Piotr Rachtan: 1 sierpnia/ 2 października

1 sierpnia/ 2 października

Pomnik Polegli Niepokonani dłuta Gustawa Zemły, (1973 r.), Foto: Marek D., źródło: Wikimedia Commons

2016-08-01.

[dropcap]C[/dropcap]o roku 1 albo 5 sierpnia idę na Cmentarz Powstańców Warszawy na Woli, idę tam zapalić świeczkę mojemu dziadkowi, który – po ekshumacji w 1945 roku z podwórza kamienicy na Kredytowej – leży z wieloma innymi powstańcami. Większość z nich do dziś pozostała anonimowa.

Zanim jednak dotrę do równych kwater, na których władze publiczne postawiły stele, kiedyś – z piaskowca, dziś – z czarnego granitu, przechodzę obok miejsca najbardziej tragicznego – niewielkiego kurhanu, kryjącego prochy około 50 tysięcy cywilnych ofiar rzezi Woli i innych dzielnic. Na wzgórku, wyłożonym kamieniami z bruku warszawskich ulic stoi najbardziej dramatyczny ze znanych mi pomników – Polegli Niepokonani.

Polegli – bezbronni, cywile i żołnierze. Umierający wojownik Zemły ma wprawdzie tarczę, nie ma jednak miecza. Umiera, lecz nie jest pokonany.

Przechodzień przeczyta na tablicy, ustawionej obok kurhanu, że „Cmentarz Powstańców Warszawy założony w 1945 r. jest największą nekropolią powstania warszawskiego”, że spoczywają tu szczątki ok. 104 tysięcy osób.

Cmentarz Powstańców Warszawy i kurhan z pomnikiem to najstraszniejsze świadectwo Powstania Warszawskiego, przede wszystkim – świadectwo przerażającej klęski, którą dziś próbuje się przerabiać na wspaniały sukces młodych, dziarskich chłopców i dziewcząt, którzy wprawdzie w większości odnieśli rany i ponieśli śmierć od broni okrutnych żołdaków, ale to przecież było później.

Przed laty obchodzono rocznicę wybuchu w ciszy i skupieniu nie tylko dlatego, że władze komunistyczne nie życzyły sobie hucznych obchodów, ale także z tego powodu, że tak wielu warszawiaków pamiętało jeszcze, czym w istocie Powstanie było – zagładą miasta, jego mieszkańców i murów. Szli na cmentarze – Wojskowe Powązki i Powstańców Warszawy nie tylko by dać świadectwo pamięci o historii, z którą komuniści walczyli, ale także więzi z bliskimi, którzy oddali wtedy życie.

Cierpienia, ból i śmierć dziesiątków tysięcy cywilnych mieszkańców Warszawy pozostały tym, czym były – bezsensowną ofiarą, którą złożyli wojskowi dowódcy Powstania. Ofiarą, która nie dała owoców ani bezpośrednio po klęsce, ani później.

Los cywilów opisał najlepiej Miron Białoszewski, przytoczę tu fragment „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego”, który przypomniano dziś w Internecie: “Od bomb i samolotów – wybaw nas, Panie, Od czołgów i goliatów – wybaw nas, Panie, Od pocisków i granatów – wybaw nas, Panie, Od miotaczy min – wybaw nas, Panie, Od pożarów i spalenia żywcem – wybaw nas, Panie, Od rozstrzelania – wybaw nas, Panie, Od zasypania – wybaw nas, Panie… Litania była dosyć długa. Odmówiliśmy ją jednego wieczora. Na głos. Strasznie to chwyciło. Zaczęły ją odmawiać i inne piwnice. Pamiętam, odpisaliśmy ją inżynierowi. Na drugi wieczór ten inżynier spotyka nas i mówi: – Wiecie, panowie, że waszą litanię odmawia w tej chwili półtora tysiąca ludzi w moim bloku.”

Pan nie wybawił warszawiaków. Miasto zostało starte z powierzchni ziemi, a ludzie spaleni i zasypani.

1 sierpnia jest dniem pamięci nadziei, z którą wtedy szli do walki bezbronni wojownicy (a na Tygrysy mieli VIS-y), odważni i ufni w zdrowy rozsądek i wojskowy talent dowódców. Dziś są atrakcyjni jako wzorce patriotyzmu, godni naśladowania – głównie w rekonstrukcjach ulicznych – i upamiętniania na podkoszulkach i naklejkach na samochody.

Jednak prawdziwą rocznicę Powstania Warszawskiego winno się obchodzić w dniu jego ostatecznej klęski – 2 października, gdy pod morzem gruzów legło blisko 200 tysięcy ludzi. I ta liczba powinna też być miarą daremnej ofiary, jaką miasto i jego obywatele złożyli, chyba na ołtarzu zuchwałej, nieliczącej się z realiami głupoty dowódców.

Ale tego dzisiejsi dzielni rekonstruktorzy, niektórzy spod znaku rodła lub krzyża celtyckiego, nie mogą przecież odtworzyć. Zresztą, nawet chyba nie chcą.

Piotr Rachtan

PS: Uprzedzam pytanie o 5 sierpnia: tego dnia zginął mój dziadek, kpt. Wyrwidąb (Czesław Witebski), przedwojenny komisarz Policji Państwowej, współtwórca, wraz z gen. Marianem Kozielewskim Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, przyszłej, według programu Państwa Podziemnego, odrodzonej policji. Młodszy brat dziadka zginął w Miednoje.

Obserwator Konstytucyjny

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. PIRS 2016-08-01
  2. slawek 2016-08-01
    • wejszyc 2016-08-01
  3. slawek 2016-08-02
    • wejszyc 2016-08-02
  4. Magdalena 2016-08-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com