2016-10-28.

Obrońcy życia poczętego
Do czego to podobne, żeby ubogi miał podobne rzeczy jak biskup? Jakieś pralki, lodówki, mikrofalówki, telewizory, komputery, ciuszki dla dzieciaków, zabawki — to wszystko są luksusy, które ubogim wcale nie są potrzebne. Kobiety to przede wszystkim matki, to one uczą dzieci modlitwy, podtrzymują tradycję. Dlatego Kościół przez wieki protestował przeciwko uczeniu dziewczynek czytania i pisania, dlatego walczył przeciw prawu dysponowania przez kobiety własnością, dlatego protestował przeciwko pracy kobiet na odpowiedzialnych stanowiskach, dlatego grzmiał gniewnie, kiedy żądały prawa głosu.
Zawsze jednak bronił życia. Porzucił kamienowanie cudzołożnic, ale palenie czarownic ogromnie mu się podobało, to taki ładny boski nakaz, który ten broniący życia Kościół ochoczo podchwycił.Stosunek Kościoła do kobiet i do seksu od początku cechował lęk i pogarda. Twórca chrześcijaństwa, św. Paweł w 1 Liście do Koryntian pisał:
Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje.
A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.”Biblia Tysiąclecia, 1 list do Koryntian, 14.34
Skażone chorobliwym lękiem przed kobietami wypowiedzi chrześcijańskich teologów mogłyby wypełnić niejedną księgę. Urodzony w połowie drugiego wieku Tertulian (zmarł 240) gniewnie patrzył na próby łączenia nauki chrześcijańskiej z nazbyt hedonistyczną filozofią grecką. Był również prekursorem eko-katastrofistów, przekonanym, że ziemia jest przeludniona.
Staliśmy się dla świata ciężarem… przyroda już dłużej nie jest w stanie nas wyżywić. Zaiste, zarazę i głód, i wojny, i trzęsienia ziemi należy postrzegać jako lek dla narodów, sposób na ograniczenie nadmiernego rozrostu rasy ludzkiej.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten „broniący życia” Kościół pasjami lubił katastrofy naturalne, zarazy i wojny i bez trudu otrzymywał od Ducha Świętego stosowne wskazówki, za jakie to grzechy owe nieszczęścia na ludzi zasłużenie spadły.
Życie jest tylko stanem przejściowym, a wybrani, czyli ci, którzy uwierzyli, hedonistycznych rozkoszy doświadczą po śmierci (dodatkową rozrywką będzie oglądanie mąk piekielnych wszystkich pozostałych). To zbawienie wymaga ascezy. Wszystko jest grzechem, a pożądanie jest grzechem nad grzechami. Kobieta otwiera bramy piekła powiada Tertulian:
Tyś jest tą, która dopuściła diabła, ty złamałaś pieczęć owego drzewa, ty jako pierwsza naruszyłaś prawo boskie i ty skusiłaś tego, do którego diabeł nie umiał przystąpić. Tak łatwo rzuciłaś na ziemię mężczyznę, istotę stworzoną na podobieństwo Boga. Przez twoją winę, to znaczy gwoli śmierci, musiał też umrzeć Syn Boży, a ty myślisz jeszcze o ozdobach na twoją obwiedzioną futrem szatę!?
De cultu feminarum
Kobieta mądra, której mężczyźni słuchają dla jej niezwykłej mądrości, to obraza boska, dlatego tłum pobożnych chrześcijan zamordował Hypatię. Czy na rozkaz świętego Cyryla z Aleksandrii? Są tylko poszlaki, wystarczające mocne, by sądzić, że niemal na pewno.
Hypatię zamordowano w roku 415. To za jej życia inny wielki święty, święty Jan Chryzostom, twierdził, że kobiety są przeznaczone jedynie do zaspakajania żądzy mężczyzn. (Dziś zupełnie otwarcie mówią takie rzeczy tylko pasterze duchowi w islamie. W środowiskach chrześcijańskich powtarzać słów świętego trochę nie wypada.)
Może to taki czas był, bo święty Augustyn w tym samym mniej więcej czasie mówił rzeczy podobne:
Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie.
św. Augustyn (354-430)
Czy w późniejszych wiekach wszystko się zmieniło? Nie jestem tego pewien, grubo ponad tysiąc lat później słynny francuski jezuita, François Garasse, ostrzegał braci w wierze:
Kobiety trzeba trzymać z dala od tego niebezpiecznego tekstu (Biblii), i od wszelkiej nauki w ogóle. Kobieta uczona to coś gorszego niż brodata. Poważnego uszczerbku doznałaby cnota dzieweczki, gdyby wolno jej było czytać ‘Pieśń Salomona’ albo historię Zuzanny.
Nasz Hozjusz miał w tej kwestii poglądy zbliżone. Porzućmy jednak dawne dzieje i wrócimy do współczesności i dzisiejszej walki o życie poczęte. Na mój artykuł o tym, że kobiety polskie żądają nowoczesnej medycyny, a nie opieki zdrowotnej w rękach religijnych fanatyków, odpowiedział na Facebooku chrześcijanin, model Kukiz15. Jak wynika z jego profilu na FB, jest obrońcą życia poczętego, sympatykiem Kukiza, miłośnikiem żołnierzy wyklętych, człowiekiem przekonanym, że Polska jest w ruinie i twierdzącym, że z Polski trzy miliony ludzi wyemigrowało z głodu za chlebem. Krótko mówiąc idealny kandydat do tytułu wicepatrioty roku. Internautę obraziło najbardziej moje stwierdzenie, że ta chrześcijańska obrona życia poczętego jest amoralna.
Obrona życia jest amoralna? dziwna koncepcja pana Koraszewskiego. Ponad to kupa manipulacji naginających fakty do koncepcji. Kościół niczego nie żąda a projekt jest społeczny. Jeżeli 2000 letnia doktryna obrony życia jest amoralna to czym jest ta żądza mordu u tych wszystkich „kobiet”. (Pisownia zachowana.)
Odpowiedziałem, że ta walka z aborcją wcale nie jest walką z aborcją, że aborcja jest ostatecznością i żadna kobieta chętnie się na nią nie decyduje, że Kościół walczy z nowoczesnymi środkami antykoncepcyjnymi, z możliwością samodzielnego decydowania, kiedy kobieta zachodzi w ciążę i że jest rzeczą słuszną, by to właśnie kobieta decydowała, a nie kobieta i mężczyzna razem, bo mężczyźni mają tylko przyjemność, a kobieta z narażeniem życia inwestuje całą siebie. Dlatego to ostatecznie panie winny mieć prawo do decyzji, czy chcą zajść w ciążę i czy chcą ją kontynuować.
Okrutnie obrońcę życia poczętego zdenerwowałem, bo rozwinął skrzydła i bluznął chrześcijańskim jadem. Nie warto z plujką w dysputy się wdawać. ale poniekąd w podobnym duchu, ale na zupełnie innym poziomie kulturalnym, odpowiedziała chrześcijanka z Kościoła zielonoświątkowego.
„… zwykła LUDZKA PRZYZWOITOŚĆ powinna nauczać, że wzajemne zabijanie się jest ZŁEM.
Ale widać na tym forum, że ci KTÓRYCH NIE ZABITO GDY BYLI JESZCZE LUDZKIMI ZARODKAMI chcą decydować, kto z obecnych LUDZKICH ZARODKÓW MA PRAWO DO ZYCIA a kto tego prawa nie ma … (Uwielbiam te wielkie, krzyczące litery – A.K.)
W odpowiedzi na pytanie, czy kierować się współczuciem dla żywych ludzi, czy dla zarodków internautka pisze:
Aby byli żywi ludzie …to BIOLOGIA mnie poucza, że muszą być najpierw ŻYWE LUDZKIE ZARODKI. To prosta odpowiedź bez odwoływania się do „religii”. Z MARTWEGO zarodka nie będzie ŻYWEGO człowieka. A segregacja na „ludzi” i „nieludzi” już była – w czasach faszyzmu, komunizmu i obecnie na Bliskim Wschodzie.
Gdzie, moim zdaniem, tkwi błąd w tym rozumowaniu i dlaczego marnie widzę szansę na wzajemne zrozumienie? Otóż spór o aborcję nie jest w gruncie rzeczy sporem o aborcję. Jest, co protestujące kobiety natychmiast zauważyły, sporem o prawo wyboru. Kobiety żądają prawa do decyzji o tym, kiedy zajść w ciążę i do zrezygnowania z ciąży niechcianej. (Zawsze tego chciały, dziś medycyna to umożliwia.) Kościół przeciwstawia się tej swawoli, żądając, aby każde poczęcie traktować jako „boży plan”. Rozpoczął się bój o definicję człowieka. Kościół twierdzi, że zarodek to człowiek (oczywiście z duszą, bo chodzi o duszę, a nie o zarodek). Chirurgiczna aborcja jest z wielu względów ostatecznością (i oczywiście żadna kobieta nie ma na to ochoty, zdecydowanie wolałaby połknąć tabletkę). W naturze zarodków marnują się miliardy (natura jest rozrzutna). Kobieta widząc krwinkę w sedesie po opóźnionej menstruacji, nie mówi: o, dziecko, bo doskonale wie, że to bzdura. Zarodek jest zbiorem komórek, który pobudza naszą wyobraźnię, budząc albo nadzieję, albo przerażenie. Coraz lepsze środki antykoncepcyjne, ale również środki wczesnoporonne, pozwalają kobiecie panować nad tym, czy i kiedy urodzi. To jest cudowne.
Religia (nie tylko katolicka) świadomie i z premedytacja wprowadza fałszywą równoważność moralną, zrównuje połknięcie tabletki wczesnoporonnej z piecem krematoryjnym w obozie zagłady. Jakich technik manipulacyjnych użyto, aby ktokolwiek takie porównanie traktował poważnie? Odpowiedź brzmi: wystarczająco profesjonalnych, aby miliony ludzi przestało odróżniać przerwanie ciąży od roztrzaskania główki niemowlęcia przez esesmana. W dyskusji pod tym samym artykułem inny internauta pisał:
te kobiety co popireaja zabijanie mogłyby znaleźć pracę w aufschwitz.jak dozorczynie SS. Ale sa i prawdziwi ludzie. (Pisownia zachowana.)
Zrobiono tym ludziom krzywdę namawiając ich do postawienia znaku równości między zabiciem człowieka, a przerwaniem ciąży we wczesnym stadium. W cywilizowanych krajach decyzja o przerwaniu ciąży do 6 tygodnia jest wyłącznie decyzją kobiety. Potem wprowadza się ograniczenia. Płód w tym stadium nadal nie jest jeszcze człowiekiem, ale zaczyna odczuwać. Dlatego walcząc z chirurgiczną aborcją konieczna jest edukacja seksualna, dostęp do środków antykoncepcyjnych i, tak, dostęp do środków wczesnoporonnych.
Prawdziwym problemem jest mieszanie etyki i medycyny z religią, która ignoruje życie doczesne i ocenia wszystko z perspektywy duszy i życia wiecznego. Święty Augustyn uważał, że płód chłopca zostaje „uczłowieczony”, czyli wyposażony w duszę, po 40 dniach od poczęcia, a płód dziewczynki po 80 dniach. Również święty Tomasz (znów bez mała tysiąc lat później) głosił, że aborcja nie jest grzechem, jak długo płód nie został obdarzony duszą, a zatem nie został w pełni istotą ludzką.
Dziś nawet teolodzy wiedzą jak wygląda proces zapłodnienia, więc niezmienna nauka Kościoła wprowadziła poprawkę i uduchowiła zarodki w chwili połączenia plemnika z jajeczkiem. Całość tej osobliwej moralności, to połączenie biblijnych przekazów i ich teologicznych interpretacji z próbą wyprowadzenia z tego mętliku wskazań etycznych dla współczesnego człowieka.
Nie wypada już wyraźnie demonstrować pogardy dla kobiet, więc walcząc z prawem wyboru duchowi przywódcy używają fałszywej równoważności moralnej. Gotowi na każdą podłość, by tylko upokorzyć i poniżyć każdą kobietę, która tej wolności wyboru żąda. Efekt tej masowej manipulacji jest łatwy do przewidzenia. Część (coraz większa) kobiet, również tych wierzących, ignoruje nakazy Kościoła, część (nadal ogromna) zostaje pozbawiona dostępu do zdobyczy nowoczesnej medycyny. Również na tym polu Kościół uderza przede wszystkim w ubogich. Ten problem został doskonale opisany przez Autorkę artykułu w „Gazecie Wyborczej” pod znamiennym tytułem „Problem aborcji to nie jest problem wykształconej klasy średniej”. Autorka (ma powody, by nie podawać swojego nazwiska) opisuje swoje spostrzeżenia matki zastępczej. Rodziny, do której trafiają dzieci niechciane, zabrane przez państwo. Autorka pisze m.in.:
Problem z niechcianymi ciążami polega na tym, że owocują narodzinami niechcianych dzieci. Oczywiście w polskich warunkach ich życie jest bezcenne i każde stanie się przyczynkiem do objawienia się nowego Mozarta, Gauguina i Einsteina, wszyscy w to wierzymy i stało się to już przezroczyste, nawet jeśli ich matki w ciąży nie trzeźwiały, a ich dzieci dzięki temu mają FAS (płodowy zespół poalkoholowy) i RAD (zespół zaburzeń więzi), ponieważ nikt tych dzieci nigdy nie chciał i nie kochał. Ukaraliśmy jednak ich matki za rozwiązłość i brak antykoncepcji, a w efekcie uzyskaliśmy fakt narodzin niechcianego dziecka, misja ukończona.
Tam gdzie nie ma szans na rzeczywisty wybór, na odpowiedzialność, na sprowadzanie na świat dzieci oczekiwanych i kochanych, tam skutki tej koszmarnej manipulacji są najbardziej tragiczne. Kościół z ludzkim cierpieniem nie liczył się nigdy. Niemoralność manipulacji opartej na fałszywej równoważności moralnej, to nie są tylko akademickie rozważania, to również ogrom cierpienia, które albo umyka uwadze, albo jest źródłem irytacji wobec tych, którzy nie tylko nie panują nad swoim życie, ale którym odbiera się szansę na wyjście z piekła na ziemi.
Andrzej Koraszewski


Prawdopodobnie we wszystkich plemionach pierwotnych wyznacznikiem znaczenia mężczyzny była tzw. „jurność”. Niestety, niektórzy mężczyźni mają z tym problemy. Religia we wspaniały sposób pozwalała ukryć męskie problemy jednocześnie deprecjonując kobiety, które potrafiły skutecznie obrzydzić życie impotentom.
Istota problemu polega, moim zdaniem, na przyjęciu jako pewnik, że Pan Bóg stworzył świat doskonały i dopiero człowiek go skomplikował. I jak zwykle, kiedy się przyjmie błędne założenia, to dokonuje się ekwilibrystyki myślowej żeby fakty tłumaczyć według przyjętych dogmatów a nie według rozumu.
Podstawą religii katolickiej jest wiara w przyjęte dogmaty. Jakoś trudno jest przyjąć, że jeśli nawet Bóg stworzył świat to go spieprzył, a człowiek mu się nie udał (sam to przyznał). No bo jeśli człowiek popełnia grzechy to przecież tak został stworzony. Zły „program”? Nie można go zmienić? To może chociaż przeprosiny?
PIRSie, a diabeł? To Diabeł zepsuł doskonałe dzieło boskie. Oczywiście, ktoś (np., Ty) mógłby powiedzieć, że Diabła też musiał Bóg stworzyć (piszę z dużych liter Obydwu zgodnie z zasadą świeczki i ogarka!). Stworzył, i jest to jeden z niewielu boskich czynów, który mi się podoba. Czym byłaby Barcelona bez Realu? Czym byłby Napoleon bez Kutuzowa? Czym byłby James Bond bez Doktora No? Nie byłoby dobra bez zła! Bez zła byłoby strasznie nudno.
@HAZELHARD
Ja bym się bez zła nie nudził.
Myślę że stworzył Diabła z nudów. Z kim by się zakładał że Hiob będzie go kochał mimo utraty całej rodziny i zdrowia? A przecież wiedział Wszechwiedzący wcześniej że tak będzie. Po prostu lubił wygrywać.
Jako dziecko grywałem w przeróżne gry i oczywiście lubiłem wygrywać. Ale nie znosiłem kiedy zauważyłem że mama mi daje specjalnie wygrać – chciałem wygrywać uczciwie. Byłem wyjątkiem, bo koledzy chętnie oszukiwali byle wygrać. Może Pan Bóg ma coś z dziecka?
PIRSie, Koty na pewno stworzył Pan Bóg. Misie Koala i Pandy też. Ale komary i grzechotniki chyba Diabeł. Ciekawe jest też, że na takich Hawajach nie ma w ogóle węży, ani jadowitych, ani niejadowitych. Nie ma też misi koala i pand. Po prostu powstały zbyt późno w procesie ewolucji. Ptaki przyleciały, owady i robaki zabrały się razem z ludźmi. Pytanie, dlaczego Pan Bóg i Diabeł zapomnieli o Hawajczykach, żeby im podrzucić coś miłego (Pan Bóg), albo paskudnego (Diabeł).
A ja myślę, że powody wzmożenia antyaborcyjnego są przyziemne. Bardzo przyziemne.
„Dopiero w 1869 roku papież Pius IX zabronił aborcji w całym okresie ciąży, w tym także preembrionalnym. Jednym z powodów było zbawienie duszy nienarodzonego; uznanie, że embrion ma duszę od samego początku prowadziło do konkluzji, że należy zrobić wszystko, aby dziecko się urodziło i zostało ochrzczone. W tej optyce życie kobiety – osoby już ochrzczonej – było drugorzędne, ponieważ kobieta już otrzymała swoją szansę na zbawienie poprzez chrzest. Radykalnie antyaborcyjne stanowisko Watykanu liczy sobie nie 2 tysiące, ale 147 lat, a prawdę mówiąc, najbardziej tę kwestię zaczęto eksponować za pontyfikatu Jana Pawła II.”
http://www.ideologia.pl/argumenty-pro-choice-za-prawem-wyboru-w-sprawie-aborcji/
Cel: „należy zrobić wszystko, aby dziecko się urodziło i zostało ochrzczone”,
ale:
„[…] kobieta już otrzymała swoją szansę na zbawienie poprzez chrzest,” więc jest nieważna. To po co była chrzczona?
Wyobraźmy sobie ekskluzywny klub. Aby zostać jego członkiem, trzeba mieć wprowadzających i przejść chrzest. Nie przyjmujemy do klubu po to, żeby zaraz „unieważnić” jego członka, tylko po to, żeby mieć członków. Ale skoro ten specyficzny klub postawił sobie cel „należy zrobić wszytko, żeby jak najwięcej osób się zapisało i przeszło chrzest”, to potrzebne są pytania pomocnicze. Dlaczego ilość, a nie jakość członków? Dlaczego ważny jest chrzest, a nie członkostwo? Odpowiedź nasuwa się sama. Chrzest kosztuje i dostarcza rozrywki. Prominentni członkowie klubu muszą zarobić na ekskluzywne życie i jakoś zabić nudę. Nie potrzebują konkurencji, ale owiec, które będą strzyc.
Wyróżniona przez naturę kobieta może rodzić. Jest stwórczynią, a z niej my. Należy ją ubezwłasnowolnić, opanować, podbić, pokonać i „uprawiać”. To ogólna tendencja, skłonność rodzaju ludzkiego, nawyk do panowania. Człowiek opanował Ziemię, i chce zapanować nad kobiecością. (Świeżym przykładem jest statystyczny wyborca Trumpa).
Wniosek:
To nie zbawienie jest celem urodzenia. Celem są korzyści materialne, jakie czerpie kler z każdego urodzenia. Dawno temu kobiety rodziły kilkanaścioro dzieci. Przeżywało kilkoro, większość umierała jeszcze w dzieciństwie. Przyjmijmy, że średnio rodziło się u biedoty 10. dzieci, a dorastało 3.
Mamy 10. chrztów, prawie tyle samo roczków i trochę mniej komunii. (Imprezy i opłaty co łaska, taca od gości, zastaw się…). Potem pogrzeby. 10 – prędzej lub później.
A teraz? Rodzi się mało dzieci, nie wszyscy chrzczą (choć JPII zadekretował, że ateizm jest grzechem – Katechizm), ludzie żyją długo (wielu do 100.).
Jak tu żyć? Księża w parafiach klepią biedę, a muszą ciągle coś budować. Pewnie proszą o kasę Stolicę Apostolską, a ta, jak każdy zarząd każdej korporacji mówi: wypracować w parafii (na placówce). No to jak inaczej niż „uprawiając” kobiety? Ot i ogrodnicy.
A Bóg? Jeśli jest, nie ma z tym nic wspólnego. On dał nam równe prawa. Niestety w chwili próby Adam najpierw był bierny, potem nielojalny. Zjadł jabłko, ale zwalił winę na Ewę, tak jak robi teraz. Bóg ukarał oboje (sprawiedliwie), ale Adam nie uznał swojej winy. Wszystko, zawsze było i jest winą Ewy i powinno być karą dla Ewy.
My nie musimy rządzić (rodzimy, stwarzamy), więc odpuszczamy, ale czarny protest pokazał, że miarka się przebrała. Mam nadzieję, że coś dobrego z tego wyniknie, choć nie wiem jakim cudem. Dziękuję za tekst.
@(Jan Maria) Konteksty. : doczepiłem Ci imiona, aby móc lepiej widzieć twarz rozmówcy. Zakładając, że możesz być również kobietą (ta powściągliwość wypowiedzi). Rzadko zdarza mi się na naszym portalu, aby komentarz był lepszy, niż sam artykuł. Tu bym głosował za tym. Bo ta zwięzłość . Krótszy może być tylko aforyzm (Np. mój: „Czarny wciska ciemnotę”.) Co jednak dopuszcza kłopotliwą swobodę interpretacji. Twój komentarz jest 100%- owy, dlatego nie wystarczyło mi dopisanie plusa. Dzięki.
Dziękuję, to dla mnie wielki komplement. Jestem artystką, a artystki mają obowiązek bujać w obłokach. To, co maluję sprawia wrażenie banału. Nie jest takie, ale tak jest odbierane i ja też. Ja prawdziwa nie pasuję do tej stereotypowej tożsamości (choć czasami pasuję 🙂 i kiedy mówię, co mówię, psuję ludziom zabawę. Pozdrawiam.
Współczesna medycyna pozwala ustalić że dziecko już nie żyje w łonie matki. Kościół uznaje że nawet embrion jest dzieckiem. Jeżeli więc lekarz ustalił, że dziecko w łonie matki jest zagrożone śmiercią, należałoby je ochrzcić jeszcze przed porodem. Jeżeli wiadomo, że dziecko już nie żyje to czy się urodzi czy nie – chrzest jest bezprzedmiotowy. Może ktoś biegły w arkanach katolicyzmu powie czy mam rację.