Jerzy Łukaszewski: Eksperyment13 min czytania

()

2016-12-16.

Zdarzyło mi się kilka razy wspominać o prowadzonych wykładach dla gdyńskich seniorów, które są dla mnie źródłem prawdziwej radości i satysfakcji. A także odkryć dotyczących ludzkich zdolności uczenia się w różnym wieku, bo zazwyczaj wskazuje się początkowy okres życia człowieka, jako czas najbardziej chłonnego umysłu.

Moje doświadczenia nie tyle przeczą tym poglądom, co je uzupełniają o fakt, że nauka na pewnym poziomie wymaga jednak ogólnego przygotowania „życiowego”, własnych doświadczeń, lat lektur i wymuszonej przez życie nauki samodzielnego myślenia.

Historia nie sprowadzająca się do bajkowych opowieści o „bohaterach narodowych” wymaga właśnie wystąpienia wszystkich tych elementów u słuchacza jeśli jej nauka ma być skuteczna.

Mając na zajęciach kilkuset seniorów w czterech grupach mogę z głębokim przekonaniem powiedzieć, że trudno byłoby znaleźć lepszych „studentów”.

Próbowałem z nimi różnych rzeczy, tak jeśli chodzi o tematykę jak i formę zajęć i zawsze zdumiewałem się łatwością, z jaką nawiązywaliśmy nić porozumienia w najbardziej zawiłych meandrach nauk historycznych.

Toteż kiedy podsunięto mi pomysł poprowadzenia zajęć ukazujących rolę i pozycję kobiety w społeczeństwach poszczególnych epok , nie wahałem się zbyt długo.

Zawahanie przyszło dopiero gdy próbowałem ułożyć plan zajęć na cały rok.

Tematyka kobieca od dłuższego czasu jest obecna w publikacjach historycznych i pseudohistorycznych. Można wręcz powiedzieć, że jest „modna”, co mnie osobiście mogłoby do niej zniechęcić.

Przegląd tego czego dostarcza nam „rynek” z jednej strony uspokoił mnie, a z drugiej pokazał, że rzecz nie będzie łatwa.

Po pierwsze – 95% tego co możemy przeczytać w ukazujących się publikacjach to książki nastawione na modę właśnie, zorientowane na sensacyjki typu „ilu kochanków miała Katarzyna II” lub „ile osób zamordowała Lukrecja”, które to tematy nijak się mają do celu, jaki powinien przyświecać wykładowcy wchodzącemu na historyczny ugór – jakim jest, wbrew pozorom, tematyka kobieca. Ugór i to zachwaszczony wspomnianymi wyżej wydawnictwami, które stwarzając pozory „zajmowania się tematyką”, w gruncie rzeczy wypaczają obraz kobiet w historii i to – bardzo charakterystyczne zjawisko – na ogół przy aplauzie środowisk pseudofeministycznych, które opanowały w ostatnich latach nasze i nie tylko nasze media.

Po drugie – jak dotąd nikt się dotąd tym nie zajmował, a istniejąca poważna literatura tematu składa się z przyczynków, brak jest syntetycznego ujęcia, co oznacza dla wykładowcy konieczność sporego wysiłku od koncepcji po wykonanie.

Plus niepewność odbioru przez słuchaczy, co nie jest bez znaczenia, bo po coś to wszystko w końcu się robi.

Kiedy więc ostatecznie postanowiłem ruszyć ze sprawą, wszyscy – i moi słuchacze i ja – weszliśmy w jeden wielki eksperyment. Oni nigdy nie uczestniczyli w takich zajęciach, ja nigdy takich nie prowadziłem. A zgodnie z zasadą jaką stosuję – nie ma mowy o żadnej taryfie ulgowej, żadnej łatwizny, „ujęcia popularnego” czym czasem wykładowcy tłumaczą zwykłe lenistwo i ułatwianie sobie życia. Podstawą konstrukcji przedmiotu wykładanego jest stosowana konsekwentnie do bólu metodologia naukowa, bez której uznałbym prowadzenie takich zajęć za niecelowe.

Zabawa zaczęła się od samego początku, kiedy nie mogłem dogadać się z administracją, która ogłaszając nabór najpierw ujęła temat infantylnie jako „Spotkania z kobietami”, a potem chciała przyjmować do grupy same panie. Na szczęście zdążyłem w porę interweniować. Ta „wpadka” świadczy jednak o tym co powiedziałem wcześniej – temat jest tak „świeży”, że brak nawet ludzi mających świadomość jego istnienia.

No i poszło – mam w grupie, którą oficjalnie nazwano „Historia kobiet”, mimo że ja nazwałem ją „Historia kobiety”, co okazało się zbyt trudne do zrozumienia dla osób organizujących, osoby płci obojga w liczbie 130, uczestniczących dzielnie w tym eksperymencie.

Od czego powinno zacząć się syntetyczny wykład z takiego tematu? Nie miałem bladego pojęcia, więc zgodnie ze stosowanym przez siebie od zawsze zwyczajem zacząłem od Adama i Ewy. A właściwie jeszcze wcześniej, bo przygotowując pierwsze zajęcia zadałem sobie pytanie, moim zdaniem fundamentalne – po co nam właściwie płeć?

Skąd pomysł takiego pytania?

Stąd, że nawet średnio zorientowany uczeń wie, iż istnieją na ziemi organizmy rozmnażające się drogą inną, niż płciowa, a więc – wbrew temu co można by sądzić – płeć nie jest do tego celu niezbędna.

Tu (jak to się coraz częściej stosuje w różnych dziedzinach nauk) zaszła konieczność współpracy interdyscyplinarnej, zwróciłem się więc o pomoc do sympatycznej, świeżo upieczonej pani doktor z Torunia, zawodowo zorientowanej w tajemnicach biologii.

Nigdy bym nie przypuszczał, że po latach walk z różnymi Cezarami i innymi Napoleonami będę z takim zaciekawieniem czytał o toczkach, glonach żyjących w tzw. cenobiach, które to toczki okazały się stworzeniami wyjaśniającymi na własnym przykładzie tak mechanizm, jak i skutki „przechwytywania genów” oraz konsekwencje tych procesów.

Odkryciem wielkiej wagi (dla mnie) była odpowiedź na moje pytanie – jak się okazało – prosta, jasna, nie pozostawiająca wątpliwości.

Brzmi ona: płeć jest mechanizmem obronnym gatunku, chroniącym go w procesie ewoluowania przed zagrożeniami z zewnątrz, które to zagrożenia w postaci pasożytów, także ewoluujących, są nieodłącznym elementem drogi rozwojowej życia na ziemi.

W skrócie – płeć jest mechanizmem obronnym gatunku.

Czy nie piękny początek?

Nawet bardzo, a to dlatego, że odpowiedź na to pierwsze istotne pytanie może zdeterminować ujęcie tematu historii kobiety. Znając tę odpowiedź nie będziemy już mogli się od niej uwolnić na żadnym etapie naszych badań. Wszystko co zrobimy później będzie się przeglądało w lustrze tej pierwszej odpowiedzi.

Płeć jest więc człowiekowi niezbędna dla samego przetrwania na poziomie daleko głębszym, niż samo tylko rozmnażanie się.

Czy człowiek pierwotny miał świadomość tej zależności? Odpowiedź twierdząca byłaby może nieco ryzykowna w świetle tego, o czym mówią antropolodzy, według których człowiek długo nie zdawał sobie sprawy ze związku między aktem płciowym a narodzinami nowego osobnika, ale zachowany instynkt zwierzęcy kazał mu przynajmniej traktować podział na płcie jako normalny.

Zagadka ludzkiej świadomości jest kolejnym tematem, który nam przy tej okazji wypływa. Zobrazowana pięknie w biblijnej opowieści o Adamie i Ewie tłumaczy, że (w Biblii ujęte jest to jako „grzech pierworodny”) moment zaistnienia świadomości miał dwa oblicza – z jednej strony pozwolił człowiekowi na rozwój do poziomu nieosiągalnego przez inne zwierzęta, z drugiej przysporzył wielu męczących dylematów, od których inne formy bytu są wolne.

Ciekawym momentem opowieści o Edenie jest to, że Adam nadał imię kobiecie – Chawwa – dająca życie – dopiero po wygnaniu z raju, a nie jak wszystkim innym stworzeniom – przed. Nadawanie imienia, zgodnie z mezopotamskim sposobem myślenia (a z tego kręgu przecież pochodzi Genesis) oznaczało „zrozumienie istoty rzeczy”.

Istotnym w naszych rozważaniach o Edenie okazało się „odkrycie”, że inicjatorką wszystkich działań prowadzących do zmiany ludzkiego statusu i poziomu była Ewa – kobieta. To ona zadała pierwsze istotne w historii ludzkości pytanie, kiedy Stwórca zakazał jeść owocu z jednego drzewa. Zapytała: a dlaczego?

Drodzy państwo, to pytanie to początek wszystkiego. Nauki, sztuki, kultury, rozwoju świata we wszystkich dziedzinach.

Mówi o tym także reakcja Stwórcy – alarm, przerażenie, że „ludzie będą jako my”.

Nie sugerujcie się późniejszą redakcją ksiąg biblijnych, która określa to jako „grzech”, jako coś z gruntu złego. Taka redakcja powstała dużo później.

Pytanie „dlaczego” jest tez motywem wiodącym naszych wykładów. Zbieranie faktografii możliwie pełnej, ale przede wszystkim na każdym kroku pytanie” dlaczego? Jak inaczej można nauczyć się historii?

Nauczony przykładem kobiety człowiek zaczął zadawać pytania o otaczający go świat. Nie brał go już jak inne zwierzęta – instynktownie, ale pytał, chciał rozumieć. Rozumienie stało się warunkiem poczucia bezpieczeństwa. Zaczął tworzyć sobie obraz świata, konstruował religie jako systemy pozwalające go „opanować”, a początkiem było to kobiece pytanie: a dlaczego?

Dlaczego akurat kobieta rozpoczęła ten niezwykły proces ludzkiego myślenia? Tu mogła zaważyć biologia, ale to tylko moje przypuszczenie. Patrząc na to co dzieje się z jej organizmem przed i w czasie wydawania na świat potomstwa, miała więcej powodów od mężczyzny, by zastanawiać co i dlaczego zachodzi wewnątrz jej ciała.

Dla mężczyzny długo była wielką zagadką. Przypuszczalnie stąd wziął się trwający całe tysiąclecia kult Wielkiej Bogini Matki – pierwszego na świecie bóstwa osobowego, która w różnych odmianach znana jest nam jako Inana, Isztar, Asztarte, Atena, Artemida, Afrodyta i wiele, wiele innych aż po Marię, matkę Jezusa.

Była boginią – matką nie tylko ze względu na zdolność rodzenia nowych członków grupy. Zdecydowana większość archeologów, antropologów i historyków przypisuje jej kolejny milowy krok na drodze rozwoju ludzkości – wynalazek rolnictwa. Wynalazek, który raz na zawsze zmienił obraz świata.

Tu też mogła pomóc biologia. Kobieta w zaawansowanej ciąży lub wychowująca świeżo narodzone dziecko z oczywistych względów nie brała czasowo udziału ani w zbiorach dziko rosnących zbóż, a ni w gonitwach za zwierzyną (choć na niektórych rysunkach naskalnych widać, że w polowaniach brały udział także kobiety).

Jej zadaniem w tym okresie była opieka nad dzieckiem i pilnowanie zapasów wcześniej zebranych ziaren. To ona więc miała oczywistą okazję do poczynienia istotnych obserwacji i wyciągnięcia z nich wniosków. To ona miała okazję zauważyć, że długie leżenie ziarna w wilgotnej jamie powoduje wypuszczanie kiełków i pojawianie się nowych roślin. Z jednego ziarnka powstaje roślina mająca ich kilkanaście (w tamtych czasach).

Reszta to już tylko konsekwencje tej obserwacji.

Pytanie zasadnicze: jaka mogła być jej pozycja w społeczeństwie podążającym drogami przez nią wskazanymi? Odpowiedź wydaje się oczywista.

Z drobnym zastrzeżeniem – nie wszystkie grupy ludzkie w jednym czasie i równie chętnie przyjęły nowy sposób życia (z konieczności osiadły) i sposób zdobywania jedzenia.

Te dwie równoległe przez większość historii drogi człowieka decydowały o roli i pozycji kobiety w konkretnym społeczeństwie.

Mamy więc, mówiąc w uproszczeniu, do czynienia ze schematem – wysoka pozycja kobiety w społeczeństwach osiadłych, rolniczych, relatywnie niska w społecznościach nomadów, gdzie po pierwsze mężczyzna z reguły jest „jedynym żywicielem rodziny”, a na dodatek jego częsta nieobecność w rodzinnym namiocie sprawia, że podejrzliwie traktuje każde nowe narodziny, ponieważ wiążą się one z przyszłym podziałem rodowego majątku.

Stąd wszelkie dziwaczne na pozór pomysły z trzymaniem kobiety „na uwięzi”, jak rzecz, jak przedmiot, choć przecież cenny.

Czy ten schemat będzie pasował zawsze i wszędzie? Nie wiem, podejrzewam, że w którymś momencie nam się zagmatwa.

Póki co zakończyliśmy z sukcesem wojnę trojańską i wszystko pasuje.

Kiedy dziś czytam teksty zaangażowanych pań twierdzących, że ich postawa jest nowoczesna, a dawniej to tylko zabobon i ciemnota, to chętnie zaprosiłbym je na nasze wykłady (choć szczerze wątpię by były zainteresowane).

Z naszych dociekań wynika, że niejedna współczesna pani zamieniłaby się z Sumeryjką sprzed 5 tysięcy lat, która miała więcej rzeczywistych praw, niż wiele kobiet współczesnych. Miała własny majątek, była stroną w sądzie, miała prawo do rozwodu (i występowania o niego) itd..

Późniejsze prawo babilońskie tylko niekiedy robi różnicę w traktowaniu spraw męskich i damskich, a robi to z oczywistej przyczyny – charakteru samej sprawy, np. kara śmierci za gwałt na kobiecie.

Pełnia praw kobiety egipskiej też bywa dla wielu zaskakująca. W Polsce do dziś źle widziane są „małżeństwa na próbę”, co w Egipcie faraonów było normą i to uzasadnioną.

Dom dla Egipcjan był świętością. Wspólne zamieszkanie było równoznaczne z małżeństwem, o ile młodzi nie zawarli umowy czasowej (to było właśnie małżeństwo na próbę). Nie chcieli, by w tak ważnej dla społeczności sprawie ktokolwiek popełniał błędy. Lepiej było więc sprawdzić, czy młodzi potrafią żyć z sobą, czy są tylko sobą chwilowo zauroczeni.

Ponieważ nasza kultura wyrosła z kręgów oddziaływania Biblii Hebrajczyków, trzeba było sprawdzić jak się miała pozycja kobiety w tamtym społeczeństwie i co na nią wpływało.

Analiza biblijnych tekstów pokazała, że ktoś nas nielicho od tysiąca lat zwyczajnie oszukuje. Nie słychać w kościelnych kazaniach o kobietach prorokiniach (a było ich trochę), zwykle skupiamy się na mężczyznach, a szkoda, bo z samej Biblii wynika jak wielki wpływ miały kobiety na życie Izraela. Trudno zresztą się dziwić, były wychowane w kulturze a to mezopotamskiej, a to egipskiej, o której już mówiliśmy. Mimo formalnej przynależności do ludu niegdyś wędrownego nasiąkły tamtymi kulturami na tyle, że trudno byłoby zrobić z nich przysłowiowe kury domowe.

I ciekawostka, choć tym może nikogo nie zaskoczę. Kilka razy zdarzyło się, że – mimo iż czytając ustępy z Biblii podawałem za każdym razem księgę, rozdział i werset – niektóre osoby nie chciały wierzyć, że… to Biblia. Znajomość świętych tekstów w katolickim społeczeństwie nie jest jak widać normą.

Od przyszłego tygodnia atakujemy dość zróżnicowaną, starożytną Grecję. I to jest właśnie teren, na którym może nam się stworzony schemat zamącić. Zobaczymy.

Póki co mogę stwierdzić, że temat się „przyjął”, sztywne ujęcie go w gorset metodologii nie pozwalającej na swobodne hasanie po łąkach popularnych (bądź populistycznych) poglądów robi wszystkim dobrze, co nieźle rokuje na przyszłość.

Dla mnie to dodatkowa frajda iść z grupą ludzi w kompletnie nieznane okolice nie wiedząc co nas czeka.

Inna rzecz, że znalazła się grupa ludzi, z którymi nie strach wypuścić się na taką wyprawę. I za to mogę im tylko dziękować.

Jerzy Łukaszewski

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 komentarzy

  1. slawek 16.12.2016
  2. hazelhard 16.12.2016
    • j.Luk 16.12.2016
      • A. Goryński 17.12.2016
  3. Magog 18.12.2016