Ernest Skalski: Tym razem chwalę Kaczyńskiego i PIS

minpin2016–07–04.

[dropcap]J[/dropcap]est za co. Resort Ziobry i Jakiego, chyba jeden z  bardziej antypatycznych w tym rządzie, pracuje nad ustawą zaostrzającą kary za okrucieństwo wobec zwierząt. Czuję w tym inspirację prezesa Kaczyńskiego. Jaki jest taki jest, lecz lubi koty. A kto lubi koty, ten to i psa nie skopie. Mógłby jeszcze  objąć  tą dobrocią i ludzi, ale nie wymagajmy za wiele.

Trzy do pięciu lat pozbawienia wolności. Nawiązki do stu tysięcy złotych. Jak boli zwierzaka, to niech i sprawcę zaboli. Chodzi o czyny penalizowane dość  oględnie przez prawo karne, bagatelizowane często przez policję i prokuratorów oraz łagodnie traktowane przez sądy. Jeśli tak wiele jest okrucieństwa — sadystycznego i bezmyślnego — dla zwierząt, to równie wiele tolerancji dla niego. Także wśród ludzi struktur porządkowych i prawnych.

W przyrodzie okrucieństwo jest wymuszane przez nią samą. Ludzie, część przyrody, są w  naturalny sposób okrutni wobec siebie i otoczenia. W miarę rozwoju cywilizacji, w miarę oddalania się od Natury, okrucieństwo staje się stopniowo mniej konieczne dla zapewnienia sobie godziwej egzystencji, czy egzystencji w ogóle. Rozwinę w innym tekście tę myśl. Teraz tylko na sprzeciw wobec tego stwierdzenia odpowiem; tak okrucieństwa w świecie, w tym u nas, okrucieństwa wobec ludzi zwierząt, wszystkiego — jest bardzo, bardzo dużo. Ale kiedyś było go jeszcze więcej. I było usankcjonowane przez prawo i obyczaj, podczas gdy teraz coraz częściej stanowi haniebne naruszenie prawa.

W starożytnym Rzymie zeznanie niewolnika było ważne tylko złożone na torturach. Sądowe tortury znoszono Europie dopiero w XVIII wieku, w czasie Oświecenia, tak nielubianego przez Kościół i bliski mu nurt myślicieli. W tymże  wieku, w Polsce, jeszcze palono żywcem za czary i wbijano na pal za rebelię. Ale miało być o zwierzętach.

U Ludwika Stommy przeczytałem, że w renesansowym Paryżu, w XVI wieku, ulubioną rozrywką gawiedzi było powolne palenie żywcem kota. Dziś walki psów i kogutów przeważnie są w świecie zakazane. Z coraz większym trudem broni się corrida i chyba w następnym pokoleniu zaniknie. Do Afryki — schlebiam sobie — przyzwoici ludzie jeżdżą na foto safari. Takie prawdziwe, z giwerą, kosztowało koronę — fakt, że były i inne okoliczności — Juana Carlosa, pod innymi względami zasłużonego króla.

Albo zwierze zje człowieka, albo na odwrót. Ten etap ma już ludzkość za sobą. W ciągu tysiącleci ukształtowała się kultura, w której zwierze ma przede wszystkim wartość użytkową. Trudno się pozbyć wynikających stąd nawyków, szczególnie w społecznościach rolniczych i post rolniczych, a  taką właśnie jesteśmy. Nie piszę; chłopską, bo szlachcic, ziemianin też był rolnikiem, tyle tylko, że do żywego inwentarza zaliczał pańszczyźnianych chłopów. Zastanawiałem się kiedyś, pisząc o Kościele  w Studio Opinii, dlaczego, mając w czołówce świętych Franciszka z Asyżu, nie potępia okrucieństwa wobec zwierząt. Może przemawia za tym fakt, że  sześćdziesiąt procent biskupów w Polsce ma pochodzenie wiejskie. Więc proboszczowie zapewne też.

Uniezależnianie się człowieka od warunków naturalnych chyba sprzyja zwierzętom. Futra zwierząt można i chyba należy zastępować  sztucznymi. Nie wiem jak tam teraz  jest z ”żywą wełną”, ale żadne naturalne tkaniny nie spełniają już  tych wszystkich wymagań co sztuczne. Chemia też jest be, ale pozwala nie kaleczyć  owiec przy szybkim strzyżeniu. A wchodząc poza produkcję zwierzęcą, to chyba ogromne uprawy bawełny bardziej niszczą przyrodę niż przemysł produkujący odpowiednie tkaniny.

Przez analogię pomyślałem, że  geniusz ludzki doprowadzi kiedyś do produkcji sztucznego mięsa, bo zakładam, że ludzkość,  tak jak ja, nie przejdzie w całości na wegeterianizm. I oto, obok, w naszym studio, Hazelhard pisze o namnażaniu komórek, jako sposobie produkcji takiego mięsa. A wiec już wiadomo jak. I wiadomo jaka to będzie ulga  dla przyrody i gospodarki. I dla zwierzaków, których nie trzeba będzie hodować na mięso i dyskutować, czy wolą one ubój rytualny czy taki, który pozwala na jedzenie krwistego befsztyka. Mniam!

Kiedyś — dygresja — jakieś 15-20 kilo temu, próbowałem jeździectwa i namawiano mnie bym sobie kupił konia pod wierzch. Ci, którzy kupowali, po wyeksploatowaniu zwierzaka odsprzedawali go na rzeź, żeby mieć zaliczkę na następnego wierzchowca. Było to dla mnie szlachetnym uzasadnieniem, by nie obijać dłużej tyłka na siodle, przywiązując się emocjonalnie do tego  co pod nim. I do tego zaprzestałem jedzenia koniny.

Strasznie trudno — zauważam — otwierać wszystkie zamki jednym wytrychem. Cywilizacyjny proces emancypacji kobiet popieram zdecydowanie. Nie sadzę jednak, że należy go na silę przyśpieszać przez parytety i kwoty, bo te posunięcia naruszają inne pryncypia cywilizacji. Z kolei prawne przyśpieszenie powolnego procesu humanitaryzacji naszego stosunku do zwierząt uważam za słuszne i sprawiedliwe, godne i zbawienne.

Można więc powiedzieć, że anachroniczny dyktator, akurat tym posunięciem, popycha nieco do przodu naszą cywilizację. A ponieważ nic nie składa się z samych wad ani z samych zalet, to przed tronem Przedwiecznego święty Franciszek znajdzie parę okoliczności łagodzących.

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. hazelhard 2016-07-04
    • j.Luk 2016-07-04
  2. wejszyc 2016-07-06
    • j.Luk 2016-07-06
      • wejszyc 2016-07-06
        • j.Luk 2016-07-06
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com