Marian Marzyński: Kim jest Dziunia?

marzynski 32016-08-01.

[dropcap]P[/dropcap]isałem już o przygotowaniach do mojego pierwszego filmu fabularnego. Wybrałem już aktorki do głównych ról, które poprosiłem o napisanie mi jakie wrażenie zrobiła na nich książka i scenariusz. Pomoże nam to budować wspólnie te role.

Jedna z aktorek, Anna Moskal z Teatru Powszechnego w Warszawie napisała mi coś, co potwierdza moje przekonanie, że dobry dokument i dobra fabuła żywią się tym samym: prawdą psychologiczną postaci.

 

Oddaję jej głos

 

unnamedPiszę pod olbrzymim wrażeniem przeczytania jednym tchem „Ucieczki z getta” Haliny Zawadzkiej. Marzę o tym, żeby pracować przy filmie, mogę nawet „nosić kable” – byleby tylko uczestniczyć w opowiedzeniu tego niesamowitego przypadku przeżycia wojny przez Żydówkę w Polsce. Gdyby nie fakt, że jest to historia autentyczna, nie uwierzyłabym w taki scenariusz.

 Jednym z nich jest spotkanie z Dziunią Słowik, kobietą, która okazała się człowiekiem, mimo olbrzymiego strachu, przerażenia, mimo zagrożenia życia i bezpieczeństwa.

 Szczególnie dla mnie ważna jest ta postać przez rodzinne historie ratowania Żydów w trakcie wojny. W rodzinie mojego ojca — Stanisława Moskala ( który pochodzi z chłopskiej rodziny spod Sandomierza, ze Zbigniewic) — dziadkowie Moskalowie nie zdobyli się na odwagę przechowywania dwóch córek żydowskiego szewca z Klimontowa, u którego mój dziadek Władysław Moskal terminował i wykształcił się na szewca.

Szef mojego dziadka przyjechał do niego wiosną 1940 roku z prośbą, aby przechował Jego córki za cenę 1000 dolarów, co było na ówczesne czasy majątkiem (można było za takie pieniądze wybudować murowany dom – wielu sąsiadów dziadków we wsi skorzystało z takiej okazji, pozbywając się potem w okrutny sposób Żydów i wywożąc Ich ciała pod gnojówką do lasu i zakopując). Dziadek chciał wybudować w stodole bunkier, ale Babcia Władysława nie zgodziła się – bała się ryzykować życie trzech małych córeczek, moich ciotek – starszych sióstr mojego taty. Zwłaszcza, że obok mieszkała sąsiadka — donosicielka, która prostytuowała się z Bahnschutzami i wydała już niejednych sąsiadów. Strach był olbrzymi.

Za to w rodzinie mojej Mamy Zofii Kierznowskiej H. Pobóg ze strony Jej Matki a mojej Babci Anny z domu Konopczanki H. Nowina były przypadki pomocy Żydom. Moja Prababcia Maria Konopkowa uratowała pięcioletnią Polę, którą przechowywała w majątku Cisie, a po reformie rolnej 44 roku i aresztowaniu mojego Dziadka Jerzego Konopki jako właściciela majątku ziemskiego, dostarczyła do Jej Wuja – naczelnika więzienia w Siedlcach.

Pola po wojnie pisała do mojej Babci Anny z wyrazami wdzięczności i prośbą o dokumenty z Hamburga. Przeżyła wojnę. Takie i pewnie jeszcze inne, o których nie wiemy, historie chlubne i mniej chlubne były w mojej rodzinie.

Tym bardziej wspaniała wydaje mi się postawa Dziuni, którą poznajemy oczami Haliny, najpierw widzimy Jej twarz pokrytą piegami o bardzo jasnej cerze, na której uwydatniają się rumieńce, podkrążone oczy i wyraźny nos, zaciśnięte usta i wypieki na policzkach i szyi wyraźnie wskazujące na zdenerwowanie.

Potem widzimy Jej spontaniczne i odruchowe działania, które najwięcej mówią o człowieku. Jej przywitanie się serdeczne, głośne i wylewne z obcą sobie Haliną przy właścicielce domu, Jej zapewnianie właścicielki, że czekała właśnie na tę osobę, mimo kompletnego zaskoczenia w środku nocy. Jej intuicję, Jej szybkość działania. Potem dopiero możemy zrozumieć odczucia Dziuni z tamtej pamiętnej nocy. Jej zrozumienie, kim jest ta nieznajoma Maria, która rzekomo przyjechała do niej z Warszawy, jeszcze wtedy gdy Halina stała po drugiej stronie zamkniętych drzwi ( siostra Dziuni – Maria podała rodzinie Konów adres Jej i Matki w Starachowicach jako ostateczną deskę ratunku, z której skorzystała już wcześniej Jej macocha Sara ze swoją córeczką Helenką).

Jej zaskoczenie nagłym pojawieniem się Żydówki w ich drzwiach, Jej przerażenie konsekwencjami z tym związanymi ( kara śmierci za ukrywanie Żydówki), Jej ukrywany przed gospodynią strach. Dodatkowo o czym sama Dziunia potem Halinie opowiada – Jej przerażenie spotęgowane pierwszym spojrzeniem na samą Halinę. Zobaczyła bowiem w Jej twarzy i zachowaniu odpychającą agresywność, niemal wrogość. Miała poczucie, że grozi jej bezpośrednie, fizyczne niebezpieczeństwo ze strony Haliny. Jak pisze autorka w książce „ stała przed nią Żydówka – za wpuszczenie Jej do mieszkania Niemcy mogli ukarać śmiercią całą rodzinę.

Potem poznajemy Jej motywacje, rozumiemy, że nie była zdolna wyrzucić Haliny z powrotem tam, skąd przyszła. Bała się Jej i sytuacji, w której się znalazła. Przed przerażoną matką – Karolą Słowik – starała się ukryć strach i bezradność, kazała położyć się Halinie spać i pocieszała się myślą, że będzie u Nich tylko jedną noc i nazajutrz Sara zabierze Ją do siebie. Historia pokazuje, że stało się inaczej i przeprowadza nas przez wszystkie etapy znajomości z Paniami Słowik, aż do wielkiej bliskości.

W ciągu wielu miesięcy poznajemy Dziunię oczami Haliny. Jej zaradność — pracę w konsumie żywnościowym jako kasjerki i spryt w wykorzystywaniu kuponów i przecinaniu ich w taki sposób, żeby można było jeden kupon wykorzystać trzy razy (w ten sposób żywiła nie tylko matkę i siebie ale z jej pomocy korzystała cała rodzina, wielu przyjaciół i znajomych) . Jej odwagę — współpraca z oddziałem AK, w którym później i Halina działała, przygotowując zamach na inkasenta z konsumu. Jej religijność – sposób w jaki się modliła, była kobietą wielkiej wiary, praktykującą katoliczką. Jej uczuciowość i emocjonalność — empatyczność po gwałcie dokonanym przez Jej Brata Zdzisława na Halinie. Jej historię, prawdopodobnie romansu z ojczymem, drugim mężem matki, z którym po tej historii się rozstała a Dziunia została na zawsze przy matce, nie wiążąc się z żadnym mężczyzną.

 Halina pisze o Niej jako o osobie wnoszącej do domu życie, jako o optymistce, której motorem życia było takie właśnie nastawienie do ludzi, wiara w lepsze jutro, zdolność zrozumienia drugiego człowieka. Jako o osobie, do której ludzie lgnęli, opowiadając o sobie, szukali u Niej zrozumienia i rady. Jej słowa dawały im nadzieję i siłę. Głęboko współodczuwała życiowe trudności ludzi i to wywoływało u Niej wewnętrzną potrzebę przyjścia im z pomocą, mimo że ta ofiarność wiązała się przeważnie z osobistym zagrożeniem.

Wymarzona postać do zagrania, przy tym całkowicie ludzka i autentyczna przez swoją cichą odwagę, okazywaną w niebezpiecznych sytuacjach, o które ocierała się na każdym kroku. Postać wybuchowa i emocjonalna na co dzień, w momentach kluczowych opanowana i bagatelizująca zagrożenie swoim zachowaniem. Płacąca za to opanowanie też ogromną cenę swoim zdrowiem, jej częste bóle i zaburzenia żołądkowe były wynikiem przeżywanego stresu i tłumionego zdenerwowania. Przy tym gorąca patriotka. Ale okazująca tolerancję nawet wobec skrajnych poglądów politycznych, czy religijnych.

Nigdy nie starała się przekonać Haliny o istnieniu Boga ani słuszności wyznania rzymskokatolickiego, a uwagi matki — Karoli na ten temat kwitowała zagadkowym uśmiechem. Mimo, że co niedziela chodziły razem na nabożeństwa, uczęszczanie tam Haliny zawsze traktowała wyłącznie jako konspiracyjną konieczność a nie sposób nawrócenia Jej na chrześcijaństwo. Halina pisze o Niej: „na początku 1946 roku, po kilkudniowej chorobie, niespełna czterdziestoletnia Olga Słowik niespodziewanie zmarła. Pozostawiła po sobie wspomnienie jednej z najpiękniejszych postaci, jakie spotkałam w życiu”.

Dla mnie, aktorki — to wspomnienie jest tak sugestywne, że widzę oczyma wyobraźni gotowe sceny czy ujęcia, kadry z Dziunią, obrazy, które śniły mi się w nocy bezpośrednio po przeczytaniu książki. Dziunia, otwierająca drzwi z przerażeniem w oczach i zabierająca do środka Halinę, Dziunia dyskutująca w nocy z matką, Dziunia w konsumie przy kasie przecinająca sprytnie kupon, Dziunia rozmawiająca z dziewczyną, która w wyrazie wdzięczności przynosi w zimie dwa jajka, Dziunia, która śpiewa kolędy w trakcie pasterki w kościele, Dziunia uciekająca z matką i Haliną przez młode żyto przed Niemcami, Dziunia — aktorka odgrywająca przed sąsiadami historię o kuzynce z Warszawy, Dziunia konspirująca ze Stanisławem, Dziunia z bólem żołądka, Dziunia ukrywająca się w piwnicy pod domem, Dziunia idąca po Halinę, która zamarzła z zimna patrzy na Armię Czerwoną wjeżdżającą do Starachowic…

 Nawet jeśli nie będzie mi dane zagrać tej postaci, kibicuję aktorce, która to zagra, bo nie ma bardziej wymarzonej roli do zagrania. Kobiety z krwi i kości, bohaterskiej a przy tym całkowicie autentycznej.

Pisze to jako Polka, mająca poczucie winy i wstydu za głęboki polski antysemityzm, który obserwuję również w starszym pokoleniu części swojej rodziny: opowiedzenie takiej historii, choć w niewielkim stopniu może zrehabilitować Polaków, pokazując, że były również inne przypadki, niż mordowanie, wydawanie, sprzedawanie ukrywających się Żydów, przypadki głęboko ludzkie, gdzie człowieczeństwo wygrywa z uprzedzeniami, strachem, przerażeniem a nawet zagrożeniem życia.

To bardzo ważne, by o tym opowiadać w czasach, kiedy ludzie znowu uciekają i znow nie mają się gdzie schronić. W czasach, gdy Papież obmywa stopy uchodźcom a polska Premier, wybrana przez polskie społeczeństwo, odmawia wstępu do Polski garstce uchodźców z Syrii…

– Anna Moskal

Marian Marzyński

 

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com