Czy ktoś jest zaskoczony tym, co wyczynia formacja rządząca, która bejsbolowym kijem rozwala system państwa prawa, jaki udało się wprowadzić w Polsce blisko trzydzieści lat temu?
Czy ktoś się temu dziwi?
Jeśli są tacy ludzie, a słuchając wielu komentarzy można odnieść wrażenie, że są, to powiem brutalnie – dziwię się waszemu zdziwieniu!
Nie ma żadnego zaskoczenia, nic nie dzieje się przypadkiem. Wszystko zostało zapowiedziane; więcej, zostało zapisane i powiedziane w projekcie pisowskiej konstytucji czy tekstach samego prezesa, wtedy Prawa i Sprawiedliwości a obecnie prezesa Polski.
Dziwię się waszemu zdziwieniu!
Od blisko dwóch lat rządząca Polską koalicja Zjednoczonej Prawicy zmienia ustrój polityczny kraju nie mając większości konstytucyjnej dającej takie prawo.
Obowiązująca Konstytucja RP, przyjęta w powszechnym referendum, jest demonstracyjnie łamana przez prezydenta, premiera, wysokich urzędników państwowych, posłów i senatorów.
Władza – publicznie, w codziennym działaniu – w wypowiedziach medialnych formułuje przekaz do społeczeństwa, że ta Konstytucja to twór postkomunistyczny (raczej potwór), który nie ma moralnej legitymacji – bo Polska nie była suwerenna, nie była wolna, należała do okrągłostołowych elit, tych samych co pod przywództwem agenta Bolka zdradziły Naród paktując z komunistami w Magdalence…
Tak więc nie ma żadnych powodów, aby jej zapisy ograniczały prezesa Polski, rząd i sejmową większość w realizacji ich pomysłów na Nową Polskę. Polskę Prawą i Sprawiedliwą, zbudowaną na trwałym fundamencie krwi, przelanej w zamachu smoleńskim, na krypcie wawelskiej kryjącej sprofanowane szczątki największego Prezydenta Polski.
Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.
Może już dość tej ponurej – ale przecież prawdziwej – analizy naszej, polskiej rzeczywistości?
Co można dodać, co powiedzieć, gdy dzieją się rzeczy jak ze snu szaleńca ogarniętego żądzą zemsty, ukarania wszystkich, ukarania wszystkich… łącznie z sobą. Wielkość wymarzonej kary winna być taka, aby przeszła do historii, aby od daty jej spełnienia liczył się nowy czas, nowa era…
Do wielu różnych wypowiedzi, mających ambicje całościowego ujęcia wydarzeń i zachodzących procesów – chciałbym dodać jeszcze jeden element, który nie zdobył, moim zdaniem, należytego oddźwięku.
Przyglądając się „kuchni władzy”, tego jak rządzi Polską Jarosław Kaczyński, chciałbym zwrócić uwagę na podobieństwo tych mechanizmów do opisanych w literaturze mechanizmów i norm jakie obowiązują w gangach i grupach przestępczych.
Władca, z własną ekipą ochraniających go „żołnierzy”, kontaktujący się z własną organizacją poprzez „zaufanych”, zamknięty w pilnie strzeżonym ośrodku, ustalający jednoosobowo kryteria oceny przydatności dla organizacji wszystkich funkcyjnych, wprowadzający zasadę świadomego łamania prawa jako więzi łączącej członków organizacji to nie jest lider partii politycznej – to wszak „ojciec chrzestny”, dobry, starszy pan lubiący zwierzęta…
Partia Prawo i Sprawiedliwość ma członków bez legitymacji. Członkowie rządzącej partii mają coś lepszego niż legitymacje partyjną, mają poczucie więzi wspólnego losu. Im więcej jest oczywistego łamania prawa, im bardziej grożą im konsekwencję i sankcje – tym bardziej może wzrastać w nich determinacja: ani kroku w tył, nie mamy gdzie się cofnąć, możemy iść tylko naprzód Tam, gdzie rozkaże wódz-naczelnik.
Jeżeli jest prawdą (a chyba jest), ze posłowie Prawa i Sprawiedliwości podpisują się pod projektem ustawy „in blanco” , bez jego znajomości, bez nawet wiedzy o tym czego ustawa dotyczy – to jest doskonały przykład na przeniesienie wzorów kooptacji do gangu nowych członków, kooptacji polegającej na wykonaniu zleconego przestępstwa.
Mamy w Polsce rewolucję. To nie jest zwykła zmiana władzy w wyniku obowiązujących procedur wyborczych. Ta ekipa ma wizję nowego człowieka i nowego ładu, społecznego porządku, który ma zapanować na stałe. Nikt w rządzącej ekipie nie zaprząta sobie głowy tym, co będzie gdy skończą się ich rządy. Ich rządy nie skończą się nigdy, a każdy kto w to wątpi – jest zdrajcą, dla którego nie ma miejsca w obozie Zjednoczonej Prawicy.
Członkowie obozu rządzącego mają rewolucyjny ogień w oczach i wyraz twarzy fanatyka – człowieka ślepo oddanego sprawie, którą głosi. Doskonałym tego przykładem był występ niejakiego Żalka, uzasadniającego potrzebę likwidacji Sadu Najwyższego i wyrzucenia wszystkich jego sędziów tym, że w latach czterdziestych, bezpośrednio po II Wojnie, sędziami zostawali ludzie po kursach sędziowskich, nawet bez matury…
To jest klasyczny przykład zaślepienia rewolucyjnego. Dzieje się tak zawsze, gdy dzieje się rewolucja. Wymiana elit odbywa się czasem przy użyciu gilotyny, czasem poprzez łagry czy obozy reedukacyjne – a czasem pprzez odesłanie wszystkich w stan spoczynku.
Gdy jest czas rewolucyjny, to są nowe wyzwania i nowe oczekiwania. Wobec wszystkich.
Sąd Najwyższy przestanie istnieć (taki jest zamysł prezesa Polski realizowany przez posłusznego mu pana Zbyszka). Na czas przejściowy ów Zbyszek wyznaczy sędziów, którzy – jego zdaniem – mogę być sędziami Sadu Najwyższego.
I co wtedy ? Będą tacy sędziowie, „którzy w to wejdą”, jak mówi obecna młodzież?
Sędzia to zawód specjalny, zakładający wysokie kryteria merytoryczne i najwyższe etyczne. Sędziowie Sadu Najwyższego to elita elit.
To – jak będzie? Znajdą się tacy, co przyjmą nominację od Zbyszka?
Obawiam się, że tak. Znajdą się. I nawet ślicznie dobudują do swego postępowania uzasadnienie prawne.
To czas próby Panowie Sędziowie, czas prawdziwej weryfikacji tych ważniejszych niż merytoryczne kwalifikacji. Gdyby ktoś mnie pytał czy nie wyznaczam zbyt wysokich standardów, to przypomnę lata 1982 – 1989. Można było zamiast np. socjologiem być rzemieślnikiem i truć karaluchy i mrówki faraona, pracować jako malarz pokojowy, być drwalem w lesie, pomocnikiem murarza… Jeden warunek – tylko „na biało”. Dało się, nie bolało…
Co więc robić, gdy wydaje się, że nic nie da się zrobić?
Robić swoje, iść w niedzielę pod Sejm, zrobić własną demonstrację, rozmawiać ze zwolennikami „dobrej zmiany”; z tymi, którzy mówią, że teraz jest urlop, lato, pogoda…
Każdy coś może zrobić. Ale każdy to coś musi zrobić sam, a nie liczyć, że zrobią to inni.
Do roboty!
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


Sędziowie znaleźli się w pułapce. Jeśli przyjmą nominację, będą opluwani przez jedną część społeczeństwa i stracą u niej twarz, a następnie ich wyroki będą publicznie kontestowane (lecz pan Zbyszek niechybnie wprowadzi do kodeksu karnego stosowne kary za krytykę wyroków sądowych).
.
Jeśli sędziowie tego nie chcą , wygląda na to, że powinni się modlić, aby pan Zbyszek nie zaproponował im nominacji.
Gdyż nie jest jasne, co się stanie, gdy taki jeden z drugim sędzia zechce lekkomyślnie wykazać się heroizmem i nie przyjmie nominacji od pana Zbyszka. Może w drodze łaskawości pójdzie do sądu rejonowego w Wąchocku, a może zostanie dyscyplinarnie wydalony z zawodu. Pan Zbyszek zadba o to, aby żadna inna korporacja prawnicza nie mogła go przytulić w swoich szeregach.
.
I co wtedy ? Z czego taki heroiczny sędzia będzie żył do czasu aż osiągnie wiek emerytalny ? (nie jest jasne, czy automatycznie wejdzie do systemu FUS, itd) ?
.
Odwoływanie się przez Autora do czasów, gdy można było żyć z malowania ścian, kładzenia parkietów i sprzątania jest ahistoryczne. Jest inny rynek, inna gospodarka, inne społeczeństwo, XXI wiek. Nikt nie zatrudni faceta, który nie wie jak wygląda klepka od spodu do ułożenia klepki w jego luksusowym apartamencie. Dziś sędziowie mają też kredyty, jak inni.
Na szczęście, w odróżnieniu od lat 80., dziś są kancelarie prawnicze, które chętnie przyjmą do swoich „stajni” sędziego z dorobkiem; na to mogą liczyć obecni sędziowie SSN, lecz już ewentualni nominaci na ich miejsce nie zawsze.
.
Autor antycypuje już, że uzasadnienia dla przyjęcia nominacji będą pokrętne i nieetyczne (tak rozumiem kontekst tego założenia). A ja nie wiem, czy mamy prawo wymagać od sędziów heroizmu. Może wystarczy oczekiwać przyzwoitości, czyli wykonywania swoich zadań zgodnie z Konstytucją i sumieniem. W tej pożodze ktoś musi pilnować granic ognia. A jeśli stanie się to niemożliwie, można udać się na długie zwolnienie chorobowe. Sędzia Przyłębska dała przykład, że to oficjalnie jest możliwe i dopuszczalne.
.
Nie mamy prawa wymagać od nikogo heroizmu tak długo, jak sami nie postawimy DZIŚ na szali własnej pracy, kariery, dobrostanu rodziny, którą utrzymujemy, itd,. itp.
A proszę dodać jeszcze takich sędziów jak znana p. Piwnik, która w długich i pokrętnych wywodach (przyrównując sąd do teatru m.in.) dowodziła, że sędziowie nie powinni w ogóle wtrącać się w to co robią politycy (w programie J. Kuźniara) i będziemy mieli kompletny obraz. Ta pani dowiodła, że mitem jest nawet coś takiego jak zawodowa solidarność, a łamanie konstytucji nie będzie niektórym spędzało snu z powiek.
Do Magdalena – odwoływanie się do czasów w których można było żyć z malowania, trucia karaluchów, pracy na budowie jest ahistoryczne. Jakie ? ahistoryczne ? Nie rozumiem,co to znaczy, że ahistoryczne , tak po prostu było, tak mi się wtedy żyło a teraz co – nie można?
To, ze czasy są inne to prawda, pewnie nie trzeba truć karaluchów czy malować ludziom mieszkań, jest znacznie więcej możliwości pracy jako prawnik, no może nie jako sędzia SN, ale wtedy nie będzie kłopotów przy goleniu, patrząc w lustro nie będzie odruchów wymiotnych.
Wszystko się kiedyś kończy, skończył się nawet Związek Radziecki, państwo PiS też się kiedyś skończy i co wtedy, sędziowie Sądu Najwyższego ze wskazania pana Zbyszka ?
Autorze najdroższy, jak też w czasie studiów utrzymywałam się ze sprzątania cudzych mieszkań i ze stypendium; byłam beztroska i szczęśliwa. Dziś bym z tego nie wyżyła, bo raz, mam na utrzymaniu latorośl, dwa, mam kredyt hipoteczny, z którym nie wiadomo co zrobić, trzy, życie jest ogólnie dużo droższe, trudniejsze, rachunki wyższe, wszystko się sprofesjonalizowało i wyspecjalizowało; Polacy już nie tolerują fuszerki i li tylko dobrych chęci.
Uważam, że nie mam prawa oczekiwać, aby sędzia z dorobkiem odchodził z zawodu i mył komuś okna lub ubiegał się o zlecenia na napisanie opinii prawnej. Owszem, młodym to by nie zaszkodziło, bo nie znają życia, biznesu, ani realiów pracy prawnika. Inna sprawa, że ludzie młodzi nie powinni zostawać sędziami, lecz to jest całkiem inny temat.