- Cieszy mnie, że Jarosław Kaczyński ma kota. Takiego na czterech łapach. Już go – Kaczyńskiego – raz na tych łamach chwaliłem za pomysł zaostrzenia kar za znęcanie się nad zwierzętami.
Nie śledziłem jak to przebiega od strony prawnej. Zauważam surowsze – nieco – niż dotychczas wyroki. Teraz znowu coś się tu dzieje i dobrze. Prezesowi daleko nie wszystko wychodzi tak jak zamierza, tu jednak niechby mu wyszło.
Bandzior mordujący bandziora powinien być ukarany. Tu nie ma sporu. Z dużym oporem wewnętrznym uznaję, że okrucieństwo wobec zwierząt nie ma być karane tak samo surowo. Panią Duszejko z filmu „Pokot” nie jestem, ale karane być musi. I to naprawdę dolegliwie.
- Po zwierzętach przychodzi kolej na okrucieństwo wobec dzieci. Tu zaostrzenie kar jest odpowiedzią na oburzenie wywoływane przez coraz częstsze informacje o zbrodniach na dzieciach.
Nie sądzę by było ich coraz więcej. Kiedy dzieci rodziło się więcej, kiedy nasza cywilizacja za słuszną surowość uważała to, co dzisiaj jest okrucieństwem, to bicie było zalecanym środkiem wychowawczym i musiało być tego o wiele więcej. Tylko mniej na to zwracano uwagę. Również w przypadku malutkich dzieci, na których można się było bezpiecznie wyżywać. Swoje… co komu…
To wszystko nie zmienia faktu, że kara musi być surowa i nieuchronna. Ale…
Prawdopodobnie w przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt i dzieci poza pospolitymi złymi cechami sprawców – nie wszystkich – kryje się jakaś cecha chorobowa, deficyt psychiczny, kulturowy. Alkohol, narkotyki? To też powinno być dostrzeżone. Może w zestawie narzędzi wymiaru sprawiedliwości powinien się znaleźć skuteczny przymus podejmowania odpowiedniej kuracji. I możliwość jej przeprowadzenia.
- Za cokolwiek byśmy się wzięli, jeśli poważnie, to rzecz się okazuje skomplikowana i trudna. Również – mieszczące się w plusach dodatnich, zajęcie się przez władzę ściągalnością alimentów. Za udowodnione – jak każda wina – umyślne uchylanie się powinna być kara. Ale nie we wszystkich przypadkach możemy mówić o umyślnej winie, a we wszystkich nadrzędnym dobrem jest dobro dzieci, czy innych osób, którym należą się alimenty.
Jeśli kara, to jaka? Pudło? Nawet połączone z pracą nie daje dobrych wyników, gdyż więźniowie na ogół nie wykonują obowiązku menadżerów w korporacjach. Tutaj środkiem powinno być zmuszenie do zarabiania i płacenia. Czy ma się to mieścić w ramach nadzoru policyjnego? Może potrzebna jest jakaś wyspecjalizowana instancja o uprawnieniach sądowych, z aparatem wykonawczym, współpracująca z wydziałami zatrudnienia? Bo przecież pracy może brakować dla ludzi, którzy nie podpadli prawu. Wolałbym aby tym problemem zajął się resort pani minister Rafalskiej niż pana ministra Ziobry.
OSOBISTE: Przyznaję, jestem libertynem, zwolennikiem daleko posuniętej swobody uczuciowej (kiedyś powiedziałbym: męsko–damskiej, ale teraz się boję) i obyczajowej. Każde z każdym, i tak dalej. Pod elementarnym warunkiem, że bez czyjejkolwiek krzywdy. A tak konkretnie, to nie jestem do końca przekonany, że najgorętsze uczucie upoważnia do niezadbania o elementarne potrzeby swoich dzieci, jeśli ktoś musi wybierać, bo go, przy dzieciach, na to nowe szczęście po prostu nie stać! Dixi!
- Wreszcie taki plus, z którym nie łączę żadnych zastrzeżeń. Przynajmniej na tym stopniu uogólnienia, na jakim się teraz ukazuje. Bezpłatne, ciepłe obiady dla wszystkich dzieci we wszystkich szkołach. To problem o wielkiej doniosłości, nie waham się powiedzieć – cywilizacyjnej.
Nie siedemset tysięcy, ale na pewno wiele dzieci jest pozbawionych tej zdobyczy cywilizacji. Wiele z biedy, lecz w wielu przypadkach wynika to z dysfunkcyjności rodzin. Tym też wypadałoby się zająć, ale mówimy o obiadach. Są absolutnie konieczne dla zdrowego rozwoju, czego nie trzeba udowadniać. A dla wielu dzieci nawyk kulturalnego jedzenia możliwy jest do nabycia tylko w szkole i bardzo będzie ułatwiać późniejsze wychodzenie na ludzi.
Nie wiem jak się układają proporcje ilościowe między szkołami, w których obiadów nie ma i tymi gdzie one są. Tam gdzie są wygląda to różnie. Gdzie wszystkie dzieci jedzą to samo – jest dobrze. Są takie, gdzie część dzieci nie je bo rodzice nie zapłacili i takie, gdzie część dzieci je lepsze obiady, bo rodzice zapłacili czy dopłacili, a pozostałe jedzą biedniejsze. Zgroza! Już lepiej, żeby nie było żadnych.
Upokorzenie jest krzywdą, którą się znosi najciężej. Doznane w dzieciństwie paczy nieraz charaktery na całe życie. Może pozostawiać w poczuciu niższości, może rodzić potrzebę rewanżu, nieraz prowadzącą do zbrodni. Szkodzić też może wkładka mięsna, tym którzy ją spożywają jako przywilej. Jeśli jeszcze powoduje zażenowanie, wstyd, to dobrze. Gorzej gdy ugruntowuje przekonanie, że się należy, bo jest się lepszym.
Nie widziałem wstępnej kalkulacji tego pomysłu i nie widzę innego źródła poza zwiększeniem zadłużenia budżetu. Lecz może to źródło gdzieś jest. Byle nie w zobowiązaniu samorządów do wyszukania środków i w znalezienia pretekstu by je oskarżać przed przyszłorocznymi wyborami.
Być może pomysł ten jest pomyślany jako propagandowa osłona rozpierduchy w systemie edukacji. Niechby! Ale nie wydaje się możliwe zrealizowanie go w trakcie jej trwania. Może to będzie obietnica przedwyborcza w roku 2019.
OSOBISTE: Daleko mi bardzo do wszelkiej lewicowości, keynesizmu, etatyzmu. Egalitaryzmu w wielu postaciach, ale nie wszystkich. Równe, czyli jednakowe prawa dla wszystkich, choć nie wszyscy w jednakowy sposób będą mogli z nich skorzystać. To ma być. I wyrównywanie szans, szczególnie w początku życia, na ile uda się to osiągnąć. To jest zadanie dla władzy publicznej, a szkolne obiady mieszczą się w tym jak najbardziej.
Powiem więcej. W przeciwieństwie do większości PT autorów i dyskutantów w naszym Studiu Opinii, zdecydowanie dobrze oceniam cały okres naszej historii po 1989 roku, ze szczególnym uwzględnieniem – a tak! – tych ośmiu lat PO–PSL, którymi wszyscy wycierają sobie dziś gęby. (Jeszcze przedstawię dowody, chociaż nikt się nie zechce przekonać.) Sądzę, że upoważnia mnie to wskazania jednego z plusów ujemnych tego okresu. To brak takich obiadów, jakie dziś zapowiada PiS. Jakbym robił za szefa PO to bym teraz powiedział, że trzymam za słowo i że zrobimy to sami po wyborach, jeśli już teraz PiS tych obiadów nie wprowadzi.
Czekam na: Podano do stołu!
Ernest Skalski


Problem w tym, że władze zwykle nie rozwiązują problemów ale organizują coś na pokaz. Większość problemów jest dla władz za trudna, więc wolą zrobić jakiś spektakularny ruch. Weźmy ze wszech miar słuszny postulat aby rodzic płacił alimenty. Niby proste, bo wystarczy dopilnować czy rodzic, często wraz ze swoim pracodawcą, nie miga się – niby nie ma z czego zapłacić a jakoś żyje i to dostatnio. Sądowi często wystarcza, że alimenciarz coś tam raz kupił dzieciom za parę złotych i to uznaje się za dobrą wolę aby płacić. Milion dzieci w Polsce nie otrzymuje należnych alimentów, o nie są rzadkie przypadki, ale jakoś żadna z władz nie umiała tego problemu rozwiązać. Podobnie jak nie umiała władza za PRL rozwiązać problemu skupu pustych butelek a za „wolności” – płacenia abonamentu telewizyjnego.
Co robi obecna władza? Znalazła jednego alimenciarza który jest winien dzieciom pieniądze i prokuratura ocknęła się i bada sprawę a media trąbią. Okazało się, że tym alimenciarzem jest Mateusz Kijowski – co za zbieg okoliczności!
Tak też zapewne będzie z innymi sprawami – z mieszkaniami, może z obiadami itp. Tak samo nieporadnie i propagandowo (choć tu – gorzej) działały chwalone przez Autora poprzednie władze. W kabarecie „Owca” Jerzy Dobrowolski wyśmiewał takie działania i nazywał je odfajkowywaniem problemu.
Ja bym się wstrzymał z chwaleniem.
Pirsie – waadza wcale go nie szukała… – sam się znalazł!!!!!
E.S.> „Nie widziałem wstępnej kalkulacji tego pomysłu i nie widzę innego źródła poza zwiększeniem zadłużenia budżetu. Lecz może to źródło gdzieś jest.”
Jeden katecheta to ok. 5tys/mies. To jest 250zł dziennie, Może na schabowego dla trzydziestki nie starczy, ale na mielonego z ziemniaczkami i buraczkami już tak. A na bogatą zupę z wkładką i dla setki.
….. (Jeszcze przedstawię dowody, chociaż nikt się nie zechce przekonać.)
Pan przedstawi te dowody – a nie się kryguje.
Bo Panu lepiej?
Pan żył w czasach kiedy „Miazga” Andrzejewskiego spędzała sen z powiek odpowiedzialnym z PIW. I ówczesnej „Waadzy”
….”Nie siedemset tysięcy, ale na pewno wiele dzieci jest pozbawionych tej zdobyczy cywilizacji. Wiele z biedy, lecz w wielu przypadkach wynika to z dysfunkcyjności rodzin.” – oczywiście, dickensowski kapitalizm nie spędza Panu z oczu snu – bo przecież Panu…..- „Daleko bardzo do wszelkiej lewicowości, keynesizmu, etatyzmu. Egalitaryzmu w wielu postaciach”
Echhh – szkoda gadać.
Gdyby zastosować Pańskie zasady – Skała Tarpejska oczekuje na Pana. Biorąc pod uwagę Pana wiek i i zdolność do wkręcania śrubek…..dziesięć pięter – i ciemność.
Wie Pan o ile zdrożało masło?
Pan po prostu nie ma pojęcia o czym Pan pisze.
Sir Jarek, Rozumiem, że irytuję pana. Ale może by pan napisał w zrozumiały sposób o co panu naprawdę chodzi.
Czy nie szkoda Panu, Panie Erneście, demokracji ? tej wyrażającej się w trójpodziale władz, w nie działaniu prawa wstecz, w poszanowaniu dla zasady kompetencji w doborze na ważne stanowiska w administracji państwowej itd, itp..
Wszystko to chce Pan oddać za kolejne spektakularne posunięcia ekipy, która to co robi dobrego to robi na zimno, z wyrachowania i podpowiedzi spin doctorów i innych analityków sceny politycznej a nie z ideowego wyboru i wiary w jakieś wartości inne niż sama władza i to co ona daje ?
Jeżeli nawet Pan, Panie Erneście, ulega tej fascynacji dzięki której Prezes Polski ze swoim kotem ma być źródłem stanowienia prawa, nawet słusznego i sprawiedliwego to czas umierać.
Skoro zapowiada Pan obronę dwu kadencyjnych rządów PO/PSL (to przecież nie jest takie trudne, nie byli oni z mojej bajki ale chętnie podeprę Pana w pokazaniu rzeczywistych osiągnięć tamtej ekipy, pamiętając jednak o tym co spieprzyli)
to przecież dla tego, że nie demolowała ona państwa prawa, szanowała porządek konstytucyjny i budowała realną pozycję na arenie międzynarodowej. Tylko tyle i aż tyle.
Boję się, że Pańskie podpowiedzi mogą przysłużyć się do tego, że rządy frustrata i szaleńca potrwają dłużej niż potrwają (a i tak potrwają długo) i dlatego oczekiwałbym od Ernesta Skalskiego, Redaktora Ernesta Skalskiego aby mówił i pisał jak zawsze, z jasno określonych pozycji (nie zgadzałem się często z nimi ale wiedziałem dlaczego)
Z najlepszymi, wiosennymi życzeniami dla wszystkich, dla sir Jarka też
Szanowny Panie Zbyszku 123,
Odpowiadam panu, że szkoda mi demokracji.
Ale szkoda mi też rzeczywistej rzeczywistości, która nigdy nie składa się z samych, samiutkich zalet, ani też z samych, samiutkich wad. Ocena zależy od bilansu zalet i wad. Czasem bywa wyważona, w okolicy 50:50, częściej występuje przewaga jednej strony.
W mojej ocenie PIS, minusów i to kardynalnych jest bez porównania więcej, lecz jeśli akurat ta wredna władza chce, żebyśmy nakarmili wszystkie dzieciaki w szkołach, to mam być przeciw, bo PIS? Owszem istnieje opozycyjna, czy wręcz przewrotowa zasada: im gorzej tym lepiej. Uważam ją za niesłuszną i nieskuteczną.
Poza tym ekspresja powinna być dobierana do okoliczności. Inaczej – krótko, prosto i jednoznacznie przemawia się na masowym wiecu, inaczej, pełniej, przedstawia się sprawę w gronie dyskutantów, jakim tu chyba jesteśmy.
Z wyrazami uszanowania
„W przeciwieństwie do większości PT autorów i dyskutantów w naszym Studiu Opinii, zdecydowanie dobrze oceniam cały okres naszej historii po 1989 roku, ze szczególnym uwzględnieniem – a tak! – tych ośmiu lat PO–PSL, którymi wszyscy wycierają sobie dziś gęby.”
Czytam uważnie artykuły na SO i dyskusję pod nimi i nie znajduję tej „…większosci PT autorów i dyskutantów… która oceniałaby źle cały okres naszej historii po 1989 roku…” w tym zwłaszcza okres ośmiu lat rzadzenia koalicji PO-PSL. Rozumiem temperament polemiczny Pana Redaktora Skalskiego z Jego skłonnością wsadzania kija w mrowisko, ale zdaje się nie to mrowisko i nie ten kij.
W swoim imieniu mogę powiedzieć, że ocena pozytywna całego tego okresu nie wyklucza zastrzeżeń a nawet powinna je implikować. Już w komentarzu Autor wyjaśnia nieco sposób rozumowania. „Ocena zależy od bilansu zalet i wad. Czasem bywa wyważona, w okolicy 50:50, częściej występuje przewaga jednej strony.” I w tym tkwi sedno. Od kilku lat dyskutujemy nie nad oceną zalet, czy nawet ich przewagą w stosunku do wad III RP. Dyskutujemy nad tym czego nie udało się zrobić, co zaniechano celowo a co przypadkowo i jakie skutki społeczne przyniosła transformacja ustrojowa po 1989 r. Dlaczego, mimo pozytywnego bilansu budowy demokratycznej Rzeczypospolitej wybory wygrali jej przeciwnicy. Powtórzę podstawowe tezy własnego punktu widzenia. Polakom udało się po 1989 r. :
– pokojowo przejąć władzę i uniknąć rewolucji antykomunistycznej oraz rozlewu krwi,
– zreformować gospodarkę, na drodze radykalnych reform rynkowych m.in. planu Balcerowicza, a o skali wyrzeczeń w której prawie 2/3 społeczeństwa straciła 90% oszczędnosci całego życia; w efekcie czego pokonany został jeden z najwiekszych kryzysó ekonomicznych w Europie okresu 1986-1989 r. i Polska weszła na ścieżke trwałego wzrostu gospodarczego,
– zbudować własne państwo przypieczętowane uchwaleniem demokratycznej Konstyucji III Rp w 1997 r.,
– odwrócić wektor geopolityki ze wschodu na zachód czego zwieńczeniem jest członkowstwo w NATO oraz UE,
– wykorzystać dobrą koniunkturę polityczna dla Polski po 2004 r. w polityce zagraniczenj (trójkąt weimarski) a w przestrzeni społecznej i gospodarczej fundusze unikne.
Bilans jest pozytywny, ale mimo wszystko w wyborach parlamentarnych 2015 r. wygrali przeciwnicy III RP, którzy zamiast ją rozwijać i poprawiać niszczą większość jej zdobyczy. Dlaczego? Odpowiedź powstaje w dyskusjach na SO oraz na wielu innych forach:
– państwo polskie po 1989 r. było i nadal jest przyjazne dla elit a nie dla zwykłych obywateli,
– w reformach liberalnych wprowadzeniu mechanizmów rynkowych nie towarzyszyła równowaga w efekcie czego kapitał ma olbrzymia przewagę nad pracą a nad kapitałem przewagę ma klasa polityczna,
– ta sama klasa polityczna o0piera się o selekcje negatywna i pozostaje bezkarna a jej ewolucja zmierza wyraźniue w kierunku oligarchizacji,
– niezreformowane pozostają nadal wielkie bloki funkcjonalne życia społecznego – służba zdrowia, wymiar sprawiedliwości, szkolnictwo wyższe,
– rozwiązania demokratyczne okazują się nietrwałe, nie mając elementarnych bezpieczników na okoliczność ich wyłączania czy niszczenia,
– najpoważniejszym problemem cywilizacyjnym przed jakim stajemy jako państwo jest niedostatek i brak kapitału społecznego niezbednego do pokonywania barier roizwojowych; ten kapitał lekceważonow ciągu sotatnich 10 lat a PiS niszczy go w sposób systematyczny; synonimem tego kapitału jest kwestia zaufania w skali społecznej oraz indywidualnej.
* * *
Na koniec odwołam sie raz jeszcze do Pana Redaktora: „Sądzę, że upoważnia mnie to wskazania jednego z plusów ujemnych tego okresu. To brak takich obiadów, jakie dziś zapowiada PIS.” PiS na razie tylko takie obiady zapowiada…
Najważniejszym efektem 8 lat rządów koalicji PO-PSL jest recydywa IV RP.
Powtórzę raz jeszcze : „Nie ma wolności bez sprawiedliwości ! ” Skoro aparat państwowy łamie prawo, to nasza wolność jest ograniczona do dobrej woli panujących. Szachrajstwo PO z bezprawnym obsadzeniem sędziowskich stanowisk w TK dostarczyło PiS-owi doskonałego pretekstu do zniszczenia TK. Bez tego JK musiałby mocno pogłówkować przed rozpoczęciem rozprawy z Rzeplińskim. Raczej musiałby zaczekać do końca jego kadencji.
Panie Redaktorze – Łaski się upraszam i wybaczenia.
Moim jedynym zegarkiem (w rozumieniu zegarka – nie piszę o czasomierzach) jakiego używam na co dzień jest „starożytne Movado z 1910 roku. Jak każdy antyk wymaga uwagi, troskliwości z sporej miarki serca we współżyciu. Jak każdy staruszek ma swoje narowy i upodobania. Zimą potrafi się spóźniać po pięć minut na dobę. Latem z kolei nabiera iście młodzieńczego animuszu. Ponieważ jego ekscentryczność stoi w dość znaczącej opozycji do powiedzenia, że ..”Punktualność jest grzecznością Królów”…to nie pozwalam mu regulować sobie życia w/g jego widzimisię. Pomimo tego, że w swoim długim życiu wielokrotnie pokazywał czas z dokładnością do jednej pierdytysięcznej sekundy. Jest mi bliski jak najbliższe osoby.
Panie Redaktorze – z Panem jest podobnie. Ja jedynie nie do końca zgadzam się z Pańskim opisaniem świata. Pewnie jest to nawyk wyniesiony z Domu, gdzie Seniorzy byli od opowiadania krotochwilnych anegdotek ze swojego (i nie swojego) życia. Mój Dziadek naprawiał wszystko przy pomocy młotka. Ta metoda niestety przestała być skuteczna już dość dawno temu.
Żeby Panu uzmysłowić, jak dalece odbiegająca od rzeczywistości jest Pańska narracja i sztandarowy (pozytywny) stosunek do PO pozwolę sobie przypomnieć, że to właśnie PO pod ramię z PiSem uchwaliło haniebną ustawę lustracyjną „dzięki” której dzisiaj możemy przeczytać …cytat za Wiki……. : W zbiorach IPN znajduje się jego teczka personalna tajnego współpracownika założona w 1966[3].
http://www.inwentarz.ipn.gov.pl/showDetails?id=1680442&q=ren&page=1&url=%5B%7Ctyp=0%5D
Żeby była jasność…. – nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Absolutnie. Sam Pan natomiast wie ilu porządnym ludziom te wpisy złamały życie. I łamią do dzisiaj.
To jest mój pryzmat oceny działalności PO. Jeden z pryzmatycznych kolorów – jest ich sporo więcej.
Stąd pewnie również sporo mojego zacietrzewienia – bo ja z czymś takim nie umiem polemizować.
Ja po prostu odmawiam twórcom tej ustawy prawa do jakiegokolwiek politycznego istnienia. A jeśli już, to jako makabryczne memento w gabinecie figur woskowych Madam.
Czasami natomiast złości mnie Pańskie statystyczne podejście do ludzkich losów. Przecież stalinowską wykładnię statystyki Pan zna.
Jeszcze raz przepraszam za emocjonalność świątecznego napadu. Ja po prostu nie znoszę syndromu sztokholmskiego.
Z wyrazami szacunku i cichą nadzieją na wybaczenie……..
Pozdrawiam
Sir Jarek,
Nie gniewam się, lecz jeśli to panu potrzebne…Ego te absolvo!
Miło, że interesując się moją osobą, zechciał pan zajrzeć do Wiki i dla poparcia swoich wywodów przytoczył pan zapis z IPN. Dość jednoznaczny w takiej postaci, a jednak zmyłkowy choć autentyczny. Ponieważ cenię sobie pana – i innych PT Czytelników – opinię o mnie, to bardzo bym prosił o rzucenie okiem na http://www.press.pl/temat/casus-ernesta-skalskiego i wyciagnięcie wniosków jakie pan uzna za słuszne i sprawiedliwe.
A co do meritum, to udział Platformy w tworzeniu IPN i ustawy lustracyjnej uważam za ku…wo. O minusie w postaci braku obiadów szkolnych napisałem. I jeszcze by się sporo znalazło. A przy tym wszystkim głosowałem na PO we wszystkich wyborach i zagłosuję jeszcze raz, jeśli układ sił będzie zbliżony do obecnego.
Nie tylko dlatego, że bilans plusów i minusów wypada zdecydowanie na plus. Lecz przede wszystkim dlatego, że tylko Platforma, zebrawszy jak najwięcej głosów i korzystając z metody d’Hondta w ordynacji, ma szansę na odsunięcie od władzy PIS. Ta władza też ma plusy i minusy, lecz przewaga tych drugich określa całość. I tu się chyba zgadzamy.
Sir, czy zna pan inną siłę, która nie ma wspomnianego przez pana defektu i jest w stanie odsunąć PIS? Jaki ma pan inny pomysł na osiągnięcie tego celu.
Cytat…….. „A przy tym wszystkim głosowałem na PO we wszystkich wyborach i zagłosuję jeszcze raz” Ernest Skalski.
Zamiast komentarza – cytat….:”Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów” Albert Einstein.
Rozumiem, że dostrzega Pan pewne analogie.
Pozdrawiam