Agnieszka Wróblewska: REŻIM  UMIERA  POWOLI  (9)

wałęsa miodowicz

Pamiętna debata telewizyjna Wałęsa – Miodowicz

2016-08-10.

Końcówka lat 80: w moim pamiętniku z tego okresu jest coraz więcej przykładów jak PRL nie radząc sobie z gospodarką państwową coraz szerzej otwiera drzwi prywatnej inicjatywie.

Wielkie państwowe koncerny nie przyniosły obiecanego dobrobytu, a jednak wiara w ich możliwości w Polsce nie zginęła. Odradza się niespodziewanie w programie obecnej prawicowej władzy. Wicepremier Mateusz Morawiecki kreśli w swoim planie wizje niemal tak obiecujące jak kiedyś kreślił nam Edward Gierek. Mają być odbudowane wielkie państwowe stocznie, ruszyć państwowe reaktory atomowe, nowoczesne firmy zbudują wielkie promy, drony, i elektryczne autobusy, które kupi od nas świat. Państwo będzie nadzorować, ale i produkować pod własnym szyldem. A decydować o tym co się Polsce najbardziej opłaca będą urzędnicy.

PZPR w ostatnim dziesięcioleciu swojego panowania ratowała socjalizm w Polsce podpierając go prywatną inicjatywą. Marzenie PiS-u o polskiej przemysłowej potędze ma wspierać  mocarny biznes państwowy. Nie wiemy jeszcze wszystkiego, padały sugestie o upaństwowieniu niektórych sektorów przemysłowych, dotąd prywatnych, a także banków które są obecnie w obcych rękach.

Czytając swoje pamiętniki z lat 80. znajduję obraz dramatycznego krachu podobnie mocarstwowych nadziei z epoki Gierka. Państwowe molochy, które powstały z tych nadziei poniosły porażkę — w latach 80. zyski z eksportu do strefy dolarowej nie starczały już nawet na płacenie odsetek od długu.

A teraz Mateusz Morawiecki, jak kiedyś tow. Gierek, sugeruje że możemy zostać drugą Koreą Południową, która dzięki państwowym firmom wyszła kiedyś z biedy i stała się przemysłową potęgą. Sugeruje to, chociaż zna realia gospodarcze świata i wie, że niczego z ówczesnych koreańskich atutów nie posiadamy.

A jeżeli się nie uda? Zawsze kogoś winnego się przecież znajdzie a przegrane, jak zwykle, będzie społeczeństwo.

7 kwietnia 1988

Coś się zmienia – Andrzej zaczął nagle dostawać propozycje z radia i z telewizji, żeby wziął udział w audycjach. Po latach izolacji! Na szczęście z niektórych audycji nic nie wyszło, bo musiałby występować z byle kim i potem żałować. Ale zaproponowali mu program autorski w drugim programie TV i że będzie mógł zapraszać kogo chce!!

Urban nagadał głupot na konferencji prasowej o deficytowym „Zarządzaniu”, gdzie Andrzej jest szefem, a przy okazji doniósł, że AKW mówił rzekomo nieprawdę w wywiadzie dla BBC. Na szczęście jego donosy z tych konferencji mało komu już szkodzą. A nawet przeciwnie – do wydawania „Zarządzania” zgłosiło się po tej konferencji kilku sponsorów.

Coraz więcej można teraz pisać, na temat gospodarki właściwie wszystko. Ale ludzie mają tak pokręcone w głowach po latach peerelowskiej propagandy, że racjonalne argumenty do nich nie trafiają. Jakiś czytelnik przysłał nam pomysł na poprawę zaopatrzenia ludności w deficytowe towary – każdemu po dwóch latach pracy powinno się przydzielić lodówkę, po następnych dwóch pralkę itd. No bo inaczej zwykły obywatel nigdy się do takich deficytowych towarów nie dopcha!

Ale przecież w praktyce nie daleko odeszliśmy od takich pomysłów. Cały czas mamy system, w którym decyzje o tym co, czym i za ile robić zapadają daleko od wykonawców. Limity zatrudnienia, limity płacowe – wszędzie jest reglamentacja. Decyzje zapadają gdzieś na górze a potem ta góra dziwi się, że zakłady nie wykazują samodzielności.

Ludzie mają w głowach chaos — pomysły, jakie zgłaszają na licznych naradach też nic nie wnoszą, ostatnio np. powołano osobną instytucję do organizowania spotkań samorządów. No i ciągle ludzie domagają się zwiększania kontroli, kontrolerów już niedługo będzie więcej niż pracowników do kontrolowania. Albo inne twórcze pomysły — ujednolić ceny, bo na jednym targu jest drożej niż na innym.

Taką mamy świadomość ekonomiczną społeczeństwa socjalistycznego.

10 kwietnia  1988

Zorganizowałam kolejny panel naszego koła przyjaciół seniorów dziennikarzy, tym razem — dlaczego młodzi nam uciekają? I kiedy zaproszenia były już rozesłane kazano dyrektorowi  Domu Kultury na Żoliborzu – żeby nam odmówił użyczenia sali. Drugi raz to samo zagranie! Przeżywaliśmy już to przecież w klubie u adwokatów w Al. Ujazdowskich. Działają metodą wrednych nacisków zakulisowych, niby formalnie wszystko wolno, mamy „sto kwiatów”, wolność zgromadzeń, a niech ktoś robi coś naprawdę samodzielnie i bez legalnego szyldu — to takie numery. Rzuciła bym to już w diabły, ale zebraliśmy od ludzi jakieś, niewielkie, ale zawsze, pieniądze na wydatki organizacyjne.

W redakcji też było nieprzyjemne zebranie, na którym wykłócano się o premie. Ciekawe, że najgłośniej gardłowali ci, którzy mało robią do gazety, za to godzinami siedzą w redakcji, palą papierosy i gadają. Chcą, żeby pieniądze dzielić równo i przy każdej próbie premiowania wydajności robią awantury.

Co to będzie, jak kiedyś przyjdzie do faktycznej oceny działalności? U nas na wsi na Mazurach chłopi, właściwie leśnicy, bo rolników tam nie ma, co zarobią to przepiją. No bo co mają robić z pieniędzmi?

13 maja  1988

Udało się wreszcie wynająć salę, tym razem na Mokotowie, na nasz panel. Ale już bardzo mnie męczą te kłopoty za każdym razem. Poza salą, to coraz trudniej ściągnąć kogoś oficjalnego na takie spotkanie, wykręcają się jak mogą, bo to przecież politycznie może być trefne.

Przeżyliśmy falę kolejnych strajków, „incydentów majowych” jak się wyraził Urban na swojej konferencji. Nasze SDP wydało oświadczenie na temat informowania społeczeństwa w czasie strajków, bo nagłaśniają tylko to, co chcą żeby do ludzi dotarło. Nasze oświadczenie było czytane w Radio Wolna Europa a po tym – o dziwo – wydrukowało je nawet „Życie Warszawy”. Ale w stylu lat 50., z komentarzem red. naczelnego, Howzana, który dał nam „odpór”. Dowiedziałam się też, że podobno „opiekun” naszej redakcji w KC doniósł naczelnemu, że ja i Krysia Karwicka podpisałyśmy to oświadczenie. Szef nic o tym nie mówi, więc ja tym bardziej.

W ramach „postępu” Sejm zatwierdził nadzwyczajne pełnomocnictwa dla rządu, który zapewnia, że użyje tych pełnomocnictw do tego, aby przyspieszyć w kraju reformę. Nakazami będzie walczył z systemem nakazowym, którego nie potrafi zmienić! Wszystko nadal przebiega, rzecz jasna, pod hasłem socjalizmu.

U nas w domu odbyło się spotkanie grupy, która jeszcze została z Rady Głównej SDP, w przyszłym tygodniu będzie u Anki Borkowskiej. U Anki zbieramy się dość regularnie, mieszka w centrum, wytworzyło się tam coś w rodzaju naszego środowiskowego salonu towarzyskiego. Trzymamy się jeszcze, chociaż organizacja jest już ułomna. Przy okazji tego ostatniego oświadczenia o informacji strajkowej niektórzy się obrazili, że ich nie wymieniono chociaż się podpisali, inni mieli pretensje, że do nich nie dotarliśmy.

Do innego świata należą Passentowie, z którymi też się czasem spotykamy. Opowiadali ostatnio, że byli u jakiegoś prywaciarza na imieninach. Nowa „arystokracja” — dworek w parku pod Warszawą, służba odbiera samochód, bryczką się podjeżdża pod wierzbę płaczącą, pod którą solenizant przyjmuje życzenia. Orkiestra przygrywa, kelnerzy roznoszą drinki, na rożnach pieką się prosiaki. I między tą finansową socjetą sławny felietonista dla ozdoby.

Taki oto socjalizm dla ludzi pracy wykluł się z eksperymentu łączenia gospodarki socjalistycznej z elementami kapitalizmu…

17 lipca 1988

Rakowski przeszedł z rządu do biura politycznego partii, ma tam przyspieszać reformy. Grupie, która kiedyś wydawała „Po Prostu” zaproponowano, żeby wznowiła pismo. Nasz aktyw SDP wysłał list popierający ten pomysł, ale to przecież kolejna lipa. Tak jak z samodzielną audycją telewizyjną dla Andrzeja i z innymi pomysłami „góry”. Tam są zapewne różne orientacje – bardziej postępowi może coś proponują, a tradycyjny aparat torpeduje. Tak sobie wyobrażam.

Gorbaczowa witali tu entuzjastycznie. Czarował publiczność, jednak poza stek banałów, i że wszystko będzie teraz inaczej – żaden z mówców nie wyszedł. Może doczekamy czasów, kiedy powiedzą wyraźnie, że komunizm się nie sprawdził i że porzucają tę „wiarę”?

Jutro pogrzeb Janka Strzeleckiego, bardzo tajemniczo zamordowanego. Mieszkaliśmy koło siebie na WSM-ie, był przyjacielem ojca Andrzeja, uroczy człowiek.

Czy jest możliwe, że są w Polsce terroryści z orientacji „betonowej ekstremy”?

7 sierpnia 1988

Pogoda się popsuła, deszcz i wiatr, ale siedzimy w Nataci na Mazurach bo mają nam naprawiać pomost, a deski już czekają. Andrzej kupił je w tartaku w Napiwodzie „na małpę” – kierownik powiedział:  pamiętam pana z telewizji. Ma facet pamięć, bo Andrzej był w telewizji przed stanem wojennym.

Cud, że te deski zdobyliśmy, bo sprzedawaniem, mimo tych reform które wprowadzają, dalej nikt nie jest w Polsce zainteresowany. Zaopatrzenie jest gorsze niż w zeszłym roku, brakuje podstawowych rzeczy – cukru, makaronu, oleju. Nawet badylarze gorzej docierają z warzywami. W prywatnej smażalni w Jabłonce tylko najdroższe ryby bywają i to rzadko.

Znów wyciekło do ludzi więcej pieniędzy bez pokrycia. Orzechowski, nasz sąsiad w Nataci, robotnik leśny, łajza i ochlaptus, skarżył się niedawno że nie ma co robić z pieniędzmi. Zarobił w lesie 80 tysięcy i tyle samo w skupie dostał za kurki, a kupić nic nie może. Tymczasem władza robi rzeczy głupie i niespójne – przedwczoraj ogłosili nowy podatek dla przedsiębiorstw państwowych, które zamawiają coś u prywatnych wykonawców. A przecież dopiero co zapowiadali reformę, która miała wprowadzić równoprawność sektorów! Wczoraj ogłosili np. kary dla dyrektorów cukrowni i zakładów mięsnych za to, że na rynku brak cukru i mięsa!!

10 sierpnia 1988

Koniec wakacji, w naszym mazurskim domku będzie teraz Baśka Pietkiewicz ze swoim synem Igorem. Jest na urlopie, ale cały czas robi gobeliny ze skrawków skóry, tak dorabia do  dziennikarskiej pensji. Teraz musi zarobić tymi skórzakami na mieszkanie dla jakiejś babki, która zajmuje pokój w jej mieszkaniu. Igora żywi głównie jarzynami — miesza wszystkie jakie ma pod ręką i robi z nich zupę, albo drugie. Czasem dołoży kawałek kurczaka, czasem dosypie płatki albo otręby. Całe to gotowanie do niej pasuje, bo jest osobą nietuzinkową ta moja przyjaciółka.

16 sierpnia 1988

Byłam w „Elanie” toruńskiej – problemy jak wszędzie. Kombinat potrzebuje rocznie ok. 20 mln. dolarów żeby żyć, to znaczy wyprodukować 80 tys. ton włókien chemicznych. Wszystkie urządzenia są z importu, więc muszą jeszcze co rok dokupić za ok. 10 mln dewizowych surowców i części zamiennych. Liczą na to co im rząd obiecał, a kiedy okazuje się że dewiz brak, muszą zatrzymać produkcję co wymaga tygodnia i potem dwóch tygodni żeby ją uruchomić.  Marnotrawstwo ogromne – mówi mi dyrektor – przy produkcji na pół gwizdka zużywa się energii na cały gwizdek. Ukochaliśmy te giganty — jeden wydział zajmuje powierzchnie niemal Pałacu Kultury, wszystko klimatyzowane. Nie dlatego, żeby ludziom było przyjemnie — takie są wymagania  zachodniej technologii.  Rząd ciągle obiecuje, że zapewni dewizy na te 80 ton produkcji, ale zawsze wynikają jakieś „okoliczności”. A kiedy załoga nie wykona planu, to nie dostaje premii. Wtedy dyrektor krąży po ministerialnych gabinetach tak długo, dopóki czegoś nie wytarguje. Bo z pustymi rękami do załogi nie może przecież wrócić.

22 sierpnia 1988

Strajki się szerzą. Głównie objęły kopalnie w Jastrzębiu, w kopalni „Manifest Lipcowy” jest sztab. Na pierwszym miejscu w postulatach zalegalizowanie „Solidarności”. Ludzi rozwścieczyła ta władza, która nie potrafi się zdobyć na żadne radykalne zmiany, na żadną radykalną reformę, tylko potrafi podnosić ceny. Uparcie chcą coś zmieniać małymi kroczkami, tymczasem przez to rozwlekanie mnożą się coraz to nowe wynaturzenia w życiu codziennym.

Wciąż oczywiście czai się niepewność na ile Ruscy pozwolą zmieniać system. Gorbaczow, kiedy był w Polsce, bardzo popierał Jaruzelskiego, mówił że Polska miała szczęście, że był tu w trudnych chwilach (!) Ale teraz trzeba czynów, powinna się znaleźć ekipa ludzi niezależnych od PZPR, która szybko wprowadzi radykalne zmiany – wyrzuci przepisy hamujące rozwój i przekona ludzi, że muszą ponieść przejściowe koszty wyjścia z tej inflacji.

Jednak oni niczego takiego nie zrobią. Zamienią jednego bonzę na drugiego, zgodzą się na nowe żądania płacowe, wszystko byle nie podzielić się władzą.

Obstawiają wojskiem i policją Śląsk, port w Szczecinie stoi od tygodnia. Wprowadzili sobie do konstytucji stan wyjątkowy i kto wie czy tej możliwości nie użyją.

Ale ja mam teraz co innego na głowie – przylatuje ze Stanów Tomek z Kimelą i 10. września ma być u nas wielkie party. Muszę już kupować co się da, bo potem się nie wyrobię.

30 sierpnia 1988

Dziś władza się złamała i zaprosiła do okrągłego stołu Wałęsę. Urban przekroczył granice własnej bezczelności – na konferencji prasowej powtarzał za Jaruzelskim – nieważne kto skąd przychodzi, ważne co chce zrobić dla Polski. Że też żaden z korespondentów zagranicznych nie przypomniał mu jak wyśmiewał „jakiegoś elektryka”, „osoby prywatnej jak każdy człowiek w Polsce” a „Solidarność” to skończony rozdział itp.

Teraz o „Solidarności” głośno, w telewizji pokazują transparenty wywieszane na strajkach, a w dziennikach nie mówi się już „tzw. opozycja”. Musieli się upokorzyć, ale szkoda tych długich zmarnowanych lat, wszystko to za późno i pewnie długo jeszcze będzie się mówić, a nie robić.

Strajki trwają w kilku wybranych zakładach zdecydowanych strajkować tak długo, aż się „tam na górze” nie dogadają w sprawie legalizacji „Solidarności”. Port w Szczecinie, baza autobusów MPK, kopalnia „Manifest Lipcowy”, Huta Stalowa Wola. Tymczasem partia się zebrała i ogłosiła, że nie będzie negocjować pod pistoletem strajkowym i zaraz coś tam sama uchwaliła.

6 września 1988

W kraju robi się ciekawie, ale pisać nie mam gdzie, bo „Przegląd Techniczny” praktycznie nie wychodzi z braku papieru – spóźnienia sięgają ostatnio dwóch miesięcy! Zaczęliśmy głośno protestować, a że kierownictwo mamy bezwolne, więc sami ustaliliśmy na zebraniu, że napiszemy list otwarty do czytelników z przeprosinami, że się nie ukazujemy i prześlemy do wszystkich redakcji.

W kraju znowu wyczekiwanie. Strajki wygasił Wałęsa i mają teraz usiąść do stołu, żeby uzgadniać. Zacznie się polka, bo rejestrację „Solidarności” opozycja stawia jako pierwszy warunek, a władza nie godzi się, żeby to była taka sama „Solidarność” jak przed stanem wojennym. Chce, zdaje się, podzielić ją na różne partie, a opozycja domaga się jednej, normalnej partii opozycyjnej. Ale co zrobią z tymi związkami, które już istnieją?

Ciekawie jak się teraz czuje Urban, a nawet Daniel po tym wyśmiewaniu się z opozycji przez całe lata.

Andrzej ma masę pracy, w dodatku dzwonią do niego ciągle z różnych zachodnich rozgłośni i z polskiego radia zresztą też. I ciągle tu przychodzą. Teraz np. jest późno, chciałabym już iść do wanny, ale u Andrzeja siedzi Amerykaniec, korespondent z Wall Street Journal, więc czekam aż wyjdzie. Andrzej też zresztą ma wyjść, jedzie z Baśką do jej znajomego przemytnika, który wymienia złotówki na dolary. Dolar już jest po 2,5 tysiąca złotych! Historyczna zwyżka po ostatnich wydarzeniach.

16 października 1988

Długo nie pisałam, tyle się dzieje w życiu rodzinnym, towarzyskim i politycznym, że nie ma kiedy zaglądać do zeszytu, a szkoda. Rakowski został premierem. Nie przypuszczaliśmy, prawdę mówiąc, że on jeszcze raz wypłynie. Dużo zmian, ale jakieś powierzchowne, przejściowe. To przecież nie jest jeszcze trwały rząd polski, bo cały czas nie ma społecznej legitymacji. Szykują niby „okrągły stół”, ale władza, kiedy tylko widzi, że nie musi ustępować — zaczyna się umacniać na starych pozycjach. A póki rządzi ten PZPR normalnie nie będzie.

Jest pomysł, żeby reaktywować „Po Prostu”, nawet się zbieramy na spotkaniach programowych, ale nie wiadomo czy coś z tego wyjdzie.

26 listopada 1988

W przyszłym tygodniu „Andrzejki”. Tego samego dnia ma się odbyć spotkanie telewizyjne Wałęsa-Miodowicz, o którym mówi się w Warszawie „okrągły ekran”. A dla nas to będzie imieninowy happening.

Sytuacja w kraju jest dziwna. Kolejne nadzieje, tym razem związane z Rakowskim i jego rządem, który wydaje ustawy rzeczywiście dość rewolucyjne – prawo do podejmowania działalności gospodarczej dla każdego, wpuszczanie kapitału obcego, demonopolizacja skupu itp. Ale opozycji ciągle nie chcą uznać, raczej chcieliby ją skompromitować i wytrącić broń z ręki. Znów krótkowzroczna ślepota. Zamknięcie Stoczni Gdańskiej było właśnie takim krokiem.

5 lutego 1989

Rzadko teraz piszę bo za dużo się dzieje. Jutro zaczyna się „okrągły stół”. Historyczny przełom w komunistycznym obozie. Partia zrezygnowała z „dyktatury proletariatu”, zalegalizowali nam Stowarzyszenie Dziennikarskie pod nazwą Spotkania Dyskusyjne Publicystów. Wałęsa niemal codziennie jest w telewizji. Socjalizm wali się na naszych oczach!

Wczoraj byliśmy u Davisów*, było wspaniale. Stworzyli nadzwyczajny dom dla warszawskiej opozycji w tych trudnych latach. Przychodzi tam naprawdę kwiat polskiej inteligencji. Wczoraj była ostatnia sobota karnawału, a więc tańce. Spotkania u Davisów powinny się doczekać jakiegoś literackiego opracowania – zbieraliśmy się tam, poniżeni, wyrzuceni z pracy w najgorszych latach stanu wojennego. Ale przychodziła i druga strona, rozmawiali ze sobą ludzie, którzy nie mieli wtedy żadnej okazji żeby się spotykać.

Agnieszka Wróblewska


* John Davis, ambasador USA w Warszawie w końcu lat 80-ych. Jego żona Helen przychodziła czasem na nielegalne spotkania naszego nielegalnego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Konteksty 2016-08-18
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com