Stanisław Obirek: Europa trzyma się słabo, ale Francuzi nie najgorzej4 min czytania

()

2017-05-09.

Czekałam z opisem moich teatralnych wrażeń z spektaklu „Francuzi” w Teatrze Nowym w Warszawie aż do wyniku drugiej tury wyborów. Obejrzałem go 2 maja, a więc w samy środku wyścigu o fotel prezydencki Francji gdy szanse stawały się coraz bardziej wyrównane. Dzisiaj już wiadomo, że wygrał Emmanuel Macron i to zdecydowanie (66,1% do 33, 9%). Wielu, ja też, odetchnęło z ulgą, choć radykalna prawica zapowiada zemstę i pewnie nowemu prezydentowi Francji życia nie ułatwi. Ale może to i dobrze: wreszcie będzie wiadomo do czego dąży (ja i bez tego wiem, ale wielu nie chce wiedzieć).

W czasie kampanii prezydenckiej Macron zdążył powiedzieć wiele cierpkich, choć słusznych słów pod adresem obecnego rządu polskiego, a nie Polski. O tym trzeba stale pamiętać. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek po 1989 roku nie można rządu utożsamiać z Polską. Owszem – dla mnie jest coraz jaśniejsze, że to dwie różne sprawy. No, ale to też już jest oczywista oczywistość dla coraz większej liczby samych Polaków.

Jak widać wcale mu nie zaszkodziły, a może wręcz pomogły, zwłaszcza zestawienie Kaczyńskiego i Orbana z Putinem jako przyjaciół konkurentki Marine Le Pen. To się rządowi PiS i zależnych od niego mediów nie podoba, ale jest głęboko słuszne. Bo jeśli komuś zależy na zniszczeniu Unii Europejskiej to jest tym kimś właśnie Putin, a sekundują mu dzielnie Orban, Le Pen no i Kaczyński, choć się zarzeka, że to nie jest prawda.

Jednak niezależnie od tego jak ważny jest temat: „Francja a sprawa polska”, to najciekawsze dyskusje toczą się na temat Francji i Francuzów w samej Francji bo, takie przynajmniej mam wrażenie, dokonuje się tam głęboka rewizja tożsamości tego kraju łącznie z kluczowym dla jego rozumienia pojęcia świeckości (laicite). Szczególnie ciekawe wydało mi się to, co w ostatnim czasie na ten temat napisali i powiedzieli Dominique Moïs i Jean-Luc Marion. A więc nie gwiazdy błyszczące w mediach, nie tylko francuskich zresztą, od dziesięcioleci i znane przede wszystkim z radykalnych, paradoksalnych i zmiennych poglądów. W przypadku Moïsa i Mariona odnajduję spokojny namysł nad kondycją europejską i podzielam ich optymizm, że wygrana Marcona oznacza wygraną tradycyjnych wartości humanistycznych i wiary w siłę rozumu. A więc tego, co najlepsze w kulturze francuskiej. Podzielam ich opinię

I może na zasadzie kontrapunktu chciałbym napisać słów kilka o spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego „Francuzi”, o którym wspomniałem na początku. Od października zeszłego roku jest pokazywany w Warszawie (ale premiera odbyła się 21 sierpnia w ramach niemieckiego festiwalu Ruhtriennale w Niemczech). Podobno zebrał wielkie pochwały i w Polsce i, zwłaszcza poza granicami kraju.

Spektakl oparty jest przede wszystkim na wielotomowej powieści „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. To powieść, którą dla mnie odkrył Jan Błoński swoją książeczką z 1965 roku „Widzieć jasno w zachwyceniu”. Dla mnie to nie tylkoksiążka o tytułowym poszukiwaniu czasu, ale też o tajemniczej naturze pamięci i budowaniu tożsamości. Prowokuje przede wszystkim do własnych poszukiwań. Jednak interesowało mnie, co z tej przepastnej powieści wydobędzie polski reżyser. To nie jest wiedza przyjemna. Francuzi są widziani przede wszystkim przez pryzmat swoich kulturowych obsesji (poczucie wyższości i pogarda dla innych), antysemityzmu, rasizmu i wszechobecnej nudy. To czas przed I wojną światową, ale kolejne odsłony towarzyskich umizgów i potyczek mogłyby się rozgrywać i dzisiaj. W istocie Warlikowski nie stroni od aktualizacji. Być może zbyt uwierzył we własny reżyserski geniusz i wdał się w nierówną walkę z geniuszem Prousta. Nawet znakomite kreacje aktorskie nie ocaliły nazbyt „samodzielnych epizodów”. Zamiast medytacji o czasie (spektakl trwa prawie pięć godzin!) otrzymaliśmy polityczną i kulturową agitkę. Może to i dobre w ferworze politycznej walki, ale z wielką sztuka ma związek raczej luźny. Szkoda.

Nie udał mi się powrót po latach do magicznego świata proustowskeigo arcydzieła. Pozostaje powtórzenie samotnej lektury. Nie chcę być malkontentem. Aktorstwo wspaniałe, scenografia oszczędna i wysmakowana, muzyka, zwłaszcza włączony w spektakl koncert Pawła Mykietyna – poruszający. No, ale te wszystkie komplementy należą się spektaklowi jakby wbrew reżyserowi, który nie potrafił ich połączyć w całość – jak mu się to zdarzało przy innych spektaklach, choćby przy legendarnym „Krumie” czy „Aniołach w Ameryce”.

W każdym razie o Francji i Francuzach pozwala dumać, co nie jest mało. Gdyby tak o Polsce i Polakach opowiedzieć przez pryzmat twórczości Witolda Gombrowicza (zrobił to Michał Grabowski wystawiając „Dzienniki” w Teatrze IMKA grane do dzisiaj!) to materiału do dumania o naszej kondycji też jest sporo. I nie są to myśli podnoszące na duchu.

Stanisław Obirek

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.