po wtorkowej decyzji na temat odroczenia rozpoznania sprawy ułaskawienia mariusza kamińskiego do czasu wydania wyroku przez trybunał konstytucyjny w mediach i na internecie zapanował histeryczny nastrój. jeszcze kilka dni temu mieliśmy do czynienia z bezkrytycznym uwielbieniem prezydenta. teraz proprezydencka euforia zamieniła się w równie bezkrytyczne potępienie SN.
dorobiliśmy się bohaterskiego prezydenta i tchórzliwego sądu najwyższego.
tytuł w środowym wirtualnym wydaniu „GW” brzmi: „sąd najwyższy oblał egzamin dojrzałości”. jak podnosi autor artykułu, ludzie, którzy tłumnie demonstrowali w obronie niezależności SN są zawiedzeni i czują się rozgoryczeni. walka była daremna, bo po zawetowaniu ustawy, którego by nie było bez manifestacji w obronie niezależności sądów, SN zrobił kaczyńskiemu wymarzony przez niego prezent. autor pisze wręcz o zamykaniu się sędziów SN w wieży z kości słoniowej i lekceważeniu nastrojów społeczeństwa.
Sąd Najwyższy zrobił woltę na oczach tysięcy swoich obrońców. Kompletnie zignorował to, że stanął do rzeczywistego sprawdzianu, w którym jego obowiązkiem było zrównoważenie agresywnego rozpychania się dwóch pozostałych rodzajów władzy. Niech więc w swojej wieży z kości słoniowej nie dziwi się, że jego obrońcy czują się oszukani.
nie wiem czy ktokolwiek mnie poprze, ale w demokratycznym państwie jednostka winna mieć zawarowane prawo do przemawiania we własnym imieniu. moim zdaniem protesty byłyby daremne dopiero wówczas, gdyby sędziowie musieli się wypłacać popierającym ich manifestantom. nie na tym ma polegać niezależność sędziów. jej istotą jest to, że sędziowie mogą wydawać orzeczenia zgodnie z własnym sumieniem i obowiązującym prawem. sądzę, że tak stało się tym razem. rozczarowanie bierze się stąd, że prace sądu nie przebiegają w rytmie konfrontacji politycznej w jej ostrej fazie.
każdorazowa gotowość sądów do orzekania zgodnie z żądaniami protestujących, upodabniałaby manifestantów do tych, przeciwko którym protestowali.
nie połykajmy tego haczyka. jeżeli mamy być inni od obecnego obozu władzy, to różnice muszą być większe niż samo tylko odwrócenie kierunku wektorów.
natan gurfinkiel


I co z tego, że masz rację? Sęk nie w tym, czy sąd postąpił dobrze czy źle, ale w tym, że postąpił bez wyobraźni nie komunikując się w żaden sposób z ludźmi, którzy tak niedawno wychodzili na ulice w jego obronie. Tego jakoś nikt do wiadomości nie chce przyjąć. A potem będzie płacz, bo przy następnej próbie obrońców zabraknie, a sędziowie sami się nie obronią.
A wystarczyłby jakiś krótki komunikat pisany „ludzkim” językiem by zapobiec erozji wsparcia.
natan gurfinkiel napisał:
„… gotowość sądów do orzekania zgodnie z żądaniami protestujących …”
*
Nie o to chodzi.
Odsyłam do blogu Siedleckiej w Polityce. Tam jest najlepsze wyjaśnienie braku logiki i konsekwencji SN.
*
I zakończył:
„… różnice muszą być większe niż samo tylko odwrócenie kierunku wektorów.”
*
Odwrócenie kierunku wektorów to kąt 180 stopni. Jeśli różnice mają być większe to obawiam się, co może nastąpić przy 360 stopniach.
@ J.Luk; JMP. EIP
zawsze dopuszczam możliwość popełnienia błędu przez samego siebie. gdybym w odróżnieniu od całej populacji naszej planety był nieomylny, musiałbym być zatrudniony na etacie
stwórcy. dzięki bogu nie otrzymałem tej funkcji.
być może moje nadzieje na mądrość SN były za bardzo na wyrost. przy jednym będę wszelako obstawał: jeżeli ostatnie postanowienie SN było błędem, to jest niefortunnym epizodem w historii sądu najwyższego, ale niczym ponadto. nezależność sądownictwa obejmuje również ryzyko popełniania pomyłek.
należy tylko starać się by niefortunne decyzje nie stawały się regułą.
czymś innym jest niewłaściwa decyzja, a czymś innym działanie wynikające z podporządkowania sędziów politykom.
Natan, mówimy o różnych rzeczach. Nie twierdzę, że się mylisz. Wręcz przeciwnie – wiem, że masz rację. Nie będąc prawnikiem zakładam też, że i SN miał rację. Tylko co z tego kiedy ta racja zostaje zmarnowana przez sąd, który nie wykazał na tyle wyobraźni, by swą decyzje publicznie i prosto wyjaśnić?
Wiem, to nie jest praktykowane w normalnych czasach, ale nie żyjemy w normalnych czasach. Tylko o to mi chodzi.
Jeżeli na dachach stoją snajperzy, to prawo już nie obowiązuje. To nie jest czas na obronę formalizmów. Próba ignorowania tej sytuacji to gorzej niż zbrodnia, i gorzej niż błąd.
Obejrzałem dostępne zdjęcia. Na galeryjce kościoła św. Anny nie było chyba snajperów (nie widziałem karabinów). To był raczej zwykły punkt obserwacyjny (lornety; zdaje się, że była też stacjonarna). Zapewne to rutynowe. Za czasów PRL z okazji np. 1 maja takie punkty były umieszczane na 16 p. Pałacu Kultury i na dachach domów Centrum. Ale nie stwierdzę kategorycznie – tak, albo tak.
To możliwe. Tu mi się przypomina zdanie bodajże Kuronia z czasów bodajże festiwalu: gdyby ten rzad zniósł złote jajo, to ludzie i tak powiedzą, ze nie złote, tylko zgniłe, i nie zniósł, tylko ukradł. To jest sprawa wiarygodnosci. Miedzy innymi dlatego porozumienie pomiędzy komuna i „S” nie było możliwe, bo komunie nie wierzono (i częściowo słusznie). Teraz się zrobiło podobnie. Wyznawcy PiSu wierzą we wszystko, co mówi PiS, i nie wierzą w nic, co mówi nasza strona. I na odwrót. (I słusznie – kiedy ostatni raz Kaczyński powiedział prawdę?) W tej sytuacji porozumienia być nie może. A do czego prowadzi brak porozumienia, to już wiemy. Do eskalacji. Strona rządowa eskaluje, i na razie końca nie widać. Ale koniec jest, bo eskalować bez końca się nie da. Coś musi pęknąć, albo coś się rozlać. Niekoniecznie mleko.
To jest powtórka z rozrywki. W 1968 robotnicy nie chcieli ze studentami. W 1970 studenci nie chcieli z robotnikami. W 2017 sędziowie nie chcą z protestującymi przeciwko wprowadzeniu totalitaryzmu. Niedługo sędziowie będą siedzieć, ale wtedy protestującym może się nie chcieć ich bronic.
Jakby powiedział nasz znakomity historyk j.Luk, historia uczy ze historia niczego nie uczy. W każdym razie, nie Polaków.