ECHA WYDARZEŃ: Piłkarze Portugalii pokonali 2:0 Walijczyków i są w finale mistrzostw Europy. Dziwna jest ta piłka i dziwny turniej – jedno zwycięstwo i finał. Dla nas pewna pociecha – rodaków wyeliminowali przynajmniej wicemistrzowie kontynentu – jednak nie byle kto…
Balon trochę powietrza upuścił, ale jednak trzyma się dzielnie. Są fety, powitania gromadne i radosne. Upieram się, że przeogromna jednak była tęsknota za sukcesem, jeśli jeden błysk, choć przecież bardzo efektowny, przyjmujemy jako eksplozję…Jako dziennikarz czujący obowiązek nie tylko dzielenia radości, lecz też obiektywizowania poglądów zwracam jednak uwagę, że: a) sami piłkarze czują jednak jakby niedosyt; b) wśród lawiny refleksji, jakie znajduję w sieci są także uwagi, które oględnie nazwę cierpkimi. Czasem pochodzą od zagranicznych speców (są tam tacy, którzy uważają, że można było być „walecznymi inaczej”), czasem jednak też od kibiców znad Wisły i Odry.
Dam przykład, cytując fragment jednego wpisu:
Jerzy Łastowski… Po prostu minimalistyczną strategię zastosowaliśmy. Mieliśmy więcej argumentów niż Portugalczycy, mieliśmy zrobiony plan minimum a nawet maksimum. 1/4 finału przed Euro to był szczyt marzeń wszystkich, a mimo to po bramce na 1:0 zachowaliśmy się jak tłusty miś przed zimową wyprawą do swojej gawry. Zamiast pójść na całość i „dobić” Ronaldo i spółkę zaczęliśmy bezmyślnie kalkulować. Rezultat jest taki, że Portugalia jest w finale, a u nas ludzie dostają spazmów, że tak świetny turniej zagraliśmy.
Generalnie – to takie polskie, minimalistyczne i przynajmniej mnie frustrujące, bo tacy Chorwaci na przykład, chociaż odpadli poziom niżej, od początku krzyczeli, że są the best. A my… szare myszki, biedniejszy krewny Europy, drużyna na dorobku… Trzeba mieć cojones…
Obserwatorowi łatwiej niż trenerowi. Może miał obawę, czy sił starczy, gdy zarządzi „gryzienie trawy”? Jak we wcześniejszym meczu „na karne” – trener chyba lepiej od nas – zza autu – wiedział, czy może zmienić bramkarza, czy też ewentualny zastępca nie jest gotowy do podjęcia rękawicy… Któż lepiej od trenera zna „jakość ławki”, żeby decydować się na zmiany personalne?
Cytuję, nie by radość osłabiać, a pogląd tak krytyczny bez reszty podzielać. Po prostu dzielę się i taką refleksją, by w falach narodowej uciechy nie utopił nam się rozsądek.
Nie zawsze podzielam tezy formułowane przez prezesa Zbigniewa Bońka, lecz tym razem zachęcam do przyjęcia refleksji:
„Wykonaliśmy we Francji dobrą robotę i cieszę się, że kibice dziękują piłkarzom, ale „zagłaskiwanie” nigdy nie przynosi pozytywnego efektu. Oczywiście spisywaliśmy się dobrze, nie przegraliśmy żadnego meczu, a przy odrobinie szczęścia mogliśmy awansować do półfinału.
Teraz musimy już myśleć o mistrzostwach świata, bo w piłce jest tak: to, że pojawiła się szansa na sukces podczas dużego turnieju, nie oznacza, że na następnej wielkiej imprezie będzie podobnie. Na Euro zrobiliśmy to, co do nas należało, a nawet trochę więcej, jednak powtórzę jeszcze raz: nie można się „zagłaskiwać”. Resetujemy się i gramy dalej”
Słusznie – reset. Jak w komputerze kombinacja „ alt-ctrl-del”. Mięciutki, ale reset…
PZPN przedłużył kontrakt z Adamem Nawałką (prowadził dotychczas reprezentację Polski w 30 meczach – 15 zwycięstw, 11 remisów i tylko cztery porażki) „na czas eliminacji Mistrzostw Świata 2018. W przypadku awansu drużyny narodowej na turniej finałowy w Rosji, umowa zostanie automatycznie przedłużona na czas trwania mistrzostw”.
I bardzo dobrze. Reset – jeśli chodzi o namiętności oraz euforię, dobra pamięć o istnieniu dużo lepszej pozycji wyjściowej niż kilka lat temu, budowania ciąg dalszy. W określeniu „budowanie” widzę też strategię lepiej łączącą destrukcję, ze staraniami by przeciwnikowi golami zrobić przykrość… Mieć więcej asów i dłuższą „ławę”…
Jak piłka, to i wielka forsa. Nas też dotyczy. PZPN sporo zarobił, z piłkarzami pewnie rzetelnie się podzieli – jak interes, to przecież interes. Posypią się też pewnie kontrakty. Grzegorz Krychowiak już swój kolejny podpisał. Z francuskim PSG:„Krychowiak podpisał z mistrzami Francji pięcioletni kontrakt. Kwoty transferu nie ujawniono, ale mówi się o 26 – 30 mln euro. Droższego zawodnika polska piłka nie miała. Dotychczasowy rekord należał do Jerzego Dudka, który w 2001 roku przeszedł do Liverpoolu za 7,4 mln euro.”…
Odnotowuję, radując się, że nasz futbolista ma takie uznanie. Przez grzeczność nie pytam już, skąd światek piłkarski bierze aż takie sumy… Dżentelmeni przecież podobno nie mówią o pieniądzach; oni – je mają… Porzekadło wcześniejsze pokolenia ukształtowały
Andrzej Lewandowski


