2016-12-17.
Rocznica wprowadzenia stanu wojennego.
W internetowych komentarzach zmasowana nienawiść do Komitetu Obrony Demokracji. Zwraca uwagę absurd oskarżeń. Najpiękniejsze to, że Michnik, Frasyniuk i inni byli prowokatorami i siedzieli w kieszeni u Kiszczaka. Czytam kilka razy i zastanawiam się, czy nieszczęśnik wierzy w to, co pisze, czy wierzy w oskarżenia o współpracę pod adresem Lecha Wałęsy, czy inni wierzą, że uczestnicy KOD to byli zomowcy, czy wierzą, że te tysiące ludzi to ci, którzy się wspaniale urządzili kosztem reszty?
Przegląd komentarzy nie pozostawia wielu wątpliwości, powtarzane kłamstwa zaczęły żyć bujnym życiem w świadomości społecznej. Co innego słowa Jarosława Kaczyńskiego sprzed kilku lat:
My jesteśmy tam, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO
My jestesmy tu gdzie wtedy, oni tam gdzie stalo ZOMO.
My jestesmy tu gdzie wtedy, oni tam gdzie stalo ZOMO.
Mamy tu do czynienia z wypowiedzią starannie zaplanowaną i przemyślaną, z wypowiedzią mającą na celu nie tylko wzbudzenie nienawiści, ale zmianę świadomości społecznej. Cyniczne fałszowanie rzeczywistości z myślą o politycznych zyskach.
Gdzie zaczęła się ta długa droga Jarosława Kaczyńskiego? W 1989, kiedy premierem zostaje Tadeusz Mazowiecki, a Lech Wałęsa ma poczucie odsunięcia? Kaczyński zaczyna się kręcić wokół Wałęsy, łasić się, podchlebiać, szczuć i opluwać. Kiedy Lech Wałęsa zostaje prezydentem, Jarosław Kaczyński otrzymuje tekę ministra stanu w kancelarii prezydenta. Pierwszy etap „wojny na górze” zaczął się znacznie wcześniej. Trudno o wątpliwości, że jej architektem jest Jarosław Kaczyński. Nie wiemy wszystkiego. Lech Wałęsa przyznaje, że Kaczyński mieszał, nie wiemy jednak jak i dlaczego Wałęsa dał się do tego stopnia namówić na obrzydliwe ataki na ludzi takich jak Mazowiecki, Turowicz, czy Geremek. Na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego w lutym 1990 zobaczyliśmy Lecha Wałęsę, jakiego nie znaliśmy.
Kaczyński jest wówczas tak blisko Wałęsy, że ten po wyborach prezydenckich w grudniu 1990 rozważa powierzenie mu stanowiska premiera. Tu jednak jest poważny problem, Kaczyński chciał rządzić Wałęsą, a Wałęsa chciał rządzić sam i potrzebował marionetki. W efekcie premierem zostaje Jan Krzysztof Bielecki, a w relacjach Wałęsa-Kaczyński pojawia się pęknięcie.
Kiedy nie udaje się sterowanie Lechem Wałęsą, Jarosław Kaczyński zmienia front, a po usunięciu go z Biura Prezydenta, przechodzi do ataku i korzystając z materiałów, którymi komunistyczne służby bezpieczeństwa próbowały skompromitować Wałęsę, postanawia przekonać społeczeństwo, że przywódca „Solidarności” był agentem. W styczniu 1993 organizuje „marsz na Belweder” podczas, którego spalono kukłę Lecha Wałęsy. (Dziś Kaczyński wypiera się tego w Sejmie, bo to nie on osobiście kukłę podpalał.) Widzieliśmy jednak jak niemal z dnia na dzień Kaczyński z pochlebcy zmienia się w nienawistnika, podburzanie do nienawiści jest jego niezmiennym narzędziem walki politycznej.
Po latach mistrzowsko i cynicznie wykorzystał katastrofę smoleńską i śmierć własnego brata. Wykorzystując zadawnione lęki i obsesje pracował nad zmianą świadomości społecznej. Zamiar był oczywisty – przedstawienie swoich konkurentów jako zdrajców ojczyzny. Dla tych absurdalnych zarzutów katastrofa smoleńska była wymarzonym zbiegiem okoliczności, odbiorców spiskowej teorii nie brakuje, na okrasę leci kampania o Polsce w runie.
Stosowana od początku technika zmierzająca do polaryzacji społeczeństwa, do rozbudzenia podejrzliwości o spiski, układy, zdradę i złą wolę przynosi efekty w postaci trwałego elektoratu gotowego kupić każde kłamstwo. Najważniejsze jest przekonanie, że wszystko, co robili inni, jest złe i prowadziło do zubożenia społeczeństwa, że protestują wyłącznie ci, którzy dorobili się na krzywdzie społecznej, że kraj jest w opłakanym stanie, a z nieszczęścia może go wybawić wyłącznie prezes-zbawiciel.
Ten obrzydliwy absurd o zdradzie kupują nawet ludzie, którym z Jarosławem Kaczyńskim wcale nie jest po drodze. Ta intelektualna akrobacja może mieć osobliwe usprawiedliwienia. Na marginesie artykułu o intronizacji Chrystusa na króla Polski czytelnik komentuje:
„Przez moment wierzyłem że Polska ładnie się zlaicyzuje, wzbogaci w UE i byłem nawet w stanie znieść faktyczną utratę suwerenności i radośnie uprawianą przez PO politykę zdrady narodowej. Ale teraz to już przestało mieć sens. Zidiociałe Niemcy prowadzą Europę i Polskę na manowce.”
Ten czytelnik oczywiście nie wyjaśnia, jak dotarł do tej „polityki zdrady narodowej” ekipy sprawującej rządy w okresie, kiedy Polska dokonała największego skoku cywilizacyjnego w tysiącletniej historii Polski (zapewne oddziaływanie propagandy na podświadomość), widzimy tu motyw „utraty suwerenności”, zdrady i chytreńkiej nadziei na zyski. Nadzieję na zyski z tej zyskownej utraty suwerenności diabli biorą z powodu zidiociałej polityki Niemiec.
Interesujący przykład całkowitej niezdolności odróżnienia dobrowolnego stowarzyszenia i zniewolenia, plugawego języka o „zdradzie narodowej” i nadziei na to, że na zagrażający fanatyzm religijny jedyną receptą jest rodzimy fanatyzm religijny. A przede wszystkim zastanawia świadome lub podświadome przejęcie retoryki obozu Jarosława Kaczyńskiego. Tu nie chodzi o krytykę polityki rządu Donalda Tuska, czy polityki Unii Europejskiej w obliczu zalewu uchodźców z muzułmańskiego świata, ale o sposób jej prezentacji, który (moim zdaniem) nosi ślady wpływu długotrwałej propagandy prowadzonej językiem insynuacji i nienawiści.
Jarosław Kaczyński to Natanek polskiej polityki. Niszczy nie tylko polską gospodarkę, podstawy demokratycznego systemu, ale niszczy również nasz język komunikacji, sprowadzając coraz większą część społeczeństwa do swojego poziomu. Nawet mając pełną świadomość, że ten człowiek świadomie i z premedytacją zmierza do radykalizacji języka publicznych dyskusji, zmieniając je w antagonistyczny konflikt, w którym oskarżenia i inwektywy zastępują wszelkie argumenty, pozwalamy na to, że coraz częściej wpycha nas w sytuację, w których jedyną możliwą reakcją staje się odpowiedź tym samym językiem.
Szlak bojowy Jarosława Kaczyńskiego jest szlakiem bojowym księdza Natanka, a na taki szlak bojowy normalnego człowieka trafia szlag i odpowiada tak, jak ten książę ciemności na to zasługuje. Nieszczęście polega na tym, że to właśnie okazuje się jego prawdziwym zwycięstwem, wciąga w techniki prowadzenia sporu, które opanował w sposób mistrzowski.
Andrzej Koraszewski


….Wykorzystując zadawnione lęki i obsesje pracował nad zmianą świadomości społecznej. …..Dlaczego w tej „pracy” NIKT mu nie przeszkodzil …???!!!! Dlaczego Tusk zamiast dac twardy odpor pisowsko-goebelsowsko-koscielnej propagandzie opowiadal o polityce milosci i ze nie ma z kim przegrac… !!! A PIS wykorzystujac polskie skretyniale media i ambony kosciolow saczyl ta trucizne nienawisci od lat…
Paranoiczny, niebezpieczny karzeł
Którego władza nas odziera z marzeń
Zgromadził wszystkich oszczerców i drani
Dzieli i rządzi, obraża i rani…
Przy boku gnoma marionetek sfora
Płaszczą się, myśli zgadują idola
I nim usłyszą prezesa przesłanie
Sami nie wiedzą jakie jest ich zdanie
Obieca pięćset, ciemnota to kupi
Apel „poległych”, prostaczków ogłupi
Tłuszczy nie porwie przemawiając grzecznie
Tylko obelgi działają skutecznie
Bo nie jest ważne, prawda to czy kłamstwo
Kiedy polityk preferuje chamstwo…
Niestety na jego „plus” trzeba poiedzieć, że zna polskie społeczeństwo , nasze przywary itd. I niestety w ten sposób manipuluje. I umie dobrać sobie takich przybocznych jak mu potrzeba, najwyżej wsadzi ich do Tutki i będzie twierdził że rozpoznał wrogów ojczyzny /jego ojczyzny/. A tak z ciekawości ile on ma na nich haków?
Nad fenomenem dziwacznej atrakcyjności kurduplowatego, niespełnionego seksualnie syna wykładowcy WUML z czasów stalinowskich niewątpliwie pochylą się socjologowie, psychologowie i psychoanalitycy. Nie wiem, skąd się ta atrakcyjność bierze. Obserwując swoich pisowskich znajomych, czytając pisowskie komentarze, słuchając wypowiedzi pismenów, odnoszę wrażenie, że obiekt westchnień Szczypińskiej odnosi sukces, bo uprawomocnia – poprzez osadzenie w patriotycznej retoryce – najgorsze ludzkie cechy: zawiść, nienawiść, nieudaczność, prostactwo i głupotę. Żaden polityk III RP, przy wszystkich swoich błędach i pomyłkach, nie wykorzystywał dla osiągnięcia celów tych niskich instynktów. Bóstwo Błaszczaka na to się zdecydowało i triumfuje. Komuniści PRL-u jednak rzadko sięgali do mrocznych trzewi tego narodu, do głowy przychodzi mi tylko 1968 rok. Szczerbaty gnom uczynił z tego regułę.
@BM: Wklejam tutaj, bo co mama zrobić? No i gdzie się podział znakomity artykuł Dariusza Wiśniewskiego, pod którym tak się dobrze dyskutowało? Zniknął z witryny. Protestuje! Artykuły powinny pozostawać na głównej stronie proporcjonalnie do ilości komentarzy. Jeśli jakiś artykuł zbiera zero albo dwa komentarze w tydzień, to powinien iść do archiwum. A jeśli artykuł zbiera siedemdziesiąt, to powinien wisieć na głównej stronie tak długo, aż liczba komentarzy przestanie przyrastać. Protestuje! PROTESTUJE! Gdybym miał wuwuzela, to bym zatrąbił.
Gdybym mógł podadiustowac piaty akapit tekstu pana Koraszewskiego, to zmienił bym piąty akapit od góry. Zamiast „Po latach mistrzowsko i cynicznie wykorzystał katastrofę smoleńska i śmierć własnego brata” napisałbym:
„Po latach, brutalnie i cynicznie doprowadził do katastrofy smoleńskiej i niczym Kain wykorzystał śmierć własnego brata” .Reszta tekstu jest zgodna z prawdą nr jeden wg Tischnera.
Obaj bracia dla mnie od zawsze byli „inteligentni inaczej”, w latach 80. o nich nie było słychać, a później dobrze uchwycił ich sylwetki Wolski /tak, ten sam/ w szopce, pokazując jako bodajże parkę chomików. O „poległym” nie warto już dziś pisać, a „naczelniczek”… Wiele o nim mówi smaczna scenka, pokazywana kiedyś w telewizji /można obejrzeć w internecie/ jak ten mąż stany wybrał się na zakupy do sklepu. towarzyszyła mu pani Szydło. Wyglądało to tak, jakby opiekunka poszła na wyprawę do sklepu z niepełnosprawnym dużym dzieckiem. „Jarku, włóż to do koszyka, jeszcze i to, a teraz podejdź do lady, wyjmij portfelik i zapłać pani. O, pani wydała resztę, schowaj i podziękuj”.
https://www.youtube.com/watch?v=cu71GN-iQN0 Obejrzyjcie, polecam.
Na obrazie tej scenki opieram swoją intuicyjną ocenę tej postaci /choć chętnie przeczytał bym opinię psychologa/ i swój optymizm, że to wszystko niedługo jeszcze..
@SROKA Obejrzałem. Faktycznie, niepełnosprawny.
Napisaliśmy z przyjacielem balladę o może nie najbardziej optymistycznym wydźwięku, a ponieważ nie mamy wykonawców, może ktoś z czytelników sobie pośpiewa 🙂
*
Ballada o złym królu
Żył dawno temu pewien król
z natury bardzo podły.
Zadawać lubił innym ból,
a lud doń wznosił modły.
Jednego on nie przeżył dnia,
by wojny nie rozpalił.
Złowieszczy niczym demon zła,
lud kochał go i chwalił.
Sam nie wiem skąd tę bajkę znam
ot, taka tam opowieść.
A mogła zdarzyć się i nam,
kto wie co lud ma w głowie?
Czasem się taka
historia zdarza,
dlaczego dzieje się czasem tak,
że dłoń łajdaka
świat przeobraża,
a kogoś kto go powstrzyma brak?
Na jego rozkaz pada deszcz
dla niego ptaszę kwili.
I chociaż to nieprawda jest
lecz ludzie w to wierzyli.
Świat całkiem inny miał się stać,
by nikt już się nie żalił.
Mądrego kazał głupcem zwać,
głupiego mądrość chwalił.
Sam nie wiem skąd tę bajkę znam,
ot, taka tam opowieść.
A mogła zdarzyć się i nam.
Kto wie co lud ma w głowie?
Czasem się taka
historia zdarza,
jak chwast wyrośnie wśród łanów zbóż.
Modły zanosi
u stóp ołtarza,
a zamiast krzyża ma w ręku nóż.
Z miedzianym czołem podły król
miast prawdy kłamstwo głosił.
Lud karmił kąkol pośród pól,
pod niebo go wynosił.
Król kłamstwo jadł i kłamstwo pił
i czuł się nim wzmocniony.
Chciał by też lud nieprawdą żył,
a lud był zachwycony.
Sam nie wiem skąd tę bajkę znam.
Ot, taka tam opowieść.
A mogła zdarzyć się i nam.
Kto wie co lud ma w głowie?
Opowieść taka
może się przyda,
bo przecież czasem zdarza się tak,
że kiedy władzę
obejmie gnida
odleci piękny wolności ptak.
Król rządził podle póki żył,
od zła miał brudne dłonie.
Czemu więc lud mu brawo bił,
chciał mieć go na swym tronie?
Odpowiedź prosta niczym ćwiek
nie schlebi wszystkim gustom:
nie rządził nimi żaden człek,
bo królem było lustro.
Tak się zdarzyło w kraju tym.
Lud lustro miał na tronie.
I tylko siebie widział w nim
dlatego klaskał w dłonie …
Sam nie wiem skąd tę bajkę znam.
Ot, taka tam opowieść.
A mogło zdarzyć się i nam.
Kto wie co lud ma w głowie?
Król z bajki to był obcy ktoś.
Daleko od nas w świecie.
Nam się nie zdarzy takie coś,
nasz lud jest mądry przecież.
Nasz lud jest mądry przecież,
nasz lud jest mądry przecież.
I nutki
*
Dawno, dawno, kiedy jeszcze było mi do śmiechu, temu pisałem tak:
Raz do gazety „Nasz Dziennik Wzniosły”
Przyszła posłanka
I cztery posły.
Nie wiem, czy państwo to pamiętacie
Był taki wierszyk: „Skumbrie w tomacie”
(Skumbrie w tomacie,
skumbrie w tomacie,
skumbrie w tomacie pstrąg.)
Redaktor spojrzał na grubą babę
Oraz na posły
– witam Warszawę.
A że redaktor był świątobliwy
Natychmiast dodał:
Kochajcie grzyby,
Szczególnie rydze,
(skumbrie w tomacie,
marnie to widzę).
Posłanka zrazu
Zlała się łzamy
Ach, redaktorze,
Grzyby kochamy,
Grzyby kochamy już od lat,
Lecz rydza zachwycił
Jakiś ptak.
Redaktor westchnął,
Rozłożył dłonie
I rzekł, że kaczka,
To też człowiek.
(Skumbrie w tomacie,
skumbrie w tomacie,
skumbrie w tomacie, pstrąg.)
Żyjemy w czasach
Pani posłanko,
W których postawić na ptaka warto.
Aby zatopić jakąś platformę
Potrzebne nam są siły potworne
(skumbrie w tomacie,
skumbrie w tomacie,
skumbrie w tomacie, pstrąg).
Poseł co dotąd stał za nią z tyłu
Cały w ukłonach się teraz wił,
Przyzna nam chyba pan redaktor,
Żeśmy się dotąd sprawiali gładko,
A ten, tam, tego, taki ptak
Wcale dla rydza nie był brat
(skumbrie w tomacie
skumbrie w tomacie
skumbrie w tomacie, pstrąg.)
Redaktor sukni poprawił fałdę,
Zaraz argument wam na to znajdę.
Kazio i Jurek, oba z Gorzowa,
Czy to nie dowód, że jest odnowa.
Kochajcie grzyby,
Kochajcie grzyby,
Kto kocha grzyby,
Ten jest szczęśliwy.
Kazimierz Wielki
Łokietka syn
Kazik z Gorzowa
Ten, tego, tym.
Gdzieś z głębi biurka zaszczekał piesek.
Ktoś się zapytał,
A gdzie Łokietek?
Łokietek, który,
Łokietek jaki?
Gałczyński pisał wierszyk dla draki
(Gałczyński w ogóle był straszny drań,
do wiadomości panów i pań).
My teraz wszyscy, cały kraj,
Pójdziemy razem, będzie naj…
Jeszcze się tylko kogoś utopi,
Stos się podpali pod kimś podłym
(Bo trzeba nam światłości wiele
Więc stosy palmy nawet w niedziele).
Piesek w szufladzie zaczął wyć
Z szafy zaś dziejów wyciekła nić,
Duch się odezwał pewnej Esterki
I duch zawołał głosem wielkim
Skubrie w tomacie,
Skumbrie w tomacie
Chcieliście Polski,
No to ją macie,
Skumbrie w tomacie pstrąg.
Poruszył się za oknem las
I szepnął duch: cofnijcie czas
Jeszcze raz,
Jeszcze raz,
Jeszcze raz…
Obejrzałem bardzo dokładnie ten film o zakupach. Sprawia wrażenie, jak gdyby sprawny inaczej dorosły mężczyzna robił pierwsze w życiu zakupy w jakimś nieznanym mu kraju, w małym, ciasnym i drogim sklepiku. Ale cynizm i bezczelność oraz nienawiść do współobywateli tego klienta, polega na tym że chce ludziom odmówić prawa do robienia zakupów w normalnych relaksowych warunkach w dużym markecie,, albo wspólnego z rodziną wybrania się w niedzielę na większe zakupy do galerii lub supermarketu budowlanego, pójścia na nietypowy obiad, wypicia kawy czy czekolady w ładnej kawiarni , wybrania się do kina itd, bo w tygodniu muszą pracować. W dodatku wywiera presję na swoją świtę, aby jednomyślnie głosowała na idiotyczną, ale pseudopatriotyczną walkę z zagranicznymi inwestorami handlowymi przy pomocy ograniczenia handlu w niedzielę w wielkopowierzchniowych marketach, a nawet na stacjach benzynowych