Agnieszka Wróblewska: List od społeczeństwa

pielegniarka2016-07-28.

Spędziłam jeden lipcowy tydzień w szpitalu, a więc w społeczeństwie. Całe dnie gada się tym o wszystkim i o niczym. Raczej o tym drugim. Na mojej sali były poza mną trzy panie – wykształcenie od podstawowego do średniego, żadna już nie pracująca, emerytury. Do tych pań przychodziła rodzina, młodzi, pracujący, lepiej wykształceni. I rozmowy w pokoju toczyły się godzinami.

Nigdy, ani razu, absolutnie nikt w czasie tych rozmów nie dotknął tematu związanego z obecnymi przemianami w Polsce. Nikt nie poruszył tematu „dobrej zmiany”, nowych ludzi przy władzy, zagrożeń czy też nadziei.

Ani słowa o polityce.

Tak więc wystarczy się oderwać na chwilę od naszego środowiska politycznie zainfekowanego, żeby zobaczyć, że normalnych ludzi albo nie obchodzi co „tam na górze wyprawiają”, albo obywatele uważają, że temat jest zbyt drażliwy żeby go publicznie ruszać. Zwykle padały sentencje w rodzaju – „wszyscy oni kradną”, „każdy chce się dorwać do żłobu” itp. Teraz nic. Ja czytałam Gazetę, nikt się nie zainteresował. Miałam spotkanie ze społeczeństwem i nie dowiedziałam się kompletnie co sobie to społeczeństwo myśli. Zasznurowane usta. I atmosfera jakaś taka, że nie wypada spytać. Owszem, ostatnie tragiczne zamachy w Europie spotkały się z wyrazami ubolewania i żalu, a także z komentarzem – co się na tym świecie wyrabia. Ale to co się w Polsce dzieje nie było (nie jest?) przedmiotem zainteresowania mas, albo też nie wypada tego „gorącego kartofla” dotykać.

Taka refleksja mnie dogoniła i zaraz lepiej zrozumiałam taktykę jaką przyjęli miłościwie nam teraz panujący. PO słuchało o czym pyszczą dziennikarze w gazetach, czego oczekuje t.zw. inteligencja itp. Kiepsko na tym wyszli. Ci – nic z tych rzeczy – słuchają i to bardzo uważnie co myśli i czego oczekuje lud pracujący miast i wsi. Słuchają czego sobie życzy masowy wyborca.  Dziwimy się, że argumenty, t.zw. inteligenckie, odbijają się od ślepej ściany decydentów, zaś w dół od góry płyną zrozumiałe dla przeciętnego wyborcy mądrości ministra Błaszczaka, np. na temat rasowej wrażliwości.

Obecna władza, jak tamta, proletariacka, wsłuchuje się w głos mas, ale znacznie mądrzej od marksistów-leninistów. Tamci tak bardzo miłowali proletariat, że chcieli całą ludzkość uszczęśliwić w jego interesie – takim interesie, jakim go sobie wyobrażali. Ci nie, ci są mądrzejsi, naprawdę słuchają czego lud chce i co lud myśli. I naprawdę chcą uszczęśliwiać prostych ludzi – których jest przecież najwięcej. Nasz wyborca – nasz pan, trzeba się wsłuchiwać w jego głos.

W miarę możliwości, rzecz jasna. Bo lud szpitalny polityką się wprawdzie nie zajmuje, ale wymagania ma, a te, jak wiadomo są kosztowne. Jeżeli materialne oczekiwania okażą się zbyt wygórowane, zawsze można zaspokoić oczekiwania duchowe masowego wyborcy. Albo umysłowe. Obarczyć winą wyznawców multi-kulti, czy innych zboczeńców, obrońców lasów, fanaberie artystów albo cyklistów.

Agnieszka Wróblewska

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. adalbert287 2016-07-31
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com