Paweł Lisicki jest chyba najpłodniejszym polskim teologiem. Rok bez napisania książki uważa za stracony. Dlatego cierpliwie, ale z coraz większym impetem, dostarcza na polski rynek swoje przemyślenia. Nie nadążam ze wszystkimi lekturami, bo ich rozmach i objętość mnie przerasta, ale niektóre owszem czytam… i to z wzrastającym zdumieniem.
Takie zdumienie przeżyłem czytając Kto zabił Jezusa. Prawda i interpretacje z 2013 roku. Moim zdaniem Kto zabił Jezusa? stanowi przykład zaklinania rzeczywistości. Autor wierzy, że zdecydowane osądy wypowiadane z dużą pewnością siebie zastąpią rzetelne badania historyczne i egzegetyczne. Zestawianie autorów z niekwestionowanym dorobkiem naukowym z całkowicie nieznanymi badaczami stanowi ulubiony zabieg retoryczny Pawła Lisickiego. Ale nie tylko ja tak uważam.. O ile wiem, postawioen pytania pozostały bez odpowiedzi.
Pewnie dlatego Lisicki pisał dalej. Tajemnica Marii Magdaleny (2014), Czy Jezus jest Bogiem? (2014), Dżihad i samozagłada Zachodu (2015). Każda ogłaszana z ogromnym entuzjazmem na łamach…organu autora „Do Rzeczy”.
Jednak przed kilku tygodniami autor przeszedł samego siebie. Nie mniej ni więcej… ogłosił nową religię. Wprawdzie nie swoją (choć by mnie to nie zdziwiło), ale inną. I zrobił to w swoim stylu – ogłaszając drukiem kolejne opasłe dzieło. Już zostało przedyskutowane (oczywiście w swoim gronie) i ogłoszone jako dzieło przełomowe. Krew na naszych rękach? Zostało przez Adama Szostkiewicza na łamach „Polityki” 39/2016, s. 28) określone krótko: „Na 600 stronach autor rozwija opowieść graniczącą z teorią spiskową w styku Fantazy”.
Ja dodałbym, że jest to nader niebezpieczne fantasy, bo przeniknięte wyrafinowanym antysemityzmem graniczącym z negacjonizmem. Lisicki albo nie zdaje sobie sprawy, albo robi to, co robi w sposób wyjątkowo perfidny. Jego pisanina budzi najgorsze skojarzenia z antysemickim dziedzictwem katolicyzmu, który na szczęście się od niego odciął.
Oto, co na temat tego odcięcia ma do powiedzenia Lisicki: „Patrzę na to i czasem wręcz oczom nie wierzę, a z jaką potulnością, tchórzostwem i brakiem woli oporu hierarchowie Kościoła poddają się procesowi reedukacji. Nieznośne jest to nieustanne bicie się w piersi, sypanie głów popiołem, tchórzliwe merdanie ogonem i żałosna chęć przypodobania się silniejszym” („Do Rzeczy” 27/2016, s. 21).
Gdyby ktoś miał wątpliwości to Paweł Lisicki miał na myśli m.in. Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka, czyli wszystkich papieży, którzy zrewolucjonizowali nauczanie katolickie poczynając od Soboru Watykańskiego II.
Może teraz Kościół się zainteresuje poglądami głoszonymi przez redaktora, który niezmiennie uważa się za jego wiernego syna. Wiem, że moja krytyka tylko utwierdza Pawła Lisickiego w jego antysoborowej krucjacie, ale jednak może warto jej się bliżej przyjrzeć – skoro polscy hierarchowie z taką gorliwością tępią wszelkie przejawy modernistycznego odchylenia, to reakcyjne tendencje bywają o wiele bardziej niebezpieczne. Jest to tym bardziej widoczne, że Lisicki jest jednym z głównych w polskiej publicystyce prawicowej krytyków papieża Franciszka.
A skoro już o języku mowa to chciałem przy okazji zwrócić uwagę na ciekawą prawidłowość w polskiej publicystyce zarówno politycznej jak i religijnej. Odwołam się przy tym do tekstów Michała Głowińskiego, a zwłaszcza do jego ostatniej książki Zła mowa. Jak nie dać się propagandzie. Autor zebrał w niej wcześniejsze teksty pomieszczone w takich książkach jak Nowomowa po polsku (1990), Marcowe gadanie. Komentarze do słów. 1966–1971 (1991), Mowa w stanie oblężenia. 1982-1985 (1996). Chodzi więc głównie o analizę procesu psucia języka przez polityczną propagandę w PRL-u, który nieoczekiwanie i z nową siłą został podjęty przez propagandę PiS-u (w istocie profesor Głowiński przez analogię do nowomowy mówi o pisomowie).
Wydaje mi się, że te znakomite analizy językowe można z powodzeniem zastosować do języka używanego przez fundamentalistów religijnych, którzy w ostatnich latach (chyba od 2005 roku gdy PiS po raz pierwszy doszedł do władzy) z wyjątkową aktywnością publicystyczną i pisarską zajęli się psuciem mowy teologicznej.
Przewodzi im właśnie Paweł Lisicki, o czym już zresztą wielokrotnie na łamach SO pisałem, więc nie będę się powtarzał. Dodam tylko, że jest to wyjątkowo zła mowa gdyż ma charakter pseudo-troski o wartości chrześcijańskie i szeroko rozumiane konserwatywne. W istocie jednak niszczy wszelkie próby budowania mostów i przezwyciężania ciemnej strony religii jakie podjął Kościół katolickie na Soborze Watykańskim II.
A co mnie szczególnie martwi, to brak rzetelnej analizy tej destrukcyjnej działalności ze strony fachowych teologów.
Stanisław Obirek



Mój znajomy Anglik, John, oświadczył kiedyś: – Ludzie mówią że Jezus urodził się w Jerozolimie, ale to nieprawda – on urodził się u nas, w Londynie.
Ja: – To znaczy że wyście go ukrzyżowali?
John: – Nie, to nie my, to Rosjanie.
Pan Lisicki w wielu dziedzinach głosi poglądy pseudo-obiektywne. Jest to wyjątkowo szkodliwy publicysta nie tylko dla polskiego życia publicznego, ale przede wszystkim dla popieranych przez niego ugrupowań politycznych. Zakłamując rzeczywistość utrudnia jej rzeczową i chłodną analizę. Ale w końcu jego mistrz JK jest dla niego wzorcem, więc kłamstwo górą. Kierowane przez niego pismo powinno mieć podtytuł: „Kłamczuchy wszystkich krajów łączcie się! (z wyjątkiem Żydów, Islamistów, Kolorowych i LGBT ! Niech żyje ciemnogród”.
Miałem wątpliwości czy nie za ostro potraktowałem PL i chciałem zmienić tytuł na „Fantazy L.”, jednak kolega zwrócił mi uwagę, że należałoby napisać „Groźne bajdurzenia”, myślę że ma on rację. To, co od lat wypisuje ten teologiczny ignorant jest bardzo niebezpieczne bo ma poparcie kilku kompetentnych teologów (ks. Chrostowski), którzy swoją wiedzę wykorzystują do propagowania antysemityzmu i zwalczania światłem myśli.
Czytałam tylko jedno z tych dzieł Lisickiego, więc nie odniosę się do jego teorii na temat tego, kto zabił Jezusa. Jest jednak coś ważnego w krytyce II. Soboru Watykańskiego u Lisickiego i innych lefebrystów. Mianowicie są oni przekonani, że to Sobór Watykański pod wodzą papieży i biskupów doprowadził do zamierania wcześniejszej pobożności w Europie zachodniej i nieco później w Polsce.
Czar przedsoborowej ceremonii mszy św. polegał, owszem, na tajemniczości, kryjącej się za językiem łacińskim i za tym, że ksiądz stał tyłem do wiernych, jakby zwracał się bezpośrednio do sił niebieskich, a uczestniczący byli tylko świadkami wielkiego misterium. Przemawiało to mocno do duszy ludzkiej, tak jak muzyka kościelna czy zapach kadzidła. Nie przemawiało to jednak do ducha ludzkiego (o którym Kościół jednak niechętnie wspomina, albo go całkiem neguje, bo uznanie go oznaczałoby oddanie władzy nad ludźmi). A „duch” ludzki jest w stanie (i wreszcie powinien) bezpośrednio jednoczyć się z duchowością uniwersalną — jeśli go to interesuje. Szkopuł w tym, że nie wszystkich to interesuje, bo jest trudne i wymaga wysiłku nie tylko intelektualnego, ale przede wszystkim moralnego.
Zabrakło więc dawnego uroku ceremonii kościelnych, a tęsknota epistemologiczna nie została (jeszcze?) rozbudzona. Wielu odczuwa to jako bolesną pustkę i tych, którzy w ich mniemaniu doprowadzili do tej pustki, wini, czyli Sobór, jego papieży i biskupów. Ale to błąd myślowy: czas, że wierne dusze będą dalej prowadzone za rękę nie mógł trwać wiecznie.
Lisicki (czytałam tylko jego książkę o islamie) ustawicznie odnosi się do tej rzekomej zdrady przywódców Soboru Watykańskiego i Kościoła posoborowego i nie rozumie, że czasy muszą się zmieniać, a ze zmianą przychodzą nieodwołalnie nowe wyzwania. Może ciekawsze.
Profesorze drogi, ci fachowcy od teologi..
To czym się oni zajmują?
Dzisiaj?
Na pewno mnie nie czytają, a ci których przymuszam piszą: „dziwi mnie Twoje ODIUM THEOLOGICUM jako agnostyka wobec tego dziennikarza”. Więc zastanawiam się, może ja rzeczywiście krzywdzę tego tak bardzo zaangażowanego dziennikarza, dla którego teologia jest sposobem na bycie dziennikarzem?
tego typu działanie jest może jakimś nieznanym polskości wyjątiem czy dziwactwem ale gdy spojrzeć na dzieje duchowości protestanckiej zwłaszcza amerykańskiej to własnie to gadanie zagadywanie ten słowotok Lisickiego jest taki sam (w sensie „teologiczny” ale i analizy językowej (Głowiński jest w końcu strukturalistą!) jak u L. Ron Hubbard (1911–86) tj scjentologii, czy Mary Baker Eddy, „Science and Health” (Christian science…) nie wspominając o Helenie Bławackiej wraz z Colonel Henry Steel Olcott…… młotem na te czarownicy jest mało zabawna bo zbyt realityczna groteska teologiczna Umberto Eco pt „Cmentarz w Pradze” choć bliskim portretem takiej postawy jest także ksiąz Bebedykt Chmielowski w „Księgach Jakubowych” Olgi Tokarczuk!!
Książek PL ( i tego śrdowoiska) nie czytam ze względów estetycznych – wystarczy przeczytać krótki tekst aby zobaczyć, z kim ma się do czynienia. Komentowanie tych dzieł również wydajemi mi się bezcelowe.
Natomiast groźne jest, że ten typ umysłowy jest obecnie w natarciu. Półki w księgarniach uginają się od dzieł pp. Terlikowskiego, Lisickiego i im podobnych a oferta „kościoła liberalnego” jest w nich nieobecna. Tischner nie znalazł następców. Świecki liberalizm oparty na wielkich ideach humanistycznych również jest w odwrocie.
Chętnie przyznaję rację zarówno Szama77 jak i Art63, sam chodzę po księgarniach i widzę tutejszą ofertą raczej dewocyjną niż refleksyjną. Poza tym publicystyka PL et consortes wpisuje się w dość powszechny w Polsce antyintelektualizm. Słabą pociechą jest fakt, że w USA jest podobnie.
A ja coś optymistycznego wtrącę.
„groźne jest, że ten typ umysłowy jest obecnie w natarciu. Półki w księgarniach uginają się od dzieł pp. Terlikowskiego, Lisickiego i im podobnych a oferta „kościoła liberalnego” jest w nich nieobecna.”
Fakt, jest tego dużo ale nikt tego nie czyta!!
Bo czytanie książek powoduje senność, ból głowy, karku.. o dolegliwościach samodzielnego myślenia w trakcie lektury
nie wspominając.
Czy nie napawa to optymizmem?