19.07.2026
Dziś kończy się to szaleństwo, które ogarnęło miliony ludzi na całym świecie, ludzi oglądających mecze piłkarskie na mistrzostwach świata zorganizowanych w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Za nami mecze, które wyłoniły finalistów, za nami mecz o trzecie miejsce, o brązowy medal czy pas jaki otrzyma reprezentacja Anglii, która pokonała Francję wynikiem 6 do 4 – 10 goli w jednym meczu to nie zdarza się często.
Jaki będzie wynik gry o zwycięstwo i kto zostanie mistrzem świata tego nie wiemy, mecz dzisiaj wieczorem, zobaczymy – ja pewnie nie, jeśli to będzie o tak późnej godzinie, jak ten wczorajszy mecz o trzecie miejsce
To co chciałbym powiedzieć nie będzie odnosić się do samej piłki nożnej i do formy jaką zaprezentowały reprezentacje różnych krajów, czy ci „wielcy” piłkarze. Nie będę o tym mówił, bo nie znam się na tym, nie obejrzałem ani jednego meczu z tych jakie za nami, a ten dzisiejszy to być może, ale nie dłużej niż kwadrans, po to tylko by zobaczyć, czy to będzie mecz czy brutalna kopanina.
To, co mnie interesuje związane jest z tym sportem, czy raczej biznesem jakim stała się piłka nożna – to są te wielkie pieniądze jakie są tam obecne od lat, to te astronomiczne kwoty, jakie zarabiają czołowi gracze. Wszystko to świadczy o jednym – to nie jest już sport, to biznes, za którym stoją wielkie, zwykle brudne pieniądze, a nawet polityka – patrz interwencja Donalda Trumpa, skuteczna interwencja we władzach światowej organizacji anulująca karę za faul amerykańskiego piłkarza, faul, który widział sędzia będący blisko piłkarzy, faul który widzieli wszyscy widzowie oglądający transmisję meczu, ale którego nie widział prezydent Trump. Interwencja prezydenta Stanów Zjednoczonych pokazuje, jak dalece teza o politycznym znaczeniu piłki nożnej jest prawdziwa. Nawet w Stanach Zjednoczonych, w których piłka nożna nie jest numerem jeden na liście najpopularniejszych sportów, prezydent Trump, w swoim stylu, telefonem, wpływał na wyniki meczy reprezentacji Stanów. Nie pomogło, reprezentacja odpadła, ale w świadomości kibiców prezydent Trump pokazał się jako mocny człowiek, który wszystko może – a to dla Trumpa jest teraz bardzo ważne.
Kraje, w których piłka nożna nie jest sportem, a religią, a takich krajów jest bardzo wiele, wygrany albo przegrany mecz reprezentacji to powód do wielkiej radości albo głębokiej traumy – wystarczy zobaczyć, co tam się dzieje.
To bardzo dziwne – wygrany mecz daje taką wielką radość wielkim tłumom jakiej nie daje żadne inne wydarzenie, a rozpacz po przegranej to coś więcej niż trauma po klęsce naturalnej, wielkim pożarze, powodzi czy innym kataklizmie.
Co takiego dzieje się w psychice ludzi, że kopanie nadmuchanej skórzanej piłki tak ich spina?
Czy powszechność tego sportu i to, że prawie każdy, gdy był dzieckiem, kopał piłkę, tłumaczy ten fenomen?
Myślę, że jeśli nawet w jakimś stopniu jest to prawda, to ta „prawdziwa prawda” to coś więcej – entuzjazm lub żałoba przeżywana przez miliony ludzi mających poczucie wspólnoty narodowej pokazuje jak silne są te narodowe instynkty. Można nawet postawić tezę, że stopień tych emocji jest miarą tego, jak dalece ludzie byliby gotowi poświęcić się dla realizacji innych celów, na przykład takich jakie władza może przed nimi postawić.
Jeżeli ta teza jest prawdziwa, to wtedy łatwo zrozumieć dlaczego piłka nożna jest często sportem narodowym i władza, każda władza, dba o jej rozwój nawet w tak dalece niekonwencjonalny sposób, jak Donald Trump.
O tym jak mocne są te uwarunkowania świadczyć też może dyskusja w polskich mediach dotycząca tego dlaczego to polski sędzia nie będzie prowadził dzisiejszego meczu finałowego, nagle polski sędzia to polski reprezentant biegający po boisku i mający wielką władzę – to też mogło być powodem do polskiej dumy.
Brakuje mi danych mówiących o tym jak dalece te mistrzostwa angażują uwagę naszych sąsiadów Ukraińców – na ile mecze zaburzają tam rytm życia wyznaczany nalotami rosyjskich rakiet – ma ktoś takie dane?
Skala emocji jaka towarzyszy piłkarskim meczom trwa i trwa – ciekawe czy wpłynie na nią wiedza o aferach i przekrętach finansowych bo to, że kluby inkasują wielkie pieniądze za sam udział w rozgrywkach, że zawodnicy to przedsiębiorcy traktujący sport jak biznes nie robi na nikim żadnego wrażenia.
Rywalizacja w sporcie jest wymierna, mecz można wygrać albo przegrać, 100 metrów można przebiec wolniej lub szybciej, skoczyć można wyżej lub dalej – wynik jest znany z dokładnością do setnej części sekundy. To ta silna strona sportu – słabe jest wszystko inne, słabi są ludzie odpowiadający za organizację sportu, słabi są ludzie mający władzę i możliwość podejmowania decyzji w sportach dynamicznych, takich jak piłka nożna.
Jak na teraz – jest źle, a będzie tylko gorzej.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Mała poprawka – Anglia walczyła z Portugalią a nie z Hiszpanią