Najpierw polska premier Beata Szydło, potem przewodniczący polskiego episkopatu abp Stanisław Gądecki, a teraz minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto. Głośno, dobitnie i wyraźnie głoszą konieczność obrony papieskiego krzyża na pomniku we Francji (chodzi o krzyż wieńczącego pomnik papieża Jana Pawła II w bretońskim miasteczku Ploermel).
We wszystkich trzech przypadkach padły argumenty broniące chrześcijańskiej tożsamości Europy i konieczności zachowania w przestrzeni publicznej widocznych znaków tej obecności.
To interesujące, bo właśnie polski rząd i polski Kościół katolicki w ostatnich latach mało zrobili, by uwiarygodnić siebie jako obrońcy wartości chrześcijańskich. To samo trzeba powiedzieć o Węgrzech. Najbardziej chrześcijański odruch pomocy potrzebującym akurat rządom kierowanym przez Szydło i Orbana (jak rozumiem minister Szijjarto działał w porozumieniu z premierem Orbanem) nie przychodzi spontanicznie jak obrona rzeczonego krzyża. Zarówno w wypowiedzi pani premier jak i przewodniczący polskiego episkopatu pojawia się gorliwa obrona postaci Jana Pawła („Nasz wielki Polak, wielki Europejczyk jest symbolem chrześcijańskiej, zjednoczonej Europy. Dyktat politycznej poprawności – laicyzacji państwa – wprowadza miejsce dla wartości, które są nam obce kulturowo, które prowadzą do sterroryzowania codziennego życia Europejczyków” to Szydło).
Ciekawe, że przy okazji debaty o uchodźcach nauczanie polskiego papieża nie wybrzmiało z taką siłą. Widać kamienny krzyż łatwiej przyjąć i chować niż żywych ludzi, którzy – wedle judeo-chrześcijańskiego przesłania – są żywymi obrazami Boga. Trudno mi komentować poczynania węgierskiego rządu, ale to chyba po raz pierwszy, z taką mocą zajmuje się zachowaniem dziedzictwa Jana Pawła II (jeśli za takowe uważać kamienne postumenty).
Francuski rząd, a nawet francuscy biskupi próbują tłumaczyć, że decyzja francuskiego rządu ma związek z obowiązującym w tym kraju prawem. Najwyższy organ sądownictwa administracyjnego we Francji wydając tę decyzję, powołał się na ustawę z 9 grudnia 1905 roku, która wprowadziła rygorystyczny rozdział państwa od Kościoła.
Może warto pozwolić Francuzom, by po swojemu modelowali swoją przestrzeń publiczną.
Ciekawe, że wszelkie próby uporządkowania zasad regulujących związki między władzą wykonawczą, sądowniczą i ustawodawczą w Polsce i na Węgrzech przez unijne władze są postrzegane akurat przez Węgry i Polskę jako ingerencję w wewnętrzne sprawy tych dwu krajów.
Dostrzegam tu pewien brak konsekwencji.
Stanisław Obirek

Może warto pozwolić Francuzom, by po swojemu modelowali swoją przestrzeń publiczną.
……………………………….
Jasne że warto pozwolić ale na równych prawach.
My nie powinniśmy ich pouczać a oni nas.
Też możemy jakiś pomniczek francuski usunąć… bo przeszkadza…
Francja jak sobie przypominam była państwem kolonialnym, nakradli po świecie wystarczająco dużo aby teraz bić się w piersi, aniołkami z palemką pokoju to oni nigdy nie byli.
W chwili obecnej ta wspaniała Francja gnije, traci swoją kulturę i tożsamość, niech nie wcinają się w inne państwa z którymi łączyły ją wyłącznie gładkie słówka i obietnice bez pokrycia.
Znajoma Francuzka kiedyś powiedziała, że Polska to jeszcze normalny kraj choć z napisami angielskimi niemal wszędzie.
Na jakimś festiwalu piosenki francuskiej połowa repertuaru była po arabsku… i co ty na to powiesz? padło pytanie.
Podobno to jest ta stara kultura francuska.. która uczy się obecnie kultury wszelakiej od swoich dawnych służących.
Może tak ma być?
Ale Polacy nie posiadali kolorowych służących i nie muszą uczyć się od nich niczego w ramach poczucia winy, więc?
Doprawdy nie rozumiem, czy Pan komentuje przeczytany tekst, czy go taktuje jako pretekst do snucia myśli z nim zgoła nie związanych. Wolałbym to pierwsze. Swoją drogą nie pamiętam by Francuzi wtrącali się go polskich pomników, których owszem mamy dużo. Napisałam mi osoba dobrze poinformowana, że „Polska ma chyba najwięcej na świecie pomników JPII w przeliczeniu na 1 mieszkańca (tzn. katolika), jeden więcej nic tu nie zmieni. „Masa pomnikowa” zwolniła wielu z okazywania chrześcijaństwa na co dzień, m.in. w sprawie uchodźców. Nie ma co wracać do tematu uchodźców, bo wydaje mi się, że stał się trwałym pomnikiem katolickości obecnego rządu”. Może o tym coś Pan napisze, Francuzi niech się martwią o siebie. Już raz jeden z polskich polityków im przypomniał, że od nas uczyli się kultury jedzenia. Więc może tych pouczeń wystarczy.
Nie mniej jednak owo prawo było ewidentnie skierowane przeciwko Kościołowi Katolickiemu i dążyło do przejęcia rządu dusz, zwłaszcza w edukacji. Prowadzi to zresztą do rozmaitych problemów np. w szkolnictwie (problem chust). Poza tym jak to pokazują historycy, ów rozdział nigdy nie był tak na prawdę przestrzegany, to pewna idealizacja, a za ostatnich kilku prezydentów mówiło się o laïcité ouverte czy też secularisation ourverte, w których dopuszcza się i docenia głos przedstawicieli religii w sferze publicznej, zwłaszcza w odniesieniu do poważnych problemów społecznych. By przywołać, gdy zmarł prezydent świeckiej republiki Mitterrand, to laickie państwo sięgało po symbolikę religijną i chowało prezydenta w katerze Notre Dame, a gdy zmarł kardynał Lustiger, to przedstawiciele świeckiego państwa tłumnie stawili się znów w tej samej katedrze, by oddać mu hołd i go pożegnać.
Sprawę krzyża na pomniku nakręciła grupa wolnomyślicieli, którym się nie podoba krzyż wieńczący pomnik, a co się tam miało znaleźć pół-księżyc? Pytanie czy podobne larum podnieśliby w przypadku symboli muzułmańskich?
Oczywiście trzeba rozmawiać o różnych sposobach religii w przestrzeni publicznej. W ostatniej książce-wywiadzie rzece opublikowanej po francusku (chodzi o rozmowy jakie z papieżem Franciszkiem przeprowadził francuski socjolog Dominik Wolton. Zostały one zebrane w książce „Papież Franciszek. Polityka i społeczeństwo”), papież Franciszek ciekawie się na ten temat wypowiedział: „„Sadzę, że w niektórych krajach, jak we Francji, ta laicyzacja ma zbyt silne zabarwienie odziedziczone z Oświecenia, które stwarza zbiorowe wyobrażenie, w którym religie są postrzegane jako subkultura.Myślę, że Francja – to moja osobista opinia, nie oficjalna Kościoła – powinna podnieść poziom laicyzacji w kierunku zrozumienia, że religie są także częścią kultury”. Tak więc można być krytycznym wobec francuskich rozwiązań bez arogancji, poczucia wyższości, a nawet pogardy. Może przetłumaczenie tej książki byłoby lepszym pomysłem niż przenoszenie kamiennego pomnika. Polecam uwadze pani premier i jej specjalistom od laickości jakoby nam zagrażającej.
Szanowny Panie Profesorze Stanisławie Obirek.
Partie odchodzą, ludzie umierają a naród ma istnieć w oparciu o własna kulturę która nie musi podobać się na zewnątrz, jak i jej niektórym obywatelom jakiegoś tam PRLu czy RP numer do uzgodnienia…
Trwa wojna kulturowa południe – północ. Usłyszałem o tym w końcu lat osiemdziesiątych od Araba którego żoną do dziś jest Polka. Zastanawiam się dlaczego Pan popiera w tej walce (słowem) tych z innej cywilizacji i zabiega aby w Polsce pojawili się harcownicy których zadaniem jest zniszczenie mojej tradycji i
mojego języka (prawie wszędzie angielski, firma UPC po polsku brzmi „upece” a nie „jupisi” jak mówię po polsku otacza mnie powszechne współczucie, dziadek nie zna angielskiego… a dziadek może po włosku, francusku, angielsku, niemiecku, rosyjsku o czeskim czy serbskim nie wspominając). Potrzebne dla mojego komfortowego życia są jeszcze dialekty arabskie czy afrykańskie?
Od biedy jeszcze parę uprzejmości czy wulgaryzmów po arabsku też mogę powiedzieć, choć pamięć nie ta..
W ramach empatii mam z nimi gadać w ich językach? W Polsce? Aby czuli że ich kocham?
Po cholerę mi np. Halloween?
To inny świat i inna kultura. Ale jaka fajna, cukierek albo psikus!
Jestem ateistą. Czy oznacza to że mam zapomnieć o Święcie Zmarłych? O Zaduszkach już nikt nie pamięta, młodzi nie wiedzą co to jest. Toczy się wojna między cywilizacjami, cywilizacje niżej stojące wypierają te wyższe.
To według Konecznego…
Ma być na terenie Polski fajnie, kolorowo, niezrozumiale i w związku z tym niebezpiecznie. W pewnym momencie ja będę obcy w swoim kraju a oni u siebie… jak zdewastują wszystko pójdą dalej… siać nowoczesność kulturową.
Zniszczą obrazy, rzeźby, budynki, pomniki, muzykę i wszystko co jest niezgodne z ich percepcją wykształconą poprzez wyznawaną wiarę. PRL zabił polski folklor muzyczny, ten autentyczny z wiejskimi korzeniami, bo wstyd było być ze wsi. Pamiętam jak koleżanki czy koledzy wstydzili się rodziców co odwiedzali ich w warszawskiej Dziekance.
Tak to działało…
A teraz?
Polska jest jaka jest, jak mi nie pasuje to kupuję bilet i jadę w świat.
Kiedyś wystarczyło wykazać się sumą 10 K $ aby dostać wizę pobytową na całym świecie.
Pozdrawiam
Magog
ps.
Doprawdy nie rozumiem, czy Pan komentuje przeczytany tekst, czy go taktuje jako pretekst do snucia myśli z nim zgoła nie związanych.
…………
Niestety albo stety… sa pretekstem do snucia myśli… to źle?
Obawiam się, że pan nie widzi pewnych nieuniknionych procesów. Faktem jest na przykład, że przyrost naturalny jest znacznie mniejszy w populacji ludzi wykształconych niż niewykształconych; a na Zachodzie średni poziom wykształcenia rośnie. Podobnie populacja ludzi biednych rośnie znacznie szybciej niż majętnych (również i z tego powodu, że w niektórych miejscach dzieci są ubezpieczeniem rodziców na starość, bywa że jedynym). Oznacza to, że cywilizacji zachodniej po prostu dość szybko zabraknie rąk do pracy; jedynym wyjściem jest więc imigracja. Ale to będzie zupełnie inna kultura, która tę naszą po prostu wyprze, bez żadnej „wojny”. Im dłużej się będziemy opierać, tym mamy mniejsze szanse zachowania naszej – jeśli się szybko otworzymy, to może być tak, że zachodni hedonizm okaże się jednak atrakcyjniejszy od reguł jakichś tam świętych ksiąg i majaczeń duchownych. W przeciwnym wypadku – jestem o tym przekonany i na ten wariant rozwoju jednak stawiam (w tym sensie, że uważam go za prawdopodobniejszy) – czeka nas nowe średniowiecze, po którym oczywiście znów nastąpi Oświecenie i normalność; ale to będzie trwało kilkaset lat. A co do języków… Tak czy inaczej, za kilkadziesiąt lat będą się liczyły wyłącznie angielski i chiński – potem przerwa – hiszpański; może niemiecki i rosyjski. A obyczajowość się zunifikuje bez wątpienia; i nie sądzę, by nasze pokolenie, często tym „nowym” zadziwione i oburzone, miało tu cokolwiek do powiedzenia. Okryć się prześcieradłem i nie robiąc paniki pełzać w kierunku najbliższego cmentarza. Nie inaczej.
quote;
Dziś nade wszystko należy pytać o kulturę: czy Ameryka i cały Zachód mają szansę na kulturalny i cywilizacyjny renesans. Szukając odpowiedzi, amerykańscy myśliciele, filozofowie społeczni i pisarze często przywołują czas upadku Rzymu, „Państwo Boże” św. Augustyna, i zwłaszcza św. Benedykta z Nursji jako najważniejszego budowniczego chrześcijańskiej Europy. Dobrze pamiętają, że Benedykt XVI powiedział w 2012 r., iż obecny kryzys duchowy Zachodu przypomina schyłkowy okres Imperium Rzymskiego.
…………………
https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jacek-koronacki-czy-ameryka-dotrwa-do-2025-roku/
Jak na obrazku ma być? nie ma innej drogi?
Obawiam się, że to nie myślenie, tylko biadolenie. Przykro mi, ale św. Augustyn był intelektualistą swoich czasów i inni święci również; i to tylko dla niektórych. O renesansie takiej kultury można zapomnieć. Obecnie to rupiecie z muzeum, i to raczej z magazynów niż sal wystawowych. Dziś wyznacznikiem postępu jest jednak liberalna i libertyńska świecka hedonistyczna kultura Zachodu; zatem – być może – współczesny Rzym (czy co tam z niego jeszcze zostało) rzeczywiście upadnie, ale zapewne niewielu będzie go opłakiwać. I powtórzę: może i nastąpi nowe średniowiecze; z pewnością nie będzie ono katolickie, a prawdopodobnie i nie chrześcijańskie, ale potem nadejdzie Odrodzenie i Oświecenie. Już całkowicie uniwersalne i w zupełności areligijne. W każdym razie niżej podpisany jest o tym głęboko przekonany.
Szanowny Panie Magog,
Oczywiście może Pan sobie snuć refleksje jakie się Panu podoba. Mam z nimi tylko taki problem, że są one wbrew temu, co ja piszę. Rozumiem Pańskie obawy, ale ich nie podzielam. Jestem ze wsi, nigdy się mego pochodzenia nie wstydziłem ani wypierałem. Owszem to właśnie wiejskie korzenie pozwalają mi z ciekawością przyglądać się światu, a dziadkowi zawdzięczam dystans to układaczy świata tego. Projektuje Pan świat, który nie jest moim. Owszem otwarcie na inność jest możliwe tylko przy mocnym zakorzenieniu w swoim. Dziwi mnie, że tak wielu Polaków potrafi zaaklimatyzować się niemal pod każdą szerokością geograficzną i w różnych kulturach, a odmawiają tego samego w Polsce. W tym dostrzegam pewną niekonsekwencję, podobnie jak i w optyce pani premier i pana arcybiskupa z Poznania. Idealizacja polskiego katolicyzmu jest zwykłym dysonansem poznawczym, bo jest to prymitywna i ksenofobiczna forma arogancji, którą się myli z chrześcijaństwem i wiernością nauczaniu Papieża, który jako pierwszy zwrócił uwagę na konieczność otwarcia na uchodźców, polecam np np. takie oto:
https://www.deon.pl/religia/serwis-papieski/jan-pawel-ii/oredzia/art,68,oredzie-na-swiatowy-dzien-migranta-i-uchodzcy-2003.html
Jan Paweł II ustalił standardy do których warto wracać i się ich trzymać.
Jan Paweł II ustalił standardy do których warto wracać i się ich trzymać.
……… no nieeee
Pan takie rzeczy teraz pisze?
Bez złośliwości z mojej strony , czy to ewolucja poglądów i przekonań?
Jestem zaskoczony, bardzo.
Ja projektuję Panu świat?
A może to odwrotnie?
To ja mam żyć w innym projekcie, obcym dla mnie bo wypełnionym
konglomeratem religijnym opartym na bajkach i opowieściach z przed kilku tysięcy lat?
Oczywiście, te bajki są stale modernizowane ale są to bajki.
Z pełnym szacunkiem, ale Pan bierze udział w brzydkiej sprawie, tak sądzę.
Z Poważaniem
Magog
Kiedyś był pomysł by beatyfikować kard. Wyszyńskiego, katolicki publicysta S. Wilkanowicz napisał, że to świetny pomysł, tylko trzeba dokładnie określić za co. Ja postrzega JPII jako osobowość złożoną, ale akurat w sprawie uchodźców „ustalił standardy do których warto wracać i się ich trzymać”. Przepraszam, ale widzę że Pan ma kłopot z czytaniem moich tekstów. Jeszcze raz zachęcam proszę je czytać i nie projektować własnych pomysłów. Na tym kończę wymianę zdań w tej kwestii.
No to już do końca jako kustosz kultury . Nie Zaduszki tylko Dziady
To jest inna sprawa, z ową propozycją pani PBS, jak i węgierskich władz samorządowych. Są tacy, którzy uważają, że to okazja by zmierzyć szpady z prezydentem Macronem, który swoje problemy wewnątrzkrajowe, przykrywa kwestią pracowników delegowanych i chce utrzeć nosa władzom polskim. Na to nakłada się jeszcze rozgrywka samorządowcy, którzy wystawili pomnik JPII, a władze centralne i ugrupowania wolnomyślicieli (i wolnomularzy). Jest to zatem układanka dość skomplikowana.
Co ciekawe, również w niektórych mediach francuskich, a zwłaszcza w sieci, pojawiły się głosy, że tu władze centralne przeginają z interpretacją obecności „przekonań prywatnych w przestrzeni publicznej”. W przypadku mamy do czynienia z ewentualnym łagodzeniem antykościelnej (w zamiarach ówczesnych władz III Republiki) ustawy (przyjazny laicyzm) i ewentualnym odejściem od zdecydowanego antyklerykalizmu. To była jednak rewolucja, bynajmniej nie prześniona, która piętno wywarła i lała się krew strumieniami (Wandea). Z odmienną sytuacją mamy do czynienia w krajach Europy Środkowo-Wschodniej: mianowicie z kwestią przenikania się (nierzadko zakulisowego) przestrzeni tego co państwowe, z tym co kościelne (w sensie gier instytucjonalnych). Przy czym paradoksalnie to raczej przedstawicielom władzy państwowej (od prawa do lewa, by przypomnieć Kwaśniewskiego w papa-mobile przed wyborami) zależy na tym, aby owe relacje przypominały mętne bajorko. Niewątpliwie duża część hierarchów, zwłaszcza tych o zaawansowanych nr. PESEL, chętnie z owych zalotów korzysta i lubi się „przeglądać w lustrze” w ramach sojuszu tronu-z-ołtarzem na masowych imprezach (religijno-patriotycznych). Natomiast nie wszyscy, i ci o bardziej rozbudowanej cnocie roztropności dążą do tego, aby się od tych umizgów „wyklamkować”; co bynajmniej nie jest proste, ze względu na tradycję oraz historyczne zaszłości zastępczego reprezentowania zduszonej państwowości w czasach modernizacji (19-20 w.). W jakim kierunku to będzie ewoluowało, zobaczymy.
Łomajgod! Ci nieradzący sobie ze sztućcami Francuzi usiłują się tłumaczyć obowiązującym prawem. Te biedne pisiaki, nie wiedzą, o co chodzi…
Zarówno tekst autora, jak i dyskusja pod tekstem bardzo interesujące, zarówno pod względem formy, jak i treści. Przeczytałam z satysfakcją, jednak mam dojmujące wrażenie, że ta dyskusja toczy się ponad głowami większości naszych rodaków. Że ich zupełnie nie dotyczy i nie ma szans, aby cokolwiek z tych wypowiedzi chcieli i potrafili zrozumieć. Aktualnie jestem pod wrażeniem krótkiego materiału, pokazywanego od rana w telewizyjnych wiadomościach. Na przystanku tramwajowym leżał człowiek w kałuży krwi i nikt z licznych, mijających go ludzi nie zatrzymał się, nie wezwał pogotowia. Po prostu sobie szli „w sprawach szli” trawestując słowa poety. Zainteresow3ał się nim motorniczy tramwaju, który pojazd zatrzymał, wysiadł, zaczął nieprzytomnemu pomagać, spowodował, że ktoś jednak po pogotowie zadzwonił a przypadkowo obecna na miejscu pielęgniarka pomagała mu w udzielaniu pierwszej pomocy. Wiadomość ze szpitala – ten człowiek jest w stanie zagrażającym życiu…
A tu dyskusja o ” liberalnej i libertyńskiej świeckiej hedonistycznej kulturze Zachodu”.
Mam wrażenie, że dyskusje toczą się ponad głowami społeczeństwa, które sobie drepce „w sprawach drepce” depcząc po drodze to, co na drodze i nie podnosząc wzroku, omijając to, co na drodze leży, choćby to był człowiek potrzebujący pomocy. Może go nie zadepczą, ale ominą bez jakiegokolwiek odruchu zainteresowania.
I na tym ponurym tle nasza pani premier i jacyś ministrowie próbują Francję pouczać i interweniują w nieswoje sprawy. Francuzi ten pomnik postawili i niech oni zadecydują, jaki będzie jego dalszy los, a z tego, co gdzieś już wyczytałam chcą zmienić status własności ziemi, na której pomnik stoi. Nie musimy każdego narodu pouczać i nawracać, bo sami ze sobą jesteśmy w rażącej niezgodzie. „Z jednej strony śmiech szalony, z drugiej strony gorzka łza…”
Może tak zaczęli byśmy od siebie? Nawet nie chcę myśleć ilu z tych mijających leżącego, rannego człowieka było świeżo po przyjęciu komunii św. Czasami sobie myślę, że ja chyba już nie mieszkam w tej Polsce, którą zawsze kochałam, szanowałam i nigdy nie chciałam stąd wyjechać.
Nela : Moja pamięć mi raptem zgłosiła: „za sprawami?” „Po diełam spieszat” Naturalnie to Arbat Okudżawy. Miło, że ktoś jeszcze dziś myśli cytatami z poetów.
Czemu mi się pokazuje komunikat „Anuluj pisanie odpowiedzi” Chciałam przytoczyć fragment wiersza Tuwima „Ruch” – może to dlatego? Można więc łatwo wyszukać i przeczytać.
Ja akurat miałam na myśli Tuwima;
„Wstali chodzą. O jak uroczo!
Oto zdarzenia. Nie wiem po co.
Chodzą, idą. W sprawach idą.
Przyjdą, załatwią i znowu wyjdą.
Wstali, iżby. Chodzą, ażeby.
Oto cele. Oto potrzeby.
On dla wszystkich. Wszyscy dla niego.
O, jak śmiesznie! Bo nie wiem dlaczego.”
Ale i Okudżawa miał podobne skojarzenia. Bardzo go lubię i cenię. No i tłumaczenia Młynarskiego jeszcze bardziej go przybliżają. Mój rosyjski ze szkoły średniej jakoś mi się pozacierał i nie czytam już tak biegle, jak w szkole.
„Polecieliście” zbyt wysoko. Sądzę, że gdyby ta dyskusja dotarła pod sklepienie puszki mózgowej pani biorącej pieniądze za udawanie premiera, nie wiedziałaby o czym mówicie.
Jej reakcja była znacznie prostsza co do motywów i raczej nie miała na celu zgłębiania tematu, na który wprowadził dyskusję @magog.
Zgadzam się z p. Obirkiem prócz jednej rzeczy: korzeni. Ich tak naprawdę już nie ma. Szanuję świadomość posiadania własnych przez Pana, mam podobnie i te moje korzenie wyłażą czasem w sposobie mojego myślenia (co często zauważam po fakcie), ale z tymi polskimi korzeniami dzieje się już od dłuższego czasu coś dziwnego. Mam wrażenie, że coraz częściej są to korzenie sztuczne, plastikowe, tworzone bardziej przez potrzeby grup towarzyskich i ich bieżących potrzeb, niż tzw. krąg kulturowy. Płytko zalegające, nie karmione żadną kulturową mierzwą, którą to płyciznę dostrzec można na każdym niemal kroku. To o czym pisze BM już się dzieje. Właśnie dlatego, że gdzieś się te korzenie zatraciły. Stąd taka, budząca przestrach niektórych „łatwość” przyjmowania się u nas zwyczajów obcych. Tyle, że ci płaczący nad tym faktem nie potrafią mu się przeciwstawić, ponieważ wykorzystują go do swoich bieżących interesów nie mających nic wspólnego z kulturą szeroko pojmowaną. Wynosząc pod niebo „nasze, odwieczne” nie znają ich tak naprawdę, nie widzą ich atrakcyjności, a cała argumentacja zawiera się w słowach „u nas zawsze tak było”, co po pierwsze też jest nieprawdą, a po drugie może być argumentem jedynie dla umysłów na poziomie – przepraszam za wyrażenie – pani Kempy.
Byłoby fajniej gdyby zainicjować taką dyskusję, ale samą dla siebie, nie jako komentarz dla działań pani SZ, ponieważ w ten sposób krzywdzimy niewinną kobietę podejrzeniem o to, że ma coś na ten temat do powiedzenia.
A jej reakcja jest prosta i oczywista. „Wstajemy z kolan, dowalimy każdemu komu można i znajdzie się okazja i pokażemy suwerenowi, że się nikogo nie boimy i nie oddamy nawet guzika!” Nie byłoby pomnika JPII to byłaby inna okazja, przedmiot nie ma znaczenia. Ważna jest „walka”. To co uderza w wypowiedzi tej pani (i jej kolegów) to oprócz hipokryzji wskazanej przez p. Obirka, logika Kalego. Jak oni się wtrącają to alarm, wzywanie ambasadorów itp, natomiast jak my to jest ok.
Natomiast to co się dzieje we Francji powinno być przedmiotem głębokich analiz, nie po to by im „dowalać”, ale po to by w przyszłości znając skutki wprowadzanych przez nich rozwiązań łatwiej znaleźć odpowiednie dla siebie. To istotne, bo rzecz nie polega na „eliminowaniu Kościoła z życia publicznego” jak twierdzą niektórzy, ale na rozwiązaniach dotyczących wszystkich religii, który to fakt jakoś umyka rodakom stosującym ulubiony chwyt „a spróbowalibyście z Mahometami!”.
Francja i jej regulacje mogłaby być dla nas wszystkich cenną lekcją gdybyśmy tylko zechcieli się uczyć.
Za PRLu był taki premier o nazwisku Ochab.
Odwiedził Francję, jako przedstawiciel rządu.
Francuzi prezentowali mu swoje osiągnięcia w różnych dziedzina i opisano mu edukację powszechną
dostępną dla każdego. Pan Ochab w trakcie rozmowy z ministrem prezenterem wtrącił kwaśną
uwagę że oficjalnie analfabetyzm jest na poziomie bodajże 3%
Francuz potwierdził ten fakt i powiedział że rząd Francji boleje nad tym , jest to problem..
Ale, dodał z uśmiechem, panie premierze, gwarantuję panu, że żaden z tych analfabetów nie zasiądzie w rządzie Francji.
Tu jesteśmy spokojni.
a tak gwoli dopełnienia, to podsyłam linki do dwóch głosów francuskich w tej sprawie, politologa i filozofa
http://www.lefigaro.fr/vox/societe/2017/11/03/31003-20171103ARTFIG00330-laurent-bouvet-il-faut-distinguer-la-question-de-la-laicite-et-celle-de-l-insecurite-culturelle.php
http://www.lefigaro.fr/vox/societe/2017/11/03/31003-20171103ARTFIG00294-remi-brague-certains-8216laicards-exploitent-la-peur-de-l-islam-pour-en-finir-avec-le-christianisme.php