(Tuska) uratował wywiad, w którym silny człowiek w polskim rządzie, szef PiS Jarosław Kaczyński, po raz pierwszy otwarcie wypowiedział się przeciw jego reelekcji. Od tej chwili nie chodziło już o to, co Tusk potrafi i czego chce. Szefowie rządów musieli rozstrzygnąć, czy podporządkują się woli osoby w Warszawie, która pozbawia substancji polskie państwo prawa i w chorobliwej manii obarcza Tuska odpowiedzialnością za śmierć swojego brata – napisano w gazecie.
* * *
Napisałem że atak na Tuska wydaje mi się logiczny a nie wariacki — Kaczyński tym atakiem szykuje się do rozgrywki kiedy Tusk wróci do Polski i wystartuje w wyborach prezydenckich. Ludwik Dorn właśnie zaprezentował taki sam pogląd w rozmowie telewizyjnej. Posiadanie prezydenta, stwierdził, pozwoliło by blokować decyzje Sejmu, w którym PiS byłby w opozycji.Jakoś PiS wybiera do ataku ludzi, których nie lubię. Ciekawe, czy kiedy zostaną zaatakowani ludzie porządni i nie politycy, to czy to też zmobilizuje ich obronę.
* * *
Szkło Kontaktowe: Mamy szansę usunąć Europę z Unii.* * *
Rozbawił mnie były prezydent Komorowski mówiąc, że prezes Kaczyński za to co robi – odpowie przed Bogiem i historią. Jakoś nie słychać o tym, aby ktoś faktycznie odpowiedział przed Bogiem, zresztą obrona Tam jest łatwa (co nie znaczy, że skuteczna). Nie ma też nic takiego jak odpowiedzialność przed historią. Wystarczy przeczytać wypowiedzi historyków na temat spraw, które sami dobrze pamiętamy, aby przekonać się że każdy werdykt jest możliwy.Prywatnie można polecić sprawiedliwość Bogu i historii, ale wolałbym żeby ci co popełnili przestępstwa odpowiadali przed sądem.
* * *
Gen. broni Mirosław Różański:
Ubolewam, że my zapominamy, że już mamy obronę terytorialną. Kilkanaście tysięcy żołnierzy – oni wszyscy są rezerwistami. Czyli nie są w koszarach, ale mają przydziały mobilizacyjne i są do wykorzystania.
Prawdą jest, że w minionych latach trochę nie doceniano tych ludzi, rezygnowano z ćwiczeń – gdy zostałem dowódcą generalnym, to pierwszy taki batalion sformowałem, powołałem na ćwiczenia w 2015 roku. Prezydent Duda wizytował ten batalion, blisko 400 żołnierzy. Facetów po 40-50 lat – fantastycznie się z nimi współpracowało. I ja się pytałem: „Dlaczego wy nie chcecie wykorzystać tego potencjału? On już ma strukturę, ma wyposażenie, wszystko”.
I co?
Nie uzyskałem odpowiedzi.
Widocznie istniejące wojska obrony terytorialnej nastawione są na obronę innego terytorium niż to, o którym myśli Macierewicz. No i nie jemu oni podlegają bezpośrednio.
* * *
Pamiętają Państwo Nangar Khel? W tej miejscowości w Afganistanie w 2007 r. polscy żołnierze ostrzelali z moździerzy i karabinów maszynowych stanowiska talibów. W wyniku ostrzału zabito kilkoro cywilów, w tym kobiety i dzieci. Red. Rafał Zychal (Onet) pisze o książce Edyty Żemły „Zdradzeni”, która ukazuje się w tych dniach. Autorka przeprowadziła żmudne badania i przedstawia ich wyniki.W 2006 r. minister Radosław Sikorski zaskoczył armię informacją, że Polska zwiększa swoje zaangażowanie w Afganistanie. Armia nie była do tego przygotowana. Wprawdzie wysłano do Afganistanu sprawdzone w walkach jednostki, ale w dużym stopniu z niedoświadczonymi młodymi dowódcami.
Do tego doszły kłopoty ze sprzętem. Brakowało odpowiedniego uzbrojenia i wyposażenia, a pojazdy które otrzymano od Amerykanów, to były hummery – stare i nieopancerzone. Nazywano je „jeżdżącymi trumnami”, gdyż w przypadku najechania na minę żołnierze nie byli chronieni.
Dopiero po latach okazało się, że ktoś w Warszawie przygotował dla armii USA dokumentację, z której wynikało, że sami prosimy sojuszników o pojazdy właśnie w najstarszej i nieopancerzonej wersji.
Żołnierze za własne pieniądze dokupywali odpowiedni sprzęt.
Autorka „Zdradzonych” najwięcej miejsca poświęca jednemu politykowi, któremu, jej zdaniem, najbardziej zależało, by na sprawie Nangar Khel zbić swój kapitał. To Antoni Macierewicz – w 2007 roku szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a dziś – szef MON.
„Dla żołnierzy na pierwszej zmianie było jasne, że kontrwywiad będzie szukał na nich haków, by było czym się chwalić w centrali. Mieli udowodnić, jak skuteczna i świetnie przygotowana jest nowa służba, którą na gruzach Wojskowych Służb Informacyjnych zbudował Antoni Macierewicz” – pisze Żemła. I dodaje, że na początku misji polscy żołnierze działali chaotycznie, bez niezbędnych danych wywiadowczych i rozpoznania. Żołnierze liczyli, że nowo utworzone służby takich danych im dostarczą. Zawiedli się. Błyskawicznie okazało się, że oficerowie SKW służący w Afganistanie nie tylko takich informacji nie mają, ale też nie mają zamiaru ich pozyskiwać.
„Od pierwszych tygodni na misji stało się jasne, że nie będą jeździć z żołnierzami na patrole. Nie nawiązali też współpracy ani z lokalną afgańską administracją, ani z amerykańskimi komórkami wywiadu i rozpoznania. W konsekwencji wiedli wygodne i beztroskie życie w bazie, odliczając dni do końca misji” – pisze autorka.
Jednak już po tragicznym w skutkach ostrzale okolic Nangar Khel, to właśnie żołnierze SKW byli najbardziej aktywni i de facto przejęli pełną kontrolę nad śledztwem. Choć nie mieli do tego prawa, to przesłuchiwali żołnierzy. I to oni również kontrolowali przepływ informacji do kraju. „Śledczy prowadzili przesłuchania tak, by zrobić z żołnierzy Delty degeneratów, morderców, ludzi bez skrupułów” – przekonuje Żemła.
Próba zwalenia wszystkiego na żołnierzy spowodowała, że żołnierze na misji obawiali się strzelać, aby nie zostać oskarżonymi tak jak ich koledzy o ludobójstwo.
„Ludzie mówili, że misja trwa osiemnaście miesięcy. Sześć miesięcy przygotowań, sześć miesięcy działań, sześć miesięcy aresztu. Nic nie robiliśmy, bo po kiego mam się wychylać, jak mnie później wyprowadzą tak jak Borysa czy Osę” – wspomina w książce jeden z żołnierzy, który pojechał do Afganistanu wraz z kolejną zmianą.
Sąd Najwyższy uznał, że nie doszło do zbrodni wojennej, ale do źle wykonanego rozkazu i zasądził kary w zawieszeniu.
* * *
Wymiana kadr na swoje, pisowskie, trwa. Teraz wymieni się doświadczonych dyplomatów na młodych, którzy nie mogli się zarazić komunistycznymi miazmatami. Poprzedzi to lustracja, podobna jak w przypadku policjantów i pracowników służb specjalnych. Zanim nowi dowiedzą się na czym polega dyplomacja, zanim poznają zagranicznych kolegów (jeżeli ci będą chcieli się z nimi zadawać), to staną się starzy. Strata niewielka, bo i tak polska dyplomacja leży.Co następne? Kaligula mianował senatorem swego ulubionego konia Incitatusa. Ale miał na tyle rozsądku że nie mianował go dowódcą armii czy głównym chirurgiem. Co będzie jak doświadczonych lekarzy zastąpią jacyś Misiewicze?
Wyraźnie widać, że te miazmaty opanowały mózgi przywódców PiS. Mam wrażenie jakbym oglądał jakiś horror, gdzie każdy ugryziony przez wampira zaraz dziczeje i sam staje się wampirem. Oni wszyscy mówią podobnie, zieją nienawiścią, rzucają się na wszystkich i chcą nas też zamienić w wampiry.
Przygnębiająca jest reakcja opozycji i mediów. Zamiast zakwestionować sam fakt usuwania doświadczonych dyplomatów (a przedtem przedstawicieli innych zawodów) podchwytuje się wyjaśnienia PiS i tylko wysuwa się pretensje, że przecież w szeregach tej partii są dawni agenci czy członkowie PZPR, więc dlaczego nie zabiorą się najpierw za swoich ludzi. PiS zręcznie manipuluje opozycją i mediami, realizując krok po kroku swoje zamiary.
* * *
Pisałem w zeszłym roku o pomyśle budowy nowego lotniska:Jeszcze za rządów PO-PSL minister infrastruktury Grabarczyk wpadł na pomysł wybudowania Centralnego Portu Lotniczego między Warszawą a Łodzią. Miał to być gigantyczny przesiadkowy międzykontynentalny port lotniczy. Lotnisko Chopina w Warszawie (zmodernizowane przy ogromnych nakładach finansowych) zlikwidowanoby. Do Portu miała dowozić podróżnych Kolej Dużych Prędkości (KDP), z pociągami jeżdżącymi z prędkością 300-350 km/godz. Idiotyzm tego pomysłu długo nie trafiał do decydentów. Dlaczego miliony podróżnych miały by lądować i startować akurat na tym lotnisku? Jak PKP dałaby sobie radę z KDP skoro ma problem z dostosowaniem torów do znacznie wolniejszych pociągów Pendolino? Skąd wziąć pieniądze na takie inwestycje?
Teraz powrócono do tego pomysłu. Różnica polega na tym, że mówi się obecnie o „megalotnisku Kaczyńskiego” i, jak się zdaje, nie planuje się likwidacji Okęcia. Przewidywany koszt inwestycji 25 mld zł. Jakoś nikt nie myśli o tańszym i bliższym Modlinie.
Ciekawe, czy jeśli PO wróciłoby do władzy, to dalej forsowano by ten pomysł? I jak by nazwano tę inwestycję?
* * *
Komentatorzy co raz twierdzą, że Kaczyński chce wyprowadzić Polskę z Unii.Prezydent Donald Trump już na wstępie swojej kadencji pochwalił wyjście Wielkiej Brytanii z Unii i wyraził nadzieję że inne kraje pójdą jej śladem. Czy to będzie Polska? Nasz kraj już nie raz pokazał, że jak to określił minister Sikorski „chętnie zrobi laskę Amerykanom” i w dodatku za friko, czyli za obietnice. Jeśli Trump obieca polskiemu rządowi, że przyśle tu jeszcze jedną kompanię wojska oraz baterię przeciwrakietową, która osłoni pół Żoliborza przed atakiem, to kto wie.
* * *
Jerzy Urban:
W sprawie PiS w Brukseli, Tuska, Polski i Unii powiedziano już wszystko, a jednak mam coś do dodania. Pod względem politycznym, ideologicznym i psychologicznym władze Polski już wystąpiły z Unii. Nie uważają się za część UE. Ustawiają Polskę przeciw niej, traktując Europę jako koalicję wrogów. Kaczyści już nie czują się Europejczykami, bo nigdy nie wspominają o interesach Unii jako całości, lecz zawsze i tylko mówią o interesach Polski jako odrębnego bytu. Tymczasem trzy czwarte suwerena chce Polski w Unii, już psychicznie opuszczonej przez jej władze. Teraz PiS musi nasilić propagandę szowinizmu i budować żelazną kurtynę na Odrze.
PIRS


Pirs jest absolutnie jedynym komentatorem w Studio Opinii, a być może we wszystkich tzw. opozycyjnych mediach, który bez mizdrzenia się i zastrzegania że on „tylko przypadkiem znalazł Tygodnik NIE, po czym w dwu palcach wziął go do ręki” po raz kolejny zacytował znakomitą analizę najnowszych typowych manipulacji Prezesa , autorstwa wyklętego w „main streamie” przez duże W – Jerzego Urbana.
Gratuluję, bo bardzo cenię ludzi z odwagą cywilną i chciałbym aby jak najczęściej ją demonstrowali.
Również uważam, że obecne władze już dawno opuściły UE. Mam natomiast duże wątpliwości co ma na myśli większość suwerena chcącego pozostania Polski w Unii. Obawiam się, że ideały Unii, wspólnota nie tylko ekonomiczna, związki kulturowe itp są dla tych ludzi pustosłowiem. Ważna jest kasa płynąca z Zachodu, możliwość zarabiania euro, pobieranie podwójnych zasiłków na dzieci. I tutaj paradoksalnie nie ma wielkiej różnicy w podejściu do członkostwa w Unii ze strony władzy i ludu.