26.09.2024

Jutro, 27 września, pogrzeb Agnieszki Wróblewskiej. Ernest Skalski znał Ją znacznie dłużej niż ja, i napisał o Niej pięknie w Gazecie Wyborczej, gdy odeszła. Znałem Ją jednak na tyle dobrze, że chcę się do Jego wspomnień dorzucić.
Zanim dołączyła do naszego grona w Studiu Opinii, zwabiona, sądzę, głównie faktem, że stworzył je Stefan Bratkowski, była dla mnie uosobieniem zdroworozsądkowego pojmowania gospodarczych realiów, nie tracąc ani na moment wrażliwości społecznej. Nie wiem, w jakim stopniu było to wpływem Jej wspaniałego męża, Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego, ale co to za różnica. Ważne, że pisała mądrze i świetnie warsztatowo. Oboje byli prawdziwymi pozytywistami. Gdy narzekali, to zawsze szukali drogi sanacji. AKW – to dla młodszych, jeśli nas młodsi czytają – jeden z najbardziej utalentowanych, płodnych i odważnych dziennikarzy PRL, i lat, które po tym nadeszły. Gdy startowałem w zawodzie, trio AKW – Ernest Skalski – Daniel Passent – nota bene trójka przyjaciół, których przyjaźń na poważną próbę wystawił stan wojenny (Ernest może skoryguje moje odczucie) – było dla mnie niedościgłym wzorem. I tak zostało. Gdy AKW walczył przez lata z Parkinsonem, Agnieszka dokonywała heroicznych wysiłków, aby Jego życie było na tyle normalne jak to tylko możliwe.
Była wspaniałą, mądrą dziennikarką, a przede wszystkim prawym i ciepłym Człowiekiem.

Andrzej Lubowski
Polski i amerykański dziennikarz i publicysta polityczno-ekonomiczny.

A ja Agnieszkę poznałem jeszcze wcześniej, jeszcze jako Barlińską, na dziennikarce UW.. 1952!