2016-12-03.
Zaczęło się wszystko od tego, że moja przyjaciółka z Bostonu dostała od swojej kumpelki maila z informacją o sensacyjnej operacji kardiologicznej, jaką przeprowadzono w Izraelu. Przyjaciółka podzieliła się tą informacją ze mną, ja upowszechniłem rzecz na Facebooku – nic o tej historii nie słyszałem ani nie czytałem, wydała mi się skrajnie ciekawa – i poszło…
Ale najpierw opowiedzmy o istocie sprawy.
Otóż, jak podał kilka lat temu izraelski portal Haaretz, lekarze z Carmel Hospital w Haifie uruchomili ponownie po dwóch latach chore serce pacjenta, które z powodu ciężkiej choroby trzeba było natychmiast wyłączyć. Jednocześnie wówczas z pewnych względów natychmiastowy przeszczep nowego serca nie wchodził w rachubę – chwilowo nie było dawcy, a sprawa był dosłownie gardłowa; zatem pacjentowi (miał lat 31, nazywa się Haim Abuhatzeira) wszczepiono tzw. sztuczne serce, czyli urządzenie o nazwie LVAD (Left vetricular assist device). Operację przeprowadził zespół najlepszych kardiologów w Carmel, którym kierował ordynator tamtejszej kardiochirurgii, prof. Dan Aravot.
Tu jeszcze nie ma nic nadzwyczajnego. Takich operacji wykonuje się na świecie dziesiątki. Zresztą od razu widać, że mamy do czynienia z informacją z gatunku „królowa Bona umarła”, wieść nie jest zgoła z wczoraj, ani przedwczoraj.
Nie jest sensacją i to, że sztuczne serce zastępowało ludzkie przez dwa lata. Ale…
Przez te dwa lata chory był podłączony do widocznej na zdjęciu poniżej aparatury. W tym czasie kardiolodzy zajmowali się leczeniem jego naturalnego serca.
Nadszedł wreszcie moment przełomowy. Do dziesięciogodzinnej operacji przystąpił kolejny wspaniały zespół najlepszych kardiochirurgów w Carmel, którym tym razem kierował słynny w całym świecie chirurg, dr Ofer Amir. I nastąpił sukces. Po odłączeniu aparatury chore serce, nieużywane przez pacjenta dwa lata – ruszyło.
Dwa słowa komentarza.
Opisana udana operacja oznaczała ogromny postęp w kardiochirurgii. A być może nawet w chirurgii w ogóle. Nie ulega wątpliwości, że lekarze podejmą lada moment próby chwilowego (ta chwila może być – okazuje się – dość długa) odłączenia chorego organu. Niewykluczone, że z całkowitym wyjęciem go z organizmu do leczenia „na zewnątrz”; w tym czasie mechaniczna czy elektroniczna proteza umożliwi choremu przeżycie. Ponowne podłączenie nie będzie przy tym wiązało się z żadnym problemem niezgodności tkankowej, usuwając ryzyko odrzutu przeszczepu od obcego dawcy; tu jest clou sprawy.
Oczywiście, nie jest to sukces na miarę pierwszego przeszczepu serca, który oznaczał kompletne złamanie obowiązującego w medycynie do tego momentu paradygmatu. Wyczyn dr Christiaana Barnarda z 1967 roku był w pewnym sensie odpowiednikiem pierwszego lądowania człowieka na Księżycu; opisywane osiągnięcie izraelskich kardiochirurgów w tej skali da się porównać – bo ja wiem – do kolejnego rekordu długości przebywania człowieka w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Ot, świetny temat na czołówki pism popularnonaukowych, czy może nawet poważniejszych gazet codziennych.
No i o to właśnie chodzi; tu docieramy do puenty, która nie jest miła dla naszej cywilizacji, a już specjalnie dla mediów. Otóż ta wiadomość była przez nie kompletnie pominięta, uznana zapewne przez redaktorów za nieciekawą. I nie w tym rzecz, ze człowiek, śledzący zawodowo postęp nauki – czyli niżej podpisany – o niczym nie wiedział; jak mawiał w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku nieoceniony chorąży Płatek ze Studium Wojskowego UW, nikt nie jest tam żadną alfą, albo i omegą: mogło się zdarzyć, że coś przegapiłem.
I zupa się wylała: wszystkiego znaleźliśmy – szukając w trzy osoby – w całym Internecie trzy odnośniki po dwóch dniach szukania (między nimi ten, który podałem wyżej i z którego zaczerpnąłem fakty – z Haaretz). Słownie – trzy, w tym dwa po rosyjsku. Wszystko – kilka lat po operacji. W skali całego globu. Znaczy – nasza sensacja, to dla dzisiejszych mediów sensacja z gatunku „Królowa Bona umarła”; a w ogóle dla wszystkich żurnalistów nic ciekawego… Ot, kogoś tam zoperowali.
Oszczędzę państwu łatwych porównań popularności ważnej w końcu wiadomości z informacjami o byle strzelaninie w Teksasie czy – sięgając z pewnym niesmakiem bliżej – z rozważaniami o tym, czy demonstracja gołego odwłoku drugorzędnej piosenkarki w obecności głowy pewnego dziwnego od roku państwa stanowiła obrazę majestatu, czy też nie. Jak powiadam: takie porównanie byłoby za łatwe i obrażałoby inteligencję zarówno Czytelników, jak i moją.
Ograniczę się zatem tylko do cytatu z pierwszej mowy Cycerona przeciwko Katylinie: o tempora, o mores!
Na wszelki wypadek zapewniam wszystkich niedouczonych, a w szczególności obecne kierownictwo edukacji, że te łacińskie słowa to nic przeciwko tzw. dobrej zmianie.
Bogdan Miś



Zaciekawił mnie Pan, więc i ja zacząłem szukać informacji o tym wydarzeniu. Wszedłem na stronę „The lancet” i wyszukiwarka pokazała 240 wzmianek nazwiska prof. Dana Aravota. (Nazwiska dr Ofera Amira już nie szukałem.) Nie wiem, czy trafiłem na właściwy artykuł, opublikowany 22 czerwca 1991 r., „Acute heart retransplantation”, bo przeczytać go można za 35, 95$, więc aż tak ciekawy nie jestem. A o kosztach takiej operacji, i upowszechnienia tej metody – nawet nie chcę myśleć.
Nie dziw się. W kraju, gdzie kazali mi czekać na wizytę u ortopedy do stycznia … 2018 roku, takie rzeczy to jak bajeczki z księżyca. Natomiast ciekawi mnie ilu naszych lekarzy o tym wie?
Pamiętając swojego ojca, który chory na cukrzycę (lata 60te) dostarczał swojemu lekarzowi literaturę niemiecką i angielską na jej temat (sam najpierw ją przestudiowawszy) , mam niejasne obawy, że niewielu.
Proponuje zapytać niejakiego Hosera zamieszkałego gdzieś w Warszawie. Moze słyszał. Podobno lekarz.
Również zadałem sobie to pytanie, i dlatego zacząłem od Lanceta. Przegląd prasy ogólnej, z wiadomym skutkiem, zrobił przecież BM.
Miś: Moje S.W. było razem z Teatralną i Muzyczną, więc postaciami mojego był płk. Marchel, kpt.Jakółcewicz i płk. Melnarowicz. Rocznik mój – razem z Łazuką, Koftą i Kociniakiem. Ten dowcip od Płatka dotarł jednak wtedy do nas też, ale jako „alfons i omega”. Ty zaś jesteś dla „dobrej zmiany” oczywisty „periculum in mores”. (Bo je psujesz, zachęcając do myślenia).
Ja kompletnie nic nie pamiętam z mojego Studium Wojskowego na UW. Nic kompletnie. Czarna dziura. Nawet nie pamiętam, gdzie się toto mieściło. Zdumiewa mnie, ze Panowie pamiętacie.
.
Dokładnie pamiętam mój szlak bojowy od bramy do kotłowni i z powrotem, ale to zupełnie inne okoliczności.
To były czasy kiedy nawet na studium wojskowym bywali ludzie intelektualnie uczciwi. Znam sprawę z drugiej ręki, podobno intelektualnie uczciwy był w randze majora, jak wieść niesie zagalopował się i powiedział, że coś jest tak oczywiste jak fakt, że woda gotuje się w temperaturze 90 stopni. Student zwrócił uwagę na nieścisłość, a major skłonił się i powiedział: „Przepraszam, pomyliło mi się z kątem prostym”. (Nawet jeśli człowiek, który mi to sprzedał trochę zmyślił, to ja to i tak kocham jako dobrzy przykład intelektualnej uczciwości.)