2017-10-27.
Czasem tak bywa, że najważniejsze rzeczy migną nam przed oczami niezauważenie.
Codzienność bywa tak wciągająca, że nie zauważamy jak powolutku zmienia się świat wokół nas i z nim my sami, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Te refleksje przyszły mi na myśl kiedy słuchałem wywiadu Jurka Owsiaka po wyroku jaki zapadł w sprawie użycia wulgaryzmów pod adresem polityków na ostatnim koncercie Przystanku Woodstock.
W była to według mnie najmądrzejsza wypowiedź ostatnich przynajmniej 10 lat w polskim życiu publicznym i warto byłoby ją zapamiętać.
Po pierwsze – Owsiak przyznał rację sądowi, co już samo w sobie stanowi ewenement w naszym rozgorączkowanym kraju. I to pomimo, a może właśnie dlatego, że sam proces stanowił swoiste curiosum tak pod względem istoty oskarżenia, jak i niecodziennych zeznań świadków.
Przy pomyśle postawienia Owsiaka przed sądem upierała się policja, tak przynajmniej przedstawiano to w mediach. W trakcie procesu wyszło jednak co innego. Policjant, który dostarczył sądowi koronny dowód przestępstwa, nagranie z rzeczonym wykrzykiwaniem wulgaryzmów, nie potrafił odpowiedzieć na proste pytanie: skąd to nagranie wziął? Dla postronnego obserwatora było więc jasna, że policja była w tym wszystkim jedynie posłańcem, któremu kazano wykonać zlecenie. Czyje? Tym sąd się nie zajmował, bo nie mógł, a my możemy się tylko domyślać. Na ogół trafnie, jak sądzę
Wypowiedź Owsiaka była też ważna dlatego, że nie dyskutując z wyrokiem przyznał się też do błędu, co może spowodować osadzenie go w klatce z osobliwościami. Kto się ostatnio w naszym życiu publicznym przyznał do popełnienia błędu? Jesteśmy mistrzami świata w „chodzeniu w zaparte” i nic nie wskazuje na to, że to się szybko zmieni.
Owsiak uznał, że postąpił niewłaściwie, choć przekonujące były jego wyjaśnienia o emocjach towarzyszących koncertowi i uznawaniu pewnych zachowań za normalne. No właśnie – normalne. Polskie You Tube roi się od piosenek zawierających wulgaryzmy o wiele cięższe i jakoś dotąd nikomu nie przyszło do głowy, by z tego powodu robić komuś problemy.
Internet aż kipi od wulgarnych wypowiedzi, a przedostają się one coraz częściej do mediów, odbiorcy się przyzwyczajają i zaczynają traktować pewne rzeczy jako właśnie normalne.
Dlaczego tak się dzieje? Ewidentnie chamiejemy i nie widzę, by miało to komuś przeszkadzać.
Czy na pewno wszystko da się wytłumaczyć emocjami? Sąd uznał, że nie i dlatego też jego wyrok jest tak cenny, choć niestety, ta jego część pozostanie póki co niezauważona.
A emocje robią swoje.
Podział Polski na dwa plemiona zaczyna powoli przekraczać granice zdrowego rozsądku. Nienawiść hodowana pieczołowicie obrodziła ostatnio tak bardzo, że można już chyba mówić o „klęsce urodzaju” jak to się mawiało w słusznie minionych czasach.
Wielokrotnie zwracano mi uwagę, bym dał sobie spokój z czytaniem komentarzy pod artykułami w sieci. A mnie ciekawi jednak to co wyłazi z duszy polskiego internauty, bo wiem, że prędzej czy później zaistnieje to w życiu publicznym. Wolę więc się przygotować.
Popularny zwrot „zaorać kogoś” otrzymał już prawo obywatelstwa w oficjalnym języku i zdarza mi się słyszeć je od normalnych (wydawałoby się) dziennikarzy. Mało tego – atrakcyjność wielu opinii, wypowiedzi i zdarzeń oceniana jest na podstawie tego, czy ktoś kogoś „zaorał” czy nie. Jeśli zaorał – news leci na pierwsza stronę, do głównego wydania, jest na pierwszym miejscu w serwisie.
Sama nienawiść do wszystkich i wszystkiego powinna zainteresować socjologów i psychiatrów, bo dzieje się z nami cos naprawdę niedobrego.
My już nie mamy innego zdania, niż nasi rozmówcy. My ich nienawidzimy.
Przecież to jest chore.
Dotyczy to, niestety, także młodego pokolenia, dlatego napawa mnie to takim niepokojem, bo wiem, że jesień życia będę spędzał z nimi trzymającymi stery władzy z moim kraju.
Taki przykład: ostatnie doniesienia o córce ukraińskiego miliardera, która prowadząc pod wpływem zabiła 6 osób.
Oprócz „tradycyjnie” nieprzychylnych Ukraińcom komentarzy, jeden był szczególny (i cieszył się dużą ilością „lajków”)
Brzmiał mniej więcej tak: „ – Dożywocie tej p***, a tatusiowi zabrać 80% majątku! Rozdać majątek ludziom, którzy go ciężko wypracowali!”.
Logika tej wypowiedzi naprawdę nie zasługuje tylko na wzruszenie ramion.
Normalny człowiek zapytałby dlaczego zabierać majątek tatusiowi, który z wypadkiem nie miał nic wspólnego, ale nie o normalność tu przecież chodzi.
Budzą się niezauważenie w ludziach najniższe instynkty i przyjdzie moment, że zapanują nad naszą rzeczywistością. A wtedy będzie za późno na jakąkolwiek reakcję. Skąd u młodych względnie ludzi takie bolszewickie ciągoty? Nie mam pojęcia, odnotowuję je tylko.
Mistrzowie PR zauważyli ile może zyskać ich klient – polityk jeśli dotrze do takiej „grupy docelowej” i kierują swoich uczniów w tę właśnie stronę. Widać to po zachowaniach niektórych polityków, szczególnie tych dopiero walczących o swoją pozycję. Im będę bardziej chamski i będę ział nienawiścią, tym szybciej zauważy mnie „góra” i kariera otworzy mi swe ramiona. Niestety – to działa.
Dlatego raz jeszcze powtórzę, że wypowiedź Owsiaka była tak ważna. Ciekawe, że ten moment zastanowienia, refleksja nad własnym postępowaniem przyszła do głowy właśnie jemu, a nie któremuś z naszych religijnych pasterzy, jakoś nie zwracających uwagi, że mowa nienawiści „podpada” pod co najmniej dwa przykazania Dekalogu. Dlaczego?
Nie potrafię znaleźć lekarstwa na tę chorobę, zdumiewa mnie jedynie kompletna bezradność instytucji religijnych głoszących „religię miłości” wśród swoich i nie tylko owieczek.
Proszę wybaczyć dygresję: aby nie zanudzić swoich słuchaczy wykładaniem wciąż tego samego, zmieniłem jeden ze swoich cykli na „Historię Biblii”, czyli wykłady dotyczące historii samej Księgi i kontekstu historycznego wydarzeń w niej opisywanych. Zainteresowanie jest spore (to moja najliczniejsza grupa słuchaczy), ale coraz częściej łapię się na tym, że musze robić to, czego nie lubię, czyli włazić na „czyjeś poletko” choć wolałbym trzymać się jedynie historii. Czasem jednak zagadnienia etyczne stają człowiekowi na drodze i nie sposób udawać, że się ich nie widzi.
Mówiliśmy ostatnio o Abrahamie, który najpierw podsunął swoją żonę faraonowi, a potem jednemu z królów Kananejskich mówiąc, że jest jego siostrą. Nawiasem mówiąc – była jego siostrą przyrodnią, córką jego ojca i macochy. Zrobił to ewidentnie w celu osiągnięcia korzyści, czego Biblia nie ukrywa.
Zdumiewa mnie (i pewnie nie tylko mnie) w tej opowieści zachowanie Jahwe.
O ile w wypadku faraona nie mamy jasnego przekazu skąd dowiedział się kim jest Saraj, o tyle historię z królem Gerary znamy dokładnie z opisu biblijnego.
Jahwe nawiedził go we śnie i ostrzegł, że jego postępowanie jest niewłaściwe. Abimelech kajał się i tłumaczył niewiedzą, co Jahwe przyjął ze zrozumieniem, ale z dalszego ciągu opowieści wynika, że i tak go ukarał.
Ta niekonsekwencja to mała rzecz w porównaniu z… brakiem jakiejkolwiek uwagi krytycznej pod adresem Abrahama!
Abrahama, którego bez trudu można dziś oskarżyć o stręczycielstwo, w tekście Biblii jest na to aż nadto dowodów, a który nie doczekał się żadnego napomnienia ze strony swego boga. Dlaczego? Ot, zagadka. Etyka Abrahama pozostawia wiele do życzenia, a przecież jest to księga, na której opierają się mądrzy ludzie nauczający m.in. nasze społeczeństwo jak żyć, co jest dobre a co złe.
Jakże to przypomina naszą współczesność! To co MY robimy jest dobre, bez względu na wszystko, to co robią ONI jest złe z definicji.
Jak powiedziałem – nie ma lekarstwa, nie umiem znaleźć rozwiązania, a problem narasta.
Pan Owsiak pokazał, że można z tego wybrnąć, ale zacząć trzeba od siebie.
Czy jednak w ogniu walki jaki płonie dziś w każdym zakątku Polski ktoś potrafi się na to zdobyć?
Gdyński Kabaret Literacki
Marek Richter Modlitwa Muzyka: Adam Dąbrowski Tekst: Jerzy Łukaszewski
Jerzy Łukaszewski

Skąd tyle nienawiści? Bo nie mamy przeciwników ale tylko wrogów, a wrogów trzeba zniszczyć. To już jest od dawna napęd PiSu i dlatego póki rządzi to nie będzie demokracji.
Posiadam pewne wątpliwości, czy aby ten bezmiar nienawiści i chamstwa jest nowością. Przyglądając się różnym doniesieniom z lat 20. ubiegłego wieku podejrzewam, że nowością jest raczej elektroniczna ekspresja wyrazów braku sympatii, która w okresie stalinowskim była jeszcze bardzie stonowana, ze względu na wzgląd, a i w późniejszych czasach widzieliśmy raczej czubek góry lodowej, bo ludzie mówili, ale na stronie. Dzisiejsza swoboda i szybkość przekazu ukazuje więcej, jak spódniczki mini. Występ Jurka Owsiaka przypomina trochę dowcip z przemówieniem Gomułki: „Towarzysze, podnieśliśmy wydajność z jednego hektara, niestety na pozostałych hektarach…” Wszelako wzór piękny.
Skąd tyle nienawiści?
Jak to skąd? Pirsie.
Ponad dwieście lat Naród walczy o zachowanie własnej wielowiekowej tożsamości.
Walka, albo inaczej, wojna, wypacza charaktery ludzkie. Zawsze!
Najsilniejszy jest instynkt przetrwania i rozrodu, reszta to są dodatki.
Dodatki nie sa równo rozdzielane co jest normą między wszystkimi ludźmi na świecie ale każdy o tych dodatkach marzy i chce je posiadać, każdemu według sprytu życiowego a nie jak w utopii marksowskiej.
Myślenie grupowe i związki w grupach zostały zniszczone.
Kto ma tego świadomość? My na SO?
Od 198o społeczeństwo było atomizowane, szczyt tego procesu mamy widoczny dzisiaj
Najmniejsza grupa społeczna jaką jest rodzina też się rozpada, więc?
Ja bym powiedział że to nie jest nienawiść, tylko walka o przetrwanie każdego z osobna i małych grupek społecznych połączonych chwilowymi korzyściami, walka o dodatki. Dla jednych jest to kromka chleba a dla innych auto Tesli.
Kiedy mieliśmy po lat dwadzieścia, dokonywano prób manipulacji naszym pokoleniem co nie było łatwe dla decydentów, bo środki medialne były prymitywne, z ograniczonym dostępem do rzetelnej informacji blokowanej przez cenzurę. Radio Głos Ameryki czy RWE opowiadały zgrabne bajki o demokracji a władza je zagłuszała.
Nikt tych bajek nie potrafił zweryfikować, bo żyliśmy w klatce gdzie jedynym obcym językiem był zbędny społeczeństwu rosyjski. Lud zawsze żyje bajkami..
Dziś na Mysiej jest galeria Leiki i można tam wiele zobaczyć co dzieje sie na świecie, porównać z przeszłością, fotografia to potęga. Jako student działacz ZSP, chodziłem na Mysią aby dostać zezwolenie na plakat, stempelek do biura czy organizację imprezy wychodzącej poza ramy uczelni.
Dzisiaj cenzura niby zdechła, ale tak naprawdę przepoczwarzyła się.
Sami sie cenzurujemy…
Nienawiść, zadziwiające jak Wiki mało o tym ma do powiedzenia.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nienawiść
ps.
Panie Jerzy, gratuluję tekstu Modlitwy…
i grafiki, bo domyślam sie że to Pana.
Trudny temat. Też nie wiem, więc nie będę udawał, że wiem. Zaintrygował mnie Pan tymi wywodami o Biblii, a ściślej osobliwej moralności ojca w wierze trzech, bądź co bądź, religii abrahamicznych. Borykał z, na szczęście udaremnionym, zabójstwem syna Izaaka Kierkegaard. Borykał, ale też nic mądrego nie wymyślił. Prof. Lech Mankiewicz namówił mnie do robienia filmików o religii dla polskiej wersji Khan Academy. Jesteśmy na etapie poszukiwań. Też nie wiem jak jest lepiej, wskazywać na dziury czy zachwycać się całością obrazu. Ten nienawistny język pewnie z powodu koncentracji na dziurach takie spustoszenie sieje.
Prowadząc wykłady biblijne zwracałem uwagę na kontekst historyczny opisywanych w Księdze wydarzeń. M.in. na naleciałości kulturowe charakteryzujące autorów poszczególnych ksiąg. Wymagana ofiara z Izaaka była dla mnie oczywistym zapożyczeniem z religii Kanaanejczyków i ich kultu Baala, któremu składano w ofierze pierworodnych (nawet specjalny cmentarz dla takich ofiar robiono). Zmiana dotyczy więc jedynie finału tej historii. Nie próbuję nawet wyjaśnień teologicznych czy filozoficznych, za cienki w uszach jestem, ale podobieństwo narzuca się samo.
A zapożyczeń kulturowych w Biblii jest przecież cała masa, tak z Mezopotamii, Kanaanu, jak i Egiptu.
Szukałem też odpowiedzi na pytanie :jaką religię wyznawał Abraham, bo wcale nie jest to takie jasne dla mnie.
Natomiast pod względem etyki to widać gołym okiem o co chodzi.
Biblię pisał KTOŚ, dla KOGOŚ i w JAKIMŚ CELU. Idąc tym tropem wiele rzeczy staje się bardziej czytelne.
Jeśli chodzi zaś o główny temat to wczoraj chyba czytałem doniesienie o pobiciu kobiety przez bandziora. Obserwujący zdarzenie przechodnie nie pomogli jej, za to … robili sobie z nią zdjęcia. Ot, znak czasów.
Kiedyś już tu pisałem o emocjonalnej płyciźnie współczesnego człowieka.
W dyskusjach nad czymkolwiek dominują opinie „uwielbiam” i „nienawidzę”. Nic pośrodku.
I żeby nie było – nie dotyczy to tylko Polski i Polaków.
W związku z tą emocjonalną płycizną przypomniał mi się (od Stillera ) ten Sigurd, co strasznie wrzeszczał, zamaczany po kostki w ogniu (tylko pięty wystawały). I mój przyjaciel, Jacek Olędzki, co kiedyś wrzasnął w autobusie (122) do człowieka, co akurat kopał tam na podłodze innego : Czy wierzysz w Boga ?! Odpowiedź była „w nic nie wierzę!”, ale, o dziwo, facet się zmitygował i kopał słabiej (relata refero).
Kiedyś słuchałem ciekawego wykładu izraelskiego historyka Israelego Aph’ala, który radził by pamiętać, że owszem „Biblię pisał KTOŚ, dla KOGOŚ i w JAKIMŚ CELU”, ale też w określonym CZASIE i przy użyciu określonego RODZAJU LITERACKIEGO. Dopiero te pięć elementów (dodałbym od siebie jeszcze szósty – historię interpretacji) razem wziętych pozwalają jako tako wejść w kontakt z tekstem.
Zgadza się. Właśnie ze względu na ten OKREŚLONY CZAS zająłem się tematem, który frapował mnie od młodości, ale dopiero narzędzia nauk historycznych pozwoliły mi zabierać głos. Kontekst czasowy też sporo wyjaśnia z zagadek, które czają się w Księdze na każdym kroku. Podobnie jak RODZAJ LITERACKI w połączeniu z tym DLA KOGOŚ.
MAGOG
Wiele poruszonych tematów, ale odniosę się do jednego. Uważam rosyjski za potrzebny. I w ogóle chciałem żeby u nas w szkołach nauczali – choćby przez jedno półrocze – języków sąsiadów.
A rosyjski bardzo mi się przydał. Po pierwsze, kiedyś nie były dostępne u nas książki science fiction, a w ZSRR drukowano przekłady, u nas dostępne za grosze, bo nie płacili autorom mówiąc „możecie sobie za darmo drukować nasze książki”. No i te piękne piosenki Okudżawy, Wysockiego i in. Literatura była świetnie tłumaczona.
A przeczytać Gogola w oryginale to była i jest frajda.
A Babel? Puszkin też wspaniały, swego czasu kolega pokazał mi krótki wierszyk
zatytułowany „Ja wam wsiem żełaju …” same cudowności!
A pierwsze litery każdego wersu czytane od góry do dołu dają „pojebatsa”
Czytanie czegokolwiek w oryginale to inny świat.
SF tłumaczoną na rosyjski miałem oczywiście w swojej biblioteczce.
A przydatność języka rosyjskiego przy wojażowaniu po świeci była naturalna spotykało sie absolwentów radzieckich uczelni, w ChRL był to nieźle znany język.
Do nauki języków potrzebna jest motywacja, same do głowy wchodzą kiedy ma się dookoła ludzi różnych nacji.
A szkoła? No cóż jest to obóz pracy dla dzieci w którym testy stwierdzają czy matoł został już dostatecznie uformowany do wejścia w społeczeństwo.
@MAGOG – Jak pewnie wiesz (pisałem) Rosyjskiego nauczyłem się w pierwszych klasach Powszechniaka (z Murziłki, Ogonioka i potem z Tiechniki Mołodiożi. Dzieciaki nie potrzebują motywacji, one ją mają genetycznie. Więc oczywiście mam wszystkie (może) S.F. po rosyjsku, szczególnie tłumaczenia Roberta Sheckley’a (wspaniałe) , oraz ich rodzime, np. Strugackich, niedokończona „Ulitka na skłonie”, wydana chyba tylko raz, w czasopiśmie „Angara”. Dużo lepsza niż ten Piknik na skraju… (org. „Zona”?) Spotkałem kiedyś w Ułan-Bator Saszę Sagana (ur. w Magadanie, mamusia lekarka obozowa, z domu Feldman) – po trzech zadaniach – ta sama fala.
W Chinach też, ale to już była para naukowców, językoznawców od Ujgurskiego, co przeżyli Rewolucję Kultu… Mao. Więc uczmy się Rosyjskiego, dzieci. Przyjdzie Wam łatwiutko, jak mnie. Obyście miały mądrych rodziców. Wiele przykładów wskazuje (Szwajcaria, Beneluks) że opanowanie u progu życia trzech języków nie stanowi dla większości dzieci żadnego problemu.
Czy lepsza to kwestia gustu, ale ,,Ulitka na skłonie” była wydawana wielokrotnie w Polsce pod tytułem ,,Ślimak na zboczu” (w bardzo dobrym tłumaczeniu Ireny Lewandowskiej). Nie wiedziałem natomiast, że była to powieść niedokończona, wydawała mi się być całością.
„Biblię pisał KTOŚ, dla KOGOŚ i w JAKIMŚ CELU”
i jako przyczynek, za dr. Jackiem Sieradzanem:
„Najstarsze kodeksy zawierające pełny tekst Nowego Testamentu, pochodzą dopiero z IV w. Nie ma dwóch identycznych greckich rękopisów NT: w 1957 roku znano aż 4680 różnych ich wersji, natomiast kodeksy NT są zgodne tylko w ok. 50%. Liczba wariantów tekstów NT sięga 250 000, a różnice są nie tylko wynikiem błędów kopistów, ale także rozbieżności między całymi zdaniami i fragmentami [Deschner 1966]” – za: Jacek Sieradzan „Szaleństwo w religiach świata” , Kraków 2007, s. 626, p.1498
Czy w przypadku ST mogło być inaczej?
I tylko wątpliwość, czy ludzie żywiący się inkryminowanymi w artykule emocjami, czytają Biblię?
Jeśli doda Pan do tego problemy translacyjne to zobaczymy skalę problemu. A nie są to sprawy błahe, bo niuanse językowe doprowadzić potrafią do poważnych sporów (vide schizma wschodnia).
W przypadku ST było podobnie jak z NT. Niezliczone redakcje tekstów (niektóre niedokończone ze względu na niemożność dojścia do konsensusu – najprostszy przykład: dwa opisy stworzenia świata i różne opisy stworzenia kobiety), które miały na celu ustalenie oczekiwanego przekazu. Przyjmuje się, że ostateczna redakcja ST została dokonana po tzw. II niewoli babilońskiej, ale przecież np. Księgi Machabejskie napisane są (co wynika z chronologii historii Izraela) daleko po tym wydarzeniu. itd.itd.
Czy ludzie czytają Biblię? Moje spojrzenie nie jest ani obiektywne, ani reprezentatywne, ale w swojej okolicy nie spotkałem księdza, z którym mógłbym o niej swobodnie pogadać. Wiem, że moi słuchacze czytają, świadczą o tym i pytania jakie lecę z sali w moim kierunku, jak i przykłady książek i artykułów fachowych jakie cytują. Na ile to zainteresowanie jest obecne w całym społeczeństwie – nie mam pojęcia, choć kusi mnie by takie badania przeprowadzić.
Dziękuję za rozwinięcie tematu nakreślonego w zdaniu „Biblię pisał KTOŚ, dla KOGOŚ i w JAKIMŚ CELU”. Właśnie to powinno być bardziej uświadamiane bezkrytycznym zwolennikom „prawd” zawartych w Księdze. Ludzie ją redagowali, tylko ludzie, WYBIERALI i kompilowali fragmenty według swojego uznania.
Wątpliwość czytelnicza dotyczyła węższego zbioru, raczej – tych zaciętych obrońców jedynej słusznej, aktualnie, interpetacji – uwaga o księdzach, bardzo ciekawa, choć potwierdzająca tylko niski poziom polskiej teologii. Swoją drogą, ciekawa to, okraszana stopniami naukowymi na uczelniach „nauka”.
quoye;
Takie ludzkie cechy jak egoizm, pewien poziom agresji, skłonność do zazdrości, zawiści zawsze istnieją. Cywilizacja ładnie to urządza, kanalizuje. Ale gdy tylko ten lukier cywilizacji schodzi – mamy wybuch. Dlatego o ten lukier musimy dbać. Myśliciele, tacy chociażby jak John Stuart Mill, ale i inni, o tym mówili. Że największym zagrożeniem dla ładu, dla demokracji są masy. Bo w masie ujawnia się zła strona ludzkiej natury.
………
A może to tak jest?
Prof. Marcin Król – filozof polityki, historyk idei, publicysta.
https://www.tygodnikprzeglad.pl/nadchodzi-rewolucja/
„Budzą się niezauważenie w ludziach najniższe instynkty”.
.
Otóż same się nie budzą. Są pobudzane. Kilka dni temu oglądałem genialny film pt.: Trumbo. W USA nagle tysiące ludzi zostało uznane za zdrajców, w tym tytułowy Trumbo, wzięty scenarzysta z Hollywood. Nagonka sprawiła, że znalazł się na czarnej liście. Charakterystyczne, że czołowy bojownik przeciw „zdrajcom”, jak się okazało w czasie wojny siedział bezpiecznie w Kalifornii, podczas gdy to oskarżani o zdradę brali czynny udział w II WŚ.
Gdyby nie nazwiska, pomyślałby ma, że to dokument o dzisiejszej Oolsce
Oczywiście, że takie cechy czekają na stosowny moment, by się „obudzić”.
Podobnie jak Pan Koraszewski, nie mam co do tego wątpliwości. Pozostaje kwestia formy i „estetyki chamstwa”, że tak sobie pozwolę to nazwać.
Dawno, dawno temu, na Renana spadła lawina krytyki ze strony środowisk prawicowych, szczególnie katolickich, za jego „Żywot Jezusa”. Krytyka przybierała czasem bardzo ostre formy, ale …
Jeden z jego adwersarzy, poeta Leon Bloy, nadgorliwy jak każdy neofita pisał o Renanie: ” …bóg tchórzliwych umysłów, brzuchaty mędrzec, subtelny naukowy wychodek, z którego unosi się ku niebu smużkami niebezpiecznymi dla orłów odurzający fetor duszy wygnanej z kloaki, w której się narodził”.
W wymiarze wartści ludzkiego postępowania (życia), miłość i nienawiść nie stanowią bezpośrednich przeciwności; mogą więc występować równolegle. W istocie rzeczy, przeciwieństwem miłości jest obojętność, a przeciwieństwem nienawiści akceptacja.
Jesli chodzi o powszeche używanie terminów „kocham” czy „nienawidzę” to jest to raczej bezmyślne naśladowanie „love” czy „hate” przeniesione z potocznej mowy angielskiej, gdzie jednakowoż maja one inne zabarwienie i zakres znaczeniowy, podczas gdy w mowie polskiej brzmią prostacko.
W sprawie interpretacji warstwy znaczeniowej i psychologicznej opowieści biblijnych gorąco polecam wyklady dr. Jordana Petersona, dostępne na YouTube.
Peterson mówi nieco przydługo i zawile o rzeczach prostych i oczywistych, o których mówiło się , także tutaj, wielokrotnie. O potrzebie religii, potrzebie „zagospodarowania” własnych pod-osobowości, a mówiąc krócej – uporządkowania swojego wszechświata w celu pozbycia się strachu przed istnieniem. Strachu, który blokuje działanie co w ostatecznym efekcie nie pozwoliłoby człowiekowi przetrwać. O tworzeniu bogów w konkretny sposób i dla konkretnej potrzeby, co też jest znane „od zawsze”. Wystarczy spojrzeć na system religijny Sumerów by zauważyć, że budowali swój panteon dokładnie na wzór swojego społeczeństwa. Niebo było odwzorowaniem i osób i stosunków całkiem ziemskich.
Przenosząc to na grunt opowieści o Abrahamie jest to być może klucz do zrozumienia tej zaskakującej reakcji (a właściwie jej braku) ze strony Jahwe w stosunku do ewidentnie obrzydliwych postępków Abrahama.
Natomiast podzielam pogląd Petersona nt. ideologii, które on określa jako „kalekie religie” 🙂