Mało kto zorientował się, jak ważnym znakiem jest ponowne wypłynięcie osławionego Misiewicza od Antosia. Nauczyliśmy się traktować tego pozbawionego kompleksów człowieka jako symbol rządów PiS, swoistą maskotkę i wdzięczny temat do żartów. W zasadzie w tych ciężkich czasach, to najzdrowsza dla psychiki reakcja na bezczelność władzy, ale nie w tym rzecz.
Bardzo długo trwała próba sił między zirytowanym Kaczyńskim, a chorobliwie przywiązanym do Misiewicza Macierewiczem. Próba pokazująca bezkarność Antoniego i słabnięcie Kaczyńskiego, zakończona sięgnięciem po „bombę atomową” w postaci „komisji” złożonej z zawziętych wrogów tego pierwszego.
„Komisja” pokazała bezradność prezesa, któremu jeszcze niedawno wystarczyło skrzywienie ust, by wywołać panikę i pożądaną reakcję. Prezesa, który nadal przywołuje pełniącą obowiązki premiera panią gestem, przewidzianym dla właścicieli czworonogów. Użycie takich środków to sygnał, że Kaczyński z trudem panuje nad swoją formacją, a zwycięstwo nad Macierewiczem było krótkotrwałe i pyrrusowe.
Dyktatorzy i tyrani tak długo sprawują władze absolutną, jak długo budzą strach w sposób bezdyskusyjny. Tym razem posłuszeństwo zostało wymuszone za pomocą wojska, z trudem – i wszystko wskazuje, że tylko na chwilę.
Tę krew poczuły także środowiska prawicowych pseudodziennikarzy robiących za „sturmerów” dobrej zmiany. Zaczęła się niemająca precedensu wojna w pisowskich mediach, która wygląda dokładnie tak jak ostatnie miesiące w KOD-zie, pełna wyzwisk, oskarżeń o agenturalność, podkopywania lidera i sprzyjania rozłamowcom. Czysta uczta dla duszy i oczu.
Wracając jednak do dwóch nagich mieczy, w postaci jednego gołego Misiewicza. Miał zniknąć. Po ostrzeżeniach, oświadczeniach i ostatecznie komisji, która miała zakończyć temat – wydawało się, że przynajmniej na tym froncie bitwa została zakończona. Pojawienie się wczoraj informacji o powrocie medialnym, propozycji pracy w mediach braci Karnowskich i pomyśle delegowania go na stanowisko prezydenta na terenie podległym Macierewiczowi to dwa nagie miecze przywiezione Kaczyńskiemu tuż przed rozstrzygającą bitwą.
To demonstracja. Demonstracja, jakiej nigdy jeszcze Kaczyński nie doświadczył od swojego współpracownika. Ci, którzy pozwolili sobie na znacznie mniejsze niesubordynację znikali z PiS na zawsze lub popadali w wieloletnią niełaskę.
Ani Macierewicz się nie ukorzył, ani Kaczyński nie może się z tym pogodzić. Pisowska wersja Bitwy pod Grunwaldem właśnie się zaczyna. Pora kupić popcorn i colę.


Wyjaśniam, że w tekście Jacka nie występowało nazwisko Misiewicza. Pisał o nim i jemu podobnych per „Misie”. W tytule też nie było cudzysłowu. Niestety, nie mogę tego tolerować. Szanowni Czytelnicy zapewne pojmują, dlaczego…
A może tylko to tak wygląda że się boczą?
Kiedy do władzy dorwie się dwóch mniej więcej jednakowo silnych poparciem tłuszczy psychopatów…
To jest tak jak politykę zastepuje sie pseudo religią (smoleńską). Wszyscy, którzy uważali to za rozsądne działanie, podobnie jak głosowanie przeciw Tuskowi na powtórną kadencję w RE, mogą teraz obserwować skutki takiego działania. I gdzie jest ten wielki strateg, który miał podobno przewidywać od kilku do kilkunastu ruchów naprzód? Zamiast tego widzimy dwóch „liderów” rywalizujących o kurczącą się zdobycz. Polska polityka wymaga gruntownego przeobrażenia.
„Z tą pokraką nic nie może odbywać się normalnie” („Władca Pierścieni” – Sam Gamgee o Gollumie)