Jak mówi o sobie, nie jest specjalnie religijny, ale z ciekawością odnotowuje, co się w różnych religiach dzieje na świecie. W felietonie, który zwrócił moją uwagę omówił książkę, której autorem jest były pastor Brian D. McLaren pod tytułem „Wielka duchowa migracja”. Ten były pastor to mój rówieśnik i przyznam, ze wiele jego pomysłów jest mi bliskich, jednak proszę się nie obawiać, ani w głowie zakładanie nowego kościoła, choćby tak sympatycznego jak emerging Church (proszę sprawdzić w Wikipedii, zwłaszcza anglojęzycznej).
Przytacza z niej wiele ciekawych fragmentów, które opatruje równie ciekawymi komentarzami. Jako próbkę przytoczę pierwszy akapit całego felietonu: „Jezus nigdy nie wspomniał gejów albo aborcji tylko skupił swoja uwagę na chorych i ubogich. A jednak niektórzy przywódcy chrześcijańscy odnieśli sukces demonizując gejów. Mahomet w swojej epoce podniósł status kobiet, a jednak dzisiaj niektórzy duchowni islamscy zabraniają kobietom prowadzić samochodów i przywołują religię by uzasadnić obrzezanie młodych dziewcząt. Budda prawdopodobnie byłby przerażony apartheidem nałożonym na mniejszość Rohingya (muzułmańska grupa etniczna zamieszkująca północną część birmańskiego stanu Arakan) w Birmie…
Nie mogę się powstrzymać od aktualizacji tego znakomitego tekstu (o tyle dla mnie ciekawego, że jego autor ma polskie korzenie bo jego ojciec nazywał się Władysław Krzysztofowicz i wyemigrował z Polski do USA po II wojnie światowej). Otóż gdyby Kristof przyjrzał się uważnie polskiemu katolicyzmowi — na pewno do swoich zdziwień dołączyłby i tę odmianę katolicyzmu, który tylko nominalnie w swych objawach jest chrześcijański. No bo zastanówmy się chwilę.
Jaki związek zachodzi między nauczaniem Jezusa a wystawionymi w Świebodzinie w 2010 roku 36 metrowym pomnikiem Jezusa?. Zresztą podobny, choć „tylko” 13 metrowy, ma być postawiony w Jaśle (radni już zatwierdzili na ten cel 800 metrową działkę). Zapewne podobnego związku trudno się dopatrzeć powstałych w ostatnich latach gigantycznych kościołach w Licheniu, Warszawie, Toruniu i Krakowie. To tylko poprzestając na wymiarze „materialnym” związków nauczania Jezusa z tym, co się w tym katolickim kraju dzieje.
A jeśli Jezus poczytałby katolickich publicystów, posłuchał ich „katolickich” wynurzeń w coraz bardziej katolickich mediach narodowych i pooglądałby równie katolickim nauczaniem przesiąknięte coraz bardziej programy telewizyjne, zapewne z trudem ochłonąłby z wrażenia. Już nie wspomnę o następcach jego apostołów, którzy zamykają usta księżom, zbyt dosłownie biorącym sobie do serca jego nauczanie.
No właśnie jaką religię Jezus by wyznawał? Czytam różne książki na ten temat i mam kłopot z odpowiedzią na tak postawione pytanie.
Stanisław Obirek



„Jaki związek zachodzi między nauczaniem Jezusa a wystawionym w Świebodzinie w 2010 roku 36 metrowym pomnikiem Jezusa”? Myślę chyba to, co Pan Profesor. Żaden. A jaki związek zachodzi między nauczaniem Jezusa a wystawionym w Rio de Janeiro w 1931 roku 3o metrowym pomnikiem Chrystusa Odkupiciela? Myślę to, co Pan Profesor…? A jaki związek zachodzi między nauczaniem Jezusa a wystawioną w 1914 roku 8o metrową Bazyliką Sacré-Cœur w Paryżu? Myślę to, co Pan…? A jaki związek zachodzi między nauczaniem Jezusa a wystawioną w 1626 roku 133 metrową Bazyliką Świętego Piotra w Watykanie? Myślę to, co Pan…? Czy wystawienie giganta w w 2010 roku jest sprzeczne z nauczaniem Chrystusa, a w 1931, 1914, 1626 nie? A może gigantyczny krasnal w Świebodzinie, zwany Chrystusem, budzi sprzeciw Pana Profesora tak naprawdę z powodów estetycznych jako niepojęty kicz, podczas gdy uroda bazyliki św. Piotra przesłania wszystkie zbrodnie chrześcijaństwa? A może na Sacré-Cœur i bazylikę św. Piotra trzeba spojrzeć jak na Chrystusa świebodzińskiego (jeszcze z małej litery, tylko czekam, jak zacznie z cudów słynąć) – jako na przejaw triumfu ideologii panującej i zwycięskiej, władczej nad całą resztą? To coś w Świebodzinie od bazyliki św. Piotra różni się tylko artyzmem (bo taką nas przebodli ojczyzną, jesteśmy kartoflani, trudno). Reszta jest ta sama.
A dlaczego Jezus miałby wyznawać inną religię niż wyznawał? Był odnowicielem judaizmu ale nie twórcą nowej religii, przynajmniej nic na ten temat nie ma w Ewangeliach. Był religijnym Żydem.
Dopiero karkołomna koncepcja św. Pawła zdobyła powodzenie w świecie. Ukrzyżowanie Jezusa było wstrząsem dla uczniów. Św. Paweł uznał, że Jezus to syn Boży (jaki u Boga może być syn?) i skoro został ukrzyżowany to musiał być w tym jakiś sens. Dorobił do tego zdarzenia wyjaśnienie, że to ofiara dla Boga żeby wybaczył ludziom grzech pierworodny. I ta obłędna koncepcja zyskała wielkie powodzenie, czemu wciąż nie mogę się nadziwić. Bo najpierw wszechwiedzący Bóg nie przewidział uczynku Adama I Ewy, potem się zagniewał (?!), a potem miłosierny Bóg potrzebował ofiary swego syna żeby przebaczyć ludziom. I to nie do końca, bo przecież ludzie dalej umierają, ale jak uwierzą w koncepcję św. Pawła (wiara jako warunek zbawienia!) to po śmierci ich dusze trafią do raju.
Sądzę, że Jezus, poznawszy tę religię, nie zostałby chrześcijaninem. Nie znosił okrucieństwa.
Przystojny facio na tej fotce, nie ma co gadać..
A to link do sławnych Pań które zmieniały panów i świat.
Ciekawa stronka, kulturotwórcza…
http://historia_kobiet.w.interiowo.pl/religia.html
Historykowi nie przystoi „gdybanie”, więc – podobnie jak Profesor Obirek – ucieknę od jednoznacznej odpowiedzi na tak kuszące pytanie. Jednak idąc za myślą PIRSA, trzeba przyznać, że raczej Jezus nie poszedłby za przemyśleniami Pawła i nie przystałby do promowanych przez niego grup zwanych chrześcijanami. A idąc dalej, prawdobodobnie Jezus daleki byłby również od zchierarchizowanej formy opartej na typowych feudalnych przesłankach – tak pieczołowicie pielęgnowanych przez największą denominację chrześcijańską. Wracając jednak do Pawła, obawiam się, że kierował nim nieco religijny koniunturalizm. Myślę, że był zbyt inteligentnym człowiekiem, by nie zdawać sobie sprawy ze swoich rozważaniowych manipulacji. Np. używanie terminu „syn Boży”, który przecież w odczuciu grecko-rzymskich pogan (a taka, przecież grupa domonowała ostatecznie wśród jego słuchaczy – zaznajomiona co prawda z pewnymi doktrynami żydowskimi) był absloutnie odmienny – żeby nie powiedzieć: przeciwstawny – do tego co naprawdę tytuł ten oznaczał w judaiźmie. Inny przykład: użycie terminu „Pan” wobec Jezusa. Każdy historyk chrześcijaństwa wie, że terminem tym w tłumaczeniu greckim biblii hebrajskiej (a taka tylko była Pismem świętym dla ówczesnych chrześcijan) zamienione imię własne Boga Jahwe (nigdy nie wypowiadane przez Żydów) na „kirios,” jednoznacznie wskazywało poganom na boskość Jezusa. Dla Żyda jednak, czytającego LXX, nazwanie Jezusa panem nie stanowiło jego ubóstwienia, podobnie jak nikt nie stawiałby równości w „panowaniu” między okrśleniam Pan Bóg a np. pan Profesor Obirek. Dla pogan jednak tamtego okresu używanie tego samego terminu „pan” wobec Jezusa, który był użyty w greckim przekładzie hebrajskiej biblii tylko wobec żydowskeigo Boga, prowadzić mogło tylko do jednej konkluzji: Jezus jest Bogiem. A że poganie ci wyrośli w politeźmie, to akceptacja „dodatkowego boga” nie stanowiła tak wielkiej przeszkody. Zarówno Paweł jak i np. Jan w swojej Ewangelii, bardzo ostrożnie naprowadzają swoich słuchaczy/wyznawców do boskości Jezusa, jednak nigdy jednoznacznie nie wypowiadając takiej konkluzji. Oba teksty jednak co innego oznaczały dla podgańskich chrześcijan a co innego dla tzw. „żydujących.” Wracajac zatem do pierwotnego tematu, trzeba stwierdzić, że Jezus – jako normalny Żyd (może nieco „rewolucyjny”, buntowniczy – czy raczej: apokaliptyczny prorok) na pewno nie popadłby w pawłową czy janową pułapkę werbalną. Zatem chrześcijańskie doktryny (nawet te początkowe) byłyby mu całkiem obce.
Kłopot kłopotem, ale zdecydować się trzeba skoro szacowni komentatorzy przed swoją odpowiedzią się nie uchylili. No więc dla mnie Jezus był i pozostałby pobożnym Żydem. Sam to zresztą w przekazanych nam przez jego uczniów tekstach powiedział. Nie miał zamiaru odchodzić od religii Ojców, chciał raczej przypomnieć to, co w niej najlepsze, a więc wymiar prorocki i (jak słusznie Mieczysław Oniskiewicz przypomniał) apokaliptyczny. Nie był zresztą w tym oryginalny, dziś to wiemy dzięki odkryciom z Qumran i znakomitym opracowaniom (nie tylko Gezy Vermesa) tych tekstów, by przypomnieć udział bodajże najważniejszego polskiego badacza Józefa Milika. No więc czytajmy i dyskutujmy o Jezusie i jego czasach, a wtedy nie tylko względy estetyczne pozwolą nam z dystansem patrzeć na to, co robią i mówią jego domniemani spadkobiercy.
Archeologia to cudowna rzecz, można zdiagnozować dzisiaj wiele chorób.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4354/q,Bog.nie.istnieje.cz.1
Słusznie zauważa tuaj Pan Profesor, że webec tak kuszącego dylematu nie mamy za dużej możliwości wyboru, gdyż wiemy prawie dokładnie kim był Jezus i trudno byłoby postrzegać go jako np. hinduistę, buddystę czy wyznawcę islamu (chociaż niektóre apokaliptyczne elementy w tej religii na pewno byłyby bliższe Jezusowi niż obwarowane arystotelesowską filozofią doktryny chrześciańskie, np. o Trójcy Świętej…). Chociaż Ewangelie Synoptyczne przedstawiają Jezusa już z perspektywy pierwotnego chrześcijaństwa (i to o różnych „odcieniach”), obraz tam zaprezentowany jest tutaj najbardziej historyczny – chociaż nadal nie całościowy. Oczywiście obraz ten różni się zasadniczo od pawłowego (chociaż najwcześniejszego w całym Nowym Testamencie) – zainteresowanego wyłącznie soteriologicznym wymiarem (Jezus ukrzyżowany i wskrzeszony przez Boga). Podobnie ostatnia Ewangelia przedstawia nam już Jezusa wiary z mocnym akcentem ku Jego boskości (chociaż nadal nie wypowiedzianym jednoznacznie przez autora). U Synoptyków pojawia się bardzo wyraźny obraz Jezusa jako typowego apokaliptycznego Żyda, któremu chyba najbliżej do frakcji faryzeuszy (a frakcja ta nie była ani jedyną ani nawet najliczniejszą w czasach Jezusa). Stąd też jego zapowiedzi o Królestwie Bożym pokrywają się całkowicie z wyznacznikami żydowskiej apokaliptyki. Na pewno w jego przepowiadaniu nie można postawić znaku równości między Królestwem Bożym a Kościołem (termin ten występuje tylko dwa razy we wszystkich czterech Ewangeliach, wyłącznie u Mateusza i najprawdopodobniej nie stanowi autentycznej wypowiedzi Jezusa). A zatem dopatrywanie się „chrześcijańskości” w Jezusie jest czystym anachronizmem. Podobnie jak upatrywanie w Jezusie „założyciela” chrześcijaństwa. W najlepszym wypadku można o Nim powiedzieć: „reformator faryzeizmu.” Nawet chrześciajńswo aż do „synodu” w Jamni w 90 roku uważane było za jedną – chociaż skrajną – formę judaizmu. Wszystkie te historyczne fakty świadczyć mogą zatem jednoznacznie, że Jezus pozostawał całkowicie w judaiźmie.