Już dwa razy pisałem o zaskakującym milczeniu, jakie towarzyszy papieżowi Franciszkowi w Polsce.
Najpierw pod koniec lipca 2013 zastanawiałem się, dlaczego tak mało się pisze o jego pielgrzymce do Brazylii i łączyłem to z niechęcią to teologii wyzwolenia, której polskie media i polski Kościół nie są w stanie przezwyciężyć. Potem, na początku października 2016, zastanawiałem się dlaczego zagraniczne podróże argentyńskiego papieża są tak skromnie odnotowywane i sądziłem, że ma to związek ze specyfiką polskiego katolicyzmu, który jest w stanie zastanawiać się tylko nad wewnętrznymi sprawami Kościoła i nie jest zdolny dostrzec, że poza tą instytucją istnieją też inne Kościoły i religie, o świeckiej kulturze nie wspominając.
I to ostatnie przemówienie z 21 sierpnia tego roku, zapowiadające długofalowe działania w sprawie emigracji zmusza mnie do niewesołej refleksji, że w Polsce wszystko po staremu. Krótko mówiąc: nasze media wolą się emocjonować „patriotyczną peleryną” prezesa Kaczyńskiego niż planami głowy Kościoła katolickiego.
Jakie są tego powody, pozostawiam to domyślności Czytelników SO i zachęcam do lektury papieskiego tekstu, dostępnego na stronach watykańskich
Orędzie na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 2018 r. (15 sierpnia 2017) | Francis
Orędzie na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 2018 r.: Przyjmować, chronić, promować i integrować imigrantów i uchodźców (15 sierpnia 2017)
tym razem również w języku polskim.
Sprawa jest poważna, bo stanowi nie tylko test na chrześcijaństwo polskiego społeczeństwa, ale wręcz egzamin z człowieczeństwa. Jak na razie ten egzamin oblewamy z kretesem. I to nie tylko rządząca partia, ale i partie opozycyjne oraz czwarta władza czyli media (i to nie tylko tzw. narodowe, które stały się bezwstydną tubą propagandową rządu, ale i wolne, które nie potrafią się zdobyć na rzetelne informowanie o sprawach naprawdę określających naszą przyszłość jako planety). Nawet jeśli tego tak wyraźnie nikt nie skomentował, działania papieża Franciszka są u nas widziane podobnie jak we Włoszech widzi je lider anty-imigranckiej Ligii Północnej Matteo Salvini, który skomentował działania papieża w stylu naszych prawicowych polityków i publicystów: „Jeśli chcesz to robić w Watykanie, proszę bardzo. Ale jako katolik, nie sądzę aby Włochy mogły przyjąć i wspomóc cały świat”.
A o co tak naprawdę chodzi Franciszkowi?
Przypomnijmy, że jest on wybraną przez przedstawicieli całego katolickiego świata głową tej instytucji (może to dziwi, ale w katolickim kraju, jakim jest Polska, trzeba tę oczywistą oczywistość przypomnieć). I tak jak pod koniec lat 70-tych minionego wieku wybór polskiego papieża Karola Wojtyły był nie bez słuszności postrzegany jako odpowiedź Kościoła katolickiego na kryzys zimnowojenny i możliwość jego przezwyciężenia, tak wybór Jorge Bergoglia z Argentyny na papieża w 2013 roku był odczytany jako szansa na przezwyciężenie kryzysów powstałych na skutek globalizacji, światowego terroryzmu i coraz bardziej dramatycznej sytuacji emigrantów na całym świecie.
Długi pontyfikat Jana Pawła II w dużym stopniu był spełnieniem oczekiwań i w dużym stopniu przyczynił się do radykalnej zmiany sytuacji geopolitycznej na świecie. Polska, dzięki pokojowym zmianom systemowym w 1989 roku, w dużym stopniu odegrała znaczącą rolę w tych przemianach.
Jednak od chwili gdy na tronie papieskim zasiadł papież Franciszek – nasz kraj stał się skandalicznym przykładem torpedowania papieskich inicjatyw.
Nasz stosunek do kryzysu emigranckiego jest tylko jednym z przejawów niechęci wzięcia części odpowiedzialności za dzisiejszą sytuację globalną. Traci na tym nie tylko obraz Polski w świecie, ale również tracimy wiarygodność jako społeczeństwo katolickie i jako członek demokratycznego świata.
Mówiąc wprost stajemy się wstydliwą peryferią już nie tylko Europy, ale globu w ogóle. Ten proces marginalizacji będzie postępował, jeśli nie podejmiemy wyzwań, na jakie wskazuje papież Franciszek.
A jego słowa są jasne i proste: w swoim orędziu wzywa do przyjmowania, chronienia, promowania oraz integrowania imigrantów i uchodźców. Ten dokument jest programem Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy, jaki Watykan będzie obchodził po raz kolejny 14 stycznia 2018 roku. Jestem ciekaw, czy zostanie przez polskich katolików przeczytany i wcielony w życie.
Chciałbym być dobrze zrozumiany. Od kiedy w 2005 roku odszedłem z Kościoła wcale nie potrzebuję jego „opiekuńczych skrzydeł”. Znakomicie radzę sobie w życiu bez ten instytucji i chciałbym by jej rola w życiu publicznym mojego kraju była jak najmniejsza. Komentarze jej przedstawicieli odnośnie do choćby ostatniego ataku terrorystycznego w Barcelonie napełniają mnie ogromnym niesmakiem (jeden z księży w publicznej telewizji był się wyraził, że to kara za rozwiązłość), a bezmyślne zaangażowanie się medialnego imperium redemptorysty z Torunia i niektórych hierarchów w bieżącą politykę są moim zdaniem nie tylko szkodliwe dla Polski, ale niszczące dla samego katolicyzmu.
Właśnie dlatego odnotowuję z takim zainteresowaniem i nadzieją odruchu prawdziwie chrześcijańskiej wrażliwości i głębokiej ludzkiej troski o najbardziej potrzebujących jakie dostrzegam u papieża Franciszka. I ciągle nie tracę nadziei, że polski katolicyzm przypomni sobie o swoich chrześcijańskich i humanistycznych korzeniach.
Stanisław Obirek


Słowa jasne, proste i wzruszające. Słowa. A tutaj coś o realnej polityce.
http://www.politico.eu/article/pope-francis-loves-vladimir-putin-russia-religion/
Tego nasz kraj nie będzie torpedował.
Przeciez w polskim KK sa odlamy ludzi uwazajacych caly posoborowy Kosciol za „nieprawdziwy” a za ostatniego prawdziwego papieza Piusa XII :). Franciszek to dla nich lewak i wyznawca Diabla.
Wcale ta cisza na jego temat dziwna nie jest, to polski KK jest dosc dziwny.
Oj tam oj tam, nie widzę problemu.
Anglicy dawno dali przykład jak gadać z Watykanem.
Króla nam jeno trzeba..
I będzie kościół narodowy co zaspokoi potrzeby ducha i polityki.
Szanowy Pan raczy dworowac. Narodowe mamy, co sie da, jeszcze i kościół miałby byc? Chyba ze to gryząca ironia i zapewne! A krola to mamy, tylko nie takiego, o jakim Waść myślisz…
Może jestem naiwny, ale jednak radzę się rozejrzeć wokół. Naprawdę warto podejmować próby tworzenia alternatywy dla coraz bardziej skłóconego społeczeństwa. Moim zdaniem Franciszek taką stwarza i być może opór rodzimych katolików wobec jego propozycji stwarza szansę na porozumienie ponad podziałami: nie kim jesteś jest ważne, ale co robisz.
Zgodnie z zaleceniem rozejrzałem się i po krótkiej chwili natknąłem się na takiego oto miłośnika porozumienia stworzonego przez papieża Franciszka.
http://wyborcza.pl/7,75398,22236215,abp-jedraszewski-o-kontrmanifestacjach-smolenskich-przypomina.html
Niestety, straszne. Osobiscie ubolewam, że tak piekne idee papieża Franciszka padaja w Polsce – nie powiem, gdzie, ale z pewnościa nie na podatna glebę. Podobnre jak Autorowi artykułu, tak i mnie nie brakuje „opiekuńczych skrzydeł” KK. Natomiast brakuje mi od dawna jakiejkolwiek checi do zasypywania podziałów, wyrastania ponad swój partykularny interes , czyli tego, co proponuje Pan Autor. Słów brakuje na okreslenie duchownych (z Torunia, z Krakowa obecnie) cynicznie wykorzystujacych swoje stanowiska całkowicie nie do tego, do czego tam sie dostali, a wręcz szerzenie nienawiści.
Rzecz w tym, że Jędraszewskiego na urzędzie metropolity krakowskiego obsadził papież Franciszek. Dał mu stanowisko, z którego jego brednie będą miały większy zasięg i rangę.
A jego słowa są jasne i proste: w swoim orędziu wzywa do przyjmowania, chronienia, promowania oraz integrowania imigrantów i uchodźców.
…………..
W społeczeństwa wtapiają się jednostki a nie duże grupy ludzi wychowane w odrębnej kulturze prezentującej odmienne podejście do życia i śmierci.
Integracja;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Integracja_społeczna
To o czym my dyskutujemy?
O miłości chrześcijańskiej?
A co to takiego jest? Ta miłość chrześcijańska mająca być najwspanialszą na świecie a wszyscy do niej nawołują. Toż to zwyczajna polityka co zabłądziła pod strzechy całego świata
Miłość chrześcijańska, muzułmańska, żydowska, bramińska, konfucjańska, taoistyczna itd.
A może należy być tak zwyczajnie, człowiekiem?
Cieszę się, że Pan o tym pisze bo właśnie o to chodzi, o zwyczajną ludzką życzliwość i pomoc potrzebującym. Myślę, że encyklika Franciszka „Laudato si” właśnie zbliża się do tego humanistycznego języka i odchodzi o teologicznej nowomowy. Być może w tym trzeba szukać jednego ze źródeł rozmijania się tego papieża z polską mową trawą zarówno polityków jak i teologów.