Dwa lata rządzą nami partia PiS, pod wodzą swojego prezesa, i pisowski prezydent.
PiS rządzi samodzielnie, jako nieznaczna większość sejmowa, która może liczyć na mniej lub bardziej wyraźne wsparcie populistycznego ruchu firmowanego nazwiskiem Pawła Kukiza. Rządzenie to także odpowiedzialność. W wypadku PiS-u pełna.
Wielu komentatorów z propisowskimi propagandzistami na czele kocha porównywać obecne rządy do tych prowadzonych przez PO osiem lat (przy czym te osiem lat podawane jest na wydechu ze zgrozą, jakby były uzurpacja, a nie dwie kadencje przedzielone wyborami). Tyle że w obu czteroletnich kadencjach PO nie mając większości sejmowej, nie rządziła samodzielnie. Była skazana na współdziałanie z koalicjantem, czyli z PSL-em (który chętnie o tym zapomina, a w jeszcze większym stopniu bywa zapomniany). PO była więc tylko współodpowiedzialna za ośmioletnie rządzenie. Odpowiedzialność PiS-u tym razem jest pełna. Nie to co wtedy, gdy w pierwszym podejściu do rządzenia ta partia pokazywała, co potrafi, dzieląc z musu władzę z Samoobroną i LPR-em.
Konsekwencje tego pełnego rządzenia będzie można oceniać tylko wtedy, gdy będzie istniało prawo to umożliwiające. Gdy pozostaniemy w kręgu cywilizacji, którą zawiaduje demokracja oparta o konstytucję. A są pomysły, aby to się zmieniło. Potrzebą PiS-u jest wygranie kolejnych wyborów i osiągnięcie już nie większości dwóch czy kilku więcej posłów, ale takiej, która zapewni większość konstytucyjną. Umożliwiającą napisanie konstytucji odpowiadającej potrzebom partii, czyli jej prezesa. Na razie PiS takiej większości nie ma.
Dlatego robi, co może, aby w ustroju państwa jeszcze demokratycznego grzebać inną drogą. To właśnie jest „dobra zmiana”; nawiasem, to określenie, którego by pozazdrościł Goebbels i na które nie wpadli propagandziści stalinowscy.
Na razie mamy jeszcze demokrację bezprzymiotnikową, opartą o konstytucję. Choć coraz bardziej traktowaną „per noga”. Ale już są pomysły – na razie zapowiadane, ale pewnie wkrótce wprowadzane w życie – aby zastępowała ją demokracja referendalna. Potem może do konstytucji będzie można wrócić. Oczywiście w kształcie, jaki będzie odpowiadał kolejnym kadencjom rządów PiS.
Kiedyś, przy okazji mocno nagłaśnianego warszawskiego referendum dotyczącego odsunięcia z ratusza Hanny Gronkiewicz-Waltz (wówczas nieważnego z powodu niskiej frekwencji, do której i ja się przyczyniłam), byli tacy, którzy sączyli ciemnemu ludowi w uszy, iż referendum to największe osiągnięcie demokracji, a każdy, kto nawołuje do niebrania w nim udziału, to warchoł i typ aspołeczny. Bo rzekomo liczą się tylko takie bezpośrednie rządy ludu. Co oczywiście jest sprawdzoną w historii demagogią, zwykle mającą nieszczęśliwy finał.
Ale to nic, historia nie może być nauczycielką życia dla takich specjalistów od rządów ludu jak na przykład prezydent naszego kraju Andrzej Duda. On wie, że lud kocha rządzić, a o konsekwencje tego rządzenia się nie martwi, wie bowiem, że sprawna PiS-propaganda (czy nadal korzystają z usług zagranicznych agencji reklamowych?) sprawi, że państwo uzyska kształt wymarzony dla jego partii. I o to chodzi, i o to chodzi, jak mawiał mistrz satyry PRL-u Jerzy Dobrowolski.
Na razie są pomysły na dwa referenda. Ale dlaczego tylko dwa? Zaproponuję na początek dziesięć. Ich wynik z góry da się przewidzieć. W końcu wiadomo, co kocha lud i czym się kieruje w wyborach dnia codziennego, jakże innych od szlachetnych postanowień niedzielnych.
Waga pytań poddanych ludowej mądrości będzie różna. Ale wszystkie na pewno radykalnie zmienią kształt kraju. I pozwolą PiS-owi rządzić do… końca, z historii wiadomo, jakiego. Z konsekwencjami tych rządów będziemy sobie radzili wszyscy. Znów wdrapując się piaszczystą górę. Jako społeczeństwo mamy wprawę, w roku 1989 się udało wdrapać. Uda się i w 2200, a może którymś późniejszym…
Podsuwam więc garść pytań, o które bezsprzecznie warto zapytać lud. Oczywiście, można pytania rozbudować. Rzucam tylko hasła. W sumie im bardziej pytania rozbudowane, tym mniej zrozumiałe. Im prostsze, tym bardziej demagogiczne. Co na jedno wychodzi.
- Czy obecność w referendach powinna być obowiązkowa.
- Czy obowiązującą konstytucję zawiesić do czasu uchwalenia nowej.
- Czy przywrócić karę śmierci.
- Czy wprowadzić częściową cenzurę.
- Czy znacjonalizować większe firmy prywatne, zwłaszcza z udziałem podmiotów zagranicznych.
- Czy w nowej konstytucji zapisać przewodnią rolę PiS-u.
- Czy zapewnić ochronę dobrego imienia Prezesa i jego rodziny, z uwzględnieniem przodków.
- Czy wprowadzić całkowity zakaz aborcji i stosowania antykoncepcji.
- Czy wprowadzić obowiązek uczestniczenia urzędników państwowych, uczniów szkół państwowych i ich nauczycieli w niedzielnych mszach.
- Czy zakazać udziału w wyborach osób skazanych za wykroczenia i przestępstwa i konfiskować majątki protestujących przeciw legalnie wybranej władzy.
A co tam sobie (i nam) żałować! Aby uczcić rok 2018, w końcu jubileuszowy rok odzyskania państwowej niepodległości po zaborach, uczyńmy go Rokiem Ludowej Demokracji Referendalnej. Dla przyśpieszenia zmian (nawiasem, kto podczas pierwszych wolnych wyborów prezydenckich uświadomił Lechowi Wałęsie, że potrzebne jest jako nośne hasło „przyśpieszenie”, a dla ludu wymyślił słynny telewizyjny greps z siekierką; może prezes Kaczyński Jarosław to wie?) referenda można by organizować co miesiąc. A więc dla osiągnięcia pełnego cyklu rocznego jeszcze dwa tematy do rozważenia:
- O „regulowaniu” wysokości emerytur dla osób skazanych za wykroczenia i przestępstwa przeciw władzy,
- O obowiązku oglądania Wiadomości TVP o godz. 19.30.
Jak będzie późnej, się zobaczy. Po wygranych przez PiS kolejnych wyborach, wsadzeniu do więzienia Donalda Tuska i zmarginalizowaniu grupek warchołów i szkodników działających przeciw interesom ludu. To jest właściwie Narodu, którego dobro powinno stanowić prawo najwyższe.
Cokolwiek to znaczy.
Alina Kwapisz-Kulińska


@Alina Kwapisz-Kulińska: to prawda, odpowiedzialność za to, co się dzieje przez ostatnie dwa lata spada na PiS i jego prezesa, namawiającego obecny rząd i prezydenta do łamania prawa. Ale jest także druga strona medalu. Co przez te dwa lata zrobiła polska opozycja parlamentarna aby choć ograniczyć zniszczenia jakie powoduje obecna ekipa rządząca? Był czas półtora roku temu, gdy na ulice wychodziły tłumy protestujących. Zgarnął je nieudacznik pan Kijowski, a partie opozycyjne umyły swoje ręce. Powoli robi się za późno. A niedługo protestowanie przeciwko miłościwej dobrej zmianie stanie się nielegalne. Co na to nasza przyszłość, jak wielu tu sądzi, czyli parlamentarna opozycja? Czy takiej opozycji Polska potrzebuje?
@ Andrzej Pokonos
„A niedługo protestowanie przeciwko miłościwej dobrej zmianie stanie się nielegalne”
I to będzie początek końca PiSu. Polacy strasznie nie lubią, gdy narzekanie i portestowanie staje się nielegalne. Będzie to bardzo kosztowny „koniec”, ale niestety chyba nie ma opcji zdolnej doprowadzic do innego konca konfliktu.
Nie pamiętam czy w swojej książce „prezydencki Poker” Jan Purzycki pisał o „Przyspieszeniu”.
Autorstwo spotów z siekierką przypisywał chyba sobie. Było tak, że Wałęsa wspominał, cos o prezydenturze jak siekiera.
Pogardliwie strona rządowa nazwała go „przyspieszaczem z siekierą”. Miala łatka prostaka z siekierą do Wałęsy przylgnąć i wtedy jego sztab postanowił przekuć tę pogardliwą łatkę w sukces.
I pojawiały się spoty wyborcze, w których siekierka rozrąbuje „grubą kreskę” spod której wyłażą „czerwone pająki”.
Tak opisywał to Jan Purzycki.
.
„Przyspieszacz z siekierką” to słowa Niezabitowskiej – reakcja na twierdzenie Wałęsy, że zmiany, zwłaszcza usuwanie nomenklatury idzie zbyt wolno. – to już za wikipedią pod hasłem „wojna na górze”.
Jednak pis nie rządzi samodzielnie, ma ukrytych koalicjantów (Gowina i Ziobrę). Dzięki chwytowi wyborczemu pn. Zjednoczona Prawica, na który SN przymknął oczy argumentując na wiarę, że to NIE WPŁYNĘŁO (sic!?) na wynik, ma większość kilku głosów. To praworządność lękliwego koniunkturalisty. Sąd Najwyższy uznał, że nie warto zwracać na to uwagi z racji potencjalnych niepokojów społecznych (?).