Czy w niedzielę 10 czerwca 2017 roku przekroczona została kolejna granica politycznego obłędu w wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie?
Kategoria politycznego obłędu to nie termin psychiatryczny; to ocena zachowań człowieka, budującego konsekwentnie, z całą bezwzględną stanowczością, autorytarny system rządów opartych na woli jednego człowieka niepełniącego żadnej państwowej funkcji – a więc nie ponoszącego żadnej odpowiedzialności prawnej za swoje decyzje.
Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu na wiecu politycznym pod Pałacem Prezydenckim użył nowych środków wyrazu wobec ludzi, którzy w akcie obywatelskiego nieposłuszeństwa nie podporządkowali się wprowadzonemu przez PiS prawu o zgromadzeniach i próbowali uniemożliwić przemarsz uczestników pisowskiej miesięcznicy – 86 już miesięcznicy katastrofy smoleńskiej.
Prezes rządzącej partii powiedział w nawiązaniu do protestu Obywateli RP, że w Polsce działa bardzo wielu agentów obcych i wrogich Polsce państw, czytaj – protestujący to są agenci, albo ludzie, którzy realizują cele określone przez obce agentury.
To kliniczny przykład politycznego obłędu.
Teraz, gdy nie ma już żadnej szansy na udowodnienie tezy o zamachu, tego, że to Tusk z Putinem zamordowali najlepszego i największego w całej najnowszej historii Polski prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zostaje epatowanie opinii publicznej zawartością trumien ofiar katastrofy lotniczej, w której jak zawsze i wszędzie, występują przypadki nieprecyzyjnego rozdzielenia wszystkich szczątków. To zawsze szokuje opinię zwykłych ludzi, którzy przecież nie mają większych – a zwykle żadnych – doświadczeń z ofiarami lotniczych katastrof.
Teraz, gdy przewodniczący smoleńskiej podkomisji, dobry przyjaciel głównego kapłana smoleńskiej religii Antoniego Macierewicza, pan doktor Wacław Berczyński po „uwaleniu” kontraktu na śmigłowce wyjechał do Stanów Zjednoczonych AP, miejsca swojego stałego zamieszkania (i nie wiadomo czy i kiedy wróci do pracy w podkomisji), gdy wychodzą na jaw ordynarne manipulacje i przekłamania w prezentacji wyników badań i symulacji przeprowadzonych przez specjalistów Wojskowej Akademii Technicznej, badań zleconych przez podkomisję dr, Berczyńskiego, tylko najbardziej żarliwi wyznawcy smoleńskiej religii mogą jeszcze czekać na udowodnienie zamachu.
To dlatego następuje zmiana akcentów w wystąpieniu Prezesa Polski, to dlatego gniew ludzi kierowany jest na bezczeszczenie i profanowanie zwłok, to dlatego pojawia się zarzut o zdradę. Obywatel pracujący dla obcych i wrogich nam państw to
A zdrada to nie przestępstwo, to zbrodnia, tam gdzie występuje kara śmierci karana śmiercią właśnie.
Czy nie jest to dobra okazja aby zarządzić jeszcze jedno referendum, na temat przywrócenia kary śmierci? Niech się Polacy wypowiedzą, za czy przeciw!
Wyniki sondaży nie pozostawiają żadnych złudzeń: gdyby przeprowadzić takie referendum, Polacy opowiedzą się za przywróceniem kary śmierci.
I co wtedy ? Suweren się wypowiedział, władza, która słucha ludzi nie ma wyjścia. To, że nie pozwala na to nasza przynależność do Unii Europejskiej to „małe piwo”; nasze członkostwo w Unii to przecież decyzja podjęta przez państwo, które nie było wolne. Wolne i suwerenne jest dopiero teraz, gdy mamy rządy „dobrej zmiany”… Można tak bez końca snuć najbardziej ponure scenariusze.
Wróćmy do niedzielnej manifestacji Obywateli RP. Interweniowała policja, była w prawie, obowiązuje ustawa o zgromadzeniach, a policja nie jest od interpretowania prawa, jest od jego egzekwowania.
Protest w formie obywatelskiego nieposłuszeństwa to inny wymiar sprawy. Protest byłby skuteczny, gdyby protestujących było choćby tyle ile gromadziły pierwsze protesty w obronie Trybunału Konstytucyjnego.
Gdyby 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu zgromadziło się 30 tysięcy ludzi i stojąc powiedziało, że nie zgadza się na zawłaszczanie ulicy na polityczną hucpę realizowaną w formie religijnego obrzędu (religijny charakter miesięcznice mają w trakcie mszy w kościele, a nie na ulicznym politycznym wiecu z jego kulminacją jaką jest wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego) to wynik takiej konfrontacji mógłby być tylko jeden – całkowite zwycięstwo opozycji i przegrana władzy.
Czy jest możliwy taki scenariusz? Czy zarzuty kierowane pod adresem Władka Frasyniuka mogą być takim katalizatorem ?
Nie ma innego sposobu na uruchomienie lawiny zdarzeń jak taka sytuacja – ludzki mur stojący na ulicy i nie reagujący na wezwania, a wielkość tego muru czyni próby jego rozproszenia nieefektywnymi.
Czy to już teraz? Czy to już czas? – To trudne pytanie. Wiem jedno – takie przesilenie nastąpi – i lepiej, aby stało się to w czasie i miejscu wybranym przez obywateli i na ich warunkach. Kolejna, 87 „miesięcznica smoleńska” to zbyt zgrana karta; wydarzenia jakie miały miejsce w trakcie ostatniej miesięcznicy, dostarczyły interesujących materiałów do analizy dynamiki protestu i reakcji władzy na małą grupę protestujących.
Nie podzielam opinii tych, którzy wiążą duże nadzieje z zaangażowaniem się w protest Obywateli RP Władysława Frasyniuka – a tym bardziej nadziei na dołączenie do protestujących Lecha Wałęsy. Lech Wałęsa nie dołączy do ulicznego protestu, a media narodowe już rozpoczęły akcję opluwania Frasyniuka.
W telewizji Kurskiego (kurwizji), w podstawowym programie publicystycznym, TVP-Info, wysłuchałem Andrzeja Gwiazdy, który ze swadą dowodził, że Władysław Frasyniuk był agentem służby bezpieczeństwa, „agentem z legendą”, bo i takich wszechmocna SB produkowała.
Patrząc na twarz starego i zmęczonego życiem człowieka – jakim jest Andrzej Gwiazda – mając w pamięci osobiste z nim kontakty w jego mieszkaniu na gdańskiej Żabiance, myślałem sobie: co to się z ludźmi stało, jak daleką drogę przeszli – od charyzmatycznego przywódcy sierpniowego strajku, przez szefa „gwiazdozbioru” zaciekle walczącego z Wałęsą, człowieka źle znoszącego długie lata pozostawania na politycznym aucie – to wszystko już było.
Teraz jest jego czas. Tak zwykle toczą się losy tych, którzy weszli w politykę… ale żeby aż tak, do tego stopnia? Powiedzieć publicznie w studiu telewizyjnym, że legendę Frasyniuka specjalnie i celowo zbudowała SB, by mogła kiedyś z tego agenta skorzystać…
Przyjęcie tego założenia oznacza, że według Andrzeja Gwiazdy nadal w Polsce rządzi służba bezpieczeństwa tamtego państwa co nazywało się PRL. To kolejny przykład politycznego obłędu, mniej groźny bo i Andrzej Gwiazda nie jest człowiekiem decyzji, może jedynie wpływać na kształtowanie opinii społecznej, właśnie starał się to robić…
Człowiekiem decyzji i to tych najważniejszych, przesądzających o losach Polski i Polaków jest w obecnym układzie władzy Jarosław Kaczyński, którego obłęd polityczny widzieliśmy 10 czerwca, w Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu.
Co zobaczymy i co stanie się 10 lipca ? To już niebawem…
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


„Wyniki sondaży nie pozostawiają żadnych złudzeń: gdyby przeprowadzić takie referendum, Polacy opowiedzą się za …”
no właśnie. Wyniki sondaży na inne tematy też nie pozostawiają wątpliwości.
Czy uliczny protest coś zmieni? A będzie? Mam nadzieję, że się mylę, ale szansa na wielki uliczny protest jest coraz mniejsza.
Młodzież się nie przyłączy, a bez niej …
Sierpień ’80 to było co innego. Tam byli przede wszystkim młodzi, reszta do nich dołączała.
A propos Gwiazdy. Szefem „gwiazdozbioru” stał się bardzo szybko, niemal natychmiast po zwycięstwie Sierpnia.
Dlaczego?
Gdybym był zwolennikiem teorii spiskowych to bym powiedział, że to Gwiazda był agentem bezpieki mającym na celu sprowokowanie nowopowstałego związku do jakiegoś nieprzemyślanego ruchu, na który władza odpowie tak jak zwykła odpowiadać i będzie po zawodach. Jego działania w tamtym czasie aż nadto usprawiedliwiałyby takie zdanie.
Jako uczestnik tamtych wydarzeń wielokrotnie zadawałem pytania, na które do dziś nie dostałem odpowiedzi.
Pan Gwiazda i śp. Walentynowicz po latach twierdzili, że „od dawna wiedzieli”, że Wałęsa jest agentem. Na kilka lat przed Sierpniem.
Moje pytanie brzmi w takim razie: – Jeśli rzeczywiście wiedzieli to dlaczego akurat jego wysunęli na funkcję przewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego? Oficer prowadzący im kazał? Dlaczego tej funkcji nie objął „charyzmatyczny” pan Gwiazda?
Czy te pytania są nieuzasadnione?
Kolejna rzecz: słynne oskarżenia Wałęsy, że „przywieziono go motorówką”. Jeśli ktoś ma nawet blade pojęcie jak wygląda port lub stocznia to wie, że tam się nie da nikogo „przywieźć” tak, aby nie widziały tego tysiące ludzi. A kto widział? Gdzie są ci liczni świadkowie?
Główki portu czy stoczni to jest granica państwa. Tej pilnuje i Straż Graniczna i inne służby. Dlaczego też w czasie strajku straż obywatelska zwracała na nie szczególną uwagę w obawie, że tamtędy ktoś może zechcieć się przedostać na teren zakładu.
Kiedy miałem dyżur na jednej z bram kontrolowaliśmy nawet dokumenty wchodzących na teren portu wopistów z ich oficerem na czele, by mieć pewność kto wchodzi. Oficer, nawiasem mówiąc wykazał dużo zrozumienia dla tej sytuacji i bez protestu okazywał dokumenty.
Pamiętam eskapadę gdyńskiego holownika „Ryś” (moje strajkowe „miejsce zamieszkania”) z kapitanem Głuchowskim, który chcąc przedostać się z portu do stoczni został w błyskawicznym tempie zatrzymany kiedy tylko pokazał się na wodzie.
No to konkretnie: kto widział (poza p. Walentynowicz i p. Wyszkowskim) jak Wałęsę przywieziono?
Ale Gwiazda konsekwentnie tę wersję powielał. W czyim interesie?
Moje wątpliwości co do pana Gwiazdy są podparte i innymi sprawami. Np. metodami jakie jego „gwiazdozbiór” stosował wobec kolegów ze związku.
W marcu ’81 byłem delegatem na jedną z konferencji przed zjazdem związku. Nikim szczególnym, nie związanym z żadną „opcją” (tak się wtedy jeszcze nie mówiło). Ale właśnie dlatego nagle znalazłem się w środku przedziwnej sytuacji.
Nasz przewodniczący (też człowiek gwiezdny) chciał wybory przeprowadzić „po swojemu” czemu przeciwstawiała się część kolegów wskazując na niestatutowość jego pomysłów. Oponenci wysłali telegram do Bogdana Lisa, by ten rozwiał ich wątpliwości. Przyszła odpowiedź.
No i o to poszła cała „partyzantka”!
Gwiazdorki wiedziały o tej odpowiedzi i raczej spodziewali się tego co Lis odpisał. Postanowili więc nie dopuścić do tego, by telegram Bogdana Lisa odczytać publicznie.
Może Pan wierzyć bądź nie, ale na sali konferencyjnej odbywało się prawdziwe polowanie na kolegów podejrzewanych o to, że mają telegram w kieszeni. Cel: odebrać albo usunąć pod byle pretekstem posiadacza z sali.
Ostatecznie telegram wylądował w mojej kieszeni, ponieważ jak już mówiłem, mnie nikt nie wiązał z żadną ze stron, a zaufanie kolegów widać miałem.
Odczytałem go do jednego z rozstawionych na sali mikrofonów, który „zepsuł się” zbyt późno. Umiem czytać szybko 🙂
Jeśli więc w marcu ’81 stosowano takie metody, to pytam raz jeszcze: kim był i kim jest pan Gwiazda?
Miałem sąsiada, który był z Gwiazdą na stopie przyjacielskiej chyba od czasu internatu. Od niego miałem relacje co u niego, co robi, o czym rozmawiają (to już po ’89 roku). Co jedna rozmowa to dziwniejsza.
W mojej ocenie niezaspokojone ambicje pchały go do działań przedziwnych. Jego zaangażowanie w antyglobalizm i inne tego typu inicjatywy były właśnie wynikiem tego, że on chciałby czemuś przewodzić. Obojętnie czemu.
Zdawał sobie sprawę, że jedyny moment w życiu przegapił wysuwając Wałęsę zamiast samemu stanąć na czele Sierpnia.
Tak bywa, raz stracona szansa nie wraca, a człowiek cierpi.
Kiedyś w nerwach powiedziałem sąsiadowi broniącemu przyjaciela, że Gwiazda zwyczajnie stchórzył i wysunął Wałęse, by się asekurować. W razie czego mógł się tłumaczyć, że to nie on, że został przez Wałęsę „zwiedziony” itd. A kiedy okazało się, że jednak Sierpień zwyciężył, Wałęsa w jednej chwili stał się legenda, ikoną, facetem nie do ruszenia.
Sąsiad prawie się obraził, więc nie kontynuowałem 🙂
Nie twierdzę, ze moje twierdzenia są słuszne. Ale dziwnym trafem i życiorysy i zachowanie wielu obecnych polityków mają w sobie podobne elementy.
Co przeszkodziło Jarosławowi Kaczyńskiemu w przyłączeniu się do protestów sierpniowych?
Dziś nienawidzi wszystkich, którzy brali w tym udział bez oglądania się na konsekwencje.
Nie trzeba być psychologiem, by to zinterpretować.
Co do ujawnionej zawartości trumien smoleńskich. Pisałem o tym w komentarzu do innego artykułu, ale powtórzę. Otóż sądzę, że prokuratura doskonale wiedziała,że w trumnach jest, jak jest. Po katastrofie lotniczej, gdy na na niewielkim terenie jest 8 ton różnej wielkości ludzkich szczątków, przemieszanych ze szczątkami samolotu, z gruntem – w trumnach nie mogło być inaczej. I jestem głęboko przekonany, że ekshumacja miała na celu tylko i wyłącznie jeden cel: publiczne ujawnienie, że szczątki są wymieszane lub niekompletne i wywołanie w ten sposób powszechnego oburzenia. Na „ruskich”, na Kopacz, na PO…