musiał walczyć, aby nie mylić go szefem związku zawodowego, polska scena polityczna uległa zmianie.
Sukces Andrzeja Dudy stał się początkiem zmiany, „dobrej zmiany” za którą opowiedzieli się Polacy w wyborach parlamentarnych. W Polsce zaczęła się rewolucja — i trwa.
Rok od zwycięstwa wyborczego Andrzeja Dudy i czas jaki minął od jego zaprzysiężenia pozwala na formułowanie oceny tej prezydentury.
Są mierzalne wyniki sondaży, ukazujące jak Polacy oceniają Andrzeja Dudę na tle wszystkich polskich prezydentów wybieranych w wyborach powszechnych i te wyniki wskazują prezydenta Andrzeja Dudę jako na najgorszego. I nie są to różnice, które można uznać za statystycznie nieistotne. Prezydent Andrzej Duda fatalnie zaczął swoje rządy — i nic nie wskazuje, że coś zmieni w swoim bezwzględnym podporządkowaniu prawdziwemu władcy Polski, prezesowi partii mającej większość w Sejmie i Senacie, posłowi Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Pomiary opinii społecznej to ważny sposób oceny ludzi władzy. Przyjmując retorykę rządzącego obozu — można by powiedzieć, że to sposób najważniejszy, bo odwołujący się do suwerena. Oczywiście, można z wyników badania opinii wybrać pokazujące prezydenta Andrzeja Dudę jako lidera listy tych, którym Polacy ufają najbardziej. To prawda, prezydentowi ufa najwięcej badanych spośród innych ludzi władzy w Polsce. Taki wynik pokazuje jednak to, jak źle oceniani są politycy w ogóle, prawdziwa ocena prezydenta to ocena jego wśród jemu równych, to jest wśród innych polskich prezydentów.
Na tle klęski, jaką jest ostatnie miejsce wśród wszystkich prezydentów wybieranych po przełomie politycznym lat 90., miejsce za Lechem Wałęsą, za Bronisławem Komorowskim, za Lechem Kaczyńskim i za absolutnym zwycięzcą tych ocen, za Aleksandrem Kwaśniewskim szczególnie ciekawa wydała mi się opinia sformułowana przez profesora Wyższej Szkoły Medialnej z Torunia; opinia, jaką profesor ten wygłosił na falach Polskiego Radia,w programie drugim a więc nie tym walecznym, nie na propagandowym froncie. Program drugi z jego muzyką, z jego słuchaczami — to nie śmietnik, to kultura.
Profesor zapytany przez prowadzącego dziennikarza, który nawiązał wprost do tego, że minął właśnie rok od wyborów prezydenckich, wygłosił najbardziej kuriozalną ocenę jaką udało mi się usłyszeć, a nasłuchałem się ich wiele.
Profesor, profesorskim tonem, powiedział, że Polskę spotkało wielkie szczęście, Polska ma nareszcie prezydenta, który jest głęboko wierzącym katolikiem i który demonstruje tą swoją wiarę uczestnicząc we wszystkich uroczystościach kościelnych. To było właściwie jedyne kryterium oceny zastosowane przez profesora, reszta poświęcona była dobremu kontaktowi z obywatelami — zwłaszcza w trakcie spotkań, na których Pan Prezydent wygłasza płomienne przemówienia i temu, że wszędzie gdzie jest, godnie prezentuje nasz kraj.
Niech będzie to dobrym pretekstem do tego co chciałbym powiedzieć teraz, odrywając się od bieżącej polityki, niekończącej się awantury wokół Trybunału Konstytucyjnego, wojny polsko unijnej prowadzonej przez osoby wyznaczone przez Prezesa Polski, stałego festiwalu wpadek na forum dyplomatycznym popełnianych a to przez ministra spraw zagranicznych, a to przez wicepremiera odpowiedzialnego za program gospodarczy rządu, walczącego jednak o silną pozycje w rządzącej partii.
Czy Wy, czytelnicy SO, czytelnicy GW, Polityki, Newsweeka i innych tego typu gazet, tygodników, portali społecznościowych, uczestnicy wielotysięcznych marszy Komitetu Obrony Demokracji, czy czytacie najpopularniejszą, mającą największy nakład spośród gazet codziennych, gazetę „Fakt”?
Przyznaję się, Faktu nie czytam, czasem coś wpadnie mi w ucho w trakcie przeglądu prasy mojej stacji radiowej, ale tak, fizycznie, do ręki, nigdy, nie mam takiego zwyczaju, w życiu nie zakupiłem tej gazety, no może raz, gdy wchodziła na polski rynek jako kopia niemieckiego Bilda – kupiłem żeby zobaczyć jak wygląda ten produkt.
Wybrałem się na wycieczkę rowerem prze oliwskie lasy, dzień świąteczno-procesyjny nadawał się do tego doskonale. Jadąc rowerem stwierdziłem, że temperatura powietrza oceniana przez piechura to nie to samo gdy jedzie się rowerem. Przypomniałem sobie stary, dobry sposób – gazetę, najlepiej grubą, wielowarstwową gazetę pod bluzę.
Stare sposoby sprawdzają się zawsze, w znanej „Rybakówce” w Dolinie Radości poprosiłem o jakąś gazetę i dostałem dwa numery gazety „Fakt”. Pojechałem dalej, było mi ciepło a gdy wróciłem do domu gazety przejrzałem. Było warto.
Nawet pobieżna lektura gazety „Fakt”, jej treść, materiał zdjęciowy, dobór tematów, tytuły, wszystko co jest esencją tego rodzaju prasy tłumaczy lepiej niż większość uczonych socjologicznych raportów to co się w Polsce stało i trwa.
Poczytność gazety „Fakt”, utrzymywanie się na polskim rynku, przy takiej konkurencji, co daje podstawy, aby sądzić, że ta gazeta oddaje nastroje Polaków i je kształtuje jednocześnie.
Możemy się spierać o subtelności interpretacyjne konstytucji, o zasadę trójpodziału władzy, o autorytarny charakter rządów Jarosława Kaczyńskiego i zawiłości jego charakteru, przyczyny jego frustracji życiowych – to wszystko jest ważne dla myślącej części społeczeństwa, a ta na mocy definicji stanowi mniejszość.
Polska większość czyta gazetę „Fakt” i dziesiątki innych równie ambitnych tytułów i wie swoje.
Liczy się kasa, a właśnie rząd wydał z publicznych pieniędzy pierwsze półtora miliarda na rzeczywiście potrzebny program „Rodzina 500+”, zapowiada rozpoczęcie budowy tanich mieszkań na wynajem. Jeżeli rzeczywiście taki program ruszy, to perspektywa przewrócenia się tego rządu oddala się — a zachowania opozycji muszą przejść ze sfery symbolicznej, abstrakcyjnej (abstrakcyjnej dla czytelników gazety „Fakt”) i zacząć mówić o konkretach.
To wymaga innej opozycji niż tylko parlamentarna, to musi powstać w ramach ruchu społecznego, jakim jest Komitet Obrony Demokracji.
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk



Problem w tym, czy KOD to udźwignie. Nie wiem czy w ogóle toczy się tam tego rodzaju dyskusja, bo wszystko jest tajne przez poufne, a to co widać na zewnątrz to bratanie się ze skompromitowanymi politykami, a to niczego dobrego nie wróży.
Tyle już słyszę o jakichś KODowskich think tankach, ale na razie żadnego efektu w postaci inicjatyw wykraczających poza stare oklepane metody, dodam – zużyte metody – nie widzę.
Na dziś one wystarczą, ale na jutro to stanowczo za mało.
Jeśli obywatele (np. w ramach KOD) niczym nie zaskoczą tej władzy, to będzie ona królować długo i szczęśliwie.
A opozycja społeczna wobec KOD rośnie. I nie ma znaczenia czy jest sterowana czy spontaniczna. Rośnie i nikt temu nawet nie usiłuje przeciwdziałać.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/poszukiwany1.jpg
„Tyle już słyszę o jakichś KODowskich think tankach, ale na razie żadnego efektu w postaci inicjatyw wykraczających poza stare oklepane metody, dodam – zużyte metody – nie widzę.”
Panie Jerzy. jak kompozytor pisał cale życie muzyczkę discopolo
bo z niej żył dostatnio to nawet nie próbuje skomponować symfonii bo zdechnie z biedy. Kto go tam chce posłuchać..
Moja sąsiadka co ma dwóch kotów i psa woli to,
https://www.youtube.com/watch?v=gl71GCBAEbE
od tego,
https://www.youtube.com/watch?v=W2qW6fOtAMY&list=PL78B92019A4E476FB&index=5
a mnie to nic a nic nie dziwi..
Autor zwraca uwagę na zachowania oczywiste od lat. Większość czytelników gazet pochłania tabloidy. Problem w tym, że czytelnictwo gazet w ogóle jest mizerne podobnie jak czytelnictwo książek. Warto także pamiętać, jeżeli skoreluje się rozmaite wyniki badań, iż przytłaczająca większość czytających nie bierze udziału w wyborach ex definitione. W tym sensie nie przywiązywał bym nadmiernego znaczenia do statystyk czytelnictwa.
*
KODowski portal informacyjny i radio są już anonsowane, a think tank personalizowany – m.in. Władysław Frasyniuk i prof. Markowski. Zobaczymy!
@slawek „…nie przywiązywał bym nadmiernego znaczenia do statystyk czytelnictwa…”
Tym bardziej, że z czytelnictwem też mamy pewne doświadczenia. Nasza „prawica” również i czerpie z nich pełnymi garściami oficjalnie się odżegnując od PRL. Kiedyś w instytucjach państwowych prenumerowano „Trybunę Ludu” podnosząc w ten sposób „czytelnictwo” organu.
Dziś są (i to wcale nie tajne) naciski na parafie, by prenumerowały „Nasz Dziennik” łącznie z sugestiami ile która.
Podobnie z innymi. W pewnych środowiskach „wypada” się pokazać z numerem takiej czy innej gazety.
Inna rzecz, że kiedyś podobnie było i z „Przekrojem” i z „Polityką”, później z „Tygodnikiem Powszechnym”.
Za to „Kobietę i Życie” kupowano dobrowolnie i spod lady 🙂
przecież cytowana wypowiedź to najprawdopodobniej sarkazm, profesorowie tak mają, sam byłem tzw. prof. od tylnym (wprawdzie nie w kraju) to wiem. Natomiast teza, że jeżeli rząd zrealizuje potrzebne programy społeczne to niedobrze jako, że się nie przewróci, jest conajmniej taka sobie, proponowałbym inaczej.
Szanowny panie PK,Chyba sie Pan jednak myli. Nigdy w zyciu nie zauwazyłem najmniejszych oznak myslenia autosarkastycznego ani u Profesorów Wyższej Szkoły Medialnej z Torunia, ani u ojców Redaktorów z Rozmów Niedokonczonych i ich rozmówców, ani innych współpracowników Ojca Dyrektora z tV TRWAM albo R.Maryja.
Oni wszyscy „mówią jak jest”, wzorem redaktora M.M. Kolonko oraz D. Trumpha.
Co zaś sie tyczy wpływu Faktu i jego Intelektualnej Gwiazdy Redaktora Warzechy na opinie publiczną, to sądzę że Superekspress jest identycznym brukowcem, a ostatnio pojawiły się dość licznie podobne szmaty, których tytułów chyba nie warto reklamowac, albowiem „koń jaki jest kazdy widzi”