2016-11-21.
Tylko czekać a nowożeńcom kapłani będą wręczać ślubne termometry do naturalnego planowania rodziny z gwarancją od nocy poślubnej do klimakterium. Prezerwatywy będą sprzedawane w sklepach za żółtymi firankami za okazaniem legitymacji PiS, a celnicy środki antykoncepcyjne będą rekwirować na granicy.
Chwilowo tylko petycja do laski marszałkowskiej wpłynęła od Zarządu Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia (czyli jak twierdzą wtajemniczeni, od 66 organizacji katolickich na rzecz bezwzględnej prokreacji) i Sejm może ją rozpatrzeć, ale nie musi. Na decyzję w tej sprawie ma czas do końca grudnia i uczciwie mówiąc wątpliwe, aby Sejm się zdecydował. To raczej taki kondom próbny.
Zmienia się u nas wszystko tak dobrze, że się robi całkiem niedobrze, a mówić, że nie zginęła, póki my żyjemy, raczej nie wypada, bo miał człowiek nadzieję, że tym razem na troszkę dłużej wystarczy.
Pewności jednak nie ma, bo oglądając to wszystko odnosi się wrażenie jakby się naród do zgotowania sobie kolejnej klęski narodowej obudził, a jak
polski naród się do zgotowania sobie klęski budzi, to wiadomo, nic go nie powstrzyma.
Postanowiłem przypomnieć sobie naród w Dniu Niepodległości naszej i znów widziałem dziarskość i jurność, i gotowość do zgotowania. Przerwałem pospiesznie oglądanie, idę na pole, a tam dzwony z kościoła dobiegają, a od lasu pieśń płynie:
Prezes wszystkich bojów naszą chwałą,
Prezes to młodości naszej blask,
Za Prezesem idąc, zwyciężając,
Za Prezesem idzie naród nasz…
Dziwne jakieś miałem wrażenie, że gdzieś, kiedyś w odległej przeszłości coś podobnego śpiewali, może to pieśń powstańców była, albo wyklętych, chyba wyklętych, albo jakichś takich, bo z „Wyklęty powstań ludu ziemi” też się troszkę kojarzyło. Kiedy dobiega, nie ma innej możliwości jak odbiegać, więc począłem odbiegać w przeciwnym kierunku, pomny na pouczenia, żeby nie oglądać się za siebie, bo się człowiek w słup soli zamieni i nasłucha się za wszystkie czasy, nim go deszcz rozpuści.
Nie jest to również pożądane ze względów ekologicznych, bo taki słup soli to mógłby zasolić ziemię w dużym promieniu i co potem. Byłby człowiek solą ziemi i nic więcej. Odbiegałem, nie oglądając się za siebie, ale długo mnie jeszcze dobiegało. A na domiar złego myśli mnie napadły. Może mi się pieśń podniosła z awangardą skojarzyła, a może analityczny umysł w miarę odbiegania coraz bardziej wpadał na trop.
Jakaś awangarda proletariatu dobrą zmianą zawiaduje, pomyślałem i pokręciłem głową, bo coś tu się nie zgadzało. Proletariat zanikł, zmarniał, albo zgoła odwrotnie, ubogacił się i przestał być proletariatem. Fabryki zamknęli, albo i sprzedali Bóg wie komu i czort wie za ile, a nowi właściciele zautomatyzowane linie produkcyjne ustawili i teraz proletariusz samochodem do firmy przyjeżdża, w czystym fartuchu między maszynami chodzi, co to za proletariusz?
Proletariusz musi być pro oraz przeciw.
A jednak awangarda, upierało się moje drugie ja i coś mi mówiło, że ono może mieć trochę racji.
Odbiegłem na tyle, że przestało dobiegać, zatrzymałem się dla złapania tchu i myślę jak to jest z tym byłym proletariatem. Środki produkcji mają, a jak nie mają, to gdyby chcieli, to mogliby mieć, bo to teraz grosze kosztuje i byle łachmyta może sobie środki produkcji zakupić, za gotówkę albo na raty. Czyli były proletariat środki produkcji posiada, a jak nie posiada, to może posiadać. Wielkie hale produkcyjne opustoszały, proletariat poszedł na zakupy i nie wrócił. Awangarda została i poczęła się rozpaczliwie rozglądać, gdzie się wielkoprzemysłowy proletariat podział, bo bez niego ani rusz. Pokrzyczeli, kukiełkę spalili, tłumek się zebrał, dobra nasza, jest proletariat zastępczy. Jest proletariat, jest awangarda proletariatu, możemy zacząć walkę klasową, która będzie się nasilać w miarę zanikania. Ważne, żeby obruszonych nie zabrakło. Obruszenie jest ważne, a nie jakieś tam środki produkcji. Produkować każdy by mógł, ale korporacje brużdżą, bo chcą mieć monopol i kupują reklamy, żeby były proletariat kupował ich produkty i napędzał im zyski. Awangarda proletariatu poszukuje proletariatu, który jest pro-life, ubogiego duchem, obruszonego z powodu dostarczania tanich środków produkcji, na których zarabiają krocie, co samo w sobie obruszonych nie ubogaca. Awangarda namawia na wzmożenie walki klasowej i wzrost rodzimej produkcji, skoncentrowanej w pierwszym rzędzie na produkcji prawdziwych Polaków, przy użyciu naturalnych narzędzi i centralnego planowania.
Władza rad i elektryfikacja to było dobre hasło, ale czasy się zmieniły i to kółka różańcowe są teraz transmisją partii do mas. Ważny jest również program elektryfikacji narodowej, żeby narodowi obywatele czuli się zelektryzowani i zmobilizowani i zawsze gotowi do kreatywnej prokreacji w służbie ojczyźnie, bo ta jest w pilnej potrzebie.
Niby nic nie dobiegało, ale dobra zmiana wisiała w powietrzu, z billboardu patrzyła twarz prezesa, który patrzył i widział wszystko. Mało kto zda
wał sobie sprawę, a wszyscy wiedzieli wszystko. Awangarda umysłowego proletariatu pisała tezy na zjazd. Czekaliśmy już tylko na domiar złego.
Marcin Kruk
Autor książki „Człowiek zajęty niesłychanie„


Hazelhard kiedyś zadał pytanie „Co zrobić, aby SO trafiło pod strzechy?”. Takimi artykułami, nigdy. Proponuję proletariat zastąpić równie obraźliwym klechistańczykiem badz katolandczykiem.
Ten domiar… przez cały okres PRLu był zawsze domiarem Złego. Sankcjonowanego doktryną polityczną bezprawia. Ciekawe, ile nam teraz domierzą. A proletariat? Umysłowy? Rozum wszak rozdzielono sprawiedliwie, skoro nikt się nie skarży na jego brak. (H.Descartes) Każdemu wg. jego potrzeb. Od każdego… w tym miejscu te nasze elity (my, SO również) zaczynamy narzekać. Widać mamy inne potrzeby.
Jak ma SO trafić pod strzechy? SO – jako dzieło zbiorowe – jest mało podatne na zmiany. Ale może to nie są te strzechy? Kiedyś, chyba w 1984, byłem na wieczorze autorskim Grassa i się tam z nim dość ostro pokłóciłem. On tam recytował m.in. swój wiersz o Syzyfie. Co mu kiedyś mówią: to już koniec, dopchałeś. Nie musisz więcej. I on wtedy mówi: spier….cie, oddajcie mi mój kamień! Pokłóciliśmy się o zupełnie inny jego głupi wiersz, „Pan Kichote”. Mniejsza o to, ale zmarnował mi się wtedy mój najlepszy dożywotnio „esprit d’escalier”. Bo ten Syzyf dopiero wtedy staje się postacią tragiczną, kiedy okazuje się, że on cały czas pchał ten kamień pod niewłaściwą górę. Ale i tak Grass nieźle wtedy ode mnie oberwał.
Otóż tak: słowo proletariusz samo w sobie nie jest oczywiście obraźliwe. Podobnie jak słowo ubogi. Ale określenie proletariusz umysłowy, podobnie jak ubogi duchem czy ubogi intelektualnie – jest obraźliwe. I ma być. Durniami gardzimy.
Z tą strzechą to ciekawe, bo kiedy wieszcz sobie marzył, chłopskie chaty były kryte strzechą, a staraniem Kościoła Matki Naszej i szlachty wielce patriotycznej było 1-2 chłopów piśmiennych na powiat. Dziś, żeby mieć strzechę to trzeba mieć gruby portfel, bo to najdroższy i najbardziej snobistyczny dach. Szlachta z blokowisk prawi o burakach, rolnik nie tylko piśmienny, ale i z telewizorem obyty, a w telewizorze płody marzących by trawić pod strzechą. SO łatwiej dziś pod strzechę trafić niźli do odbiorców telewizyjnej papki i zmartwionych zanikiem proletariatu.
Przyznacie jednakowoż, że ten profil akuracik pasuje na takiego maszkarona diabelskiego na Notre Dame?