Jerzy Łukaszewski: To było dawno temu11 min czytania

()

2017-01-04.

Kiedy człowiek przemierza ścieżki historii zaskakują go czasami drobne, przynajmniej na pozór, niezgodności z wiedzą wyniesioną ze szkoły. Ta wiedza z oczywistych względów jest dość ogólna, ale bywa, że braki jakie u siebie odkryjemy dotyczą spraw fundamentalnych, na które w czasie nauki nikt nie raczył nam zwrócić uwagi.

Na dodatek kolejne pokolenia autorów podręczników robią wszystko, by niczego nie zmieniać w hierarchii ważności wydarzeń i ich opisie co z czasem powoduje utrwalenie się w umysłach ludzkich poglądów nie mających wiele wspólnego z prawda historyczną.

Jednym z najlepszych przykładów na takie szkodnictwo edukacyjne jest rok 1454 w Polsce.

Średnio rozgarnięty uczeń siedząc nad testem bez trudu rozpozna datę początku wojny 13 letniej, a wezwany by ją opisać, zgodnie z obowiązującym kluczem odpowie, że to czas, w którym Polska po wojnie z Zakonem Krzyżackim przyłączyła do swego terytorium Pomorze Gdańskie, zwane odtąd Prusami Królewskimi.

Gdyby mu powiedzieć, że to nieprawda? To nie Polska przyłączyła Pomorze, ale ono przyłączyło się do Polski. Wzruszyłby ramionami? Zapytał: – A jaka to różnica? Możliwe.

A różnica była na tyle zasadnicza, że w tamtym czasie narobiła szumu w całej Europie. Interwencje cesarza, papieża i wszystkich świętych późnego średniowiecza były tak gwałtowne jakby to im ktoś nóż do gardła przykładał.

Ale tak właśnie było. Oni ten nóż naprawdę poczuli.

Dlaczego?

Panujący i nie mający systemowej konkurencji średniowieczny feudalizm opierał się na kilku nienaruszalnych zasadach. Podstawową były relacje lennik –  suweren, która to zasada jest znana osobom grzejącym szkolne ławy i na pozór nie sprawiająca kłopotów interpretacyjnych. A jednak rzadko, stanowczo zbyt rzadko tłumaczy się uczniom, że zasada ta działała w obie strony.

Lennik miał obowiązki wobec suwerena, ale i suweren był do wielu rzeczy zobowiązany wobec lennika. Do najoczywistszych była obrona lennika przed zagrożeniami z zewnątrz oraz nie podejmowanie działań na jego szkodę wewnątrz. Ten oczywisty i logiczny system, jak to w życiu bywa, przechodził czasem przez mniejsze lub większe przeszkody i perturbacje, ale w ogólnym zarysie działał sprawnie. No, chyba że nie działał. A co wtedy?

I tu dochodzimy do clou problemu.

Otóż wg panujących i teoretycznie przez wszystkich uznawanych zasad, jeśli suweren niedostatecznie chronił interesy lennika, lub co gorsza działał na jego szkodę, lennik miał święte prawo wypowiedzieć mu posłuszeństwo.

Zdarzało się to sporadycznie, ponieważ mimo wszystko była to ostateczność, ale jednak się zdarzało. Możnowładcy francuscy znali ten problem, bo u nich zdarzał się statystycznie najczęściej, szczególnie w okresie unifikacji kraju przez kolejnych królów, ale zwykle były to kłopoty o zasięgu lokalnym, prędzej czy później zażegnywane ku zadowoleniu wszystkich.

System trwał.

Wydarzenia tego rodzaju o skali całego regionu nie było nigdzie. Do czasu gdy Pomorzanie wypowiedzieli posłuszeństwo Krzyżakom i na dodatek potrafili swoje postępowanie uzasadnić w świetle obowiązujących zwyczajów i prawa.

Dlaczego to zrobili?

Zakon Krzyżacki miał teoretycznie podstawy, by zorganizować najlepiej funkcjonujące państwo ówczesnej Europy. Położenie geograficzne samo napędzało kasę do skarbca, a wprowadzone prawo magdeburskie, po modyfikacji znane jako chełmińskie, regulowało stosunki społeczne najkorzystniej spośród wszystkich istniejących wówczas państw. Większość miast pomorskich, nawet tych mniejszych, należała do Hanzy (tak przy okazji: wyraz ten niekoniecznie jest niemiecki, Słowianie znali swojskie słowo „chąsa” czyli grupa) co automatycznie stawiało je na wysokim szczeblu w strukturze europejskiego handlu, szczególnie morskiego.

Prawo krzyżackie nie znało przesądów stanowych, co jak na średniowiecze było elementem nieomal rewolucyjnym pozwalającym bogacić się każdemu, kto to potrafił.

No to dlaczego Pomorzanie się zbuntowali?

Odpowiedź jest aż nadto prosta: większość, naprawdę doskonałych zapisów krzyżackiego prawa pozostawała … na papierze.

Niemal każdy z braci, każdy z urzędników nie omijał żadnej okazji, by to prawo łamać.

Dlaczego?

Myślę, że powodem był brak  perspektywy czasowej. Krzyżacy jako zakonnicy nie mieli rodzin, a nawet dzieci (oficjalnie) i ich pojmowanie rzeczywistości nie wybiegało poza kres ich własnego żywota.

Urzędnicy nie byli członkami żadnego korpusu służby cywilnej, ale zależeli od kaprysu aktualnego komtura, których to komturów Wielki Mistrz mógł zmieniać dowolnie z dnia na dzień.

Jeśli więc któryś z braci korzystał z pomysłu na zarabianie pieniędzy, to nie obliczał tego na przyszłość, na jakieś lata, ale na dziś, na teraz. Łatwo domyślić się, że nie zwracał uwagi na szkody jakie przy okazji poczyni.

Urzędnik, szczególnie obarczony rodziną musiał szybko „nachapać się”, bo za rok, za dwa mógł już nie być tym urzędnikiem, a dzieci i żona jeść wołały.

Liczba nadużyć i ewidentnych kantów czynionych przez tych ludzi była przeogromna. Skargi zanoszone do Wielkiego Mistrza nie odnosiły skutków spodziewanych, bo potrzebując wszystkich braci i gości zakonnych do urzeczywistniania swojej polityki, musiał patrzeć przez palce na ich postępowanie. Nawiasem mówiąc ta polityka też nie zawsze była w interesie poddanych, bo np. wypowiedzieć wojnę Hanzie znaczyło tyle, co odciąć kupców pomorskich od możliwości zarobkowania. A jeśli kupców to za nimi rzemieślników, rolników itd. A to się przecież zdarzało.

Wbrew obowiązującemu prawu bracia tworzyli przy miastach tzw. jurydyki, w których osadzali partaczy (od: – pars, – partis – część wydzielona), którzy nie należąc do cechu produkowali bez jego nadzoru, niekoniecznie dobrze jakościowo, ale za to dużo taniej. Nieuczciwa konkurencja szkodząca i rzemieślnikom i w ostatecznym rachunku także odbiorcom.

Takich przykładów można by wymieniać bez liku. Dochodziło do takich absurdów jak protest gdańskiego komtura wobec planów budowy nowego krantoru (dziś nazywamy go „żurawiem”) – urządzenia pracującego przy wy- i załadunku dużych jednostek, a także pomocnego w stawianiu masztów nowobudowanych statków. Kto miałby korzyść z zaniechania jego budowy? Nikt na to nie umiał odpowiedzieć. Nie bo nie!

Na dodatek wielcy mistrzowie nie przestrzegali prawa w zakresie konieczności okresowych spotkań z lokalnym samorządem (Stany pruskie), nie mówiąc o wysłuchiwaniu ich opinii w istotnych dla społeczności Pomorza sprawach. Kaprys naczelnego wodza liczył się bardziej, niż prawo, na które przecież on sam składał przysięgę.

W końcu miarka się przebrała, Pomorzanie zaczęli się organizować celem wymuszenia na Zakonie należnych im praw tak swobodnie łamanych przez rządzących. Najpierw Towarzystwo Jaszczurcze, a potem Związek Pruski szybko stały się reprezentantami interesów niemal całego społeczeństwa. Zakon coraz bardziej wyglądał na wyizolowaną grupę, coraz bardziej obcą we własnym teoretycznie kraju.

Kiedy bunt wybuchł, w Europie „zatrzęsła się ziemia”. Tak błyskawicznych i tak gwałtownych, wręcz histerycznych reakcji najwyższych europejskich dostojników kontynent jeszcze nie widział.

Papież jeszcze bez informacji o szczegółach sprawy rzucił klątwę na Pomorze spodziewając się zwyczajowej reakcji, czyli ukorzenia się grzesznika.

Tymczasem Pomorzanie, a  co ciekawe – także tutejsze duchowieństwo – ową straszliwą broń po prostu zignorowali, by to tak elegancko ująć.

Czegoś takiego dawno nie przeżył żaden sukcesor apostolski.

Msze odbywały się jak zawsze, księżą nie odmawiali nikomu posługi religijnej, nikt nie zareagował na papieską klątwę.

Dziś możemy wzruszyć ramionami, ale na tamte czasy to był prawdziwy szok.

Jego znaczenie jako „złego przykładu” docenił cesarz, który zwołał sąd, ten zaś wydał kilkadziesiąt wyroków śmierci wobec osób, których nigdy na oczy nie widział.

I znowu nic. „Skazani” chodzili wolni, jeździli gdzie chcieli, nawet Krzyżacy nie ośmielili się ich ruszyć, a jako lepiej zorientowani usiłowali nawet doprowadzić do negocjacji.

Było już jednak za późno.

Kolejną ciekawostką było zachowanie strony polskiej, do której Pomorzanie zwrócili się z propozycją przyłączenia swoich ziem do kraju Kazimierza Jagiellończyka.

Król początkowo starannie unikał spotkania z wysłannikami Związku Pruskiego negocjując z nimi per procura, oficjalnie udając, że o niczym nie wie.

On również zdawał sobie sprawę z wagi tego co się w jego przytomności zaczęło dziać.

Co się zaczęło dziać? Otóż lennik w zgodzie ze świętymi prawami feudalizmu upomniał się o swoje prawa i swoje interesy. Z jednej więc strony wszystko było lege artis, a z drugiej każdy ówczesny władca mając „swoje” za uszami zdawał sobie sprawę czym grozi potraktowanie tego wydarzenia jako „normalnego” i zgodnego z obowiązującym porządkiem.

Przecież w każdej chwili, zachęceni przykładem Pomorzan, mogli wystąpić w obronie swoich praw inni niezadowoleni. Świat średniowieczny mógł lec w gruzach. Jeśli tak ludna i wielka powierzchniowo prowincja może sobie dowolnie wybrać władcę, to dlaczego nie inne?

Polski król miał jeszcze dodatkowy orzech do zgryzienia. Pomorzanie zaproponowali przyłączenie się do jego królestwa, ale na swoich warunkach, których nie zamierzali odpuścić.

Najważniejszym z tych warunków było … zachowanie na terenie Pomorza prawa krzyżackiego, oczywiście z dodatkowym warunkiem – jego ścisłego przestrzegania.

To był twardy orzech, bo polscy możnowładcy jak jeden mąż byli przeciw takiemu obrotowi sprawy dążąc do jak najściślejszej unifikacji kraju pod każdym względem.

Na dodatek duża część Pomorzan, w tym przywódcy buntu to byli Niemcy, Duńczycy, Flamandowie, Szkoci i inne elementy niepolskie na co także wielu patrzało z niechęcią.

Później np. korespondencja króla ze Stanami Pruskimi odbywała się w ten sposób, że król pisał do nich po łacinie, oni odpowiadali po niemiecku, a na zjazdach debatowali w dwóch – trzech językach – po polsku, niemiecku i holendersku na Żuławach.

Dziwactwo, nieprawdaż? Tylko, że to jakoś całkiem nieźle działało ku korzyści wszystkich.

Ile jest warte przestrzeganie prawa? Dla Pomorzan warte było wiele, bardzo wiele. Planując wojnę z Zakonem obliczano jej koszty na 10 mln ówczesnych dukatów. Astronomiczna suma. Połowę wpłacili Pomorzanie, a drugą, którą miał wpłacić polski król, pożyczyli mu  … Gdańszczanie. Bez specjalnej nadziei na zwrot.

To pokazuje, że widocznie było warto.

Wiemy wszyscy jak się to skończyło itd.

Kiedy o tym piszę lub mówię, zawsze zastanawia mnie jedno.

We współczesnym świecie relacje władza – obywatel w zasadzie oparte są na identycznej formule. Prawo teoretycznie jest od tego by go przestrzegać (co tak ostro zawarowali sobie Pomorzanie w 1454 roku).

Jeśli więc jakaś władza (czysto teoretycznie, rzecz jasna) notorycznie je łamie, obywatele mają prawo wypowiedzieć jej posłuszeństwo. We własnym dobrze pojętym interesie. Nawet ci, którym w pierwszej chwili brakuje na tyle wyobraźni, by dostrzec, że w ich interesie także.

Histeria władzy w przypadku nawet podejrzenia o obywatelską niezgodę jest zrozumiała i bardzo podobna, której w opisanym przypadku ulegli i papież i cesarz. Nihil novi sub sole.

Pytania zasadnicze to 1) czy społeczeństwo umie zdefiniować swój prawdziwy, nie chwilowy lecz perspektywiczny interes? i 2) czy histeria władzy każąca jej posuwać się do kłamstw, zmyśleń, gróźb wobec obywateli będzie miała taka siłę oddziaływania, że skłoni ich do zaniechania walki o swoje?

Jeśli na pierwsze pytanie odpowiemy sobie przecząco, to zadam trzecie: jak to się stało, że niemal 600 lat temu można było go zdefiniować? Co o tym zdecydowało? Życie wówczas wcale nie było prostsze niż dziś, różne warstwy społeczne miały w dużej mierze odmienne interesy, czasem ze sobą sprzeczne. Element był etnicznie niejednolity.

A jednak się dogadali i zrobili co trzeba.

Jakim cudem?

A może wcale nie cudem?

Jest jeszcze jedna możliwość. Polskie społeczeństwo zdefiniowało także dziś swój interes, jego realizacja przebiega zgodnie z planem, tylko myśmy tego nie zauważyli.

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

16 komentarzy

  1. hazelhard 04.01.2017
    • j.Luk 04.01.2017
  2. Magog 04.01.2017
  3. slawek 04.01.2017
    • j.Luk 04.01.2017
      • slawek 04.01.2017
  4. Stary outsider 05.01.2017
    • slawek 05.01.2017
  5. a_wski 05.01.2017
  6. hazelhard 05.01.2017
    • j.Luk 05.01.2017
  7. slawek 05.01.2017
    • j.Luk 05.01.2017
  8. PIRS 05.01.2017
    • j.Luk 06.01.2017
  9. slawek 06.01.2017