Anna Mosiewicz: Promieni słonecznych drobne kąski9 min czytania

()

Na koniec lata…

Przedświt zaczyna powoli rozjaśniać niebo, gdy ubrani odświętnie wierni gromadzą się pod monasterem w Jabłecznej nad Bugiem, uformowani w uroczysty szereg. Gdy pierwsze promienie Słońca, wstającego 25 czerwca już o 4:16 oświetlą ziemię, rusza prawosławna procesja ku czci patrona tego dnia, świętego Onufrego, pustelnika z Egiptu, którego kult wywodzi się od średniowiecza. Tak zwany „ryt wschodni”, nawiązujący do bizantyńskich tradycji chrześcijańskich, przepychu i rezygnacji z wszelkich instrumentów na rzecz najwspanialszego – ludzkiego głosu, jest dla prawosławia charakterystyczny. Ale nie tylko to – gdyż zarówno dzień, wybrany dla tego świętego, jak i moment rozpoczęcia procesji mogą być echem obrzędów powitania lata, związanych z tak bardzo na Bliskim Wschodzie rozpowszechnionym kultem Słońca.

Słowianie wierzyli, że Słońce wynurza się z wody wschodząc i powraca do niej o zachodzie, co było konsekwencją średniowiecznych wyobrażeń o ziemi, jako o pływającym na oceanie krążku.

Jeszcze w końcu XIX wieku chłopi polescy witali tę najbliższą nam gwiazdę takimi słowami:

„Zawitaj, powitaj, jasność boska, która cały świat oświecasz i mnie, człowieka grzesznego…”.

Wielka estyma, jaką obdarzano Słońce, przejawiała się w licznych, ściśle przestrzeganych nakazach i zakazach. Podczas żniw trzeba było pokłonić się w stronę Słońca przed pierwszym „zażęciem”, nie wolno było stać tyłem do Słońca, w jego promieniach oddawać mocz i pokazywać go palcem. Wierzono, że gąsienicom rosną skrzydła w jego blasku i dlatego stają się motylami, a przekonanie, że żywi się ono miodem lub jajami ( bezpośrednie przeniesienie koloru Słońca) skutkowało zostawianiem ofiary z tych produktów na pniu po ściętym drzewie. W zamian żądano, aby „białe słońce udzieliło dziecku kwitnącej twarzy”, bo przecież ofiara – jak wierzono – musiała być przez bóstwo odwzajemniona.

Bardzo rozpowszechnione wśród Słowian były legendy o wielu Słońcach, zjadanych przez smoki, żmije i różne jaszczury, dlatego też nie dziwi, że jego wielkim wrogiem były żmije, które żywiły się słonecznym „ciałem”. Wierzono, że w zimie, gdy żmije śpią, jest ono większe, a w lecie – mniejsze. Dlatego nakaz zabijania tych gadów był dla Słowian imperatywem, a wszelkie węże bezlitośnie zabijane.

Bułgarscy chłopi opowiadali swym dzieciom, że (wg jednego z podań apokryficznych) Słońce i inne gwiazdy stworzone zostały z glinianych piłek, którymi bawił się mały Chrystus. Słońce jest według ich wierzeń żywą istotą, chłopcem, mającym wiele ludzkich cech. Żeni się, ma matkę, brata i siostry, którymi są inne gwiazdy.  Rywalizuje z ludźmi, patrzy wszędzie i nawet niektórym pomaga. Ma tylko jedno oko, gdyż to drugie wyjadła mu…żmija. Jest ponadto olbrzymie, każdej nocy zjada kilka krów i kilka pieców chleba, a wieczorem, po zachodzie, odpoczywa w swym pałacu na morzu, na końcu świata. Przed wschodem kąpie się w morzu, dlatego rano nie jest zbyt gorące.

Słońce było w wielu kulturach ludowych personifikowane ze względu na swoje ciepłe promienie i ich wpływ na wegetację. Najemna żniwiarka żali się w dawnej, polskiej piosence z Mazowsza: „Zachodź że słoneczko, póki masz zachodzić, bo mnie nóżki bolą po tej roli chodzić”…, a Serbowie modlili się do sprawiedliwego Boga i jasnego Słońca na wschodzie…

W innej, odległej przestrzennie i czasowo kulturze, w starożytnej Grecji, uosobieniem Słońca było jego bóstwo – piękny Helios w koronie z promieni, przemierzający niebo złotym rydwanem zaprzężonym w cztery rumaki. O świcie wyłaniał się z oceanu, przebiegał całe niebo i zanurzał się w falach o zachodzie. Ośrodkiem jego kultu była wyspa Rodos, a z czasem utożsamiano go z Apollinem. Kult boga – Słońca przejęli starożytni Rzymianie poprzez Syryjczyka, a znamiennym imieniu Heliogabal już w II w. p.n.e. Kilkanaście stuleci później w średniowiecznych przewodnikach, zwanych „Cuda Rzymu”, przeznaczonych na użytek pielgrzymów i opisujących osobliwości Wiecznego Miasta, anonimowy autor tak scharakteryzował Koloseum: …”Było ono świątynią Słońca nadzwyczajnej wielkości i piękności….pośrodku zaś stał Febus, czyli bóg Słońca, który nogami wsparty o ziemię głową dotykał nieba..”

O egipskim rodowodzie kultu Słońca wśród Rzymian świadczą też zachowane do dzisiejszego dnia obeliski, przewożone z afrykańskiej kolonii lub też stawiane, jako naśladownictwo, na placach Wiecznego Miasta. Egipskie obeliski poświęcone były słonecznemu bóstwu Re, a kula na ich szczycie oznaczała wschodzące nad horyzontem Słońce. Miały też one inną, użytkową funkcję – zwane „gnomonami” były po prostu zegarami słonecznymi, ukazującymi porę dnia i odzwierciedlenie półkolistej drogi Słońca ze wschodu na zachód.

Domenico Fontana

Domenico Fontana

Taki właśnie obelisk, z czerwonego granitu, wysokości 25 metrów sprowadził do Rzymu cesarz Kaligula. Zbudowano – o czym wspomina Pliniusz – wspaniały, specjalny okręt, którym przewieziono obelisk i ustawiono go na terenie Circus Maximus. W IV wieku Konstantym Wielki zbudował nieopodal bazylikę nad grobem świętego Piotra, a w połowie XVI stulecia architekt Domenico Fontana, twórca słynnej kolumnady przesunął nieco obelisk i zamiast symbolizującej Słońce kuli umieścił na jej szczycie krzyż. Monolit ten stoi aż do dzisiaj naprzeciw głównej fasady bazyliki i pięknie harmonizuje z barokową zabudową słynnego placu. Dawny kult Słońca i nieco późniejszy kult Boga Ojca chrześcijan tworzą wspaniałe założenie urbanistyczne w sercu Wiecznego Miasta.

Pospolity żuk gnojnik, pchający przed sobą kulkę nawozu stał się w starożytnym Egipcie symbolem toczącego się na niebie Słońca. Wizerunki tego sympatycznego, wszędzie spotykanego owada, kute w kamieniu, malowane wewnątrz piramid i na papirusach stały się tak ważnym desygnatem tej cywilizacji, że aż do czasów nam współczesnych elegantki w wielu krajach świata noszą biżuterię z wyobrażeniem skarabeusza. Czczone nad Nilem Słońce odbywało – zgodnie z wierzeniami – swą codzienną wędrówkę w łodzi, dlatego w wielu piramidach i grobowcach umieszczano ich niewielkie modele, w których dusze zmarłych mogły towarzyszyć Słońcu w swej ostatniej podróży. Przy słynnej piramidzie Cheopsa odkryto specjalne komory, wypełnione łodziami wyposażonymi w żagle i liny, wykonane ze szlachetnych drzew – cedru i sykomory. Przeznaczone były na ostatnią podróż duszy faraona.

W wierzeniach Egipcjan ważną rolę miały kształty piramid, podobne w swym zarysie do promieni słonecznych, łączących niebo z ziemią. Po nich faraonowie mieli wstępować w zaświaty…

 

From the collection of the National Museum in ...

Jan Andrzej Morsztyn

Wielcy władcy, hetmani, królowie epoki baroku, nawiązującego swym style i przepychem do starożytności, umieszczali na zbrojach, zegarach, monstrancjach i innych przedmiotach codziennego użytku wizerunek Słońca, które według św. Ambrożego jest „okiem świata, radością dnia, pięknością nieba i wdziękiem natury”. Dla ówczesnych to symbol siły, dostojeństwa, władzy promieniującej na otoczenie. Ludwik XIV z burbońskiej linii Kapetyngów, król Francji od 1643 roku, mecenas sztuki wspierający Moliera, Racine’a, Corneille’a i La Fontaine’a nazywał siebie „le Roi – Soleil” ( król – Słońce), przebierając się chętnie w szatki, ozdabiane haftowanymi słoneczkami. W swym emblemacie miał oczywiście wizerunek ulubionego ciała niebieskiego i dewizę: nec pluribus impar (równy kilku Słońcom). Jan Andrzej Morsztyn, poeta polskiego baroku, chcąc w jednym ze swych wierszy opisać coś zupełnie niemożliwego, użył takiej ozdobnej metafory: …”Prędzej kto wiatr w wór zamknie, prędzej i promieni słonecznych drobne kąski wzienie do kieszeni..” („Niestatek”)

 

W dawnej Japonii wielka bogini o wdzięcznym imieniu Amaterasu była wcieleniem żeńskiego Słońca. Gdy lekkomyślny i figlarny Susanoo, jej brat i bóg wiatru zbezcześcił siedzibę bogini, wrzucając przez otwór w dachu odarty ze skóry koński tułów, urażona Amaterasu ukryła się w jaskini, a na ziemi zapadły ciemności. Przebłagana przez ludzi bogini wyszła ze swej kryjówki i skazała Susanoo na banicję i wieczną tułaczkę. Odtąd wiatr błąka się po świecie i nigdzie nie zatrzymuje się na dłużej. Symbol Słońca na tle białego nieba jest na narodowej fladze Japonii, a także paru innych krajów.

W Rzymie, w pierwszym kraju, gdzie chrześcijaństwo ogłoszono religią oficjalną, kościół skierował miejscowy kult Słońca na osobę Chrystusa – a więc mitraistyczne święto narodzin tej gwiazdy w najkrótszą noc w roku przeistoczył w moment przyjścia na świat boskiego syna. Zmartwychwstanie przypadło z kolei na okres odradzającego się, wiosennego już Słońca, natomiast apogeum przedchrześcijańskich obrzędów, tak zwane letnie przesilenie, stało się w krajach katolickich dniem świętego Jana Chrzciciela, podczas gdy u Słowian wschodnich nadal obchodzono „Noc Kupały”.

We wczesnośredniowiecznej kościelnej ikonografii, której przykładem może być ewangeliarz sporządzony dla kaplicy zamkowej w Akwizgranie podczas panowania cesarza Ottona III. Na jednej z ilustracji przedstawiono scenę opartą na tekście Apokalipsy – „niewiastę w Słońce odzianą”, co – zważywszy na okres powstania tego słynnego dzieła literackiego i wpływy mitraizmu, związanego z kultem Słońca – było w tym czasie przyjmowane za rzecz zupełnie naturalną. Aureola wokół głowy tej niewiasty to oczywiście promienie słoneczne – ozdabiały one także głowę Heliosa, a nieco później – wszystkich katolickich świętych.

Gnomony egipskie przeniesione do Rzymu, żuk gnojnik, bogini Amaterasu z lekkomyślnym bratem, wschodniosłowiańska Kupała i procesja nad Bugiem w dzień świętego Onufrego – wszystko to kręciło się od wieków wokół tej najbliższej nam, życiodajnej gwiazdy, tak jak planety po swych trajektoriach. Wiele tych artefaktów tkwi nadal w naszej świadomości, kulturze, obyczajach, sporo zostawiło swe namacalne ślady w sztuce cywilizacji egipskiej, rzymskiej, japońskiej, hinduskiej, azteckiej, nawet chrześcijańskiej. Magiczne piękno Słońca jest tak silne i wymowne, że do tradycji z nim związanych sięgają współczesne zespoły muzyczne- nie tak dawno, bo w okresie letniego przesilenia znany team „Voo Voo „ zorganizował w dwudziestolecie swego istnienia „Misterium Nocy Sobótkowej” w Janowcu nad Wisłą. W ciepłe dni lata, gdy Słońce jest w swym apogeum, można sięgnąć myślą w przeszłość i przypomnieć sobie, jaki wpływ na mitologię, religie, sztukę i zwyczaje miała ta jedna, niewielka gwiazda nad naszymi głowami.

Anna Mosiewicz

 

Enhanced by Zemanta

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.