…to kiedy, jeśli nie my, to kto?
Zacznę tak samo – pamiętacie wierszyk –„wracasz z wakacji… a tu nie ma demokracji”. Tydzień temu wierszyk ten posłużył mi jako ilustracja nietrafionych prognoz.
Weto – a dokładniej dwa weta – PAD-a zamieszały w obozie władzy. Zamieszanie trwa.
Jaki będzie koniec – można spekulować, ale to tylko puste igraszki, mogące dostarczyć satysfakcji jedynie tym, którzy obstawią te scenariusze, które się spełnią. Nic więcej.
Miniony tydzień przyniósł mnóstwo komentarzy, dotyczących motywów prezydenckiego weta, od hipotezy „ustawki”, poprzez przerażenie skalą społecznego protestu na ulicach polskich miast, po domniemanie zakulisowych działań kościoła katolickiego czy najbliższej rodziny prezydenta.
Można tak bez końca. Tylko po co?
Walec „dobrej zmiany” nie został zatrzymany. Weta prezydenta oznaczają jedynie to, że to obóz prezydencki przygotuje własne propozycje ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Propozycje te trafią do Sejmu i Senatu, gdzie PiS ma większość. Może je przyjąć – albo odrzucić. Odrzucenie jest prawnie możliwe, a psychologicznie prawdopodobne – byłoby to jasne pokazanie prezydentowi jego miejsca w szeregu.
Chyba że… projekty ustaw przygotowanych przez Kancelarię Prezydenta będą tak samo ostre, tak samo demolujące system sądownictwa w Polsce, jak ustawy przygotowane w Ministerstwie Sprawiedliwości (bo to, że to zwykła „ściema” z tymi projektami poselskimi, to jest już jasne dla wszystkich, nawet dla posłów PiS-u.). Od razu będą takie, albo po odpowiedniej „modyfikacji” w parlamencie?
I co wtedy? Co zrobi ulica? Co zrobi zagranica? Co zrobimy my wszyscy, którzy nie godzimy się na demontaż państwa prawa i wprowadzanie rządów autorytarnych jednego człowieka ogarniętego szaleństwem i żądzą zemsty na wszystkich, pragnieniem ukarania wszystkich (łącznie z sobą…) za wszystkie niepowodzenia i nieszczęścia, jakie go w życiu spotkały…
Co zrobimy?
To nie będzie dobry czas letniej kanikuły. Może być tak, jak jest zwykle w Polsce jesienią, czy zimą: zły czas dla demonstracji ulicznych …
Teraz, teraz, w tych tygodniach, musi się wykształcić nowy model działania po stronie opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Trzeba dogadać – na spotkaniach „okrągłego stołu”, w kontaktach osobistych, w Sieci, wszędzie, gdzie można – wspólną strategię wobec posunięć władzy.
Dynamika procesów jest taka, że znając stopień determinacji władzy nie wykluczam wariantów siłowych – masowych aresztowań ludzi, których władza „namierzyła”. Metoda prowokacji policyjnej jest dobrze znana i stara, jak autorytarne reżymy pod każdą szerokością geograficzną.
Tym wszystkim, którzy zakrzyczą wielkim głosem, że to nie u nas, że to się nigdy nie zdarzyło (naprawdę?), odpowiem krótko – to, że jeszcze tego nie było, to nie dowód, że nie może się zdarzyć. Na przykład jesienią 2017.
Skala protestów ulicznych była znaczna – ale to nie jest taka skala, która zmiata ekipy rządowe. Jeżeli w mieście kilkusettysięcznym w manifestacji bierze udział pięć tysięcy ludzi – to dużo, ale to nie jest jeszcze przekroczenie granicy za którą rodzi się NOWE.
Jeżeli w kilkudziesięciu miastach w Polsce zbierali się ludzie z zapalonymi zniczami, tworząc łańcuch światła opasujący budynki sądów – to jest to ładne, dobrze wygląda w telewizji, buduje poczucie wspólnoty, ciepła. Dosłownie i w przenośni. I tyle.
Prezydent Andrzej Duda jednak podpisał ustawę o sądach powszechnych, pan Zbyszek zacznie swoje rządy gdy tylko minie czas vacatio legis, a więc już niedługo. Raz jeszcze okaże się, że silniejsza jest pieczątka, niż nawet najszlachetniejsze porywy ludzi, grzejących się w cieple i blasku świec.
Młodzi, którzy byli znaczącą siłą ostatnich miejskich demonstracji, wrócą do szkół, na studia. Skończy się fiesta, a zacznie normalne życie.
Prawo i Sprawiedliwość ma dla młodzieży propozycję polityki, jak nazywa ją prof. Andrzej Leder – narodowo-katolickiej dumy. Można sobie wyobrazić wiele takich okazji, w których władza zaproponuje młodym z małych miasteczek i wsi takie imprezy, aby poczuli swą siłę. To łatwe, gdy ma się do dyspozycji cały aparat państwa i państwowe pieniądze: na przykład Marsz Niepodległości 11 listopada w Warszawie i wszystkich miastach, w których były uliczne manifestacje w obronie sądów…
Mając wszystkie środki, pieniądze, policję, kościół można zorganizować marsze których skala i liczba uczestników przyćmi wszystkie nasze działania.
To, jak będzie jesienią czy zimą, decyduje się teraz. Jeżeli nie teraz to kiedy, jeżeli nie my, to kto?
Wierszyk o powrocie z wakacji i końcu demokracji nie precyzuje, o które wakacje chodzi, może o wakacje zimowe?
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


Jak na razie decyzja SN w sprawie Kamińskiego powoduje sporo takich komentarzy:
” … Brak cywilnej odwagi sędziów SN jest jak zdrada. Nie tylko Gowin ma problemy z kręgosłupem. Jest jak zgoda na rozprawienie się z demonstrantami. Już widać jak zdradzono ludzi na ulicach: zawierając dil. Ty nam zawetujesz nasz układy a my obronimy Kamińskiego. Nie ma sporu kompetencyjnego, a sędziowie uciekli w formalizm. Generalnie to Kaczka rozgrywa Ziobrę i Dudę. A sędziowie znowu skorzystali. Po takim orzeczeniu wiem jedno: nie idę na żadne manifestacje, bo my ludzie na dole jesteśmy nikim i dla PiS i dla kasty”
Takich wpisów jest całkiem sporo, dyskusje się toczą między znajomymi. Jeżeli środowisku sędziowskiemu zależy na obronieniu praworządności (po wypowiedziach pani Piwnik nie jestem tego taki pewny) to konieczne jest natychmiastowe i proste wyjaśnienie pisane językiem nieprawniczym. Inaczej będzie jak w tym komentarzu. I możemy sobie pomarzyć o „gorącej jesieni”.
No tak, ciekawie to nie wygląda.
Przypominam dyskusję o „Uległości” Huellbecqua. To jest ten mechanizm.
Tu jest ciekawy komentarz: https://oko.press/najwyzszy-zawiesza-sprawe-kaminskiego-i-wystawia-trybunal-na-probe-co-przylebska-zrobi-ze-sporem-kompetencyjnym-ktorego-nie-ma/
@BM
Przeczytałem.
To jest przedstawione w kategoriach reguł “gry w szachy”.
Gra nie toczy się na tym poziomie . Ten tekst to dla mnie ewidentny przejaw przeintelektualizowania, oderwania od rzeczywistości – w rozumieniu: ignorowania realnego kontekst.
PiS nie gra w szachy. Tu obowiązują dużo prostsze reguły.
Co ważne: taki tok myślenie zupełnie nie przemówi do większości uczestników demonstracji w obronie niezależności sądów!!! – pytanie więc: “do kogo ta mowa”?
Każdemu jednak wolno interpretować “po uważaniu”.
Uważać więc też można, że SN wywiesił białą flagę, oddając przed czasem pole walkowerem. Właściwie oddał się już do dyspozycji obecnie stanowiących prawo, niezależnie od teoretycznie obowiązujących zapisów prawnych.
Decyzję SN można rozumieć jako dość jednoznaczną deklarację prawniczych elit, że prawo zawsze stoi po stronie silniejszego, obalając jakby przy okazji mit o praworządności.
Powściągliwie rzecz ujmując, to wydarzenie jest dosyć przygnębiające.
Nawet jeśli nie jest tak źle z tym stawaniem po stronie silniejszego to i tak zabrakło tutaj szerszego pomyślunku. Sędziowie nie zadali sobie trudu wyjaśnienia sprawy ludziom, którzy wychodzili na ulice także w ich obronie. Także, bo w gruncie rzeczy bronili przede wszystkim siebie.
Prosty komunikat skierowany do „zwykłych ludzi” dałby im nadzieję. Olanie tych ludzi odbije się sędziom czkawką i to całkiem niedługo. I wtedy kto stanie w ich obronie?
Zbigniew Szczypiński zapytał:
„Co zrobimy?”
*
Odpowiedź brzmi: NIC.
*
PS
Ale to nie przeszkadza, żeby się dalej do upadłego kłócić, kto będzie liderem całej „zjednoczonej” opozycji oraz kto ma rządzić po obaleniu PISu (czy np. Biedroń, Zandberg, Lemparty, Śpiewak jr, Nowacka, Czarzasty, Zawisza itp. itd.).
W zaistniałej sytuacji byłaby to (i z pewnością będzie) całkiem ciekawa intelektualnie przepychanka, gdyby nie to (a może właśnie dlatego), że ociera się o absolutną abstrakcję.
Dokładnie tak. Kiedyś to się nazywało „dzielenie skóry na niedźwiedziu”.
Bardzo celny (100/100) komentarz Siedleckiej w Polityce.
Sędziowie uprawiajacy politykę nie nadają się ani na polityków ani, niestety, na sędziów. A my się narażamy w ich obronie. Zarabiają znakomicie, nie ponoszą żadnej odpowiedzialnosci, a na koniec trzęsą portkami choć za samo orzekanie nic im nie grozi. Myślą o sobie, że są kimś lepszym od innych! „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak.”
Trafna ocena autora nt sytuacji opozycji. Może przesadza co do możliwości jesiennych bojówek faszystowskich. Duda z Solidarności też wygrażał, że przykryje protesty czapkami związkowców, ale tchórz cicho siedział podczas lipcowych protestów. Polacy pokazali siłę. Wcale nie muszą stale protestować. Podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego nie było pokazu chamstwa i gwizdów. To poważna zmiana nastrojów obywatelskich!
.
Jeśli trzeba będzie wezwać protestujących, wystarczy, że skrzykną się na wybrany moment, aby znowu pokazać siłę po czym się rozejdą. Teraz cała odpowiedzialność co dalej spada na zjednoczoną opozycję. Parlamentarną i tę poza. Ostatnio się dogadali jedni i drudzy (dzięki paniom).
.
Jeśli mogę coś zaproponować, należałoby zacząć od jasnego określenia celów, jakie stawia sobie zjednoczona opozycja. Oczywiście obrona konstytucji, Trybunału i sądów. To są niezbędniki. Trzeba przedstawić obecnemu rządowi postulaty, co należy zmienić w ich polityce, aby mógł być to rząd z legitymacją całego społeczeństwa. I chyba już czas postawić jasny warunek, że jeśli PiS nie zacznie przestrzegać konstytucji, suweren pod kierunkiem zjednoczonej opozycji zorganizuje referendum w celu odrzucenia obecnych władz. Nie ma co liczyć na jakiekolwiek ustępstwa ze strony Kaczyńskiego i jego ministrów w inny sposób. Opozycja parlamentarna robiła co mogła ostatnie dwa lata w Sejmie. Sejm został bezprawnie zawłaszczony orzez PiS. Zatem utrzymanie obecnego statusquo spowoduje, że może być już tylko gorzej.
.
Zjednoczona opozycja ma także drugą ważną rolę do zrobienia. Zwrócenia się ze swoimi postulatami do prezydenta Dudy. I to być może zanim je ogłoszą obecnym władzom. On musi jasno określić swoje stanowisko, po której jest stronie. Myślę, że dwa lata jego rozkręcania pozwolą mu wreszcie podjąć decyzję, z kim chce być i przeciw komu chce się przeciwstawiać. Teraz prezydent Duda ma szansę stać się prezydentem wszystkich Polaków.
.
Trzeba sobie zacząć zdawać sprawę z tego, że obecna sytuacja to być albo nie być polskiej demokracji. Jeśli pozwoli się Kaczyńskiemu na kolejny anty demokratyczny krok, to odkręcanie tego zamachu na demokrację może potem zająć lata. Trzymam zatem kciuki za organizującą się zjednoczoną opozycję. Spoczywa na niej ogromny obowiązek i odpowiedzialność za dobro kraju.
Podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego nie było pokazu chamstwa i gwizdów. To poważna zmiana nastrojów obywatelskich!.
………………….
Powód chyba jest bardziej prozaiczny,
zabrakło kasy na opłacenie aktywistów od gwizdania?
@Magog: Można i tak. Bawić się w czarnego Piotrusia. A można założyć, że ludzie się zmienili i dziś mają w głowie inne priorytety, niż huliganić na cmentarzach i pod pomnikami?
Coś jeszcze?
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/dziennik-gazeta-prawna-nsa-akceptuje-sklad-trybunalu-konstytucyjnego/f8rbw4d
Nikt chyba nie zrobił z ludzi takich głupków jak środowisko, w którego obronie tysiące wychodziły na ulice. Spróbujcie ich teraz zachęcić. Najlepiej przez telefon, bo z bliska to może się okazać groźne dla zdrowia.
No tak „normalny ” odbiór orzeczenia SN jest negatywny? zadziwiający? koniunkturalny? tchórzliwy. W rzeczywistości jednak tak nie jest. Oczywiście, że wniosek skierowany przez marszałka do tk( mała litera tych aktualnych organów jest całkiem na miejscu) jednakże ten wniosek kompetencyjny został przez tk przyjęty co oznacza wdanie się w spór. W konstrukcji prawnej oznacza to zawieszenie postępowania do czasu rozstrzygnięcia sporu. Ergo, z punktu widzenia prawa SN nie mógł postąpić inaczej, niezależnie od tego, że ten pseudo spor to czysta lipa. Na tym etapie jednak SN nie mógł tego okazać, gdyż sam lekceważyłby prawo. Szkoda tylko, że wyrazie nie zostało to ludziom wytłumaczone.
No właśnie o tym cały czas mówię. Najwyraźniej obywatele nie są godni słuchać słów płynących z krynicy prawniczej mądrości.
I wie Pani co? Można postępować zgodnie z prawem, a mimo to głupio.
4 sierpnia ok 7.30 (w radiu TOK FM) prof. Andrzej Rzepliński jednoznacznie powiedział , że decyzja SN była BŁĘDEM
W uzupełnieniu.
Od lat mam przekonanie, że zdecydowana większość prawników gubi się w obowiązującym prawie. Z tego też powodu pozwoliłem sobie wcześniej, w ramach komentarza pod innym tekstem autorskim, zwrócić uwagę na konieczność wprowadzenie w programie studiów przedmiotów uczących dyscypliny myślenia (np. algorytmiki).
Obecny stan rzeczy wynika z mitu, że zawód prawnika jest przede wszystkim natury humanistycznej. Po części tak, jednak tworzenie prawa i jego interpretacja wymaga matematycznej precyzji. Tego właśnie brakuje w polskim prawie. Tu dopratuję się głównej przyczyny bałaganu w prawie stanowionym – jego sprzecznościach, wieloznacznościach.
Można odnieść wrażenie, że jest tworzone przez amatorów.
Tym też tłumaczę niechęć prawników do jednoznacznej krytyki bełkotliwych wypowiedzi swoich kolegów po fachu. To rzeczywiście trochę wygląda z zewnątrz jak zmowa środowiskowa, gdzie przysłowie kruk krukowi oka nie wykole.
Stąd też pewnie ciągle ( w środowisku prawniczym) znajduje swoich obrańców przekonanie, że wyroków sądowych się nie krytykuje. Wyroki należy respektować – tu zgoda, ich zasadność jednak powinna być poddana wnikliwym analizom. Brak krytyki prowadzi do sytuacji, gdzie w identycznych sprawach (podkreślam: identycznych) zapadają całkiem sprzeczne wyroki, jakby ich uzasadnienie zależało wyłącznie od kaprysu sędziego.
Mogą się zdarzać takie wyjątki, gdy jednak zaczyna to być regułą, to znaczy że praworządność przeżywa poważny kryzys.
Zdaję sobie sprawę, że poruszanie się w polskim prawie jest zadaniem często arcytrudnym i ten fakt może stanowić środowiskowe alibi “usprawiedliwiające” bezradność.
O tym jednak trzeba mówić.
Brawo RZEPLIŃSKI!
@Obywatel RP
Ma Pan rację. Sędziowie podkreślają, że są odrębna III władzą , tym samym, jak każda władza musza podlegać krytyce. Rozbieżne orzecznictwo powinno podlegać ocenie SN z urzędu, w miejsce umywania rąk z powoływaniem się na „niezawisłość” Nie tędy droga i wielokrotnie mówiła o tym prof. Łętowska. Natomiast osadzanie przez ministra sprawiedliwości asesorów jako sędziów to czysta zaraza. Onegdaj był taki pomysł aby nie było żadnych aplikacji sędziowskich, na które idą prawnicy prosto po studiach bez jakiejkolwiek praktyki a następnie po zakończeniu takiej aplikacji stają się sędziami, lecz aby do egzaminu na sędziego przystępowali prawnicy po zakończeniu aplikacji np. adwokackiej czy radcowskiej ( te trwają 5 lat a nie 2 jak w przypadku aplikacji sędziowskiej) oraz po następnych pięciu latach praktyki w zawodzie., z jednoczesnym przedstawieniem dotychczasowych dokonań ( ilość i skuteczność pism procesowych, apelacji itd.). Nominacja powinna być na określony czas z możliwością dalszego jej przedłużania. Moim zdaniem nie byłoby problemem aby 50% sędziów z danego okręgu było wybieranych w czasie wyborów samorządowych na okresową kadencję. Skoro wybieramy prezydenta, parlamentarzystów i organy samorządowe, to dlaczego nie jesteśmy „godni” choć częściowo wybierać sędziów.
Demokracja ma to do siebie, że każdy – bez względu na kwalifikacje intelektualne, vide p. Suski czy p. Pawłowiczówna albo p. Sasin – może zostać wybrany przez ogół. Może też zostać w podobnym trybie powołany na dowolne stanowisko (vide większość rządu). Musi być zatem w systemie zabezpieczenie przed możliwymi (jak widać) rządami idiotów i motłochu; tym zabezpieczeniem jest zespół fachowców, od wyborców i ich wybrańców całkowicie niezależny, w którym można uczestniczyć tylko na zasadzie opinii kolegów. To jest właśnie – w formie władzy sądowniczej i nienaruszalnych lub bardzo trudno zmienialnych przepisów prawa – bezpiecznik przed kretynami. Konsekwentna demokracja „totalna” oznaczałaby na przykład, że prezesa Towarzystwa Matematycznego wybieraliby rolnicy z Górki Dolnej. A prawo grawitacji poddawano by pod głosowanie ludowe.
Inna sprawa – to udział czynnika społecznego w procesie sądzenia, np. w postaci wybieralnych ławników (pod warunkiem, że kandydatów nie będą wysuwać partie!), czy nawet wybieralnych jak w USA sędziów od spraw małej wagi. W żadnym wypadku nie może to jednak dotyczyć sądu najwyższego czy Trybunałów – Stanu i Konstytucyjnego. Działalność tam – to niestety zajęcie wyłącznie dla elity elit, nie dla plebsu.
Przy okazji: chodzi właśnie nie o formalne tytuły – powiedzmy, profesorskie czy doktorskie, bo z tym jak uczą przykłady, może być rozmaicie, tylko o opinię zamkniętego ściśle środowiska. Kasty. Korporacji. I tak ma być.
@ Mika,
„Skoro wybieramy prezydenta, parlamentarzystów i organy samorządowe, to dlaczego nie jesteśmy „godni” choć częściowo wybierać sędziów.”
Trochę niebezpieczne sformułowanie. Za chwilę się okaże, że PiS przytaknie, tylko uzna, że owszem jesteśmy godni i będziemy sędziów wybierać, ale rękami demokratycznie wybranych przedstawicieli z komisji Sejmowej lub organu rządowego.
Czytam te wszystkie zatroskane głosy o stan polskiego sądownictwa w dniach wielkiej próby – jak dotąd niestety oblewanej przez sędziów równo.
Czytam te postulaty o potrzebie uczenia sędziów logiki – słuszne, w moich czasach funkcjonował podręcznik pod wiele mówiącym tytułem „Logika dla prawników” zresztą Tadeusza Kotarbińskiego.
Można i trzeba lepiej kształcic prawników ale sedno leży gdzie indziej – studenci prawa wykazują w najwyższym stopniu postawy zorientowane wyłącznie na karierę i pieniądze, ze znanych mi badań w stopniu najwyższym w całej populacji studentów uniwersyteckich.
To tam należy szukać rozwiązania – trzeba budować w procesie kształcenia postawy prospołeczne i wrażliwość na krzywdę – moze to staroświeckie ale jedyne
Cytat z komentarza BM: ”Musi być zatem w systemie zabezpieczenie przed możliwymi (jak widać) rządami idiotów i motłochu; tym zabezpieczeniem jest zespół fachowców, od wyborców i ich wybrańców całkowicie niezależny,”
Wartym namysłu przykładem zabezpieczenia przed “rządami idiotów i motłochu” jest konstrukcja Konstytucji Niemieckiej, gdzie
a/ wykluczono referendalne rozstrzygnięcia na poziomie federacyjnym,
b/ wolne wybory na poziomie federacyjnym ograniczone są do wyboru tylko jednej z izby parlamentu , poprzez głosowanie na mandaty jednookręgowe i listy partyjne po 50℅
c/ w wolnych wyborach wybierany jest jedynie skład izby “niższej” , pozostającej pod pełną kontrolą izby wyższej, o której składzie decydują władze landów,
d/ izba “niższa” (domena partyjna) ma inicjatywę kreowania bieżącej polityki państwa, licząc się z możliwością zablokowania w każdej chwili tych inicjatyw przez izbę wyższą (domena władz landów),
e/ …
itd.
To jest rodzaj demokracji “filtrowanej”, gdzie:
– władza ludu jest ograniczona i każdej chwili może być zablokowana,
– realna władza polityczna jest efektem ucierania różnych interesów konkurujących ze sobą sił: władz partyjnych i władz landów, a jej charakter można określić mediacyjnym,
– trwałe (=konstytucyjnie) wpisana “mediacyjna rywalizacja” (często stosowana reprezentacja stron w gremiach decyzyjnych 50/50) w zakresie polityki ustawodawczej i wykonawczej (na poziomie federacyjnym) sprzyja też niezależności władzy sądowniczej,
– zakres rozdziału władzy jest precyzyjnie rozdzielony i w każdym przypadku podlega kontroli, z możliwością zastosowania sankcji restrykcyjnych,… itd
To jest wszystko dobrze przemyślane.
Wspominałem już o tym w “Pustych deklaracjach” ( https://studioopinii.pl/?s=Puste+deklaracje )
Myślę, że powiązania i zależności, z mechanizmami podstawowych procedur zawarte w tej konstytucji warto spróbować zilustrować w formie grafu, wychodząc od prostego schematu systemu załączonego niżej (źródło:Wikipedia).
Właściwie prace nad każdą konstytucją powinny się zaczynać od idei takiego grafu.
Szczególnie silne umocowanie , z szerokimi kompetencjami kontrolnymi ma izba wyższa, pełniąca jakby funkcję rady seniorów. Tam nie można trafić “z ulicy”. Najpierw trzeba się wykazać dokonaniami w skali landu.
To właśnie taki “zespół fachowców”. Temu zabiegowi jednak towarzyszy cały zespół innych wbudowanych mechanizmów zabezpieczających w konstytucji.
Z dobrych wzorców/pomysłów należy korzystać gdy się nie posiada się lepszych, oczywiście na drodze adaptacji do lokalnych uwarunkowań