
Erode Venkata Ramasamy (Periyar)
2017-03-02.
Zatopienie Platformy było wielką ambicją ojców kościelnych, więc znaczna część elektoratu była za (zatopieniem). Wcześniej polityk zapowiadający stworzenie czegoś nowego na naszej arenie politycznej założył „Ruch Palikota”, kolejny amator władzy, znany jako wyjec estradowy, postanowił porwać naród na hasło Kukiz’15, jeszcze inny stworzył partię KORWIN. Można powiedzieć, że te umizgi pod hasłem „ja, zbawca” nie przynoszą oczekiwanych rezultatów i te twory polityczne są jednak marginalne. Wcześniej jednak z areny politycznej zniknęła Unia Demokratyczna i Unia Pracy, SLD jest w pobliżu progu wyborczego. Fascynuje fenomen wzlotu i upadku Platformy Obywatelskiej, zwanej czasem partią Tuska, bo chociaż partia stworzyła solidne struktury i dość sprawnie sprawowała władzę, rozmowy o programie tej partii prowadzone z jej członkami i sympatykami przynosiły komiczne rezultaty. Ustąpienie Donalda Tuska z funkcji przewodniczącego i premiera spowodowało krach i nic nie wskazuje na to, aby ta partia wracała do sił i zdrowia.
Pojawiły się dwie inne siły Nowoczesna i Partia Razem i znów widzimy dominację doniesień o występach, tweetach i zachowaniach przywódców, a nie o celach i priorytetach tych partii. W świecie komunikacji elektronicznej politycy łatwiej wchodzą w rolę celebrytów niż mężów stanu, a dziennikarze dzielnie w tym pomagają.
Zastanawiając się nad tym wszystkim, przypomniałem sobie postać indyjskiego (a dokładniej tamilskiego) działacza społecznego i polityka Erode Venkata Ramasamy, znanego jako Periyar. Urodzony w 1879 roku, Periyar na pierwszym miejscu stawiał likwidację kast, uznanie praw kobiet i racjonalizm.
Kusi prosta, łatwa i przyjemna teza, że sto lat temu łatwiej było formułować wyraźne priorytety. Problem w tym, że wtedy ludzie byli równie obciążeni zastaną tradycją jak my dziś.
Periyar mówił, że „polityka to nie jest walka o to , kto będzie rządził, a o to jakie zasady będą obowiązywały w państwie”. W świecie, który go otaczał, utrwalona i strzeżona przez religię struktura społeczna nie tylko odzierała większość społeczeństwa z godności, ale skutecznie blokowała możliwości rozwoju społecznego i poprawy własnego losu. Stworzył Ruch Obrony Własnej Godności, twierdząc, że dyskryminowane kasty mogą się wydobyć z piekła pogardy i poniżenia tylko przez edukację, odrzucenie religijnych przesądów i samodzielną organizację własnego życia.
Dostrzegając, że system kastowy i podporządkowanie życia społecznego instytucjom religijnym są amoralne i mordercze dla rozwoju ludzkiego potencjału, oczywiście wpadał w różne pułapki, dopatrywał się przewagi chrześcijaństwa i islamu nad hinduizmem i zalecał przede wszystkim porzucanie hinduizmu, zafascynował go komunizm (chociaż odrzucał zniesienie własności prywatnej), był niechętny wobec kapitalizmu, w przekonaniu, że bazuje na chciwości i ucisku (co nawiasem mówiąc w tamtych czasach, a na dodatek w kraju takim jak Indie, było bardziej widoczne niż produkowanie coraz więcej i coraz tańszych towarów, które zmieniają jakość życia również ludzi biednych).
Przez całe swoje życie walczył przede wszystkim z nierównością społeczną, zakorzenioną w religii, obyczaju i usankcjonowaną prawnie. Jego ruch obrony godności nieodmiennie akcentował konieczność budowania poczucia dumy i pewności siebie w grupach uciskanych przez braminów. Jego zdaniem droga do tego celu prowadziła przez racjonalizm, przez odrzucenie samej idei kast wyższych i niższych, przez odrzucenie idei aranżowanych małżeństw (a przede wszystkim małżeństw z dziećmi) i pełen dostęp dziewczynek do oświaty, przez umożliwienie kobietom prawa posiadania własności i udostępnienie środków antykoncepcyjnych dających kobietom wolność wyboru.
Jego celem były nie tylko stopniowe reformy społeczne, ale zmiana mentalności społeczeństwa, wyrugowanie akceptacji przywilejów z racji urodzenia w lepszej kaście, urodzenia się mężczyzną, czy urodzenia się w mieście, a nie na wsi. Twierdził, że ta akceptacja pogardy tkwi nie tylko w religii, obyczaju i prawie, że jest zakorzeniona w języku. Stanowczo domagał się, żeby językiem federacji był angielski, a nie hindi, a co gorsza głosił bardzo niepopularną tezę, że dla nieprzygotowanych do wolności Indii brytyjska władza jest chwilowo lepsza niż niepodległość.
E. V. Ramasamy należał do pokolenia oświeceniowych racjonalistów, przekonanych, że edukacja i krytyczne myślenie pozwoli dyskryminowanym grupom na wydobycie się z poczucia beznadziei i na przejęcie swojego losu we własne ręce. „Nienawiść, wrogość, degradacja, bieda i złośliwość, które teraz dominują w społeczeństwie – powtarzał w swoich książkach i artykułach – spowodowane są brakiem wiedzy i racjonalizmu, a nie przez jakiegoś boga, czy okrucieństwa naszych czasów”.
Nadmierna wiara w oświecenie? Po części. Głosząc humanizm jako swego rodzaju religię chciał wierzyć, że racjonalizm, nauka i doświadczenie prędzej czy później ujawnia oszustwo, egoizm, kłamstwa i zmowę.
Periyar był czasem porównywany do Gandhiego, którego szanował i z którym się spotykał, ale którego krytykował za ustępliwość wobec hinduizmu. Gandhi nie chciał konfliktu z braminami, wierzył, albo mówił, że wierzy, w możliwość humanizacji religii. Po jego zabójstwie Periyar pisał:
„Przy wszystkich swoich dobrych cechach Gandhi nie sprowadzał ludzi z drogi głupstwa i zła. Jego morderca był wykształconym człowiekiem. […] Jeśli jesz truciznę, umrzesz. Jeśli uderzy cię piorun, umrzesz. Jeśli przeciwstawiasz się braminom, umrzesz. Gandhi nie żądał zniesienia struktury Varnasrama (systemu kastowego), ale chciał ją wykorzystać do budowy bardziej humanitarnego społeczeństwa i do reform społecznych bez rozbicia tej struktury. Konsekwencją będzie dalsza władza wyższych kast. Gandhi chciał włączyć braminów do zmiany społecznej bez odbierania im władzy.”
Ten spór brzmi znajomo, radykalizm, czy naciskanie na zmianę. Patrząc na dzisiejsze Indie możemy powiedzieć, że obaj przegrali, albo, że obaj wygrali. Gigantyczny postęp i trwanie systemu kastowego, religia nadal trzyma ludzi w okowach, nie pozwalając na odzyskanie godności i niebywale spowalniając postęp.
A jednak Indie zrobiły niebywały skok cywilizacyjny (szczególnie po porzuceniu marzeń o socjalizmie), jest demokracja, kulawa, ale stabilna, udało się radykalnie zredukować skrajną nędzę, od religijnego terroru i kastowych podziałów (przynajmniej w miastach) daje się uciec.
Nigdy nie jesteśmy i nie możemy być w pełni racjonalni, bo nigdy nie mamy pełnej informacji, nie wszystko możemy przewidzieć, nie wszystko rozumiemy. Ocena tego, co w danym momencie jest największym złem, jest trudna i zawsze będzie przedmiotem sporów. Może dlatego tak ważne jest stwierdzenie, że w polityce nie jest ważne kto rządzi, a jakie zasady będą obowiązywały w państwie. Priorytetem pozostaje walka z tymi, którzy chcą podtrzymywać system społeczny oparty na pogardzie i pozbawianiu praw innych, pozostaje pytanie, którędy droga do lepszej oświaty, by gospodarka mogła być oparta na wiedzy, pozostaje pytanie, kiedy partie polityczne będę się częściej spierać o podatki niż o historię.
Chwilowo priorytetem opozycji jest powstrzymanie niszczenia instytucji państwa prawa, te w pierwszym rzędzie zabezpieczają społeczeństwo przed rozstrzyganiem sporów przy użyciu przemocy, ograniczają samowolę władzy, tworzą parlamentarną arenę do walki o różne dla różnych grup priorytety.
Było pytanie, czy Polacy wybiją się na niepodległość. Od czasu publikacji tekstu Józefa Pawlikowskiego tę niepodległość dwukrotnie udało się odzyskać i dwukrotnie okazało się, że mamy problemy z korzystaniem z wolności. Nie my jedni, w wielu krajach niepodległość zaczynała się od natychmiastowej wojny domowej, po której nierzadko przychodziły dziesięciolecia krwawych dyktatur. Nasza demokracja była daleka od doskonałości, ale byliśmy nazbyt pewni, że jej nic nie grozi. Milowymi krokami zbliżają się wybory, które albo będą konkursem piękności, albo walką świadomej części społeczeństwa o to, jakie zasady będą rządziły państwem. Czy ponowie wybijemy się na parlamentaryzm, czy Prezes i Spółka na długie lata przekreślą to, co udało się zdobyć dzięki upadkowi ZSRR oraz Solidarności i transformacji?

„Pojawiły się dwie inne siły Nowoczesna i Partia Razem i znów widzimy dominację doniesień o występach, tweetach i zachowaniach przywódców, a nie o celach i priorytetach tych partii. ”
.
Naprawdę sporo ludzi słyszało o Razem na długo przed wyborami. Nie miał to żadnego związku z „celebryctwem”. Akurat w tym przypadku komunikacja elektroniczna bardzo pomogła.
.
To wcale nie tak, że o tej partii świat usłyszał dopiero podczas słynnej debaty telewizyjnej.
.
A porównanie do Nowoczesnej dość dziwne, chyba.
Kuba – oczywiście masz rację. Sam głosowałem na Tomka Larczyńskiego.
Panie Andrzeju – Razem zostało potraktowane cięższym butem niż Ruch Palikota. Gdyby została zachowana zasada równości dostępu do mediów publicznych przez wszystkie komitety wyborcze – to dam sobie jajko uciąć, że Razem dzisiaj byłoby w Sejmie (cholera – musiałem poprawiać na duże S). Obawiam się, że najgorsze dopiero przed nami. Prawdę mówiąc – wolę być rozczarowanym pesymistą niż zawiedzionym optymistą. Choć mam nadzieję, że tak jak w Słupsku, tak w wyborach samorządowych PiS dostanie solidnie do myślenia. Tam gdzie ludzie głosują za koszulą – tam zupełnie nie ma miejsca na kwiatki do kożucha. Obym się nie mylił.
Pozdrawiam
Razem jest partią lewicową, której z racji dość radykalnego programu będzie trudno uzyskać znaczną ilość głosów, natomiast jest partią potrzebną w przyszłym parlamencie właśnie dlatego, że do jej ścisłych priorytetów należy nadanie polityce parlamentarnej wymiaru dyskusji i działań stricte merytorycznych. Obrona praw pracowniczych, ochrona wolności obywatelskich to są priorytety Razem i one wyznaczają formy organizowanych protestów, być może nośnych medialnie jednak ta partia ciągle jasno komunikuje swój program. Będąc w parlamencie, zakładając, że znajdzie się tam jeszcze jakaś lewica, miałaby być może na nią wpływ zbawienny.
Program Nowoczesnej może wydawać się niedopracowany w części dotyczącej alternatyw dla gospodarki jednak ta partia ma wystarczająco silne zaplecze myśli ekonomicznej żeby można się było takich propozycji spodziewać.
PO powinna się dookreślić programowo tyle, że wtedy neoliberalne cechy jej części będą jak zwykle przeszkadzać w budowie programu nośnego społecznie a pamięć bycia przez lata partią władzy nie będzie jej pomagać, dobrze że na razie przedstawia np. rozsądnych kandydatów w wyborach lokalnych, być może tak uda jej się otrząsnąć
Ciekawą alternatywą są Demokraci konsekwentnie komunikujący program rozsądnego, niezbędnego moim zdaniem, kompromisu pomiędzy rolą państwa w gospodarce i polityce socjalnej, a dynamiką rozwoju gospodarczego, której sprzyja silna samorządowość i oszczędność regulacyjna. Ta partia jest silna intelektualnie.
Wreszcie tak niepopularny tutaj PiS z programem gospodarczym Morawieckiego, który w wielu aspektach jest.. rozsądny.
Czy Polacy wybiją się ? nie muszą się wybijać wzajemnie (chociaż niektórzy lubią, i należą do nich ci którzy wieszczą rewolucje), nie muszą się wybijać na niepodległość, powinni się natomiast nauczyć ( a nie oduczać) szacunku i uznawania za naturalne różnic programowych.
Charakter działań obecnej opozycji nie wynika jednak z priorytetu obrony swobód, ma wprawdzie swoje źródła w braku dostatecznej możliwości realizacji programu lecz wielokrotnie wynika ze słabości programowej.
Przykład: czy powstał program alternatywny wobec reformy szkolnictwa ? alternatywny czyli adresujący istniejące w szkolnictwie problemy i proponujący alternatywne rozwiązania, ściśle, z szacunkami budżetowymi, określeniem horyzontów inwestycyjnych w polityce państwa, zasadami reformy sektorowości szkół wobec możliwych sposobów finansowania – publiczne, społeczne, prywatne, a więc uwzględniający zmiany w budżetowaniu samorządów, adresujący programy dokształceniowe dla nauczycieli łączone z możliwościami awansu zawodowego, np. włączając państwowe szkoły wyższe. Nie powstał a przynajmniej ja nie słyszałem. Komunikat społeczny jest więc następujący: nie zgadzamy się lecz nie za bardzo potrafimy. Przykład jest przy tym o tyle precyzyjny, że szkolnictwo zostało znacznie zaniedbane w czasach poprzednich rządów: nauczyciele pozostają biedni, nie mają wystarczających możliwości progresji zawodowej, nie istnieje rynek pracy promujący taką progresję, system jest notorycznie niedofinansowywany i pozostaje nie elastyczny wobec alternatywnych form budżetowania, nie posiada wbudowanych mechanizmów naprawczych.
Program rozwoju proinnowacyjnej gospodarki: czy powstał program alternatywny ? nie powstał, z okresu poprzednich rządów pozostała przede wszystkim wiara w naturalność rozwoju poprzez mechanizmy wolnorynkowe, przez lata nie wyprowadzająca nas jednak nazbyt daleko poza pułapkę średniego rozwoju (postępująca akumulacja kapitału oczywiście taki rozwój umożliwia lecz jego efektywność bywa adresowana daleko nie wystarczająco wobec istniejących możliwości).
Czy w czasach rządów PO powstał program polityki energetycznej państwa, program, czyli uwzględniający restrukturyzacje zasobów, w tym zasobów społecznych, przedstawiający stabilne horyzonty inwestycyjne dla biznesu, tworzący stabilne budżetowe ścieżki kapitałowe, przy okazji współmierny z poziomem efektywności programów państw współtworzących regionalne sieci energetyczne ? nie powstał, natomiast niestabilność prawa i nie decyzyjność władzy była w tym przypadku przykładowa.
Jakkolwiek może być więc to wniosek smutny, przegrana opozycji mogłaby by być opozycji potrzebna, żeby się w końcu do wyborów ogarnąć. Niebezpieczne jest już jednak to, że wielu ciągle pozostaje na stanowisku: jesteśmy lepsi jako, że jesteśmy lepsi, i proszę nam uprzejmie uwierzyć zamiast np. chodzić do kościoła. Działa ? nie działa. Dlaczego ? Jako, że jest nie przekonywujące.
Kiedyś na spacerze z psem bawiłem się myślą o „parlamencie cieni”, zabawa była przednia, bo nie ograniczała mnie rzeczywistość. Widziałem oczyma duszy scenerię w brytyjskim wydaniu, z kierownictwem partii politycznych w pierwszych rzędach i wybranymi przez członków poszczególnych partii politycznych „szarymi” reprezentantami terenu. Uśmiechnąłem się do siebie, wybierając marszałka tej zabawy, bo jedyna postać, która mi natrętnie przychodziła do głowy, to był Jan Nowak-Jeziorański, czyli tyran i despota zmuszający do porządku. (Podejrzewam, że Bogdan Miś umiałby huknąć na to towarzystwo.) Chwilowo scena polityczna zdominowana jest przez hamletowskie monologi, tymczasem być, albo nie być demokracji może zależeć od umiejętności prezentowania swoich argumentów w otwartym starciu z konkurentami.
być może, oczywiście, że część lubi igrzyska, tym bardziej że niektórzy podlegają wtedy złudzeniu współuczestnictwa, jednak ja ciągle uważam, że najważniejsze jest prezentowanie argumentacji programowej potencjalnym wyborcom
Byłoby cudownie gdyby pan miał rację, ale …
Taki przypadek: PiS praktycznie odebrał ziemię chłopom. Ściślej – odebrał im prawo swobodnego nią dysponowania. „świętą własnością prywatną”, za którą nasi ojcowie … itd. Z lektur szkolnych jeszcze pamiętamy łzawe opowieści , jak to Ślimaki i takie inne różne broniły tej ziemi, Pawlaki z Kargulami o miedzę wywoływały wojny itd.
I co? I nic. Nie słychać z obszarów wiejskich żadnych protestów, dzikiej wojny o „ojcowiznę”. Nic takiego.
Jaką argumentacją sprawiono, że chłop zrezygnował z jednego z niewielu przysługujących mu praw? Czasem jedynego, prawdę mówiąc?
Jeśli one (te prawa) nie były i nie są mu potrzebne, to jakiej należałoby argumentacji użyć, by wywołać w nim odruch protestu?
Mówię serio, ten brak protestu jest dla mnie sporą zagadką.
@J.LUK: jedyna partia chłopska w sejmie ma zdaje się szesnastu posłów i za wiele to nie jest a reprezentacja interesów rolników w PO jest na pewno znacznie słabsza niż w PiS; margines pozytywny tej ustawy: ziemia rolna rzeczywiście podlegała spekulacji, chociaż to nieuniknione, w połowie roku NRA otrzymała pozytywne rozstrzygnięcie dotyczące gruntów poniżej 0,3 ha, chociaż tyle.
Zawsze możemy założyć w internecie start-up sprzedający kosy na sztorc, akurat jestem na zasiłku, może chwyci.
Ale mnie nie interesuje partia chłopska. Mnie interesują ludzie na wsi. I o ich co najmniej dziwnej reakcji (a właściwie jej braku) piszę.
Panie Jerzy, tym ludziom wmówiono, że ich ziemie wykupi paskudny Niemiec a oni będą jego parobkami. Większość w to uwierzyła a ponieważ większości tej większości nie mieści się w głowie, że można sprzedawać swoją ojcowiznę (sprzedawać w ogóle, nie ważne komu) to nie mają nic przeciwko temu, żeby stworzyć takie obostrzenia.
@Darek to rozumiem, ale to nie tylko o sprzedaż chodzi. Gdyby np. syn rolnika nie chciał obsiewać zagonów rzepakiem czy burakami cukrowymi, ale ją „odrolnić” i zbudować na niej jakiś warsztat w celu rozruszania własnej produkcji guzików z pętelką, to w świetle obecnych przepisów nie może. I parę innych kwestii.
Demokraci, to wspomnienie po Unii Wolności. Silnej intelektualnie, a jakże, lecz raz – z poczuciem wyższości intelektualnej, dwa – bez wyczucia społecznego, zresztą z powodu nr 1. Demokraci, to partia kanapowa, obarczona jak poprzedniczka poczuciem wyższości, co dało się widzieć podczas próby podjętej w ubiegłym roku rozszerzenia jej wpływów. Aplikujących, jak najbardziej demokratycznie zorientowanych młod(sz)ych, potraktowano jak pariasów, którzy chcą się wedrzeć do wyższej kasty. Co innego, uciekinierzy z ZChN, tfu ! z PO. Jest gdzieś jakiś elektorat tej partii ? jakiś ferment intelektualny ? jakieś publiczne dyskusje o Polsce ? jakieś działania w terenie ? Demokraci niczego się nie nauczyli. A „Wesele” Wyspiańskiego wszak czytali i oglądali na pewno.
…
Razem i .Nowoczesna Petru. Autorze Szanowny, jak można porównywać te partie w taki sposób, że „znów widać dominację doniesień o występach przywódców” ?? O występach przywódcy Petru – tak, lecz proszę uczciwie podać choć jeden przykład doniesienia tego typu o którejkolwiek z osób z czołówki Razem ? Otóż, takich doniesień nie ma. Partia Razem buduje swój elektorat w terenie; czasem objawi się publicznie z akcją i szybko zwija, nie nadużywając przestrzeni publicznej. Kto chciał, czyli kto ma serce bardziej z lewej strony, o powstaniu i działalności partii Razem usłyszał wiosną 2015, a nie w przeddzień wyborów.
…
Od ’89 głosowałam na Unię Demokratyczną (Wolności), potem PO. W ostatnich wyborach głosowałam na Razem, nie dlatego, aby Razem objęło rządy w państwie, bo tak nigdy nie będzie, lecz dlatego, by jej głos był słyszalny z trybun sejmowych i aby mogła mieć wpływ na kształt Polski.
…
Sarkanie na Razem, że jest osobno, jest nieuzasadnione; „razem” jako przysłówek w programie partii oznacza solidarność społeczną, której partie opozycyjne obecne w parlamencie nie rozumieją.
…
Histeryczne twierdzenia, które tu i ówdzie się słyszy, że Razem wprowadzi socjalizm, są objawem choroby neoliberalnej, to jest niewidzenia i niesłyszenia niczego, co dotyczy ludzi; ludzi, a nie PKB. Państwo, jako organizacja i umowa społeczna, jest dla ludzi. A nie na odwrót.
…
Tak długo, jak sieroty po PO nie zrozumieją procesów społecznych i nowego świata, tak długo rządzić będzie PIS i jego epigoni.
A mogłaby Pani zdradzić tajemnicę, na czym polega owa „solidarność społeczna” w chwili gdy wszystkie partie opozycyjne idą pospołu protestując przeciw łamaniu prawa, a partia o nazwie RAZEM idzie osobno, bo „ma inne zdanie”? Tak już było kilka razy, stąd jej nazwę zaczyna się traktować jak żart lub sarkazm.
Być może nie rozumiem co to jest solidarność społeczna w takich przypadkach, ale chętnie się nauczę.
@j.LUK. Nie rozumiem tego sarkazmu; świetnie Pan wie na czym polega solidarność społeczna (lecz zachęcam do zajrzenia na stronę partii Razem) i o czym teraz mówi się i pisze w środowiskach, które liberałowie okrzyknęli symetrystami. Dla przykładu, Wiktor Osiatyński, Grzegorz Sroczyński czy Rafał Woś nie są żadnymi symetrystami; próbują gdzie mogą uzmysłowić środowiskom związanym, sympatyzującym z PO, że muszą zrobić wysiłek i zrozumieć dlaczego PIS wygrał. Bynajmniej, nie dzięki sztuczkom medialnym, czy sondażowym.
…
Wszystkie partie opozycyjne pospołu walczą z łamaniem prawa przez PIS ? jeśli walczą to deklaratywnie, gdyż patrzyłam i patrzę uważnie od października 2015 i dalibóg nie zauważyłam jednego choćby przypadku powstrzymania PISu przed łamaniem prawa przez partie opozycyjne walczące pospołu….
państwowe i samorządowe „zalążkowe” fundusze inwestycyjne współfinansujące rozwój przedsiębiorstw i przez to „częściowe przeniesienie” na takie fundusze „ciężaru szacowania ryzyka”, stąd „sukces dotowanych przedsiębiorstw udziałem całego społeczeństwa”. Rozumiem, że do czasu pierwszej oferty publicznej akcji, giełda zostaje ? w takim razie do czasu pierwszego przejęcia strategicznego pakietu akcyjnego – jeśli byłoby uzasadnienie, obowiązkowy akcjonariat pracowniczy, czy obowiązkowość takiego akcjonariatu pozostawiamy funkcją rentowności firmy ?
Problem: dostępnych kapitałów jest na tyle dużo, i na tyle efektywnie, ciągle, są generowane w globalnym systemie finansowym, że ostateczny poziom dostępnej inwestycji kapitałowej pozostanie zawsze określony w tym systemie, jeżeli tylko funkcjonująca w nim gospodarka ma pozostawać konkurencyjna. Organizowana aktywność społeczna (akcjonariat) w takiej dziedzinie pozostanie na marginesie wydarzeń, można tworzyć dla niej sprzyjające warunki prawne – inna sprawa, jednak z obowiązkowością w systemie dążącym do minimum potencjału pozostanie zawsze kłopot, chyba, że zadowolimy się jakimś minimum lokalnym, np. optymalizacją obowiązkowej dotacji (nazwiemy ją, dla elegancji, bilansem kosztów alternatywnych, część wrzucając np. w podatki rolnika, tego od guzika z pętelką, jeżeli jego lokalne minimum to umożliwia).
Dlatego pisałem, że jako Razem jesteście potrzebni, lecz, z całym szacunkiem, zajmując się gospodarką pozostaniecie na ważnym marginesie dbałości o sprawy społeczne i pracownicze.
A propos wskaźników, oprócz PKB istnieje ich wiele, np.
http://www.kozminski.edu.pl/pl/jednostki/wskaznik/indeks-zrownowazonego-rozwoju-alk/
który zawiera składowe społeczne, dominacja PKB nie wynika z niewiedzy lecz z zasad działania systemu finansowego tj. konieczności refinansowania długu.
Polska leży na wschodzie Europy. Kiedy w Polsce była demokracja ? Przez kilka lub kilkanaście lat była budowana, ale dość nieudolnie. 80 lat temu Polska i Węgry miały rządy dalekie od demokracji. I nastąpił powrót. Skoro kochamy Piłsudskiego i Dmowskiego to nie możemy jednocześnie budować POLSKI-DOMU WSZYSTKICH POLAKÓW i POLEK.
Wszystkie sondaże pokazują,że PiS ma wystarczające poparcie, by manipulując prawem stworzyć system, dzięki któremu będzie mógł rządzić długo i skutecznie obrastać w tłuszcz. Zrobił to przecież Orban i włos mu z głowy nie spadł. UE akceptuje miękką dyktaturę na wschodzie i JK wyciąga stąd logiczny wniosek,że nie musi być gorszy od bratanka i swoje osiągnie.
@Magdalena, to nie żaden sarkazm tylko zwykłe pytanie. Ale jak widzę – odpowiedzi się nie doczekam.
Co do powstrzymania PiS, to w sposób zgodny z prawem nikt tego nie zrobi, ale jak to fajnie winić za to kogoś innego, niż samego siebie, prawda? To takie polskie.
Natomiast RAZEM kilkakrotnie pokazało, że nie jest partią, na która można liczyć w tej walce. Ona programowo ma „inaczej” w swojej strategii, a nie ma nic lepszego dla PiS, niż partia pokazująca, że w opozycji są różne zdania na ich temat.
W następnych wyborach już nie zaistnieją, takich nikt nie lubi. I jak to w Polsce – poglądy nie mają tu żadnego znaczenia. Po rządach PiS znaczenie będzie miała „przyzwoitość zachowania się”, a tu RAZEM nie będzie miało się czym pochwalić. A nawet gorzej.
„W następnych wyborach” też powinienem wziąć w cudzysłów”, bo nie zapowiada się, że będą.
A u rolników jak za Adolfa
http://wyborcza.pl/7,155287,21439688,umowa-na-skrzynke-jablek.html
http://wolnosc24.pl/2017/02/25/ziobro-chce-dla-rolnikow-trzech-lata-wiezienia-za-nielegalny-uboj-swini-ostrzej-niz-za-hitlera-i-stalina/
ależ przeciwnie, zaistnieją, jak dla mnie właśnie dlatego, że mają swoje zdanie, pomimo że się z programem nie zgadzam (powyżej) dobrze im życzę. No właśnie, to przykre, że poglądy nie mają żadnego znaczenia podczas gdy powinny być najważniejsze. Kochany panie J.LUK solidarność społeczna to nie szantaż.
@j.LUK. Uprzejmie proszę.
Zgodnie Konstytucją, Państwo nasze jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli (art. 1) oraz demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej (art. 2). Autorzy Konstytucji narysowali mapę drogową, której jednak żaden rząd nie realizował. Jeśli zatem Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, to władza nie ma łaskawie „pochylać” się nad słabszymi, lecz tak zorganizować państwo, aby dać im szanse bycia potrzebnymi i wykazania się, zamiast demoralizować zasiłkami i fikcyjną „aktywizacją zawodową”. Biedni pracujący – to Polska przodowała i przoduje w Europie we wskaźniku osób zatrudnionych, których wynagrodzenie za pracę nie wystarczy na żadne życie. UE upominała nas w tej sprawie swego czasu. Umowy śmieciowe oraz wypędzanie pracowników na własną działalność gospodarczą, gdzie są traktowani przez prawo i państwo, szczególnie fiskusa, jak każdy przedsiębiorca, w tym duże spółki. Gdzie pracują bez urlopów, bez zwolnień chorobowych, urlopów macierzyńskich. Szklany sufit dla kobiet. Niższe płaca dla kobiet za taką samą pracę jaką wykonują mężczyźni. Ulgi i zwolnienia z podatków dla dużych lub zagranicznych firm; tolerowanie wyprowadzania się firm z opodatkowaniem do rajów podatkowych, podczas gdy wszystkie koszty są upychane tu, firmy korzystają z polskiej infrastruktury, niszczą drogi, do których remontu nie dokładają się swoimi podatkami tu, tylko w Luksemburgu, gdzie dróg nie niszczą. Ale za to dla zwykłych ludzi mamy niski próg podatkowy, co sprawia, że podatki płacą ci biedni pracujący. Wszechogarniający brak pewności jutra i zabezpieczenia na starość i w chorobie. Brak infrastruktury umożliwiającej opiekę nad dziećmi, przede wszystkim żłobków i przedszkoli. Dominacja kościoła w życiu publicznym, ładowanie pieniędzy w religię rzymskokatolicką. I żeby nie było, że to teraz, że to PIS…. Nie chce mi się już więcej pisać.
…
Co do tego, że ja mam winić partie opozycyjne za to, nieskutecznie walczą z niszczeniem Polski przez PIS, zamiast winić siebie … bo to rzekomo takie polskie. … Cóż, nie należę do partii; żadnej, nie tylko opozycyjnej. Z moich ciężko zarobionych pieniędzy opłacam diety i biura poselskie posłów partii opozycyjnych w parlamencie po to, aby korzystali z ekspertów, inicjowali działania, dawali przykład obywatelom, mieli jaja i przede wszystkim, aby myśleli, zamiast widzieć światełko w tunelu. Co jeszcze mogę w tej sprawie zrobić ? Wygłupiłam się i współzałożyłam KOD. lecz już z niego odeszłam, bo wespół wzespół stworzyliśmy Frankensteina.
…
Co się będzie liczyć po wyborach. Program dla ludzi, pokazanie, że okres władzy PISu nauczył polityków czegoś o Polakach i o nowych świecie. Jeśli będzie się liczyć „przyzwoitość” rozumiana li tylko jako bycie w niezłomnej opozycji przeciw PIS, to czarno widzę ciąg dalszy.
I tu się zgadzamy. Też nie widzę tego różowo, ale przynajmniej trzeźwo. Dlaczego miałby się liczyć czyjkolwiek i jakikolwiek program? Pani sobie wyobraża, że zwolennicy PiS znają program tej partii? A zwolennicy PO czy Nowoczesnej? Można zrobić sondaże uliczne, ale już dziś założę się, ze zdecydowana większość poległaby przy takim pytaniu.
Kiedyś dla zabawy pytałem znajomych „czyj to program?” podając im wyjątek z programu partii, której nazwy nie zdradzałem. Ani jeden nie odpowiedział prawidłowo. A nie byli to menele spod budki z piwem.
Postawa „za lub przeciw” jest prostsza, by nie rzec gorzej.
Jeśli czytelnictwo oblicza się dziś w Polsce na kilkaset tysięcy ludzi, a większość Polaków nie przez rok, a przez ostatnie lata nie przeczytało żadnej książki, dlaczego mieliby czytać jakieś nudne programy? Media też tego nie ułatwiają, bo może choćby ta drogą coś komuś wpadło do ucha.
Nie mówię o czytaniu programu; niemal nikt nie czyta programów, no, może Marek Borowski. Pisząc, że liczyć się będzie program, miałam na myśli pomysł na Polskę. Kwestia jego prezentacji, czyli pokazania Polakom jaka ta Polska ma być i po co, jest odrębną, choć arcyważną, kwestią.