A ludzie swój rozum mają i dorobić potrafią – z wielkich zakładów WSK w Mielcu tylko 800 pracowników z 20-tysięcznej załogi w 1985 roku nie brało zwolnień lekarskich. Przeciętny pracownik półtora miesiąca w roku chorował, a łącznie z urlopami i świętami nie było go w pracy w zakładzie przez pół roku. Co nie znaczy, że nic nie robił i nie zarabiał gdzie indziej.
Można było pisać krytycznie o gospodarce, ale nie wynikały z tego zmiany na lepsze – partia nie chciała, nie mogła i nie umiała wyrwać się z tej ideowej pułapki.
11 lipca 1986
Cytrusy podzieliły Polaków na zwolenników wolnego rynku i na tych, którzy opowiadają się za handlem kontrolowanym. Ci ostatni domagają się sprawiedliwości, chcą żeby zabronić handlu towarem, który jest za drogi dla przeciętnej kieszeni. Albo niech będzie wszystkich stać na cytryny, albo zgiń z oczu ciemna maro i nie drażnij wysoką ceną. Nowa minister handlu, pani Kędzierska, podpisała stosowne zarządzenie i zmiany posypały się lawinowo. Kupcy, także ci z koncesją, nie mają prawa zaopatrywać się teraz u kogo chcą, na zagraniczne towary musi być stosowne zezwolenie. W niektórych miastach, gwoli sprawiedliwości, w ogóle zakazano handlu cytrusami!
Brak towarów jest przyrodzoną cechą ustroju tzw. sprawiedliwości społecznej i przepisami towaru się nie rozmnoży. A jednak u nas ciągle się w to wierzy i nie daje za wygraną – ostatnio Ministerstwo Finansów wydało przepis, że kto handluje zagranicznym produktem żywnościowym musi prowadzić specjalną ewidencję.
13 lipca 1986
Wczoraj byliśmy u Anki Borkowskiej, żeby pożegnać Jacka Ratajczaka, członka zarządu SDP – razem z rodziną emigruje do Kanady. Zebrała się ta sama, co zwykle, gromada niedobitków, ludzi z emigracji wewnętrznej – dziennikarze, prawnicy, aktorzy. Kontakty między nami są już formalne, powiedziane zostało wszystko. Stefan Bratkowski wygłosił parę słów na pożegnanie Jacka.
9 września 1986
W sobotę byłam na zjeździe mojego roku z Wydziału Dziennikarstwa UW. Przekrój społeczny różny od tego, w którym się obracam. To były jednak bardzo partyjne studia. I to towarzystwo związane jest z obecną ekipą rządzącą, wielu na stanowiskach. Bronią obecnego stanu rzeczy w kraju, bo robią tu kariery. Na sali Bożena Krzywobłocka, autorka z czarnosecinnej „Rzeczywistości”, naczelny milicyjnego tygodnika, jeden kapitan bezpieki…
7 października 1986
Dziwnie się porobiło. Wypuścili wszystkich, czy prawie wszystkich więźniów politycznych, dozwolona jest, nawet ostra, krytyka obecnej sytuacji ekonomicznej w kraju. I pojawiło się sporo odważnych publikacji popierających wprowadzanie mechanizmów rynkowych do gospodarki. Jakby chcieli się dogadać z opozycją, ale nie wiedzą jak to zrobić. A opozycja zawiązała się ponownie, tym razem jawnie, w tymczasową komisję „Solidarności”. I wezwali rząd do wspólnego działania.
Nasza grupa SDP też się postanowiła odezwać. Andrzej przygotował projekt polubownego głosu z naszej strony. Stefan to wziął, miał uzupełnić, ale na razie rozeszło się po kościach.
11 października 1986
Powstała tymczasowa komisja „Solidarności” – 7 osób się podpisało z Wałęsą na czele. Chcą rozmawiać z władzą. Powstało też kilka regionalnych komisji. Ale władze szybko ogłosiły, że to wszystko jest nielegalne. Nie bardzo wiedzą co robić, na razie powołali radę konsultacyjną i zaprosili do niej ludzi o różnych poglądach. Ale kto się da nabrać na kolejne pozory? Rząd już się jasno wypowiedział – na żadne pluralistyczne struktury się nie zgodzimy.
Ciekawe czy uda nam się jeszcze kiedyś pożyć w normalnym kraju.
25 listopada 1986
Zaczynam nowy brulion i to jest pierwszy gruby zeszyt, który normalnie kupiłam w sklepie, od wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Do tej pory pisałam w starych zeszytach po dzieciach, brulionów nie było.
Bruliony bywają, ale i tak całe nasze życie w ostatnich latach jest pod znakiem kryzysu. Coś się na rynku pokazuje, inne rzeczy znikają. I ceny, rzecz jasna, stale rosną. Wygląda to wszystko beznadziejnie, ale ludzie jakoś sobie radzą, przynajmniej ludzie, którzy są w zasięgu naszego wzroku. Każdy jakoś kombinuje, żeby zarobić parę groszy w twardej walucie, bo wtedy w przeliczeniu wychodzi się na swoje. W rezultacie nikt nie wie dokładnie z czego i jak ludzie żyją, ale wiadomo, że najmniej opłaca się praca na etacie. Lepiej przez 10 dni w miesiącu popracować u prywaciarza niż miesiąc na posadzie.
Trzy lata temu weszła w życie ustawa, która miała skłonić do pracy tzw. pasożytów. I teraz PAP informuje, że „wyniki ekonomiczne wdrażania tej ustawy były nieproporcjonalnie małe w stosunku do nakładów poniesionych na jej organizację”.
2 grudnia 1986
„Andrzejki” udały się bardzo fajnie w tym roku. „Wrogie obozy” to już czas miniony. Różnice polityczne, które podzieliły ludzi po stanie wojennym są dalej, ale emocje wygasły. W tym roku mieliśmy sporo ciekawych cudzoziemców. Na konferencję w Jabłonnie przyjechała Flora Lewis z New York Timesa, więc przyszła i do nas. Ma sentyment do Andrzeja, bo kiedyś w stanie wojennym ratował ją przed gazami łzawiącymi, które ZOMO puszczało na Marszałkowskiej. Przyszedł Stephan Thomas z RFN, był Mike Kaufman, stały korespondent NYT w Warszawie. W sumie ok. 40 gości.
Wielką atrakcją wieczoru było video z dziennikami telewizyjnymi – obraz wzięty z telewizji, ale podłożony tekst i głos Jacka Fedorowicza. Okropnie śmieszne.
Wczoraj byliśmy u Darka Fikusa. Przyszło tam trochę zagranicznych dziennikarzy którzy zjechali na tę konferencję w Jabłonnie. Chcieliśmy im pokazać, że SDP jeszcze żyje. Chociaż organizacja u nas mocno kuleje i ciągle nie wiadomo kto za co jest odpowiedzialny. Darek Fikus miał koordynować pracę, ale nie bardzo nad tym panuje. Trudno jest osiągnąć zgodę wszystkich co, gdzie i kiedy należy robić.
Kupiłam dla Tomka i Joasi płyty z kolędami polskimi i opłatki. Zabierze Mike Kaufman bo jedzie do NY na święta.
„Przegląd Techniczny” wychodzi tak nieregularnie – z braku papieru, że odechciewa się pracować.
10 marca 1987
Robiłam wywiad z prof. Januszem Beksiakiem, ekonomistą, u niego w domu. Przedwojenna kamienica na Lwowskiej. Przetrwała wojnę w niezłym stanie, uśmierca ją dopiero system „sprawiedliwości społecznej”. Wystarczy trochę wyobraźni, żeby zobaczyć jak wyglądała zanim lud wszedł do śródmieścia. Zamiast pokruszonego tynku na ścianach i lepiącej się od brudu windy, były marmurowe schody wykładane chodnikiem, na piętrach lustra, w owalnych niszach zdobionych gipsowymi girlandami stały kwiaty w malowanych wazach. Prof. Beksiak tak pamięta ten dom sprzed wojny. Mówi, że wszystko niszczeje, bo miasto może zacząć najwyżej dwa remonty kapitalne w roku. Cykl remontowy, w najlepszym razie, trwa 3-4 lata a kilkaset domów czeka w kolejce. Gazety atakują administracje domów – tu ostra krytyka jest pożądana, przecież ludziom pracy leje się na głowę! Ale wiadomo, że te administracje są bezsilne.
Kiedy wreszcie ta utopia, że państwo potrafi nad wszystkim zapanować ustąpi na rzecz zdrowego rozsądku? Póki domy nie będą miały właścicieli będziemy tak mieszkać.
„Polityka” obchodzi swoje trzydziestolecie i z tej okazji wywiązała się towarzysko-polityczna afera. Byliśmy u Danielów na kolacji, byli też państwo Michałowscy i pani Mira spytała dlaczego odwołano przyjęcie, na którym mieli być wszyscy poprzedni współpracownicy. Okazało się, że pierwotnie planowano dwa przyjęcia – dla obecnych pracowników, z władzami i dla byłych współpracowników, bardziej prywatnie. Kiedy zaproszenia na to drugie przyjęcie były już rozesłane Rakowski powiedział, żeby to odwołać. – Skoro oni sami się odcięli od pisma — tłumaczył — to nie ma powodu, żeby ich teraz zapraszać. I depeszami odwołali te zaproszenia.
Daniel próbował tłumaczyć, że skoro ci ludzie sami porzucili „Politykę”, to widać nie chcą mieć z pismem nic wspólnego, więc Rakowski miał rację. I przypomniał swój artykuł na temat rozpadu zespołu po stanie wojennym. I że np. Urban czy Kałużyński mieli do niego wtedy pretensje, że za bardzo się tłumaczy.
Andrzej do Daniela: wszystkie powody rozstania z pismem wymieniłeś w tym artykule poza jednym – że odeszliśmy z „Polityki”, bo nie chcieliśmy już firmować tego ustroju. Rakowski ciągle mówi o naszej nielojalności, a mnie, na przykład, nie chodziło o zdradę kolegów, tylko o protest ideologiczny. I symetrii nie ma – ci co zostali mogą pisać co chcą, a ja nie mogę.
Ja nie wytrzymałam i przypomniałam Danielowi co pisał o kolegach kiedy oni mieli zakaz publikowania. Zrobiło się nerwowo. Pani Mira powiedziała, że nie rozumie dlaczego ludzie o różnych poglądach nie mogą się dogadać. – Bo do tego trzeba mieć klasę – powiedział Daniel. A za chwilę przyznał, że Rakowski nie mógłby się przecież spotkać teraz z Fikusem, który był nielojalny (!)
29 marca 1987
Byliśmy tydzień na nartach w Bułgarii. Góry piękne, świetne warunki, nowe wyciągi na francuskiej licencji. Widać, że wchodzą w taki sam dołek jak my – nabrali licencji, a wszystko działa jak zwykle w tym systemie. Ratraki nie jeżdżą kiedy trzeba, tylko kiedy im się chce. Obiady się spóźniają, tu coś odłazi, tam coś zepsute. Aż się prosi, żeby tę drogą infrastrukturę oddać w prywatne ręce, bo nic z tego nie będzie. Mnóstwo ludzi zatrudnionych, ale głównie zainteresowanych tym, żeby na boku zrobić jakiś interesik, wymiana, handelek. Kelnerzy w czarnych frakach podchodzą do stolika w jadalni i pytają czy nie mamy okularów słonecznych do sprzedania.
Po trzech dniach skręciłam kolano i reszta tego tygodnia zeszła mi na czytaniu i opalaniu.
5 kwietnia 1987
Coś się ruszyło. Organizuję Koło Przyjaciół Seniora Dziennikarza. Wymyśliliśmy taką formułę, bo o ile nasze SDP rozwiązano, to seniorów zostawili w spokoju – mogą się zbierać legalnie. Więc my, pod pretekstem, że pomagamy emerytom, będziemy organizować spotkania dyskusyjne na różne tematy. 15-go kwietnia ma być pierwsze spotkanie, panel dyskusyjny o Związku Radzieckim. Zapisuję chętnych, zbieram składki. Zainteresowanie jest duże.
28 kwietnia 1987
Forum na tematy rosyjskie udało się nad podziw! Była pełna sala, bardzo dobre prelekcje – Andrzeja Drawicza, Ernesta Skalskiego, Jacka Poprzeczki i mojego Andrzeja.
Przygotowujemy następne spotkanie, teraz będzie o gospodarce. Organizuję salę, ale nie idzie tak gładko – kierownictwo domu kultury na Żoliborzu nie bardzo uwierzyło w naszą legalność i boją się kłopotów.
Mieliśmy też inną atrakcję – Urban na konferencji prasowej ogłosił, że złapali szpiega, amerykańskiego dyplomatę i że kontaktowały się z nim znane osoby ze świata naukowego. I tu wymienił: Onyszkiewicza, Geremka, Szaniawskiego i…. Magdę Sokołowską.
Magda* okropnie się zdenerwowała, bo tak to powiedział, jakby wymienione osoby szpiegowały. Rozmawiałam z nią, mówi że nikt z tej „bandy czworga” nie znał bliżej tego Amerykańca. Złożyli wspólnie pozew do sądu, ciekawe co z tego będzie.
Gdzie my żyjemy? Z każdego z nas można zrobić przestępcę. Przeczytałam właśnie w maszynopisie (dostałam z „Iskier” do recenzji), książkę napisaną przez lekarkę pogotowia, z której zrobili swego czasu niemal zbrodniarza. Przed procesem Przemyka trzeba było urobić taki klimat, że załogi karetek pogotowia biją i kradną, i że najpewniej właśnie oni pobili Przemyka na śmierć. Sprawa szyta grubymi nićmi, ale zespół karetki ponad rok przesiedział w więzieniu za nic. Na następnej rozprawie musieli wszystko odszczekać.
14 maja 1987
Ludzie reagują na sytuację gospodarczą w kraju w taki sposób, że nic im się nie chce. Mieliśmy zrobić remont w mieszkaniu, ale zrezygnowaliśmy, nie mamy fachowców. Stagnacja, z reformy gospodarczej nic nie wychodzi. Byłam wczoraj w zakładach telewizyjnych – ludzie snują się po hali montażowej, bo brakuje części. A telewizory znikły ze sklepów niemal zupełnie. Życie przemysłowe toczy się niemrawo i głównie wokół zdobywania materiałów do produkcji.
Za to urzędników przybywa. W „zredukowanych” ministerstwach branżowych zatrudnienie urzędników wzrosło przez pięć lat o blisko 12 proc. Przeprowadzono analizę i okazało się, że ilekroć pojawiają się jakieś nowe dyrektywy płynące ze zjazdów, konferencji czy posiedzeń Sejmu, zaraz tworzą się nowe komórki z kierownikiem do ich wykonania. A co robić, żeby walczyć z wypaczeniami? Przeprowadzać kontrole. I setki kontrolerów krąży, wykrywają setki nieprawidłowości a wszystko zostaje po staremu.
Agnieszka Wróblewska
* Magdalena Sokołowska – nie żyje, była profesorem socjologii medycyny. Prywatnie moją siostrą cioteczną.



„Ciekawe czy uda nam się jeszcze kiedyś pożyć w normalnym kraju.”
I tak wspominanie nabrało aktualności. Dziękuję za następny odcinek wspomnień. Prawdziwa maszyna czasu.